Kiedyś byłam lewicową aktywistką. Pod koniec lat zerowych do aktywizmu zdominowanego przez kwestie tożsamościowe z impetem wkroczył dyskurs ekonomiczny. Jedną z jego odmian był antyintelektualizm. Zwalczaliśmy go zaciekle, ja i mój przyjaciel, wtedy oboje doktoranci. Naszym wrogiem numer jeden był chłopak, nazwijmy go Przemek, który na jednej z list dyskusyjnych wypisywał pogardliwe komentarze o kanapowej lewicy. Zdaniem Przemka tacy jak my mądrzą się „żyjąc na grancikach”, a więc nie mając pojęcia o prawdziwym życiu klasy robotniczej.



