dramatopisarz

Torując sobie drogę na szczyty szczytów wszelkich dziedzin sztuki, współczesny teatr potyka się nieustannie o irytujący anachronizm: o dramatopisarza. Rzecz ma się tu tak, jak z celibatem w Kościele katolickim: skoro już mu się dało istnienie, to nie jest łatwo się go pozbyć, nawet jeśli z tego powodu wszyscy cierpią, w pierwszym rzędzie sam dramatopisarz.