Klątwy
Trzynaście lat temu przetłumaczyłam książkę Dubravki Ugrešić Ministerstwo bólu. Na jej ostatnich stronach „rojem słów” bohaterka rozpędzała złe duchy. Wypuszczała z siebie klątwy niczym mątwa sepię.
Obyś błąkał się tam, gdzie słońce nie dogrzeje, gdzie wiatr nie dowieje.
Bodaj ci piasek w oczy sypali, a ty drogi nie widział.
Oby cię wilcy zjedli.
Bodajby niemy był jak głaz.
Bodajby cierpiał jak nagi w pokrzywach.
Bodajby był jako świeca bez knota i kaganiec bez oliwy.
Oby gałązka wyrastająca z twojego drzewa ujrzała płomienie ogarniające jej dom.
Niech imię twoje sczeźnie i nie będzie go już na ziemi, a dom twój stanie się opuszczony i zamieszkają w nim sowy i kawki.
Bodaj cię śnieg spalił na gorącym lodzie.
Bodaj ci kiedy prawda oczy wykuła.
Żeby ty nic dobrego nie miał i żeby ty szedł bez końca drogą swoją.
Żeby ci serce pniem się stało.
Niechby co droga krzywą była, bo prostą drogą cały świat przejdziesz, a krzywą progu domu swego nie przestąpisz.
Prędzej doczekasz końca świata, niż na oczy przejrzysz.
Byś krwią płakał i na kolanach pytał, języka nie odzyskasz.
♦
Naprawdę myślicie, że żadna klątwa nigdy was nie dosięgnie?
djć

