Tak właściwie to z czego dzisiaj żyjesz?
Od tego zaczynamy? Teraz żyję z adrenaliny. Z tego, ile uda się sprzedać biletów – to wszystko. Żyję z jakiejś karty, z której korzystam, potem ją spłacam i tak w kółko. Są jeszcze felietony w „Rzepie”, ale tam też obcięli stawki o połowę, więc trudno to nazwać zarobkiem. Pewnie gdybym sprzątała miasto, to w tym czasie zarobiłabym więcej.
A jakaś emerytura ci przysługuje?





