mos_4829.jpg

Ziemiowit Szczerek „Wiedźmin. Turbolechita”, reż. Piotr Sieklucki, Teatr Nowy Proxima w Krakowie, 2019. Fot. Marcin Oliva Soto

Strachy na Lachy, czyli Ziemiowita Szczerka egzorcyzmowanie słowiańskości

Natalia Lemann
W numerach
Kwiecień
2019
4 (749)

Ziemowit Szczerek wyrobił sobie w polskiej literaturze markę rodzimego Huntera S. Thompsona, specjalisty od quasi-reporterskich opowiastek dotyczących Ukrainy, Europy Środkowo-Wschodniej, a ostatnio Polski. Formuła reportażu gonzo jest niezwykle atrakcyjna, pozwala bowiem odrzucić tradycyjne prawidła sztuki dziennikarskiej, w tym te dotyczące obiektywizmu i etyki. Doniesienia z rzeczywistości w stylu gonzo pełne są brudu, narkotyków, wydawałoby się bezcelowo przemierzanych dróg, mają wyrazistych, pełnokrwistych bohaterów. Najistotniejsze jest jednak to, że formuła dziennikarstwa gonzo pozwala pod płaszczykiem unurzania w oparach absurdu i alkoholu przedstawić prawdę prawdziwszą od tej prawdziwej… Pleonazm z poliptotonem w powyższym zdaniu w odniesieniu do gonzo nie przeczy logice, przeciwnie, pozwala uchwycić mechanizm kreowania/odkrywania prawdy à la Thompson czy Szczerek. Zapuszczając się dalej na rubieże logiki, powiedzieć można, że zmyślenie i kłamstwo są najtrudniejszą i najbardziej rzetelną postacią prawdy. Tylko hiperbolizacja, przesuwanie akcentów i metonimiczne obrazy rzeczywistości, które wyszły spod ręki kogoś, kto nie ukrywa, że zmyśla ile wlezie, a przy okazji rzadko bywa trzeźwy i stroi się w czapkę już to Stańczyka, już to bardziej frywolnego trefnisia, pozwalają czytelnikom przełknąć garść nader gorzkich prawd. 

Oto ponowoczesna wersja paradoksu Kreteńczyka. Być może to Szczerek właśnie jest jedynym, który mówi prawdę o tym, że wszyscy inni kłamią, bo ulegają fantazmatycznym złudzeniom. Paradoks Kreteńczyka to jednak wciąż nierozstrzygalnik logiczny, przynajmniej tak długo, jak pozostajemy w obrębie logiki arystotelejskiej. Udowadniając uparcie, że fantazmatyczny narodowy koncept jest nagi niczym baśniowy cesarz, Szczerek zaplątał się jednak we własne szaty i nie dość, że wciąż pisze tę samą książkę, to zmienia rejestry i gatunki, by wycisnąć ze starych i wyświechtanych prawd wciąż nowe, ożywcze soki. Dlatego też porzucił typowe gonzo (o ile coś takiego w ogóle istnieje, skoro gonzo to modelowe i postulatywne przekraczanie granic literatury faktograficznej i fikcjonalnej) i sięgnął po medium narracyjne powieści drogi (Siódemka), political fiction (Siwy dym, czyli pięć cywilizowanych plemion), a nawet dokonał zajazdu na terytorium dramatu, łącząc go z fantasy, jak w sztuce Wiedźmin. Turbolechita. Wciąż jednak miesza wysokie z niskim, łączy czytelne znaki popkulturowe (Władca Pierścieni Tolkiena, mitologia Ctulhu Lovercrafta, wiedźmińskie uniwersum Sapkowskiego czy najbardziej rozpoznawalne komiksy, jak postać Dilberta i państwo Elbonia Scotta Adamsa) z tematami wysokimi, wręcz patetycznymi, przystającymi raczej do poetyki wzniosłości, takimi jak tożsamość narodowa, wojny, bieda, kryzysy, osiągając w ten sposób wciąż nowe rejestry groteski. 

Bachtin, badając twórczość François Rabelais’go, definiował groteskowość właśnie jako mieszanie rejestrów: duchowości z cielesnością, sięganie do dołu materialno-cielesnego, bezustanną literacką walkę postu z karnawałem. Wydaje mi się, że ta diagnoza doskonale przystaje do twórczości autora Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian Siwego dymu, czyli pięciu cywilizowanych plemion. To jednak, co w twórczości Rabe­lais’go było opisaniem świata na opak, w ponowoczesnej twórczości Szczerka wyrodziło się w opis świata, w którym nie można już rozpoznać tego, co na górze, od tego, co na dole… Groteska zdaniem Kaysera 1polega na tym, że świat staje się obcy; według Szczerka jednak tylko absolutnie obcy, bo paradoksalnie swojski świat, nadaje się do zamieszkania…

Ziemowit Szczerek w swej twórczości namiętnie poddaje egzorcyzmom koncepcję tożsamości narodowej, dekonstruuje wszelkie przejawy nacjonalizmu, pokazując, że wspólnota wyobrażona 2 jest wyobrażona ponad wszelką miarę i tworzy się na nowo na naszych oczach. Szczerek wyciąga narodowego upiora, przystrojonego w nader wymyślne, ciągle to nowe szaty, na widok dzienny i pozwala mu podrygiwać w opętańczym chocholim tańcu. 

MiędzymorzuTatuażu z tryzubem, SiódemceSiwym dymie Szczerek osiąga opisywany przez teoretyka postkolonializmu stan dysemiNacji 3, totalnego dekonstruktywistycznego rozplenienia dyskursów etnicznych; uwolnienia cząstkowych etnosów z krępujących ich narodowych smyczy, tak iż w pogoni za wyimaginowaną wielkością i esencjalną różnicą, zaczynają pożerać swój symboliczny ogon. Jednak efekty kompleksu niższości mogą przybierać postać nie tylko kolektywnej „choroby duszy tych populacji, które w następstwie skolonizowania postrzegają siebie jako bezsilne czy zacofane” 4 czy wiktimofilii 5, ale i równie chorobliwego uporczywie poszukiwanego/kreowanego poczucia wyższości. Właśnie o tym pisze w swych donosach z rzeczywistości Ziemowit Szczerek. Pokazuje, jak na naszych oczach trwa bezustanny proces pisania narodu 6i potrzebnej w tym celu semiozy przeszłości, czyli „procesu nadawania znaczeń mitom, zdarzeniom, postaciom, włączania ich w narracje reinterpretujące, posiadające dla zbiorowości w danym momencie historycznym status i wartość prawdy” 7

Ziemowit Szczerek obnaża kolejne pokłady trawiących współczesne narody „koniecznych fikcji”. Termin ten, pochodzący od Edwarda Saida i używany przez Homiego Bhabhę 8, oznacza tendencję narodów skolonizowanych/uzależnionych do kreowania mitologii własnej wspaniałej przeszłości, co ma spełniać funkcję narodowej autoterapii. Począwszy od Przyjdzie Mordor i nas zje, Szczerek w swych łże-reportażach niemal jednocześnie obnaża tendencję narodów słowiańskich do nadpisywania owych „koniecznych fikcji” nad dość jednak przaśną przeszłością, pokazując równocześnie, że jest to efekt potężnych, w istocie postzależnościowych kompleksów niższości trawiących Ukraińców, Polaków, Rumunów i inne narodowości środkowoeuropejskiego tygla narodów. Obserwacje z podróży po Ukrainie utrzymane są w tonie stereotypowych obrazów już to ukraińskiej „rozpierduchy”, już to mitu kresowego. Aby uwypuklić kontrast pomiędzy „polskim” oglądem ukraińskości, unurzanym w kontekście dyskursu kresowego, a punktem widzenia Ukraińców, budujących swą tożsamość na przynależności do „wielkiego i dumnego” narodu, Szczerek powołuje do życia postaci, które powrócą w Siódemce. Choć bracia Udaj i Kusaj nie do końca potrafią swą „ukraińskość” zdefiniować, to ma ona dla nich moc esencjalnie pojmowanej różnicy; staje się magicznym zaklęciem pozwalającym podzielić świat na swoich i obcych, lepszych i gorszych. W Przyjdzie Mordor i nas zje Udaj i Kusaj zostali celowo skontrastowani z punktem oglądu narratora i Polaków odbywających wycieczki na tereny dawnej Rzeczypospolitej. Ci ostatni patrzą na współczesną Ukrainę przez postkolonialne okulary „nostalgii kresowej”, poszukując obrazów wywiedzionych między innymi z Sienkiewiczowskiej Trylogii. Pomiędzy tymi dwoma trybami postrzegania narasta przepaść, którą określić można metaforycznie mianem „ostrego, przewlekłego stanu zapalnego”. 

790_0_0beb4d521f6a4ae6391e1c000dee148bad449f9a25886521c1e5f4365bee2345.jpg

Ziemiowit Szczerek „Przyjdzie Mordor i nas zje”, reż. Remigiusz Brzyk, Teatr im. Osterwy w Lublinie, 2015. Fot. Bartek Warzecha

Doskonale widać to w scenie, w której egzaltowane studentki polonistyki podróżują po Drohobyczu śladami Schulza, pochylając się nabożnie nad najmniejszym śladem „wielkiego polskiego pisarza” i dziwiąc się, że rzeczywistość obserwowana, doświadczana tak krańcowo różni się od świata Sklepów cynamonowych. To typowy przykład nostalgii fotelowej 9 i jej odmiany zwanej przez Appaduraia nostalgią wyobrażoną, odczuwaną po stracie nigdy nieprzeżytej, bazującą na wyidealizowanym i starannie wyselekcjonowanym wyobrażeniu o przeszłości; wyobrażeniu usuwającym wszystko, co niewygodne. 

Oglądane przez Szczerka obrazy ukraińskiej bylejakości, permanentnego stanu państwa w budowie, wspomagane są aluzjami do Melancholii von Triera, czy fikcyjnej komiksowej Elbonii Scotta Adamsa, państwa pogrążonego w wieloznacznym i wszechobecnym błocie. Równocześnie jednak reporter odwołuje się do głoszonych niekiedy na Ukrainie nacjonalistycznych teorii o tym, że „cała Polska powinna powrócić do Macierzy, a z Polaków należy uczynić narodowo uświadomionych Ukraińców” 10

Wywód dotyczący prymatu Ukrainy wśród narodów słowiańskich nieprzypadkowo pojawia się pod koniec książki. 

Szczerek obficie korzysta z polskich stereotypów ukraińskości po to, by w ostatnim rozdziale, noszącym Saidowski tytuł Orientalizm zdradzić swój zasadniczy cel, jakim jest obnażenie postkolonialnych, orientalnych właśnie naleciałości towarzyszących polskim wojażom na Ukrainę:

czy ty w ogóle starałeś się cokolwiek zrozumieć? […] Czy ty w ogóle patrzyłeś na nas jak na ludzi, czy – wycelował we mnie oskarżycielsko ognik papierosa – czy ty po prostu syciłeś się tu tym swoim Schadenfreude? […] Sam mieszkasz w chujowym kraju, w chujowszym od większości krajów w okolicy. Tylko nie od mojego. I dlatego, żałosny dupku, przyjeżdżasz tutaj lepiej się poczuć? 11

Przyjdzie Mordor i nas zje kończy się frazami: „Zaciskałem pięści i było mi wstyd. Tak bardzo, kurwa, wstyd” (s. 221). To dla tych końcowych fraz w połowie książki Szczerek ujawnia, że łże: „zawodowo zacząłem zajmować się ściemnianiem. Bardziej fachowo sprawę ujmując – utrwalaniem stereotypów narodowych. Najczęściej paskudnych. Opłaca się. Bo nic się lepiej w Polsce nie sprzedaje niż Schadenfreude” (s. 99). Lustro przedstawione pod twarz Polakom w reportażach gonzo Szczerka jest doprawdy paskudne, ale niestety, mówi prawdę. Dlatego też postawiłam na początku tezę, że kłamstwo może stać się swego rodzaju pasem transmisyjnym prawdy.

Kolejna książkaSzczerka igra zatem dość okrutnie i frywolnie z objawami dumy narodowej Polaków i szczególną postacią „koniecznych fikcji”, jakimi są hegemoniczne wizje wspaniałej, wyimaginowanej przeszłości w gatunku historii alternatywnych. 12Rzeczypospolitej zwycięskiej 13pisarz zamierza przedstawić wersję maksimum potęgi Drugiej RP, i choć myli się, pisząc, iż nikt do tej pory takiej kompleksowej wizji nie stworzył, z podjętego zadania wywiązuje się z należytym entuzjazmem… Wnikliwy czytelnik od początku owej optymistycznej narracji wyczuwa żywioł ironii, która w epilogu Rzeczypospolitej zwycięskiej, stanowiącym fikcyjny reportaż z Drugiej Rzeczypospolitej w 2013 roku, uzyskuje wydźwięk tekstu stanowiącego dyskusję z opisywanymi tutaj narracjami hegemonicznymi, uruchamiającymi pełen potencjał postkolonialnych tęsknot podszytych resentymentami. Już w opisach zwycięskiej kampanii wrześniowej Polski pojawia się ważkie rozpoznanie: „Wizji zwycięskiego września było w Polsce mnóstwo. Można powiedzieć, że to nasza narodowa obsesja” (s. 3). W wersji prezentowanej w tej książce Polacy odnoszą wiktorię dzięki zastosowaniu planu „Narew – Wisła – San” zamiast planu „Zachód”, przez co „wyobraźmy sobie, cud się stał!” (s. 13). Trwająca po wrześniu 1939 roku zwycięska, silna jak nigdy Polska zachowała swe granice wschodnie („Nie ukrywajmy: wschodnie ziemie Rzeczypospolitej są w tej opowieści potrzebne, bo trudno wyobrazić sobie Drugą RP bez Kresów Wschodnich”, s.13), stworzyła trwały sojusz ze Słowacją, zrealizowała projekt Międzymorza i dysponuje koloniami afrykańskimi, głównie na Madagaskarze, choć te utraciła w latach postkolonialnego zrywu. Warszawa jest miastem wspaniałym, a klasa ziemiańska wciąż wiedzie prymat intelektualny. Totalna demistyfikacja owej wielkościowej narracji pojawia się w ostatnich słowach wieńczącego książkę fikcyjnego łże-reportażu z tego, jak owa alternatywna Polska radzi sobie w alternatywnym (?) roku 2013: „Obecna Polska ‒ dokończył za mnie ‒ jest krajem na miarę naszych możliwości. Tylko tyle i aż tyle” (s. 213).

Siódemka 14 to z kolei utrzymana w poetyce prozopopei ostatnia podróż redaktora Pawła Żmejewicza, zawodowo zajmującego się wymyślaniem fake newsów (czytelne porte-parole autora), przez krajową drogę numer 7, wiodącą z Krakowa do Warszawy. Akcja tej somnambulicznej powieści rozgrywa się nieprzypadkowo w Święto Zmarłych, „najładniejsze polskie święto” (s. 8), doskonale zdaniem narratora dopasowane do polskiej estetyki i duchowości. Paweł jadąc z Krakowa, przemierza drogę pomiędzy dwoma miastami, lieux de memoire symbolicznego kompleksu (sic!) polskości i kontempluje mijane po drodze oznaki rodzimej, kapitalistycznej architektury, w postaci Hotelu „Lordzisko” czy przydrożnych karczm. Dojmująca „szyldoza”, estetyka przydrożnych krasnali oraz wielkopańskie stylizowanie budynków użyteczności publicznej na kompleks post(?)sarmacki znakomicie odbija schizofrenię narodową – chęć zachowania tradycji i ogłoszenia światu splendoru polskiej, słowiańskiej, wyjątkowej historii oraz potrzebę zamanifestowania iście krezusowego zachodnioeuropejskiego nowobogactwa. 

Paweł zabiera po drodze kolejnych pasażerów, a każdy z nich przyczynia się do pogłębienia rozchwiania stanu emocjonalnego bohatera. Paweł powoli zaczyna zanurzać się w majakach „dziadów” i przez mimowolny udział w tym słowiańskim misterium, egzorcyzmuje przy okazji kolejne elementy polskości. Jadący na zlot fanów fantastyki przebrany za wiedźmina Geralta młody człowiek, częstuje go wiedźmińskimi eliksirami domowej roboty, pogrążając redaktora Żmejewicza w odmiennym stanie świadomości. Przydrożny Geralt okazuje się zwolennikiem teorii Wielkiej Lechii i jest przekonany, że tylko rafinacja fantazmatycznych elementów słowiańskości jest w stanie sprawić, że Polska „wstanie z kolan”. Geralt zmierza do posiadłości Księcia Bajaja, guru prosłowiańskiej drogi jako szansy na odrodzenie dumy z polskości na bazie esencjalnie pojmowanej „słowiańskości”. 

Kolejni podróżni to Kusaj, Udaj i Świteź, również zwolennicy teorii o Turbolechitach. Kiedy więc Paweł dociera do zajazdu, w którym przedstawiono gipsowe figury królów polskich, trafia w sam środek ich dysputy i wzajemnych oskarżeń o to, który z władców Polski spowodował największą katastrofę historyczną. Historyczne dziady trwają w najlepsze, a bohater zaczyna aktywnie uczestniczyć w somnambulicznym spektaklu, przechodząc kolejne ścieżki wtajemniczenia w aktywną polskość – od widza do aktywnego uczestnika, niestroniącego od pokątnych aktów terroryzmu, służących udowodnieniu rdzennie polskiej „ułańskiej fantazji”. 

Kolejne rozdziały Siódemki to imiona mitycznych „biesów”. Asmodeusz, Mamon, Lucyfer, Belzebub, Szatan, Lewiatan i Belfegor zbierają swe żniwo w postaci coraz to większego rozprężenia rzeczywistości i przechodzenia bohatera przez kolejne kręgi piekła polskości. Dla Pawła Żmejewicza polskość i jej imaginarium to zawód, a dwuznaczność tego słowa doskonale oddaje istotę chocholego tańca demonów polskości w Siódemce.

71416p2mstobierskidsc1427-417.jpg

Ziemiowit Szczerek, „Siódemka”, reż. Remigiusz Brzyk, Teatr Zagłębia w Sosnowcu, 2016. Fot. Maciej Stobierski

Tatuaż z tryzubem 15Międzymorze 16oznaczają natomiast powrót Szczerka do tematów środkowoeuropejskich. W tych obu reportażowych książkach naczelnym tematem jest dekonstrukcja pojęcia etnosu. Utkany przez Szczerka patchwork nakładających się na siebie regionalnych nacjonalizmów, połączonych z kolejnymi rojeniami wobec przeszłości i projektami Ukrainy, Węgier, Rumunii jako wiodących sił w regionie dowodzi, iż Europa Środkowa zaczyna coraz bardziej przypominać w wizji Szczerka bałkański kocioł. Tatuaż z tryzubem to książka powstała w cieniu Majdanu, ale rekonstruowanego przez Szczerka jako dowód rozpadu wizji Ukrainy a nie próby jej ponownego scalenia. W Tatuażu proces pisania ukraińskiego narodu poniósł fiasko i to mimo podkreślanej na każdym kroku symbolicznej sygnifikacji przestrzeni: malowania dosłownie wszystkiego na kolory niebieski i żółty. Współczesna tożsamość ukraińska zdaniem Szczerka nie istnieje. Hałyczyna nie rozumie Donbasu i Odessy; Lwów jest miejscem osobnym, Kijów nie sprawdził się w roli symbolicznej stolicy państwa. Tendencje odśrodkowe rozsadzają kraj, bo poszczególne regiony marzą o niezawisłości. W Międzymorzu pisarz rozszerza zasięg działania tych tendencji na cały obszar Europy Środkowo-Wschodniej. Międzymorze to książka o wszechogarniającym chaosie, a narracja pogłębia to wrażenie, bo Szczerek skacze z tematu na temat i z kraju do kraju niczym wiktoriański legendarny Jumping Jack Flash. Jeśli celem pisarza było pokazanie, że naród to koncepcja zbrodnicza, przestarzała, wyświechtana i diablo niebezpieczna, to osiągnął sukces.

 Paul Valéry napisał w 1931 roku, czując zbliżające się widmo drugiej wojny światowej, że historia to najniebezpieczniejsza „chemia intelektu”, bo „rozsnuwa ona marzenia, odurza ludy, tworzy im fałszywe wspomnienia, wyolbrzymia ich odruchy, zachowuje ich stare rany, dręczy ich w snach, prowadzi do obłędu wielkości lub do szału prześladowania, czyni narody dokuczliwymi, pysznymi, nieznośnymi i zarozumiałymi. Historia usprawiedliwia wszystko, czego się pragnie” 17. Szczerek swymi ponowoczesnymi reporterskimi opowieściami gonzo o patchworku etniczności podpisuje się pod przytoczoną diagnozą. Naród i nacjonalizm to główny czarny charakter prozy Szczerka, którego egzorcyzmowaniu poświęcił lata pracy. Chęć obnażenia tego „potwornego” i skarlałego tworu jest tak wielka, że pisarz zaczyna kręcić się w kółko, powraca wciąż do tych samych postaci, fraz i obrazów, alterując je we wciąż nowych (jak mu się wydaje) dekoracjach.

Wyczerpawszy możliwości reportażu gonzo i donosów z rzeczywistości sięg­nął w końcu po kategorię literatury fantastycznej, pozwalającej uwolnić rozkiełznaną wyobraźnię. Siwy dym, czyli pięć cywilizowanych plemion 18 to dystopijne political fiction, rozgrywające się w połowie dwudziestego pierwszego wieku. Chętnie nazwałabym ten utwór mianem czarnej futureski. Marcin Szreniawa jest dziennikarzem (jak zwykle u Szczerka), który podróżuje po Polsce i Europie rozmnożonych na kolejne twory państwowe i stara się zrozumieć fenomen tytułowego siwego dymu. Ów siwy dym to symbol totalnej nacjonalistycznej rozpierduchy, opisywanej przez Valéry’ego chemii intelektu. Pod wpływem tego siwego dymu kolejne rozplenione ponad miarę narody wyżynają się nawzajem pod sztandarem naprawiania krzywd wyrządzonych im przez historię i sąsiadów.

Opisywana przez Szczerka Polska podzielona jest na kilka osobnych, zwalczających się zaciekle tworów. W Krakowie pod berłem naczelnicy Pagłady konstruuje się Polska fundująca swą odrębność na kontynuacji idei Imperium Romanum, bo Małopolanie są jego potomkami i wyznają „prawdziwą wiarę” w obrębie Polskiego Kościoła Rzymskiego. Narodowe imaginarium skonstruowano więc ponownie w odwołaniu do idei rzymskiej. Wszędzie wiszą napisy SPQR, tak przecież dobrze oddające ideę demokracji szlacheckiej z czasów Pierwszej Rzeczypospolitej. Wałęsę, trybuna ludu, przedstawiono w todze, z gladiusem w ręce. Na Mazowszu natomiast powstała Polska oparta na reinkarnowanych ideach Wielkiej Lechii i powrocie do rdzennie słowiańskich kultów pogańskich. 

Szreniawa obserwuje prężenie narodowych muskułów i powoli sam zaczyna podlegać wpływowi tajemniczego siwego dymu. Wraz z badaczką fenomenu dymu o wywiedzionym z wiersza Lechonia imieniu Wiosna, nie tylko obserwuje, ale i kreuje rzeczywistość dzięki kolejnym aktom terroru, wysadzając budynki i dokonując zabójstw politycznych. Rzeczywistość Siwego dymu to nacjonalistyczna apokalipsa spełniona. W tym znaczeniu uznać można tę powieść za swoiste zwieńczenie dotychczasowej twórczości Szczerka. Proces pisania narodu zdaniem Szczerka jest otwarty na nieskończone, doraźne wariacje i na polityczną inżynierię. Naczelnica Pagłada pisywała za młodu historie alternatywne, a dorwawszy się do władzy, postanowiła przeprowadzić eksperyment i ucieleśnić swe marzenia o Polsce śródziemnomorskiej, rzymskiej, antycznej. Nie ma zatem granic konstrukcji etnosu. Wystarczy odpowiednio wymieszać dowolnie wybrane elementy z przeszłości, odpowiednio balansować składnikami resentymentu, wiktymofilii i wyimaginowanej wielkości, by powstał nowy twór etniczny, który natychmiast po powstaniu umości się na tronie państwowości, a swą wyjątkowość odnajdzie w wyrzynaniu sąsiadów. Siwy dym to swoista koda spinająca Szczerkowe obrazy współczesnej schizofrenicznej i labilnej tożsamości środkowoeuropejskiej, podatnej na wszelkiego rodzaju symbolizacje, bezustannie piszącej się w odwołaniu do wciąż nowych elementów tradycji i tożsamości, losowo i doraźnie wyjmowanych z kapelusza politycznych elit. 

Styl myślenia Szczerka o etniczności jest na tyle rozpoznawalny, że można moim zdaniem mówić o „szczerkizowaniu etniczności”. Nieważne, że autor Przyjdzie Mordor i nas zje nie jest szczególnie odkrywczy i powiela obecne w dyskursie publicznym kalki, odmieniając je przez wciąż te same obrazy rozpierduchy, suto podlane sosem niewczesnych jeremiad. Ziemowit Szczerek, umościwszy się na tronie specjalisty od etniczności i nacjonalizmów środkowoeuropejskich, stworzył rozpoznawalną markę, a o to chyba we współczesnym świecie głównie chodzi.

  • 1.  Wolfgang Kayser Próba określenia istoty groteskowości, w: Groteska, redakcja Michał Głowiński, słowo/obraz terytoria, Gdańsk: 2003, s. 17-30.
  • 2.  Benedict Anderson Wspólnoty wyobrażone: rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, przełożył Stefan Amsterdamski, Znak, Kraków 1997.
  • 3.  Homi K. Bhabha DysemiNacja, w: tegoż Miejsca kultury, przełożył Tomasz Dobrogoszcz, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010.
  • 4.  Dariusz Skórczewski Teoria – literatura – dyskurs. Postkolonialny pejzaż, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2013, s. 428.
  • 5.  Ryszard Nycz Wprowadzenie. „Nie leczony, chroniczny pogłos”. Trzy uwagi o polskim dyskursie postzależnościowym, w: Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Polski dyskurs postzależnościowy — konteksty i perspektywy badawcze, redakcja Ryszard Nycz, Universitas, Kraków 2011, t. 1, s. 11.
  • 6.  Termin Homiego Bhabhy, op.cit., s. 153.
  • 7.  Anthony D. Smith Etniczne źródła narodów, przełożyła Małgorzata Głowacka-Grajper, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009, s. 10.
  • 8.  Por. Homi K. Bhabha Representation and the Colonial Text: A Critical Exploration of Some Forms of Mimeticism, w: The Theory of Reading, ed. by F. Gloversmith, Sussex & New Jersey 1984, s. 93-122.  
  • 9. Arjun Appadurai Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przełożył Zbigniew Pucek, Universitas, Kraków 2005, s. 118 i następne.
  • 10. Ziemowit Szczerek Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian, Korporacja Ha!art, Kraków 2013, s. 210.
  • 11. Szczerek Przyjdzie Mordor i nas zje, op.cit., s. 219.
  • 12.  Por. Natalia Lemann Historie alternatywne i steampunku. Archipelagi badawczo-interpretacyjne, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2019; Alternatywna miara wielkości? − postkolonialne uwarunkowania wizji hegemonicznej przeszłości Polski w wybranych historiach alternatywnych, „Porównania. Czasopismo poświęcone zagadnieniom komparatystyki literackiej oraz studiom interdyscyplinarnym” nr 14/2014.
  • 13.  Ziemowit Szczerek Rzeczpospolita zwycięska. Alternatywna historia Polski, Znak, Kraków 2013.
  • 14.  Ziemowit Szczerek Siódemka, Fundacja Korporacja Ha!art, Kraków 2015.
  • 15.  Ziemowit Szczerek Tatuaż z tryzubem, Czarne, Wołowiec 2015.
  • 16.  Ziemowit Szczerek Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę, Czarne, Wołowiec 2017.
  • 17. Paul Valéry Regards sur le monde actuel, Seuil, Paris 1931, s. 63-64, cyt. za: Andrzej Feliks Grabski Dzieje historiografii, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2003, s. 716-717.
  • 18.  Ziemowit Szczerek Siwy dym, czyli pięć cywilizowanych plemion, Czarne, Wołowiec 2018.

Udostępnij

Natalia Lemann

Autorka pracuje w Katedrze Teorii Literatury, w Instytucie Kultury Współczesnej na Uniwersytecie Łódzkim. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół związków literatury z naukami historycznymi, motywacji mitycznych literatury współczesnej, literatury fantasy i science-fiction oraz antropologii literatury i komparatystyki literackiej, a także metodologii postkolonialnej. Ostatnio wydała Historie alternatywne i steampunku w literaturze. Archipelagi badawczo-interpretacyjne (2019).