08_brzozowska_gora.jpg

Brzozowska Góra (fot. J. Sieradzki)

Widoki wakacyjne

Jacek Sieradzki
Blog
23 sie, 2022

Siedziałem w punkcie widokowym na Brzozowskiej Górze, niedaleko Węgorzewa. Zbudowano tu za pieniądze Unii Europejskiej (85 procent finansowania) trasy rowerowe biegnące głównie śladem dawnych torów kolejowych, z odboczkami ku takim viewpointom, postawiono na nich altanki, niezniszczone, eleganckie. Wokół rozciągały się Mazury Garbate, niezapaprane tłumami znad głównych jezior, słabo zaludnione. Z szosami ponaprawianymi, z farmami na przyzwoitym poziomie. Ale i – gdy zjechać w bok – z traktami kocich łbów, malowniczymi acz archaicznymi i uciążliwymi nie do zdzierżenia. Tudzież z popadającymi w ruinę gospodarstwami, aż nadto dobrze pamiętającymi czasy Ostpreußen.

Rodaków niegdysiejszych mieszkańców spotykałem wcześniej tego dnia, gdy włóczyli się rodzinami po dawnych zakątkach, niszcząc podwozia swoich volkswagenów. Nie wyglądali na zainteresowanych rewindykowaniem czegoś z tej zapadłej dzikości.

Słońce dziarsko zmierzało ku horyzontowi i już niedługo w domach rozrzuconych po tych i innych garbach drogiej ojczyzny państwowa szczekaczka miała o 19.30 rozpocząć codzienną porcję szczucia na zachodnich sąsiadów, którzy, jak przez wieki, drapieżnie dybią na polską suwerenność. Pilni słuchacze znów – bo nie pierwszy raz przecież – mieli okazję się dowiedzieć, że ta cała Unia to naprawdę IV Rzesza a rzekomy szef opozycji to płatny zdrajca czy najemnik. W ogóle mamy już prawie trzydziesty dziewiąty, a wódz w garniturku nadmie się i zakrzyczy „nie oddamy ani guzika”, może z użyciem nieco innych, niż wtedy, frazesów.

Musiało wyjść im z badań, że właśnie to chwyci. Że odwieczna zawziętość ufundowana na potwornej krzywdzie wojny, a potem hodowana latami przez indoktrynację, ale i popkulturę, ale i powszedni odruch zwalania tego, co idzie źle, na wiecznego i już oswojonego wroga – że ta złość będzie niezawodnym spoiwem obozu władzy. Zupełnie niezależnie od poziomu bredni, jakie wyprodukują propagandowe żuczki, bredni, na które, co najgorsze, nigdy nie ma dobrej kontry. Bo jak skutecznie przeczyć idiotyzmom? Jak przekonywać ludzi nie mających na to ani możliwości, ani chęci, żeby zwyczajnie sami rozejrzeli się po świecie – choć musiałoby to być spojrzenie szersze, niż ten zachwycający, uspokajający, uczący mądrości pejzaż z polsko-pruskich Mazur w zapadającym zmierzchu.

Nie odpuszczą, będą to grzać natrętnie, do zdechu. Tak jak w Peerelu chrzaniono na okrągło o Hupce i Czai, niemieckich rewizjonistach, dzień w dzień, lato, jesień, zima, wiosna. A my będziemy bezsilnie patrzeć, czy zmasowane wciskanie kitu pod korę mózgową okaże się tak skuteczne, jak myślą, czy może (oby) nie.

Takie mamy widoki.

 

 

Udostępnij

Jacek Sieradzki

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 1984 roku. Od 1991 roku – redaktor naczelny. Krytyk teatralny. Ukończył Wydział Wiedzy o Teatrze Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. W latach 1986–2002 był stałym recenzentem „Polityki”, w latach 2003–2011 pisał w „Przekroju”. Był pomysłodawcą konkursu na scenariusz festiwalu teatralnego w Katowicach, a potem dyrektorem artystycznym kilku edycji Festiwalu Twórczości Reżyserskiej „Interpretacje”. Koordynator merytoryczny Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Dyrektor artystyczny Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni.