20200108_t_kamienica_-_kobieta_kto_ra_ugotowa_a_me_z_a_007.jpg

Poszerzanie widowni
W wakacyjnym numerze „Dialogu” publikujemy materiały na temat teatru i mieszczaństwa. Nadarzyła się okazja, by zapuścić się w rejony, w które rzadko się zapuszczamy – publikujemy więc, jako kontekst dla rozważań o mieszczaństwie, rozmowę na temat publiczności warszawskiego Teatru Kamienica z jego wicedyrektorką.
Redakcja
Czy publiczność, która pojawia się na eventach organizowanych w Kamienicy wraca do was?
Wydarzenia, które organizowane są w naszym teatrze poza repertuarem, takie jak koncerty, wystawy czy eventy komercyjne przyczyniają się do poszerzania naszej widowni. Myślę, że w dużej mierze to magia tego miejsca. Mury tej kamienicy wiele widziały – tutaj był szpital Armii Krajowej podczas Powstania Warszawskiego, tędy Irena Sendlerowa przerzucała dzieci z getta – ta energia jest tu wyczuwalna. My się tej historii kłaniamy poprzez takie projekty jak makieta przedwojennej Warszawy, zabytkowy tramwaj przed teatrem, ale też mnóstwo inicjatyw artystycznych etc. Jak tylko możemy pielęgnujemy pamięć o tym, co było. Razem z mężem i synem Kajetanem, dbamy o to miejsce bardziej niż o własny dom – chcemy, aby każdy czuł się tu wyjątkowo i rodzinnie. I tak chyba jest, bo dostajemy wiele sygnałów od gości, że czuć tu cudowną atmosferę i widać pieczołowitość w drobiazgach.
Dla kogo chcieli państwo tworzyć teatr, gdy go zakładaliście?
Chcieliśmy tworzyć teatr środka i rozrywki na wysokim poziomie. Nigdy jednak nie podchodziliśmy do Kamienicy biznesowo. To miejsce, z założenia miało promować kulturę wyższą, ale też edukować i pomagać. Wiedzieliśmy, że to ma być coś więcej niż teatr. Stąd właśnie hasło, które przyświeca nam już od ponad trzynastu lat, czyli „Kamienica – więcej niż teatr”.
Widz w waszym teatrze szuka raczej wytchnienia czy refleksji?
Szuka jednego i drugiego, a my staramy się sprostać tym wymaganiom. Nie jest to łatwe, szczególnie w obecnych czasach. Przez minione dwa lata świat zmienił się diametralnie, a co za tym idzie i potrzeby ludzi, widzów uległy zmianie. Staramy się jednak tak dostosować nasz repertuar, aby każdy znalazł w nim coś dla siebie. Mamy w nim zarówno klasyczne komedie jak Tresowany mężczyzna, Lekko nie będzie, czy Metoda na wnuczka, ale też sztuki bardziej wymagające typu Wiera Gran, Kobieta, która ugotowała męża czy Kolacja na cztery ręce.
0h3a6596.jpg

Czego pani jako widzka szuka w teatrze?
Są teatry, które odwiedzam regularnie między innymi warszawski Teatr Dramatyczny. Teatr Wybrzeże w Gdańsku jest również moim stałym punktem programu. Odwiedzając inne teatry szukam dobrego aktorstwa. Ponieważ w teatrze zajmuję się doborem repertuaru, sprawdzam także różnych autorów. Z ciekawości chodzę na spektakle dramatyczne. Lubię podpatrywać, jak grają aktorzy, jakie rozwiązania scenograficzne czy techniczne wykorzystują twórcy.
Daje się pani ponieść emocjom czy raczej obserwuje pani warsztat?
To wszystko jest połączone. Jeśli coś jest dobre, zapomina się o tym, że to gra moja koleżanka lub kolega. Największy szacunek dla aktorstwa mam wówczas wtedy, gdy zapominam o warsztacie i wchodzę całą sobą w sztukę. Do teatru niewątpliwie chodzi się po pewnego rodzaju poruszenie, to najbardziej w nim uwielbiam.
Kamienica ma także ofertę dla najmłodszej widowni.
Ostatnio odbyła się premiera Słońca Kopernika w reżyserii Emiliana Kamińskiego. Poprzeczka postawiona została bardzo wysoko, bo choć spektakl jest edukacyjny, pisany wierszem, jednym słowem sporo skupienia wymaga od odbiorcy, to jest skierowany do widzów już od piątego roku życia. Jaką radość czułam, kiedy podczas premiery zobaczyłam, że przygotowane na premierę pyszne toruńskie pierniki, dzieciaki trzymają w ręce nadgryzione do końca spektaklu, bo są tak zafascynowane przedstawieniem. Każdego widza staramy się traktować jak partnera. Nawet z tymi najmłodszymi rozmawiamy poważnie, choć nieco lżejszym językiem. Nie ma mizdrzenia się i traktowania dziecka jak maleńkiej dzidzi. Również po partnersku traktowany jest młodzieżowy widz, w przypadku naszych spektakli misyjnych o narkomani, dopalaczach, czy hejcie. To też jest rozmowa jak z bardzo dojrzałym człowiekiem. Nie grozimy palcem, nie mówimy, że tak nie wolno, bo nikt tego nie lubi – pokazujemy czarno na białym co jest niebezpieczne, a wybór zostawiamy naszemu odbiorcy. Najważniejsze, aby to była uczciwa rozmowa, niezależnie od tego, z jakiego powodu widz przychodzi do teatru.
img_2377.jpg

Jak dzisiaj można prowadzić ten dialog?
Każdy spektakl jest pewnego rodzaju dialogiem. Poruszamy bardzo trudne tematy jak samotność w związkach, wzajemne oszukiwanie się, zakładanie masek. Często słyszę od widzów, że dajemy im do myślenia, bo w naszych sztukach nawet pod warstwą komedii jest pewna gorycz. Takie słowa to najwyższy komplement.
Widzowie dzielą się swoimi opiniami?
Bardzo często słucham widzów, oni są dla nas najważniejsi, bo bez nich nie ma teatru. Widz jest u nas na pierwszym miejscu, ta zasada dotyczy wszystkich osób, które pracują w naszym teatrze – od kasjerów, bileterów, którzy witają publiczność, na realizatorach i aktorach kończąc. Staramy się odpowiadać na potrzeby publiczności i szybko reagować, jeśli coś jest nie tak.
Widzowie przychodzą do Kamienicy oglądać znane twarze?
Rozpoznawalność w teatrach prywatnych brana jest pod uwagę. Pierwsze pytania jakie pojawiają się od widzów dzwoniących do kas dotyczą tego, kto będzie grał w spektakl, gdzie mogłem go oglądać, w jakim filmie czy serialu. Nasza natomiast rola w tym, aby wymagać i pilnować poziomu wystawianych spektakli. Dla nas, osób zarządzających tym miejscem to priorytet. Wszystko dla dobra widza.
0h3a1838.jpg


