dom niespokojnej starości

Mam takie marzenie: razem z przyjaciółmi tworzymy małą wspólnotę. Jesteśmy już seniorkami i seniorami, choć wydaje się nam to zupełnie niewiarygodne… Nie siedzimy jednak samotni w swoich mieszkaniach, jak to robili nasi rodzice. Nie mamy dzieci, a jeśli mamy, to nie zadręczamy ich płacząc im w słuchawkę, że już tak dawno nas nie odwiedziły, że jesteśmy nieszczęśliwi, a poza tym to bardzo nam się nudzi. Wciąż jesteśmy ludźmi niezależnymi. Owszem, nie jesteśmy już tak sprawni jak dawniej, ale wciąż nieźle sobie radzimy. A w razie czego – to od czego są przyjaciele?