1.taman_organik_5www.jpg

Wspólna przestrzeń
Indonezja z folderów reklamowych jest egzotyczna. Zielona, czysta, spokojna, wypełniona malowniczymi tarasami ryżowymi, majestatycznymi wulkanami i rajskimi plażami. Oczywiście – wszystko to można znaleźć na jednej z ponad szesnastu tysięcy indonezyjskich wysp. A jednak Indonezja to nie tylko piękny i egzotyczny obrazek, lecz także znacznie mniej piękna rzeczywistość, o której nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć. Jechałam motorem na lotnisko w Yogyakarcie, w samo południe, w gęstym, duszącym smogu i spalinach, które przysłoniły górujący nad miastem wulkan Merapi; mijałam po drodze sterty śmieci piętrzących się na poboczu. Obwodnica w Yogyakarcie w niczym nie przypomina Indonezji z folderów reklamowych. Nie jest zielona, czysta ani spokojna. Jest brudna, chaotyczna, zakorkowana, wypełniona rozpędzonymi ciężarówkami i autobusami, samochodami i tysiącami trąbiących motorów. Jak w soczewce pokazuje najważniejsze problemy, z jakimi mierzy się dzisiaj Indonezja. Zwłaszcza te związane z ochroną środowiska.
W Europie, a zwłaszcza w kraju takim jak Polska, w którym świadomość ekologiczna dopiero raczkuje, problem odpadów wydaje się być nadal odległy. Starannie segregowane śmieci trafiają do specjalnych pojemników, skąd są wywożone w bliżej nieznane nam miejsce. Innymi słowy – odpady są przed nami ukrywane, co powoduje, że nasze postrzeganie świata i kryzysu klimatycznego często jest zaburzone. W Indonezji śmieci ukryć jest dużo trudniej – wystarczy wyjść z domu, przejść się nad rzekę, po plaży czy lesie, by zauważyć ich obecność. 1 Nie chciałabym jednak przytaczać liczb i faktów mówiących o skali problemu – te można znaleźć w internecie, w coraz liczniejszych opracowaniach i raportach przygotowywanych przede wszystkim przez zachodnich naukowców i organizacje pozarządowe. Chciałabym oddać głos młodym indonezyjskim twórcom teatralnym, performerom, muzykom i artystom, którzy mówią w swoich pracach o ochronie środowiska i o powrocie do natury.
Wspólna przestrzeń (Common Space) stała się bowiem hasłem tegorocznej edycji festiwalu ArtJog, 2 która odbyła się w Jogja National Museum w Yogyakarcie w dniach 25 lipca – 25 sierpnia. Wspólna przestrzeń, czyli przestrzeń w której żyjemy i którą współdzielimy z innymi nie-ludzkimi istotami; przestrzeń realna lub wirtualna. Sieć wzajemnych powiązań i przecinających się perspektyw: indywidualnych i kolektywnych, lokalnych i globalnych. W najbardziej podstawowym znaczeniu to wspólny zbiór zasobów naturalnych, takich jak tlen czy woda, z których wszyscy każdego dnia korzystamy. To natura, której niegdyś obawialiśmy się, a którą później zaczęliśmy odkrywać i oswajać, by w końcu ją podbić, zawłaszczyć i nieodwracalnie zmienić.
W otwierającej wystawę instalacji Taman Organik Oh Plastik (Ogród organiczny, och plastikowy) Handiwirmana Saputry granice pomiędzy tym, co naturalne, a tym, co sztuczne, uległy całkowitemu zatarciu. Artysta wyszedł od idei ogrodu, miejsca z jednej strony bliskiemu naturze, ale z drugiej tworzonego w sposób mniej lub bardziej sztuczny, i pokazał, w jaki sposób na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci naturalny ekosystem został wyparty przez ekosystem tworzony przez człowieka. Na dziedzińcu muzeum stworzył stanowisko archeologiczne, gdzie odsłaniając kolejne warstwy ziemi, korzeni, odpadów i fundamentów, pokazał, w sposób bardzo dosłowny, jak głęboko sięgają wprowadzane przez człowieka zmiany. Na powierzchni zbudował mini-ogród, zielone antidotum na postępujący kryzys klimatyczny, w którym wybrane przez niego żywe rośliny – wyglądające jakby były wykonane z tworzyw sztucznych – zestawił z doskonale imitującymi naturę przedmiotami w całości wykonanymi przez ludzi.
Handiwirman Saputra, który w tym roku jako trzeci indonezyjski artysta w historii został zaproszony na Biennale w Wenecji, w swoich instalacjach i obrazach inspiruje się często tym, co znajduje w płynącej obok jego domu rzece. Kiedyś były to przede wszystkim materiały organiczne, takie jak korzenie, kawałki roślin czy kamienie. Teraz w rzece coraz więcej jest śmieci i odpadów nieorganicznych, które artysta zbiera i przetwarza w swoich pracach.
W podobny sposób materiał do swojego spektaklu pozyskali twórcy z Komunitas Sakatoya, którzy podczas ArtJog pokazali przedstawienie zatytułowane Cosmicpollutant (Kosmiczne zanieczyszczenie). Widzowie chcący je zobaczyć musieli uzbroić się w cierpliwość – choć sam spektakl trwał zaledwie osiem minut, grano go jedynie dla czterech osób. Jednak tego, o czym będzie opowiadało przedstawienie, można było się już domyślić czekając w kolejce. Spektakl nie był bowiem pokazywany na tradycyjnej scenie, lecz w specjalnie skonstruowanej przestrzeni, swoim kształtem przypominającej górę odpadów. I z odpadów zbudowanej. Jedynym „organicznym” elementem instalacji były nogi widzów, wystające spod górującej nad nimi masy śmieci. Jakby twórcy zapraszali widzów na spektakl, zadając im jednocześnie pytanie – czy jesteście gotowi na to, że lada moment wszyscy zostaniemy pogrzebani pod górami produkowanych przez nas śmieci?
2.cosmicpollutantwww.jpg

W środku góry śmieci apokaliptyczna sceneria stawała się jednak zaskakująco przytulna. Widzowie kładli się na ziemi (wyciągając nogi na zewnątrz) i przenosili się w kosmos. Nad ich głowami rozgrywała się niezwykle dramatyczna opowieść o promieniach słońca, które nie mogą dotrzeć do okrytej grubą warstwą odpadów Ziemi, gdzie wszelkie życie, pozbawione światła, zaczęło umierać. Historię bez słów opowiadały wykonane z plastiku i innych poddanych recyklingowi odpadów lalki animowane tuż ponad głowami widzów. Zaczepione na cienkich drucikach i wykorzystujące grę światła i cienia animowane były techniką będącą nowatorskim połączeniem technik znanych z tureckiego karagöza i jawajskiego teatru cieni wayang kulit.
Praca Handiwirmana Saputry związana była nie tylko z kryzysem klimatycznym, lecz także z miejscami, w których powstają jego instalacje. Odkrywając kolejne warstwy ziemi na muzealnym dziedzińcu artysta odsłonił fundamenty budynku, który jeszcze w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku wykorzystywany był jako siedziba Institut Seni Indonesia – Instytutu Sztuki Indonezyjskiej – w którym sam studiował. Stworzony przez człowieka (w tym przez samego artystę) ekosystem jest więc również świadectwem upływającego czasu – kolejne warstwy śmieci są swego rodzaju zapisem rozwijających się technologii i kolejnych wynalazków, które z jednej strony sprawiają, że nasze życie jest wygodniejsze, ale z drugiej powodują coraz szybszą destrukcję naszej planety.
Coraz szybszy rozwój niesie za sobą również coraz większe podziały. W bardzo przewrotny, a jednocześnie krytyczny sposób odniosła się do tego tematu w swojej instalacji i serii performansów Natasha Tontey. Jej praca, zatytułowana Pest to Power or Hama Memberkati (Szkodniki do władzy lub błogosław szkodniki), jest quasi-popularno-naukowym projektem, który opowiada o karaluchach. Artystka zauważa, że te marginalizowane przez tysiąclecia stworzenia, budzące powszechny strach, obwiniane o rozprzestrzenianie chorób, są jednocześnie, w powszechnej wyobraźni, uznawane za jedyne, które mogą przetrwać zagładę. Być może należałoby więc z ich perspektywy spojrzeć na naszą przyszłość? Nasz obecny, hiperkonsumpcyjny styl życia, prowadzący do produkcji ogromnych ilości odpadów, stał się rajem dla karaluchów. Ich dobrobyt w sposób niezwykle wyraźny powiązany jest z naszym dobrobytem, nasza zagłada ich jednak nie dotyczy.
Może więc jednak nie jesteśmy im aż tak bardzo niezbędni? Może doskonale poradziłyby sobie bez ludzi, ale ludzie wciąż mogą się wiele od nich nauczyć? Dlaczego jesteśmy tak bardzo skoncentrowani na sobie i nie chcemy dostrzec, jak z kryzysem radzą sobie inne gatunki, inne nie-ludzkie istoty? W jaki sposób mając tę wiedzę moglibyśmy zbudować lepszą przyszłość? Przyszłość, w której w pokojowy i pełen szacunku sposób wszystkie gatunki mogłyby ze sobą koegzystować. Natasha Tontey w swojej instalacji wideo zatytułowanej Revolution of Cockroach Society (Rewolucja społeczeństwa karaluchów) pokazuje również w jaki sposób wyglądaliby ludzie i stworzony przez nich świat w narracji tworzonej przez gatunek do tej pory marginalizowany, podporządkowywany i zwalczany. Pyta wprost: jak wyglądamy w oczach karaluchów? Jest to pytanie brzmiące szczególnie mocno w kraju postkolonialnym, jakim jest Indonezja, który przez setki lat znajdował się pod panowaniem europejskich mocarstw. W pewnym momencie jeden z karaluchów na nagraniu mówi: „kami hanya ingin hidup di dunia tempat kami dilahirkan” – „chcielibyśmy tylko żyć w świecie, w którym się urodziliśmy”, a w jego zdaniu odbijają się nie tylko echa przemówień indonezyjskich działaczy niepodległościowych z początku dwudziestego wieku, lecz także słowa Sukarno – pierwszego prezydenta niepodległej Indonezji – z przemówienia na konferencji w Bandungu w 1955 roku oraz słowa Jasira Arafata wygłoszone na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 1974 roku.
3.natasha_tontey_1www.jpg

Natasha Tontey połączyła te inspiracje nie tylko w instalacji wideo, lecz także w manifeście Manifesto Persekongkolan Jagad Raya (Manifest spisku wszechświata). W performansie towarzyszącym wernisażowi grupa aktorów i performerów czytała fragmenty tego tekstu zachowując się w stosunku do widzów tak, jak ludzie zazwyczaj zachowują się w stosunku do karaluchów – zagarniając coraz więcej wspólnej przestrzeni, ignorując ich obecność, w końcu – próbując ich przepłoszyć. W czasie drugiego z performansów, pokazanego podczas serii wykładów performatywnych towarzyszących ArtJog, Natasha Tontey, w futurystycznym, niebieskim makijażu i śnieżnobiałej sukni ślubnej, w towarzystwie dwóch performerów, wybrała z widowni garstkę widzów, których zaprosiła na scenę. Mieli oni stać się pierwszymi propagatorami nowej ideologii stworzonej na bazie wiedzy pozyskanej od karaluchów i pierwszymi ludźmi, którzy przeszli od myślenia antropocentrycznego do ekocentrycznego. Z czasem coraz więcej widzów spontanicznie dołączało do stworzonego przez artystkę kręgu, wspólnie wykrzykując hasła o konieczności zbudowania przestrzeni otwartej dla wszystkich ludzkich i nie-ludzkich istot zamieszkujących Ziemię.
Wizja końca cywilizacji, jaką znamy i powstania nowej jest ideą, którą od ponad dekady rozwija Rully Shabara, wokalista zespołu Senyawa i twórca zespołu ZOO. Zespołu, który równie dobrze można by określić mianem projektu performatywnego, będącego totalnym eksperymentem muzycznym, językowym, społecznym i kulturowym. Eksperymentem, który ma pokazać w jaki sposób powstaje, rozwija się i upada cywilizacja; w jaki sposób rodzi się wspólnota i jak dochodzi w niej do podziałów. Eksperymentem, w którym istniejącą wspólną przestrzeń mogą zastąpić inne miejsca; w który wpisany jest rozpad zespołu i pojawienie się innych grup; w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość łączą się ze sobą w sposób płynny, w którym czas biegnie cyklicznie i jest powiązany z naturą.
Pierwszy album zespołu, wydana w 2009 punkowa płyta Trilogi Peradaban (Trylogia cywilizacji) pokazywała upadek świata, jaki znamy. Do upadku doprowadziły nie tylko wewnętrzne podziały, lecz także katastrofy związane ze zmianami klimatu. Ci, którzy przeżyli, musieli połączyć siły i spróbować zbudować nowy świat, nową cywilizację, skupioną wokół tego, co pozwoli im przeżyć, a więc wokół natury. Każdy następny wydawany przez zespół album to kolejny etap tworzenia i budowy tego świata. A ponieważ dla Rully'ego Shabary elementem niezbędnym do stworzenia wspólnoty jest język, drugi album zespołu zatytułowany Prasasti (Inskrypcja) był już próbą zbudowania podwalin pod rodzącą się cywilizację; podwalin opartych na eksploracji istniejących języków i próbach poszukiwań elementów wspólnych, mogących stać się zaczątkiem nowego języka. Początkowo język ten nie miał jeszcze ustalonego słownictwa czy spisanej gramatyki – te pojawiły się później. Miał służyć przede wszystkim budowie wspólnoty, a w wymiarze muzycznym – poszukiwaniom nowych rytmów i brzmień. Każdy kolejny album jest bowiem nie tylko ilustracją etapów rozwoju fikcyjnej cywilizacji tworzonej przez Rully'ego Shabarę, lecz także nowym eksperymentem muzycznym, badającym m.in. możliwości wykorzystywanych przez zespół instrumentów.
W trakcie ArtJog Rully Shabara poprowadził warsztaty na temat stworzonego przez siebie języka, który nazwał zufrasi, zapisywanego w alfabecie zugrafi. Językiem tym posługuje się „badana” przez niego, fikcyjna cywilizacja (od trzeciego albumu ZOO, wydanego w 2015 roku, nosząca już nazwę Samasthamarta) i w nim zostały zapisane, również fikcyjne, manuskrypty Khawagaka zawierające główne idee, jakimi kierują się członkowie owej cywilizacji. Rully Shabara stworzył, inspirując się świętymi księgami różnych religii z całego świata, zbiór tekstów zapisanych w języku zufrasi, opowiadających o powstaniu wszystkiego (rijmana), wierzeniach (zangikha), nauczaniu (agaka), historii (hegakala), dalszemu przewodnictwu (jakhsyula) i proroctwu (kawasa). Ponieważ teksty te zapisane są w języku, którego znaczenie nie zawsze jest jasne, próba ich interpretacji ma w zamyśle twórcy doprowadzić do pierwszych rozłamów we wspólnocie. Każdy może zaproponować tłumaczenie i własną interpretację, budując tym samym własną przestrzeń, do której z czasem zaczną być może dołączać inni.
Każdy z koncertów ZOO, które w swojej formie bliższe są performansom niż tradycyjnym koncertom, z utworami z płyty Khawagaka oparty jest na tekstach z Khawagaki. Wszystkie utwory są ze sobą połączone tworząc zamknięty cykl, podobny do tego, jaki charakteryzuje istnienie całej cywilizacji Samasthamarta. W trakcie ArtJog do zespołu na scenie dołączyli również uczestnicy warsztatów, którzy przez kilka dni uczyli się nowego, fikcyjnego języka, po to, by w trakcie finałowego występu wypowiedzieć w nim swoje życzenia, modlitwy i mantry dla siebie, swoich bliskich i dla całego świata od siebie i mini wspólnoty, która przez krótką chwilę zaistniała na scenie.
Wspólna przestrzeń interpretowana jako wspólnota, nie musi jednak tworzyć się wokół lub z powodu wspólnych idei lub przekonań. Może powstawać wokół ważnych miejsc, takich jak budujące lokalne społeczności w Indonezji warungi – przydrożne małe knajpki lub większe stragany, gdzie można kupić jedzenie, napoje i inne, najbardziej podstawowe artykuły. Warungi to też miejsca spotkań i wymiany informacji, które coraz częściej zastępowane są w dużych miastach przez centra handlowe i restauracje. Dlatego też podczas tegorocznej edycji ArtJog duet artystów Santi Ariestyowanti i Dyatmiko „Miko” Lancur Bawono wspólnie z aktywistą Singgih Susilo Kartono zaproponowali stworzenie Warungu Murakabi, miejsca, które byłyby współczesną reinterpretacją koncepcji warungów i powrotem do korzeni. Murakabi w języku jawajskim oznacza „użyteczny dla wielu”, ale też „wystarczający” i taki właśnie miał być stworzony przez nich warung. Można było w nim kupić nie tylko jedzenie, lecz także organiczne produkty spożywcze takie jak ryż czy cukier, organiczne kosmetyki, ekologiczne zabawki i ubrania. Wszystkie te produkty zostały stworzone przez zaproszonych do projektu artystów, farmerów i aktywistów, którzy oferowali najwyższej klasy i jakości usługi w najniższych możliwych cenach. Warung Murakabi stał się częścią większego projektu nazwanego Piramida Gerilya (Partyzancka piramida), w którym – obok producentów i konsumentów – pojawiła się przestrzeń dla wspólnego działania, wymiany idei, ale też dla wspólnej zabawy czy chwili odpoczynku.
Dla wszystkich wspólnych działań, które w Indonezji określa się mianem „gotong royong” – rzeczy robionych wspólnie, mających służyć budowaniu wspólnoty i wspólnej przestrzeni.
- 1. Więcej o problemie widoczności i niewidoczności odpadów w Indonezji i w Europie między innymi w artykule Naim Duf Waste Lab, w: Sesama, pod redakcją Agnieszki Gratzy, Fundacja Razem Pamoja, Warszawa 2018, s. 88.
- 2. Pierwsza edycja ArtJog, corocznej wystawy prezentującej prace indonezyjskich i zagranicznych artystów, odbyła się w 2008 roku. W 2019 roku ArtJog zmienił formułę i stał się międzynarodowym festiwalem sztuki współczesnej.

