jaszay_fres_szfe.jpg

Siedziba Uniwersytetu Sztuk Teatralnych i Filmowych, Budapeszt, 2020. Fot. FreeSZFE / vimeo.com

Model węgierski

Tamás Jászay
Tłumaczenie: 
Agata Zawrzykraj
W numerach
Luty
2022
2 (783)

ŚMIERĆ I ODRODZENIE UNIWERSYTETU: OD SZFE DO FREESZFE

Model szkolnictwa wyższego na Węgrzech zmienia się – państwowe dotąd instytucje przekształcają się w fundacje. Obraz jest znacznie bardziej złożony, ale zdaniem ekspertów w zakresie edukacji i ekonomii problematyczny jest fakt, że w ciągu ostatnich dwóch lat jednym pociągnięciem pióra dokonano finansowo-prawnego manewru, za sprawą którego znaczna większość węgierskich uniwersytetów znalazła się w rękach fundacji, czy też raczej jej rady powierniczej (zwanej też kuratorium). Od jej wybranych dożywotnio (sic!) członków z oszołamiająco wysokimi pensjami zależy wszystko, począwszy od tego, kogo zatrudnić, a skończywszy na programie nauczania. 

Modelowa zmiana na Uniwersytecie Sztuk Teatralno-Filmowych (Színház- és Filmművészeti Egyetem – SZFE) godna jest uwagi w znacznie szerszym, społecznym kontekście. Choć narzucone odgórnie zmiany napotkały sprzeciw na większości uczelni, SZFE wyróżnił się na ich tle silnym i w pewnym sensie skutecznym oporem studentów i wykładowców wobec autorytarnego potraktowania ich Alma Mater. Wielomiesięczna walka właśnie dobiegła końca – w ciągu kilku miesięcy nowy właściciel po swojemu całkowicie przebudował instytucję, istniejącą od 1865 roku, podczas gdy przeciwni zmianom studenci i wykładowcy założyli nową niezależną uczelnię pod nazwą Freeszfe. 

Wieloaktowy dramat wokół SZFE trwał niemal półtora roku, w znacznej mierze pokrywając się z trwaniem pierwszych trzech fal pandemii na Węgrzech. Rekonstrukcję wydarzeń ułatwia fakt, że węgierskie (a przez jakiś czas także zagraniczne) media śledziły je od samego początku, a osoby bezpośrednio w nie zaangażowane dokumentowały wszystkie swoje działania. Znaczenie tej uwagi docenimy w pełni dopiero, gdy zdamy sobie sprawę, że chodzi o najmniejszy węgierski uniwersytet, zarówno pod względem liczby studentów, jak i wykładowców. Pomimo tego (a może właśnie z tego powodu?) zdołał szybko i skutecznie ściągnąć na siebie uwagę krajowych i zagranicznych mediów, a także pokazać całemu krajowi, że nie każda decyzja podjęta ponad naszymi głowami musi zostać przyjęta z rezygnacją. 

Na czym polegał problem ze SZFE? Jak wiele innych spraw, które zaszły w węgierskim teatrze, miał związek z frustracjami Attili Vidnyánszkiego, dyrektora Teatru Narodowego. Z dzisiejszej perspektywy widać jasno, że przejęcie przez niego Wydziału Teatralnego Uniwersytetu w Kaposvár – drugiego ośrodka kształcenia aktorów na Węgrzech – bez właściwych kwalifikacji i doświadczenia, za to z oczywistym poparciem politycznym, było jedynie próbą generalną. Jego właściwym celem była władza nad SZFE, gdzie, jak twierdził, nigdy nie pozwolono mu uczyć i nigdy nie był zapraszany (obu twierdzeniom przeczą fakty) i gdzie – w jego mniemaniu – ci sami ludzie uczą tego samego od dziesięcioleci. 

Jedną rzecz trzeba odnotować – SZFE potrzebował różnorodnych reform i nikt temu nie przeczył. Jednak trzeba też zauważyć, że uniwersytet, wiecznie niedofinansowany, był od ponad dekady pod ciągłym obstrzałem prawicowego rządu. I, jak wiele innych instytucji krytycznych wobec rządu, SZFE padł ofiarą cięć. Problemy podupadłej infrastruktury, marnych pensji dla wykładowców i wiele innych zostało rozwiązanych jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki we wrześniu 2020 roku, w momencie powołania rady powierniczej. 

Zniszczenie SZFE było częścią węgierskiej Kulturkampf, której deklarowanym celem jest całkowita wymiana elit kulturalnych. Uniwersytetem kieruje blisko teraz wiązana z premierem pięcioosobowa grupa (której zainteresowania sięgają od ekonomii po kulturę), zarządzająca rozrastającymi się funduszami i nieruchomościami w imię „właściwego” kulturalnego przygotowania przyszłych pokoleń. 

Kiedy modelowa zmiana przyśpieszyła latem 2020 roku, studenci przejęli inicjatywę, organizując i koordynując wiele akcji performatywnych. Nie tylko wykorzystywali w praktyce umiejętności, które nabyli w toku studiów teatralnych i filmowych, ale też tworzyli nową jakość. W jasny i konsekwentny sposób wykorzystywali symbole (czarna dłoń uniesiona w geście protestu na żółtym tle z napisem Freeszfe, biało-czerwone liny, adaptacja ludowej piosenki Tajnego Uniwersytetu), organizowali wydarzenia masowe (demonstracje z latarkami, przekazywanie wiadomości do miast uniwersyteckich za pośrednictwem setek gońców etc.), a także organizowali i dokumentowali akcje solidarności na Węgrzech i za granicą (w ich trakcie czołowe instytucje i artyści z całego świata wyrażali solidarność ze studentami). Wszystko to były oddolne inicjatywy, realizowane w sposób demokratyczny, a ich uczestnicy prowadzili wewnętrzne debaty i rozwiązywali konflikty. Oczywiście prorządowe media przyczepiły im łatkę zdrajców, opłacanych przez George’a Sorosa. 

Jesienią 2020 roku odważni studenci spontanicznie rozpoczęli okupację budynków SZFE, uniemożliwiając nowemu kierownictwu wejście do uczelni. Przebieg roku akademickiego został zakłócony – zamiast normalnych zajęć odbywały się warsztaty i kreatywne działania z udziałem publiczności. 23 października 2020 roku, w marszu poparcia dla SZFE i podstawowych wartości demokratycznych wzięły udział dziesiątki tysięcy ludzi. Marsz przekształcił się w demonstrację sprzeciwu wobec rządu. Strajk okupacyjny zakończył się 10 listopada, po siedemdziesięciu jeden dniach, wskutek pogarszającej się sytuacji pandemicznej – tego dnia wszystkie uniwersytety musiały przejść na nauczanie zdalne. 

Tymczasem byli wykładowcy SZFE, którzy zostali zwolnieni lub odeszli z własnej woli, jak również studenci, którzy odeszli w ślad za swoimi mistrzami, założyli Stowarzyszenie Free­szfe. (W sumie SZFE opuściła niemal połowa studentów i jedna trzecia kadry.) W rezultacie jednej z ważniejszych akcji stowarzyszenia – „Wyjście Awaryjne” – kilka europejskich uczelni zgodziło się wydać absolwentom SZFE własne dyplomy w sytuacji, gdy ostatnie semestry ukończyli poza obrębem tej instytucji. Jesienią 2021 Freeszfe uruchomiła odpłatne zajęcia dla dorosłych. W programie pojawiły się nowe, interesujące przedmioty i specjalizacje, na przykład „teatr osobisty”, „wszechstronny asystent teatralny”, „teatr a performans”. Czesne jest wysokie, jako że uczelnia nie może liczyć na żadne subwencje ze środków publicznych.

W ciągu minionego półtorarocza stowarzyszenie Freeszfe otrzymało liczne nagrody od wielu organizacji i instytucji za bezkompromisową postawę wobec władz. Węgierskie Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych przyznało Free­szfe Nagrodę za Odwagę. W laudacji czytamy między innymi: „Członkowie społeczności uniwersyteckiej, którzy zorganizowali strajk okupacyjny na Uniwersytecie Sztuk Teatralno-Filmowych, a następnie ruch Freeszfe w obronie wartości, którym ta instytucja hołduje […] są prawdziwymi patriotami. Niezależnie od obecnych trendów politycznych mają na względzie jedynie niezakłócony rozwój sztuki na Węgrzech. Członkowie Freeszfe dają przykład całemu krajowi”. 

TEATRY NIEZALEŻNE. TEATR W CIENIU PANDEMII

W grudniu 2019 roku rządowe plany wprowadzenia zupełnie nowych zasad finansowania kultury wywołały poważny niepokój w środowisku teatralnym. Tutaj także punktem wyjścia była centralizacja: w skład nowo utworzonego Narodowego Komitetu Kultury (Nemzeti Kulturális Tanács) mieli wejść szefowie największych instytucji kultury i, zgodnie z pierwotnym planem, przejąć budżet i uprawnienia Narodowego Funduszu Kultury (Nemzeti Kulturális Alap, NKA), który dotąd finansował bądź współfinansował projekty artystyczne. Z projektu ustawy, który wyciekł do mediów, wynikało, że władze zamierzają zlikwidować subwencje dla niezależnych teatrów. Dyrektorów teatrów repertuarowych wyznaczać miał odtąd odpowiedni minister. 

Ustawa została ostatecznie złożona w parlamencie i uchwalona w łagodniejszej postaci, ale jej trzon się nie zmienił. Stanowisko rządu wobec teatrów niezależnych mogło ulec złagodzeniu z powodu petycji Niezależnego Stowarzyszenia Sztuk Widowiskowych (Független Előadó-művészeti Szövetség, FESZ). Pod petycją w obronie węgierskiego życia kulturalnego – „Kultura jest zasobem narodowym” – w ciągu kilku dni podpisało się pięćdziesiąt pięć tysięcy osób z Węgier i z zagranicy. 9 grudnia 2019 roku dziesiątki tysięcy ludzi domagały się niezależności kultury węgierskiej pod Teatrem Örkénya; byli wśród nich artyści związani zarówno z teatrami niezależnymi, jak i repertuarowymi. 

Dotąd teatry niezależne utrzymywały się w większości z subwencji państwowych. W 2020 roku ministerstwo bez uprzedzenia zlikwidowało system, który dość dobrze funkcjonował od kilku lat. Przeszliśmy do kolejnego etapu wojny „rząd w Budapeszcie kontra reszta kraju”, z osobnymi radami powierniczymi rozpatrującymi podania w stolicy i poza nią. Taka drobna zemsta: prestiżowe zespoły w miejscowościach rządzonych przez opozycję otrzymały drobne dofinansowanie lub zgoła żadne, podczas gdy samorządy zdominowane przez prawicę zostały sowicie nagrodzone. W 2021 roku historia powtórzyła się w nieco innym wariancie. Na przykład stowarzyszenie MASZK w Szeged na południu Węgier, które od trzydziestu jeden lat organizuje międzynarodowy festiwal teatralny THEALTER, ale otwarcie stanęło w obronie SZFE, po raz pierwszy od czasu założenia nie otrzymało ani forinta. Aktualnie wokół sprawy teatrów niezależnych panuje podejrzane milczenie. Krążą plotki, że zupełnie nowy system finansowania zostanie wdrożony przed wyborami parlamentarnymi wiosną 2022 roku, oczywiście bez jakichkolwiek konsultacji ze środowiskiem.

Jednak w ciągu ostatniego półtorarocza największym powodem trosk w teatrze była pandemia. Chociaż większość teatrów państwowych i samorządowych była przez większość tego okresu zamknięta (od marca 2020 roku do końca sezonu 2019/2020 i od listopada 2020 przez ponad sześć miesięcy), większość pracowników teatrów zachowała pracę i otrzymywała pensje. Inaczej rzecz miała się z teatrami niezależnymi – tu wielu artystów znalazło się w beznadziejnej, wręcz desperackiej sytuacji mimo rządowych deklaracji zapewnienia im pomocy. W rzeczywistości warunki uzyskania jednorazowego grantu dla twórców, którzy się o niego ubiegali, były trudne do spełnienia i restrykcyjnie przestrzegane.

W trakcie lockdownu węgierskie teatry chciały utrzymać kontakt ze swoją widownią. Wiosną 2020 roku większość z nich otworzyła swoje archiwa, udostępniając bezpłatnie nagrania przedstawień, lepszej lub gorszej jakości, głównie tych, które zeszły już z afisza. Wkrótce jednak udostępnianie spektakli w sieci stało się całkiem opłacalnym biznesem. 

Obecnie przedstawienia transmitowane na żywo, retransmitowane z teatrów lub specjalnie zarejestrowane udostępniane są głównie na stronach Eszinhaz.hu i Szinhaztv.com w cenie zbliżonej do przeciętnej ceny biletu do teatru. Statystyki pokazują, że wysoki odsetek widzów spektakli udostępnianych w internecie stanowią widzowie z obszarów wiejskich. Wśród widzów są przedstawiciele mniejszości węgierskich z krajów sąsiednich, a także odbiorcy z innych części świata.

Teatr Örkénya zbudował w czasie pandemii własne studio telewizyjne – mały zespół profesjonalnych operatorów kamer zarejestrował albo transmitował na żywo niektóre pozycje z repertuaru. Co ciekawe, teatr utrzymał system transmisji przez internet, chociaż od jesieni 2021 roku teatry są otwarte. Dzięki transmisjom jest bowiem w stanie oferować przedstawienia teatralne o wysokich walorach artystycznych większej widowni niż ta, którą może pomieścić budynek teatru. 

Inną strategię wybrał Trafó – Dom Sztuk Współczesnych. Nie pokazywał w sieci nagrań wcześniejszych spektakli, lecz poprosił artystów o przygotowanie nowych, specjalnie z myślą o transmisji w internecie. W bogatej ofercie znalazły się różnorodne przedstawienia węgierskie i zagraniczne: teatr dramatyczny, taniec, wykłady performatywne, pokazy cyrkowe, spektakle przygotowane na platformie Zoom, a także przedstawienia zarejestrowane w plenerze. Towarzyszą im dyskusje specjalistów i spotkania z twórcami spektakli. Stowarzyszenie Węgierskich Krytyków Teatralnych przyznało Trafó nagrodę specjalną za innowacyjność i eksperymentowanie w trakcie pandemii. 

IMPERIUM ATTILI VIDNYÁNSZKIEGO 

Polityka kulturalna rządu Fideszu zawsze była i nadal jest oparta na zasadzie centralizacji: rząd chce oddać w ręce jednej lojalnej osoby tyle instytucji, ile się da. Pomijając fakt, że prowadzi to do kumulacji stanowisk, ma też szkodliwy wpływ na te instytucje i pozostawia niewielkie pole manewru przy reprezentowaniu zawodowych interesów ich przedstawicieli. Tę tendencję można zaobserwować w wielu sferach, począwszy od produkcji filmowych, a kończąc na muzealnictwie, ale sytuacja teatru zasługuje na szczególną uwagę. 

Cieszący się międzynarodowym uznaniem reżyser Attila Vidnyánszky pochodzi z Ukrainy, a na Węgrzech pracuje od lat. Jest osobą równie bezkompromisową, jak kontrowersyjną. Nikt nie kwestionuje jego artystycznych dokonań, natomiast w oświadczeniach i wywiadach udzielanych zaprzyjaźnionym mediom Vidnyánszky przedstawia się jako ofiara międzynarodowego, liberalno-lewicowego spisku, któremu, jak uważa, przewodzi kilku węgierskich krytyków. Jego działalność na polu polityki kulturalnej zaczęła się w 2008 roku od Ustawy o sztukach widowiskowych, wskutek której niezależne teatry znalazły się w wyjątkowo delikatnej sytuacji. Po powierzeniu mu kolejnych posad i stanowisk wszystkie decyzje dotyczące węgierskiego teatru znalazły się wyłącznie w gestii Vidnyánszkiego. Nie ma tu miejsca na szczegółowe relacjonowanie kolejnych etapów długiego procesu, który do tego doprowadził, dokonamy zatem tylko krótkiego przeglądu najważniejszych wydarzeń ostatnich dwóch lat. 

Wokół Vidnyánszkiego rośnie imperium, którego jest on jedynym władcą i arbitrem. Czasem można odnieść wrażenie, że swoją energią i uwagą jest w stanie obdarzyć wszystko. Nawet drobny sprzeciw nie umknie jego uwadze – w 2019 roku zabronił pismu teatralnemu „Színház” publikowania zdjęć spektakli Teatru Narodowego, którym kieruje, uznawszy, że czasopismo „jest podporządkowane celom politycznym i manipuluje czytelnikiem”. Godna uwagi jest też sprawa Árona Molnára – latem 2021 roku aktor zaprosił Vidnyánszkiego do udziału w publicznej debacie na temat węgierskiego teatru. Vidnyánszky odmówił, tłumacząc: „Nie dam tobie ani twoim znajomym szansy na prezentowanie w moim teatrze pomysłów i ideologii, które niszczą Węgry i Europę”. 

Jeszcze ciekawsze jest to, co dzieje się w makroskali. Festiwal Teatru Narodowego Pécs (Pécsi Országos Színházi Találkozó, POSZT), od dekady zdominowany przez politykę, uważany za najważniejszy festiwal węgierski raczej z przyzwyczajenia niż z powodu walorów artystycznych, umarł śmiercią naturalną w marcu 2021 roku, co zresztą zostało przyjęte bez zdziwienia. Powodem jest wycofanie się prawicowego Węgierskiego Towarzystwa Teatralnego (Magyar Teátrumi Társaság, MTT) pod kierownictwem Vidnyánszkiego. Towarzystwo nie zadowala się już przyjmowaniem w poczet swoich członków kolejnych teatrów (w październiku 2021 roku było ich osiemdziesiąt), lecz z dużym zaangażowaniem buduje własną infrastrukturę. Wiosną 2021 roku otrzymało trzysta milionów forintów (dziewięćset sześćdziesiąt tysięcy dolarów) na zakup własnej siedziby. Położony w Budzie Teatr Karinthy, niegdyś prywatny, jest teraz własnością Stowarzyszenia. Kieruje nim notabene były uczeń Attili Vidnyánszkiego, dwudziestoośmioletni aktor i reżyser Nándor Berettyán.

Od 2019 roku Vidnyánszky jest też zaangażowany w organizację dwóch sowicie dotowanych ze środków publicznych programów. Pierwszy, Déryné, ma własny zespół i budynek, z biurami i nowoczesną sceną. Jego jedyną misją jest pokazywanie w małych miastach i wsiach starannie wyselekcjonowanych przez Vidnyánszkiego i jego bliskich współpracowników nowych i starszych spektakli pod hasłem: „Kultura dla wszystkich, nie tylko dla elit”. Problematyczny jest po pierwsze nieprzejrzysty system selekcji, a po drugie niska jakość przedstawień, często ideologicznie zaangażowanych. W 2020 roku zespół, który koordynuje Program Déryné, otrzymał dodatkowe zadanie – realizację drugiego programu: „Węgry, dziękuję”, z udziałem trzech tysięcy artystów. Każdemu z nich przyznano jednorazowy grant w wysokości trzystu tysięcy forintów (około dziewięciuset sześćdziesięciu dolarów). Po spełnieniu restrykcyjnych warunków artyści otrzymywali kwotę, która pozwalała im jakiś czas przeżyć. Każdy z tych programów pochłonął budżet w wysokości miliarda forintów (trzy miliony dwieście tysięcy dolarów).

Powiedzieć o Attili Vidnyánszkim, że jest człowiekiem wszechstronnym, to mało. Jesienią 2020 roku reżyser Árpád Schilling opublikował na Facebooku listę ról i funkcji, które Vidnyánszky pełnił w ciągu ostatniej dekady: reżyser teatralny – laureat nagrody Kossutha; dyrektor naczelny Węgierskiego Teatru Transkarpacia; przewodniczący organu pomocniczego Ministerstwa Zasobów Ludzkich – Komitetu Sztuk Teatralnych; przewodniczący Węgierskiego Towarzystwa Teatralnego, które broni zawodowych interesów ludzi teatru; wicerektor do spraw sztuki na Uniwersytecie w Kaposvár; dyrektor artystyczny Międzynarodowych Spotkań Teatralnych im. Imre Madácha (MITEM), dyrektor naczelny Teatru Narodowego, a ostatnio również przewodniczący Rady Powierniczej Fundacji Uniwersytetu Sztuk Teatralnych i Filmowych. Tak, jesienią 2020 roku Attila Vidnyánszky został najważniejszym decydentem Rady Powierniczej na okupowanym SZFE, co doprowadziło do absurdalnej sytuacji – na Węgrzech nie można zostać absolwentem wydziału aktorskiego bez jego podpisu…

Choć Vidnyánszky nie jest znany jako orędownik dialogu, tylko języka siły, nawet on czasem się dziwi. Jesienią 2021 roku światowej sławy reżyser Robert Wilson przekazał połowę swojego honorarium za zagranie spektaklu   w Budapeszcie Stowarzyszeniu Freeszfe. Wilson złożył też publiczne oświadczenie, na które nie omieszkał odpowiedzieć Vidnyánszky. Amerykański reżyser wyłożył swoje racje w wywiadzie opublikowanym na portalu www.revizor­online.com.

KRAJ MOLESTUJĄCYCH TEATRÓW?

Kulminujący moment w historii ruchu #MeToo na Węgrzech nastąpił jesienią 2017 roku, gdy Lilla Sárosdi, niegdyś aktorka Krétakör Theatre, żona reżysera Árpáda Schillinga ujawniła na Facebooku, że przed dwudziestu laty była seksualnie molestowana przez reżysera László Martona, dyrektora Vígszínház (Teatru Komedii). Jej oświadczenie nie zapoczątkowało trzęsienia ziemi. Nie jest to może najlepsze porównanie, ale sytuacja przypomina tę z teczkami służb specjalnych z czasów przed zmianą ustroju. Ponad trzydzieści lat po upadku socjalizmu wciąż można znaleźć dowody na współpracę z reżymem kompromitujące niemal każdego. W przypadku molestowania seksualnego jest tak samo – zamiast rozpocząć konstruktywny dialog, wyciąga się z szafy kolejne trupy. Tabloidy znajdują smakowite kąski, ale nie ma rozliczeń ani przeprosin. 

Jak wszystko, co dzieje się na Węgrzech, wydarzenia związane z ruchem #MeToo i towarzysząca im narracja zostały wpisane w bieżący dyskurs polityczny. Ograniczę się do jednego, prostego przykładu. Péter Gothár, dyrektor Teatru Katona i wykładowca SZFE, oskarżony o zachowania „moralnie nie do przyjęcia” wobec koleżanek został ukarany natychmiastowym usunięciem z obu tych instytucji w grudniu 2019. Po tym incydencie rzeczniczka prasowa rządu wprowadziła do dyskursu politycznego pojęcie „molestujących teatrów”. W opinii rządu w obu nieprzychylnych mu instytucjach (sztuka Mistrz Béli Pintéra wystawiona w Teatrze Katona uważana jest za drwinę z prawicy) molestowanie seksualne i przekraczanie uprawnień są na porządku dziennym. 

W przypadku oskarżeń o molestowanie seksualne zaczyna się od powszechnego oburzenia. Na końcu nie ma oficjalnych czy choćby nieoficjalnych przeprosin. Po kilku miesiącach – góra dwóch latach sprawcy wracają do kina czy teatru, jakby nigdy nic. W maju 2021 na ekrany węgierskich kin trafił nowy film Pétera Gothára Hét kis véletlen (Siedem drobnych zbiegów okoliczności). Możemy też wspomnieć Gábora Miklósa Kerényiego, głównego bohatera skandalu w Operetce (Operettszínház), ujawnionego równolegle ze sprawą Sárosdi – Martona. Jesienią 2021 roku będzie znów reżyserował – zaproszenia z kilku węgierskich teatrów są wciąż aktualne. Aktorzy, którzy będą z nim pracować, najwyraźniej nie zaprzątają sobie głów tym, co wyszło na jaw o jego metodach pracy reżyserskiej. 

Atmosfera wokół Vígszínház nie uspokoiła się po śmierci oskarżonego o molestowanie László Martona (2019). W marcu 2021 roku siedemdziesięciu jeden członków zespołu oskarżyło aktorkę i reżyserkę Enikő Eszenyi o publiczne upokarzanie, naruszanie ludzkiej godności i nadużywanie władzy, które doprowadziły do traumatycznych przeżyć członków zespołu. Enikő Eszenyi nie odpowiedziała na oskarżenia. Stwierdziła jedynie, że ci, którzy oskarżają ją o przemoc, sami ją stosują i próbują zniszczyć jej dokonania. Gdy jednak dwustu czterdziestu pięciu członków zespołu zażądało przeprowadzenia dochodzenia, 19 marca 2021 Enikő Eszenyi zrezygnowała z pracy w Vígszínház. Zastąpił ją aktor i reżyser Péter Rudolf. Tymczasem Enikő Eszenyi na pół roku zniknęła z życia publicznego, po czym nagle wypłynęła w rodzinnej miejscowości Csenger, trzysta kilometrów na południe od Budapesztu, przy granicy rumuńskiej. Z grupą młodych aktorów stworzyła nowy zespół, żeby wystawić Mewę Czechowa. Od tej pory, mimo poważnych zarzutów i braku skruchy, otrzymała kilka propozycji reżyserii z węgierskich teatrów. Péter Cseke, dyrektor Teatru Kecskemét, na pytanie, dlaczego ją zaprosił, odpowiedział, że „jako chrześcijanin wierzy w przebaczenie i w skruchę”. 

W marcu 2020 roku, Erzsébet Gy Németh, wiceprezydent Budapesztu, poleciła wszcząć dochodzenie w sprawie Teatru Vígszínház. Jednak po sześciu miesiącach dochodzenie zostało zamknięte, a o jego wynikach nie poinformowano ani ofiar, ani opinii publicznej. Latem 2020 roku wybuchła kolejna bomba – Zsigmond Kriza, dyrektor naczelny Operetki, został oskarżony o molestowanie. Niehumanitarne metody zarządzania doprowadziły do odejścia z teatru trzydziestu osób, w tym tylko dwóch mężczyzn. Według zgodnych relacji świadków, Kriza traktował kobiety tak, jakby były przedmiotami. Niektóre wypytywał o związki, inne o życie erotyczne. Otwarcie sympatyzujący z prawicą dyrektor teatru, Atilla Kiss-B, nie reagował na zarzuty pod adresem kolegi ani nie traktował oskarżeń poważnie. Ministerstwo wkrótce oceniło, że nie doszło do żadnych nieprawidłowości. Jak się jednak okazało, komisja prowadząca dochodzenie nie wysłuchała ofiar. 

Najnowszy skandal związany z molestowaniem seksualnym wybuchł w sierpniu 2021, gdy pojawiły się skargi pod adresem Jánosa Perjésa, właściciela prywatnego teatru Spirit. Dotyczyły zniewag słownych, gróźb, drobnych incydentów z przemocą fizyczną, a także molestowania seksualnego pracowników płci męskiej. Dyrektorowi zarzucono także, że notorycznie spóźnia się z wypłatami dla pracowników. Usłyszawszy o tym ostatnim zarzucie, Perjés wpadł w szał i zaczął rzucać w zespół metalowymi krzesłami. Odmówił na ten temat komentarza. Teatr działa normalnie. 

GEJE NA WĘGIERSKIEJ SCENIE?

W czerwcu 2021 roku, zgodnie z duchem rządowej polityki prorodzinnej, weszło w życie nowe prawo, przez prasę ochrzczone mianem „prawa pedofilskiego” lub „homofobicznego”. Władze wrzuciły homoseksualizm i pedofilię do jednego worka. Pierwotny projekt ustawy miał chronić dzieci (nawiasem mówiąc, w środowisku politycznym przypadki pedofilii wyszły na jaw tylko w kręgach Fideszu), ale po poprawkach ustawie bliżej do prawa rosyjskiego, stygmatyzującego i pozbawiającego gejów praw obywatelskich.

Ustawa zabrania także promowania i demonstrowania homoseksualizmu, korekty płci przez nieletnich, delegalizuje rozpowszechnianie treści pornograficznych (w tym reklam), które skupiają się na samej seksualności, przedstawiają odchylenia od płci biologicznej oraz promują lub przedstawiają homoseksualizm nieletnim poniżej lat osiemnastu. Lekcje wychowania seksualnego w szkołach mają prawo prowadzić tylko organizacje zarejestrowane w instytucjach publicznych. Projekt ustawy wywołał powszechne oburzenie, przeciw jej uchwaleniu protestowały przed parlamentem dziesiątki tysięcy ludzi. Protestowały partie opozycyjne, organizacje pozarządowe, stowarzyszenie dziennikarzy, a także prywatna telewizja RTL Klub – bo teraz takie filmy jak Przyjaciele czy Harry Potter będzie można pokazywać tylko późnym wieczorem. 

Nowe prawo, wzorowane na rosyjskim systemie sprawiedliwości, dobrze wpisuje się w wysiłki rządu Viktora Orbána, by utrzymać naród w gotowości bojowej. Militarna retoryka, poszukiwanie wciąż nowych wrogów (przykłady z niedawnej przeszłości: George Soros, uchodźcy, bezdomni, lewicowi liberałowie etc.) są istotnymi elementami tego systemu władzy. Oczywiście nie ma na Węgrzech partii wspierającej pedofilię, ale już poglądy na temat homoseksualizmu są zróżnicowane. Toteż Orbán próbował przy okazji uchwalenia nowego prawa wbić klin między opozycję – jeśli ktoś głosuje przeciw, można mu zarzucić, że popiera pedofilię. 

Oczywiście ustawa będzie miała wpływ na politykę repertuarową teatrów, choć na razie trudno przewidzieć jaki. Jak na razie jedyny opisany w prasie incydent naruszenia prawa to scena, w której dwaj mężczyźni całują się na scenie w prywatnym teatrze Orlai Production. Podczas któregoś spektaklu, kilka miesięcy po uchwaleniu nowego prawa, została wybuczana przez jednego z widzów. 

Oprócz zakazu pokazywania homoseksualizmu osobom poniżej osiemnastu lat, ustawa odbiera teatrom i widzom dostęp do szeregu dramatów klasycznych. Sam temat staje się tabu dla tej grupy wiekowej, którą prawdopodobnie nurtuje najgłębiej. Fakt, że na przykład spektakl o życiu młodych gejów Radość i szczęście, wystawiony w Budaörs pod Budapesztem w reżyserii Róberta Alföldiego, nie może być pokazywany tym, o których mówi i dla których został przygotowany, świetnie ilustruje cynizm tego prawa.

RÓBERT ALFÖLDI O TAK ZWANYM „PRAWIE PEDOFILSKIM” I JEGO MOŻLIWYCH KONSEKWENCJACH

W sierpniu 2021 roku zapytaliśmy reżysera Róberta Alföldiego, co czeka gejów na węgierskich scenach:

Czy przed spektaklami Radości i szczęścia będziecie sprawdzać przy wejściu wiek widzów?
RÓBERT ALFÖLDI: To jest niezwykle istotne pytanie. I wcale nie jest śmieszne, chociaż teraz się z niego śmiejemy. Pierwotnym celem dyrektora teatru i moim było uwrażliwienie widzów, uczenie akceptacji innych. W dniu uchwalenia nowego prawa odbył się zamknięty pokaz spektaklu. Zaprosiliśmy na niego nauczycieli szkół średnich w Budaörs, żeby mogli zdecydować, czy chcą przyjść na przedstawienie z uczniami. Niektórzy przyszli i powiedzieli, że rozumieją spektakl, ale nie mogą przyprowadzić swoich uczniów. Ale dam ci inny przykład: od siedmiu lat gramy w Atrium przy pełnej widowni Klatkę dla ptaków. Zbliżamy się do trzechsetnego przedstawienia. Jak dla mnie to jest teatr familijny. A teraz co? Mamy otworzyć żłobek w holu? Zabronić wstępu na widownię piętnastolatkowi? 
Oczywiście to właśnie piętnastolatek najbardziej będzie chciał wejść…
ALFÖLDI: Jasne. Ale jeśli zadasz takie pytanie w ministerstwie, w odpowiedzi usłyszysz, że „zbadają sprawę po otrzymaniu raportu”. A raport to nic innego jak donos. 
Czy zaskoczyło cię nowe prawo?
ALFÖLDI: Szczerze mówiąc, trochę tak. Rząd dobrał się już do tylu grup: Romów, uchodźców… Sam nie pamiętam, kogo jeszcze. Ale zostali geje, którzy w naszym społeczeństwie są problemem, więc weźmy się do nich! Najbardziej cieszą się ci, którzy wierzą, że geje są pedofilami – nareszcie ktoś przyznał im rację. Ale z drugiej strony na paradę równości przychodzi trzydzieści tysięcy osób, które świetnie się bawią. Przeciwko nim zgromadziła się ostatnio garstka, może trzydziestu protestujących. Albo taki incydent na osiedlu: ktoś wywiesił w bloku tęczową flagę i dostał list z pogróżkami. A po kilku dniach przyszedł kolejny list: „normalni” mieszkańcy przepraszali za tamten i prosili, żeby zostawić flagę. Tak właśnie działa dzielenie ludzi i podsycanie nienawiści na poziomie lokalnych społeczności. Potrzebowaliśmy nowego wroga, żeby dzielić ludzi na normalnych i nienormalnych. 
Jak to wszystko wpłynie na teatr? Czy reżyserzy staną się ostrożni? 
ALFÖLDI: Pytasz, czy ja będę ostrożny? (śmiech) Raczej nie. Przede wszystkim, jeśli jesteś ostrożny, w ogóle nie zabierzesz się do takiego tematu. Przyjrzyj się repertuarowi prawicowych teatrów na prowincji. Ile znajdziesz spektakli na ten temat?
Masz rację. Ale może się zdarzyć, że niektórzy zostaną upokorzeni dla przykładu…
ALFÖLDI: Jeśli ktoś doniesie, że Klatka dla ptaków podejmuje temat homoseksualizmu, sprawa będzie musiała zostać zbadana. Chciałbym, żeby prawicowi posłowie przyszli na przedstawienie. Zrozumieliby, czym są miłość, rodzina i akceptacja. 

PANODRAMA: TEATR DOKUMENTALNY ANNY LENGYEL

Świat teatru pożegnał w 2021 roku Annę Lengyel. Urodzona w 1969 roku w Budapeszcie jako córka pisarza Pétera Lengyela i poetki Zsuzsy Takács najpierw ukończyła Uniwersytet im. Eötvösa Loránda, a potem, w 1997 roku zrobiła drugi dyplom z dramaturgii w Akademii Sztuk Teatralno-Filmowych. W latach 1994-2002 pracowała w Teatrze im. Gergely Csikyego w Kaposvár, głównie z Istvánem Eörsim, Tamásem Ascherem, László Keszégiem, Zoltánem Bezerédim i Józsefem Kelemenem. Od 2004 do 2008 roku była dramaturżką w Teatrze Krétakör, gdzie wystawiła własny cykl dramatów zagranicznych. Była dobrze znana na arenie międzynarodowej – jako dramaturżka współpracowała między innymi z Robertem Wilsonem i Cate Blanchett. W 2008 roku założyła własny, niezależny teatr dokumentalny PanoDrama. Nadal pracowała jako dramaturżka i tłumaczka z angielskiego i niemieckiego. Współpracowała między innymi z Tamásem Ascherem, Árpádem Schillingiem i Róbertem Alföldim. 

W 2017 roku u Anny Lengyel zdiagnozowano raka. Mówiła otwarcie o swojej chorobie – sprzeciwiając się tabuizacji tematu nowotworu, zorganizowała cykl poświęconych mu otwartych dyskusji w Teatrze Katona. Dramaturżka i przyjaciółka Anny, Judit Garai, tak wspomina jej walkę z rakiem: „Cztery lata temu, kiedy zdiagnozowano u niej włókniakomięsaka, jej życie, jak również życie osób z jej otoczenia weszło w nową fazę. Rak i śmierć, czyli tematy, które dotąd dla wielu z nas były tabu, zaczęły być poruszane codziennie. Anna mówiła o chorobie w prywatnych rozmowach, w przedstawieniach, które reżyserowała lub przy których współpracowała, a także na różnych platformach. Była przy tym pogodna, spokojna, zachowywała się naturalnie – obserwowaliśmy ją ze zdziwieniem i, oczywiście, z podziwem. Wierzyłam, że Anna nie umrze, do ostatniego roku wcale się na to nie zanosiło”.

Teatr PanoDrama stał się w ostatnim dziesięcioleciu sceną wyjątkową. Mimo trudności, których doświadczał i doświadcza jako teatr niezależny, zajął poczesne miejsce na mapie węgierskiego teatru. Był intensywnie obecny także na międzynarodowych festiwalach, przeglądach, sympozjach, konferencjach i warsztatach, głównie dzięki niezmordowanej Annie Lengyel. To głównie za sprawą PanoDramy węgierski teatr przyswoił koncepcję, terminologię i metody pracy teatru dokumentalnego. Anna Lengyel wprowadziła do teatru węgierskiego technikę verbatimu. Korzystając z niej, stworzyła spektakle, w których podjęła ważne tematy społeczne, jak seria zabójstw Romów (Słowo za słowo), anomalie w systemie sprawiedliwości (Słudzy sprawiedliwości), pamięć o powstaniu w 1956 roku (Pali), czy samobójstwo aktywisty walki o prawa gejów (Musimy oczekiwać cudu od siebie). Podejmowała gorące tematy, o których nie chcemy, nie umiemy albo boimy się rozmawiać publicznie. 

Udostępnij

Tamás Jászay

Krytyk, redaktor, kurator festiwali i wykładowca uniwersytecki. Redaktor naczelny www.revizoronline.com, największego węgierskiego portalu kulturalnego. Napisał rozprawę doktorską na temat historii słynnego niezależnego teatru węgierskiego Krétakör.