Zaczyna się od martwego gołębia na chodniku – smętnego zwiastuna przyszłych potworności. Pamiętam ludzi kaszlących krwią i umierających w ciągu kilku dni czy nawet godzin; tajemnicza choroba rozprzestrzenia się szybko, wyniki badań zdumiewają lekarzy i naukowców. W jaki sposób stuletni wirus pojawił się nagle w Ameryce końca lat dziewięćdziesiątych? Obrazy spienionej krwi i wizja zaraźliwej, śmiertelnej choroby sięgającej trupią ręką poprzez dekady zostają ze mną na długo, w pewnym sensie do dziś.


