Się miga

Blog
18 cze, 2018

Nie oglądam, jak dziś się miga w telewizji. Dawno temu pozbyłem się telewizora. Zostało jedynie wspomnienie beznamiętnych tłumaczy języka migowego w wiadomościach TVP posłanych (za jaką karę?) do kineskopowego kąta i imponujących hartem ducha. Nic ich nie ruszało. Radość Szczepkowskiej z czwartego czerwca i końca komunizmu, druga tura Stana Tymińskiego, Macierewicz i jego listy, przegrana Wałęsy z Kwaśniewskim. Nic. Nie przemawiał kamień ich twarzy.

I przypomniałem sobie pokerowe spojrzenie telewizyjnych migaczy, gdy w poprzedni weekend zobaczyłem tłumaczki języka migowego na pszczyńskim festiwalu Maszyna Teatralna: bo nie migały tylko rękoma, bo – zdawało się – na to, co na scenie, odpowiadały emocjonalną pantomimą całego ciała, tęsknotą spojrzeń, radością dołków na policzkach. Bezgłośnie śpiewały, gdy śpiewali aktorzy, i nie schodząc ze swego krzesła na scenie kołysały widzami, gdy spektaklem kołysał taniec.

Nic bardziej nie przekonuje, że teatr to nie tylko litery, sylaby i słowa. I że to nie tylko wewnętrzna logika sensów lotniejszych czy mniej lotnych wypowiedzi. I że o wielu rzeczach nie mówi się przecież – na scenie i poza nią – za pomocą słów, co wcale nie oznacza, że się nie zdarzają. A w Pszczynie był festiwal teatru niezależnego. Pamiętano tu nie tylko o niesłyszących: była też audiodeskrypcja, były wizyty w przestrzeniach gry, z możliwością dotykania scenografii i rekwizytów. Wszystko to, w pierwszej kolejności, niby dla osób z dysfunkcją wzroku i słuchu, ale przecież nie tylko dla nich.

Widzę i słyszę wciąż całkiem nieźle, czego źródeł upatruję również w pozbyciu się telewizora, a wraz z nim pokerowych twarzy wiadomości TVP. I trochę również dlatego, że chodzę to teatru. I że byłem na festiwalu w Pszczynie.

PO

Udostępnij