teatr dla dzieci

MORAWSKI: Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej to okazja, by obejrzeć teatr, jakiego na co dzień chyba nie oglądamy. Na przykład teatr dla dzieci i młodzieży. Mam wrażenie, że jest on słabo opisywany, a jeżeli jest – to raczej w wąskim kręgu. W związku z tym jest to okazja, by o tym teatrze porozmawiać, bo – jak zwykle – sporo było w tym sezonie zgłoszonych przedstawień, zwłaszcza dla dzieci, a co więcej stanowią one mniej więcej połowę spektakli, które zakwalifikowaliśmy do finału. Mamy Dzikiego z Wałbrzycha, Kwiat paproci z Teatru im.

Sztuka na wyciągnięcie małej ręki, 
w bliskości, w bezpośrednim kontakcie, 
w relacji – z artystami, bliskimi, innymi dziećmi.
Dynamika, spontaniczność, bezpośredniość reakcji.
Bycie widzem i z widzem – tu i teraz.

Spektakl dla dzieci jest idealnym panaceum na nieustanny kryzys wieku powsze - dniego. Prawda? Wreszcie sytuacja jest jasna – można hulać, bawić się, można wypu - ścić rozbisurmanione myśli z poważnym, ale uczciwym celem: przez ponad godzinę (taka prośba dyrekcji zamawiającego teatru) wciągnąć widzki i widzów w ten świat. Skoro nie lubię procesów zaczynających się od misji, przesłań dla świata – tu wresz - cie można sobie pozwolić na freestyle bez trzymanki.

Obliczamy z dziewięcioipółlatkiem, ile razy w swoim życiu był w teatrze. To pewnie ostatni moment, kiedy jesteśmy w stanie to odtworzyć. On obstawia pięćdziesiąt spektakli – po pięć na każdy rok życia. Brzmi nawet sensownie, ale jestem sceptyczna, bo niemal zupełnie ominął nas teatr dla najnajów, czyli dla osób młodszych niż trzyletnie, a z prawdziwym rozpędem wkroczyliśmy na teatralną widownię dopiero w szóstym roku życia młodego człowieka. Typuję więc raczej wynik w okolicy dwudziestu spektakli. Ostatecznie jednak doliczamy się blisko czterdziestki.