bez_tytulu.jpg

Paweł Demirski „K.”, Teatr Polski w Poznaniu, 2017, reż. Monika Strzępka. Fot Magda Hueckel / Teatr Polski w Poznaniu

Mowa władzy

Jolanta Antas, Michał Kozień
W numerach
Czerwiec
2018
6 (739)

Językoznawstwo kognitywne jednoznacznie pokazało, że aby zrozumieć znaczenia każdego wyrazu czy wyrażenia, musimy odkryć domenę poznawczą, którą ono uruchamia, wyzwala lub wytwarza. Przykładowo: żeby zrozumieć znaczenie słowa „zapalniczka” musimy znać skrypt działania, jakim jest PALENIE PAPIEROSÓW, a żeby zrozumieć znaczenie słowa „ofsajd”, trzeba aktywować ramę GRY W PIŁKĘ NOŻNĄ. Z kolei dwa wyrażenia o tej samej denotacji mogą odwoływać się do różnych domen poznawczych, jak przykładowo „ikra” i „kawior”, które podobnie denotują, ale wyzwalają różne domeny, odpowiednio ROZMNAŻANIE RYB i POSIŁEK.
Koncepcja ram semantycznych została rozwinięta między innymi we Frame Semantics przez Charlesa Fillmore’a 1, u którego termin ten ma podobne znaczenie, jak domena w rozumieniu Ronalda Langackera 2. Według Johna R. Taylora z kolei rama obejmuje całą sieć wiedzy zawartej w różnych domenach, kojarzonych z daną formą językową. 3 W innym wariancie tej teorii pojawia się jeszcze pojęcie skryptu 4. Termin ten odnosi się do następstwa w czasie i związków przyczynowych łączących znaczenia oraz stany w obrębie pewnych ram czynnościowych. W porównaniu z ramami, które są statycznymi układami wiedzy, skrypty mają bardziej dynamiczny charakter. 5 Przykładowym dynamicznym skryptem mogą być typowe zachowania w restauracji albo zasady kupna i sprzedaży. Z kolei mianem pojęcia domena kognitywna określa się spójny obszar konceptualizacji, względem którego definiowane są struktury semantyczne, obejmujące pojęcia, rodzaje doświadczeń, a także system wiedzy.
Innymi słowy, dla opisu semantycznego znaczenia jakiegoś wyrażenia konieczne jest odwołanie się do określonej lub do określonych domen poznawczych. Na przykład do zrozumienia znaczenia słowa „poniedziałek” niezbędne jest przywołanie ramy SIEDMIODNIOWY TYDZIEŃ; z kolei pojęcia „w górę”, „w dół”, „wysoko”, „nisko” zrozumiałe są tylko w domenie TRÓJWYMIAROWA PRZESTRZEŃ. Żeby w pełni oddać znaczenie pojęcia, niejednokrotnie musimy odwoływać się do paru domen, na przykład pojęcie „matki” przywołuje domenę GENETYCZNĄ, domenę NARODZIN, domenę OPIEKI etc. 6
Domeną kognitywną może być wszystko, począwszy od wrażenia zmysłowego, a skończywszy na jakimś złożonym systemie filozoficznym. W rezultacie konstruując jakieś semantyczne orzekanie lub budując nową zbitkę semantyczną, tworzymy lub przywołujemy określone ramy semantyczne czy też wyzwalamy pewne skrypty. Mając świadomość tego zjawiska, można nim manipulować.
Jednym z najbardziej rozpowszechnionych w polityce językowych zabiegów jest mechanizm deprecjonowania politycznego przeciwnika przez etykietowanie go, czyli wyzwalanie określonych ram semantycznych, co powoduje przywoływanie w umysłach odbiorców pewnych negatywnych stereotypów, mających się z nim skojarzyć. W 2005 roku za sprawą Donalda Tuska rozpowszechniła się szeroko etykieta „moherowe berety”, odnosząca się do starszych kobiet, gorliwie wierzących słuchaczek Radia Maryja. Tak mocno wbiła się ona w świadomość społeczną, że mimo iż od stworzenia jej i nagłośnienia minęło wiele lat, nadal funkcjonuje jako stereotyp społeczny, przywołujący skrypt starszej pani wielbiącej Radio Maryja, kościelnej dewotki. Jak każdy stereotyp, jest on nieprawdziwy, ponieważ nie każda osoba nosząca moherowy beret musi być bezkrytyczną słuchaczką rozgłośni z Torunia. A także – nie każda starsza pani nosi moherowy beret. Ale to tylko jeden epitet. Tymczasem w ciągu zaledwie dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości machina produkcyjna etykiet i typizacji pracuje w tempie stachanowskim, regularnie przekraczając kolejne normy produkcyjne.
Na początku wytwarzane semantyczne ramy takich stereotypów zapowiadały się dość niewinnie. Wobec ludzi spontanicznie wychodzących na ulice użyto epitetu „rowerzyści i weganie”, który miał przywołać przeciwstawioną temu ramę POLSKI STYL ŻYCIA – kojarzoną ze schabowym, tradycyjnymi rolami w małżeństwie i narodową dumą. W tej ramie sugeruje się, że „rowerzyści i weganie” reprezentują „lewacką” wizję zachodniego liberalizmu i wielkomiejskiego trybu życia, który zagraża temu, co polskie.
A co znaczy „lewak”, „lewacki”? To także deprecjonujący termin lansowany przez prawicę – określa się nim wszystkie poglądy, które nie są prawicowe. Co więcej, następuje tu zrównanie w jednym lewicy i liberalizmu. Słowniki języka polskiego wskazują na opozycję: lewicowiec to „ktoś o poglądach lewicowych” (pozyt.) – lewak to ”radykał lewicowy” (negat.). 7 Obecnie za sprawą mowy PiSu „lewak” to każdy, kto nie ma poglądów prawicowych. W rezultacie PiS wytwarza bardzo silną dychotomię: każdy, kto nie wyznaje poglądów prawicowych, siłą rzeczy natychmiast dostaje etykietkę „lewicowy radykał, wywrotowiec”.
Ta dychotomia rozciągnęła się w języku PiS na charakterystykę polskości. „Rowerzyści i weganie” złączeni zostali z wielkomiejskim stylem życia wartościowanym przez PiS negatywnie, dlatego powstały nowe epitety: „ludzie niemający nic wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami” oraz „gardzący polskością”, aż w końcu mianowani „lewactwem” i „lewackimi świniami”.
Widać wyraźnie, że wyzwolone tu zostały dwie przeciwstawne domeny wraz z doczepionymi do nich dwiema przeciwstawnymi wartościami: promowany jako wartościowy POLSKI STYL ŻYCIA i krytykowany ZACHODNI STYL ŻYCIA. I na tej kanwie zbudowano semantyczne nadużycie, które sprowadza się do tego, że wszystko, co sprzeciwia się tradycyjnemu polskiemu stylowi życia, jest ANTYPOLSKIM ATAKIEM. Rodzi to przekonanie, że jeżeli dbasz o zdrowy styl życia, jeździsz na rowerze, nie jesz mięsa, popierasz prawa kobiet i mniejszości seksualnych, to jesteś antypolski.
Z promowaniem polskości jako aksjologicznej wartości wiąże się wyzwalanie dynamicznego skryptu DUMY NARODOWEJ, której widocznym, realnym działaniem są publiczne wystąpienia Obozu Narodowo-Radykalnego i innych grup nacjonalistycznych, oraz jak mantra powtarzana przez rząd fraza „wstawanie z kolan”. Ten slogan przeciwstawiany jest polityce wszystkich poprzednich rządów, którą określa się mianem polityki czy pedagogiki wstydu. „Pedagogika wstydu” to według prawicowego dziennikarza Michała Karnowskiego: „próba drastycznego zaniżenia samooceny Polaków poprzez odebranie nam dumy z przeszłości, zwłaszcza tej związanej z walką i martyrologią II Wojny Światowej. Czasu, kiedy nasi ojcowie i dziadowie powiedzieli NIE dwóm bezbożnym, pogańskim totalitaryzmom: niemieckiemu i sowieckiemu, czasu bohaterstwa i poświęcenia” 8.
Kwintesencją „polityki wstawania z kolan” jest duma z żołnierzy wyklętych, duma prawdziwego chrześcijaństwa, które zaniesiemy zagubionej Europie, duma z nieprzyjęcia uchodźców i obrony przed nimi, ale także wyrażana przez skrajnie prawicowe grupy duma z bycia białym (hasła ONR: „Europa będzie biała albo bezludna”; „Wszyscy różni, wszyscy biali”; „Biała Europa braterskich narodów”) i, żeby powiedzieć eufemistycznie, niefortunne wprowadzenie nowelizacji ustawy o IPN, zaprzeczającej istnieniu niegodnych postaw niektórych Polaków podczas drugiej wojny światowej.
Skrypt DUMA NARODOWA jest nierozerwalnie związany z pojęciem „wstawania z kolan”, przy czym nieustannie oglądamy zdjęcia klęczącego rządu. W ramach DUMY NARODOWEJ prezes Kaczyński dokonał dychotomicznego podziału Polaków na „lepszy i gorszy sort”. Mówiąc o protestujących przeciwnikach rządu Beaty Szydło powiedział, że to „najgorszy sort [Polaków, który] właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony” 9.
Szybko też stworzono kolejną ramę, POLITYCZNI PRZEGRANI. W jej zamyśle próbowano ściągnąć wizerunek opozycji do grupy społecznych frustratów pozbawionych władzy i przywilejów. Błyskawicznie wysunięto na wierzch takie określenia jak „oderwani od koryta” czy „odspawani od stołków”, dodając mocno deprecjonujący i złośliwy epitet „popiskujący”. Przeciwników politycznych nazywano też wprost „tymi, którzy utracili przywileje i wpływy” lub „tymi, którzy w ostatnim czasie wiele stracili”. Implikuje to, że opozycja działa tylko w imieniu swoich utraconych przywilejów, a nie w interesie społeczeństwa. Tam, gdzie nie dało się przyczepić ramy POLITYCZNYCH PRZEGRANYCH, tak jak w stosunku do młodych kobiet, które wyszły na ulicę w proteście przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej, zaczęto nazywać ich demonstracje „zabawą”. A tych, którzy protestowali przeciwko proponowanej przez PiS reformie sądownictwa, określano lekceważącym i umniejszającym wyrażeniem „spacerowicze”.
Szybko też pojawiła się rama CHORZY PSYCHICZNIE i takie określenia jak „ludzie, którzy mają niesprawne głowy”, a potem jeszcze gorsze określenia, bo kojarzące się z niebezpieczną patologią, jak „zwyrodnialcy”. Wygodną ramą, szybko zniesławiającą intencje wszelkich oponentów politycznych, są AWANTURNICY. Jakie w tej ramie padają inwektywy? „Łotry”, „lumpy polityczne”, „bojówki KODu”.
Jednak szczególnie deprecjonującą ramą semantyczną są ZDRAJCY NARODU. Najprostszym chwytem wyzwalającym tę ramę jest nazwanie przeciwników politycznych po prostu „zdrajcami”, co konotuje, że zdrajcą narodu jest ten, który nie popiera PiS. Bardziej radykalne działania opozycji, (jak przykładowo blokowanie mównicy) występujące przeciwko partii Kaczyńskiego określane są mianem „zamachu stanu” czy „próby puczu”, czyli próby zbrojnego przejęcia władzy. Przywołuje się także pojęcia historyczne, nazywając opozycję „Targowicą”, który to termin utrwalił się w języku polskim na określenie zdrady.
Zdaniem PiSu część obywateli rodzi się z czymś, co Jarosław Kaczyński określił mianem „genu zdrady narodowej”. Przeciwieństwem tego jest „genetyczny patriotyzm” (poseł Marek Suski), co stwarza daleko idące implikacje, że na genetyczne uwarunkowania nie ma rady. A więc są tacy, co nie mogą nie być „patriotami” i tacy, co nie mogą nie być „zdrajcami”. Kwalifikacja jest „raz na zawsze”, podobnie jak genetyczne uwarunkowania czy choroba genetyczna. Wynika z tego, że niektórych Polaków należałoby albo leczyć, albo wyeliminować. Niebezpieczeństwo stawiania takiej hipotezy polega na tym, że gen jako dziedziczny może obejmować nawet tych Polaków, którzy na przykład z racji wieku jeszcze nie zaangażowali się politycznie.
Skrypt ZDRAJCY NARODU musi być podbudowany atakami na polskość. Wobec tego trzeba szukać atakujących i wskazywać na miejsce ataku. Dlatego PiS przywołał ramę semantyczną POLSKA JAKO OFIARA, obecną w naszej kulturze od dziewiętnastego wieku. Zrobił to między innymi za pomocą wyrażeń „antypolonizm” i „polonofobia”. Obecnie zdecydowanie chętniej używane jest „antypolonizm”, które ze względu na budowę gramatyczną przywołuje analogiczne wyrażenie – „antysemityzm”. Ustawiając oba te zjawiska w jednym szeregu, PiS konotuje fałszywie, że ich skala, zasięg i charakter są równorzędne. Zatem „antypolonizm”, co sugeruje PiS, to postawa niby-powszechna, co nie ma żadnego szerszego uzasadnienia geopolitycznego i historycznego.
Możliwe, że aby konstrukt „antypolonizm” nasycić faktami, w ostatnim czasie celowo wygenerowano konflikty z państwami, z którymi łączy Polskę trudna przeszłość: z Niemcami (o reparacje), z Ukrainą (o Wołyń i Banderę) czy wreszcie z Izraelem w związku z nowelizacją ustawy o IPN. Skutkiem tego był między innymi film jednej z żydowskich fundacji w Stanach Zjednoczonych, w którym powtarzane jest sformułowanie „polski Holokaust”. 10  A także liczne mocne wypowiedzi krytykujące Polskę. Można odnieść wrażenie, że działania PiSu mają na celu wytworzenie poczucia zagrożenia wśród obywateli i zachęcenie ich do poparcia silnej partii rządzącej. Zatem władza paradoksalnie wspierałaby „antypolonizm”, żeby móc Polaków przed nim bronić.
Dodatkowo pojęcie „antypolonizmu” jest bardzo użytecznym sposobem odpierania wszelkiej krytyki. Jeśli więc Żydzi mogą każdy atak na nich odpierać argumentem, że jest to objaw antysemityzmu, to analogicznie polski rząd każdy przejaw krytyki wobec polskości i historycznych poczynań tego narodu może nazywać „antypolonizmem”. Zatem to słowo staje się wytrychem dla wybielania polskiej historii i usuwania z niej niechwalebnych kart. Dzięki temu wybiela się na przykład działania żołnierzy wyklętych. A premier Morawiecki sugeruje, że Polacy nie muszą się wstydzić za Marzec 1968, bo antysemityzm został Polsce narzucony przez Moskwę – co mija się z prawdą historyczną. Tak jak i z prawdą historyczną mija się stwierdzenie premiera, że w 1968 roku „nie było Polski”.
Z kolei frazeologizm „lepszy/gorszy sort” wyzwala domenę mniej lub bardziej wartościowych PRZEDMIOTÓW, które można nabyć, które warto posiadać lub zdobywać. Paradoksalnie więc wszyscy wyborcy (wszyscy Polacy) zostali tym wyrażeniem zdeprecjonowani, zdehumanizowani, uprzedmiotowieni. Jarosław Kaczyński zbudował skrypt WYBORCY TO RZECZY MNIEJ LUB BARDZIEJ WARTOŚCIOWE. Oczywiście za wartościowe rzeczy uznając tych, którzy popierają politykę PiSu. I tu natychmiast wyzwala się następna domena kognitywna – RZECZY TO NARZĘDZIA 11. Z jednej strony frazeologia ujawnia, że Kaczyński traktuje wyborców jak narzędzia zdobywania władzy. Z drugiej zaś pozornie podnosi ich wartość, mówiąc, że są suwerenem i że w ich imieniu partia PiS uzyskała władzę. Dlaczego pozornie?
PiS zapożyczył słowo „suweren” z dyskursu Teologii politycznej Carla Schmitta (1922), niemieckiego prawnika, polityka, filozofa, który mianem suwerena określał tych przedstawicieli narodu, którzy w skrajnych warunkach wojny, rewolucji, stanu wyjątkowego czy chaosu świata, w którym żyjemy, łamią prawo, aby przywrócić w nim określony ład. To pojęcie było wykorzystywane do legitymizacji łamania prawa przez rządy rewolucji francuskiej i Niemcy hitlerowskie. Tym samym używając tego słowa i wprowadzając ten bliżej nieznany dyskurs, PiS osiąga dwa cele: po pierwsze uprawomocnia swoje działania przeciw prawu i konstytucji w imię suwerena, a jednocześnie narzuca suwerenowi swoje własne cele.
Pojawianie się tego słowa, odmienianego przez wszystkie przypadki, jest chwytem semantycznym zamykającym jakiekolwiek dyskusje, bo wszystko jest robione w imię suwerena, który wybrał rząd PiS. Suwerenem zatem tak naprawdę staje się ten obywatel, który popiera działania PiSu w imię narzuconych przez tę partię wartości. Pierwotnie wyborca PiSu prawdopodobnie nie myślał o tym, że trzeba w imię jakichś wyższych wartości łamać Konstytucję, niszczyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego czy sądownictwa, ale PiS mówiąc mu, że jest wybrańcem, dał mu takie prawo, a właściwie dał je sobie, co przypomina komunistyczny slogan „Naród z Partią, Partia z Narodem”.
Zatem tak jak wtedy, tak i teraz widzimy, że wartości, poglądy i działania władzy przestają podlegać krytycznej ocenie, ponieważ zmierzają do uporania się z wrogami, zlikwidowania chaosu demokracji parlamentarnej, zapewnienia bliżej nieokreślonego bezpieczeństwa i stworzenia z Polski bliżej nieokreślonej „wyspy wolności”. I właśnie z tego powodu Jarosław Kaczyński daje sobie prawo do występowania na sejmowej mównicy „bez żadnego trybu”. Nadanie sobie prawa jedynego reprezentanta głosu suwerena pozwala partii PiS uznać się za wybrańców, za PANÓW. Co natychmiast sytuuje PiS w hierarchii wyżej w stosunku do wszystkich innych opcji politycznych. PiS mówi „jesteśmy panami” i dodaje – „tak, jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych” 12.
Wyrażenie „ludzki pan” konotuje wyrozumiałość, łaskawość, która w tym kontekście wskazuje na litościwe nieużywanie siły wobec legalnie wybranej opozycji. Aczkolwiek ogranicza się jej głos przez skracanie czasu przysługującego jej na wypowiedź, co jest już formą ataku na wolność wypowiedzi parlamentarzysty.
Logika PiS jest następująca:
1.
Część społeczeństwa wybrała władzę PiS.
2.
PiS nazwał tę część społeczeństwa suwerenem.
3.
PiS nazwał swoją władzę głosem suwerena.
4.
Władza decyduje, co jest interesem suwerena.
5.
Władza dopuszcza łamanie prawa w imię interesu suwerena.
Żeby podnieść wyobrażenie PiSu jako broniących wolności i demokracji 13, zaczęto w etykietowaniu kojarzyć wszelkich przeciwników politycznych z ustrojami totalitarnymi, czyli z NAZIZMEM i KOMUNIZMEM. Rama komunistyczna szczególnie widoczna jest na marszach zwolenników PiS, ONRowców i kiboli, którzy wykrzykują hasła „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, ale także w sformułowaniach typu „UBywatele” czy „ubeckie wdowy” lub „obrońcy Kiszczaka i Jaruzelskiego”, a nawet „stare upiory bolszewickie”. Szczytowym momentem w deprecjonowaniu ludzi chodzących na demonstracje była wypowiedź posła Jacka Żalka, który odebrał im prawo do bycia narodem, mówiąc „Jeżeli to jest naród, to rozumiem, że to jest ten naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB. Ale to nie jest naród polski” 14.
Z kolei uruchamianie ramy NAZIZMU zaczęło się w 2005 roku, w okresie walki Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego o prezydenturę. Wtedy to nagłośniono, jakoby Tusk miał dziadka w Wehrmachcie. Po powrocie PiS do władzy dziesięć lat później Tuskowi, obecnemu Przewodniczącemu Rady Europejskiej, często przypisuje się działanie na szkodę Polski i służenie interesom Niemiec – choćby słowami „Tusk to nie jest kandydat Polski”. Na okładkach gazet sprzyjających PiS Tuska przedstawia się nieraz w mundurze SS albo siedzącego przy jednym stole z Hitlerem.
Inną formą przywoływania ramy NAZIZMU jest używanie wobec protestujących przeciw władzy określenia „gestapowcy”, a kulminacją pobudzenia ramy nazistowskiej było przywołanie przez posła Ryszarda Czarneckiego raczej zapomnianego skryptu SZMALCOWNIK, którym to mianem określało się kogoś, kto za pieniądze i dla własnych partykularnych interesów wydawał na śmierć Żydów nazistom. Teraz ta rama została użyta i do końca podtrzymywana wobec europosłanki z ramienia PO Róży Thun. Zaczęto również powszechnie używać pełnej formy jej nazwiska i mówić o niej jako o Róży Gräfin von Thun und Hohenstein, co ma wzmocnić poczucie, że nie jest ona Polką. Przywoływanie ramy SZMALCOWNIK stanowi przy tym konotację znaczeniową, niedającą się racjonalnie wytłumaczyć, którą można nazwać semantycznym szaleństwem posła PiS.
Z tych wszystkich ram wyłaniają się semantyczne nadużycia w języku Prawa i Sprawiedliwości, takie jak „prawdziwy Polak”, które równocześnie konotuje „nieprawdziwego Polaka” (tego „gorszego sortu”, „posiadającego gen zdrady narodowej”). Epitet „prawdziwy” jest tu ważny, bo ujawnia ideologiczny zamiar PiS – zbudowanie narodowej wspólnoty, którą tworzą tylko zwolennicy tej partii. Podobnie zresztą zawłaszcza się pojęcie „biało-czerwona drużyna”.
PiS wyzwolił też ciekawie nasyconą znaczeniowo semantyczną ramę POLITYCZNEJ ZBRODNI, za sprawą wielokrotnego powtarzania wyrażenia „polegli pod Smoleńskiem” sugeruje się, że ofiary katastrofy są ofiarami politycznego zamachu, bo „polec” według Słownika języka polskiego znaczy „zostać zabitym, zginąć w walce”. Podobny zabieg nadużycia semantycznego popełniano wobec uchodźców, określając ludzi potrzebujących pomocy mianem agresorów i najeźdźców, a także zlewając pojęcia „emigrant” i „uchodźca” w jedną znaczeniową ramę.
Obok semantycznych nadużyć pojawiają się również semantyczne niedomówienia albo nieuzasadnione generalizacje, takie jak frazeologizm „ulica i zagranica”, do czego sprowadza się wszystkich przeciwstawiających się polityce PiSu. Tu zresztą nie wykazano się zbytnią inwencją, bo pięćdziesiąt lat temu użył tego hasła Zenon Kliszko, wysoki oficjel PZPR, wobec opozycji po wydarzeniach Marca 1968, a dziś powtarzają 15  Jarosław Kaczyński, Ryszard Terlecki czy arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Widać, jak w środowisku PiS głęboko zakorzenione jest powtarzanie wzorców PRL. Przynajmniej w kwestii języka.

Udostępnij

Michał Kozień

Związany jest z Katedrą Teorii Komunikacji Wydziału Polonistyki UJ, autor artykułów na temat dyskursu polskiej polityki, nowomowy oraz szkolnej edukacji polonistycznej i pedagogiki.

Jolanta Antas

Kieruje Katedrą Teorii Komunikacji Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest autorką między innymi książek: O mechanizmach negowania. Wybrane semantyczne i pragmatyczne aspekty negacji (1991), O kłamstwie i kłamaniu (2000, 2013), Semantyczność ciała. Gesty jako znaki myślenia (2013). Wydała także popularnonaukową monografię Rozmowy z psem, czyli komunikacja międzygatunkowa (2014)