Okładka z błędem
Warto sprawdzić, która wersja stoi na półce: w pierwszym secie pierwszego wydania pierwszej części sagi o Harrym Potterze, wydawnictwo Bloomsbury zamiast J.K. Rowling wydrukowało J.A. Rowling. Dziś te niepoprawne egzemplarze warte są fortunę: całkiem niedawno jeden z nich zlicytowano za czternaście tysięcy funtów.
W amerykańskich bibliotekach pełno jest wydań Quo vadis napisanych rzekomo przez Sienkewicka, nie brak też okładek przekonujących, że Wojny światów nie napisał H.G. Wells, ale H.G. Wills. Trudno również zliczyć zaskoczonych maturzystów, którzy, zakupiwszy powieść Lala, nie znaleźli za jej okładką prozy Prusa, tylko powieść Jacka Dehnela. Mam nadzieję, że zorientowali się, że to nie ta książka, zanim zaczęli wypełniać maturalne testy.
Z kolei na okładce najnowszego „Dialogu” zamiast Simon Stephens wydrukowane jest Stephen Stevens. W środku jest dobrze, ale na okładce… Na okładce jest błąd.
Gdy Simon Stephens zaczął dostawać pierwsze propozycje wystawień z kontynentu, jego angielscy koledzy pukali się w głowę i pytali, po co mu to – przecież na kontynencie nikt w teatrze nie szanuje tekstu, a słowa dramatopisarza są maltretowane przez wizję reżysera. A jednak Stephens nie protestował. Dzięki temu powstały – niewątpliwie niekiedy odległe od dramatycznego pierwowzoru – wybitne inscenizacje Sebastiana Nüblinga.
Chcę wierzyć, że błąd na okładce „Dialogu” zapowie także kilka wybitnych inscenizacji jego tekstu w Polsce. Albo chociaż, że za jakiś czas „Dialog” z błędem na okładce stanie się bestsellerem na licytacjach.
Zaklinam rzeczywistość i staram się żartować, ale sprawa jest poważna. Przepraszam czytelników i czytelniczki, bo kupią tym razem miesięcznik z poważnym błędem. Przepraszam tłumaczkę sztuki Simona Stephensa Martę Orczykowską. I przeprosiłbym tu także autora, gdyby mówił po polsku – będę musiał znaleźć inny sposób, by wytłumaczyć się z tego, co się stało.
Piotr Olkusz

