employees_fot-nk-81mmm_3000x2000-scaled.jpg

„The Employees”, reż. Łukasz Twarkowski, Teatr Studio w Warszawie 2023. Fot. Natalia Kabanow

Współpraca międzygatunkowa

Dominika Ryczywolska
Przedstawienia
01 kwi, 2023

Współpraca między ludźmi a podobnymi do ludzi – kadetami i kadetami b – na statku kosmicznym w bliżej nieokreślonej przyszłości. Zatrudnieni zostawiający życie na Ziemi dla udziału w projekcie i ci stworzeni po to, by pracować. A ponad nimi, znajdująca się najwyżej w hierarchii Organizacja zbierająca raporty, śledząca każdy ich ruch, analizująca zachowania. To podstawowa oś dystopijnej wizji świata, którą przedstawiają twórcy i twórczynie spektaklu The Employees. Choć może powinnam napisać, do której wprowadzają publiczność – co swoją drogą rzeczywiście robi kadetka 29 (Sonia Roszczuk) w jednej z początkowych scen, przedstawiając pracowników i pracownice – bo widzowie i widzki w tym przypadku są częścią opowieści. 

Za punkt wyjścia do pracy dramaturgiczno-reżyserskiej Joanna Bednarczyk i Łukasz Twarkowski biorą powieść ryzykowną w kontekście wystawienia na scenie. Załoga. Protokół z przyszłości Olgi Ravn 1 to zbiór anonimowych wypowiedzi osób pracujących na statku zarejestrowanych przez narzędzia Organizacji. Nie wiadomo jak długo trwa misja i jaki jest jej cel, czym dokładnie się zajmują, jak wyglądają osoby z tytułowej załogi i kto zasiada w Organizacji. Właściwie można się zastanawiać czy Ziemia nadal istnieje. Możemy się domyślać czy czytamy wypowiedź humanoida (tego określenia używam synonimicznie do „podobnych do ludzi”, mimo że nie zostało użyte w spektaklu ani w powieści) czy człowieka po tym, o czym mówią – ci drudzy mają punkt odniesienia w postaci życia przed wyprawą i odwołują się do niego. Na szczęście dla powodzenia misji (by odnieść się do terminu ze spektaklu) pracy z tym tekstem sceniczni The Employees to nie inscenizacja całej powieści tylko sytuacja teatralna nią inspirowana. Twarkowski i Bednarczyk biorą od Ravn nastrój ogólnego napięcia, relacje i emocje i na ich podstawie budują autonomiczną opowieść bazującą nie tylko na teatralnych, ale także – jeśli nie w większym stopniu – na wizualnych. 

Dla załogi nawet przerwa w pracy jest usankcjonowana. Część z nich chodzi, podskakuje wokół statku w przygotowaniu na wykonanie kolejnych zadań.  Na początku trzeciej – z czterech – części spektaklu kadet 4 (Rob Wasiewicz) mówi, że skończyli ją wcześniej, więc mogą teraz porozmawiać. Po czym zapala papierosa, nielegalnego na statku, i opowiada historię z czasu życia na Ziemi o pracownikach budowy, których zwykle spotykał podczas nieregulaminowo długiej przerwy. Podejście do czasu wolnego wydaje się zasadniczym wyróżnikiem podobnych do ludzi od ludzi – tak w książce, jak w spektaklu. W Załodze czytamy:

Nie znam stanu niebycia zatrudnionym. Stworzono mnie do pracy. Nie znam też dzieciństwa, ale próbuję je sobie wyobrazić. Mój współpracownik – człowiek – mówi czasem coś bardzo dziwnego […] Że „nie żyje się wyłącznie pracą”, a może: „żyje się także innymi sprawami”? 2.

Podobny wydźwięk ma rozmowa kadetów 19 i b-19 (Daniel Dobosz) na początku spektaklu. Kiedy pierwszy z nich mówi o wolnym czasie, drugi nie wie, co to znaczy. Podstawą egzystencji humanoidów jest praca, żyją, żeby pracować, bo do tego zostali stworzeni. Ludzie – w założeniu i raczej poza statkiem, na którym trudno o jakąkolwiek „normalność” – robią to, żeby żyć. 

Przez cały spektakl – podczas lektury książki także – towarzyszy mi wątpliwość kto jest człowiekiem a kto podobnym do ludzi. W odpowiadających sobie kadetów/kadetki i kadetów/kadetki-b wcielają się te same osoby aktorskie. Łapię się na tym, że pisząc ten tekst, próbuję sobie przypomnieć wypowiedzi z konkretnych scen, żeby przyporządkować postać do grupy. Rozdwojenie ciał znacznie to utrudnia. Humanoidów od ludzi odróżnia nie tylko stosunek do pracy, ale też to, że ci pierwsi nie mają snów i pamięci, nie odczuwają emocji, a więc z założenia nie potrafią wchodzić w relacje. Zostali stworzeni, a nie urodzeni. Dodatkowo ludzie mają nad nimi władzę, mogą ich „wyłączyć” (wprowadzić w stan bezruchu) właściwie w dowolnym przez siebie momencie – na przykład dlatego, że są irytujący. Po czasie przebywania z kadetami i kadetkami z ziemi zaczynają się do nich upodabniać, przejmują ich zachowania, opowiadają o snach i emocjach. Kadetka b-12 (Maja Pankiewicz) zaczyna kwestionować swoją tożsamość, przestawiając się jako 12 – wobec czego Organizacja nabiera podejrzeń. Kiedy tożsamość osób na scenie staje się coraz bardziej niejednoznaczna, trudno określić na kogo teraz patrzę, w moim odbiorze pojawia się uczucie dyskomfortu. Co jest zbieżne z nastrojem panującym wewnątrz statku. Załoga po pewnym czasie życia pod ciągłym nadzorem i presją zaczyna się zastanawiać, kim są tak naprawdę pozostali, i właściwie kim są oni/one sami. 

the_employees1.png

Obraz wygenerowany przez Midjourney

W scenicznej wersji The Employees wyraźniej niż w książce wybrzmiewa wątek romansu pomiędzy kadetkami b-29 (Sonia Roszczuk) i 90 (Dominika Biernat), zaczyna się on aktem przemocy. Ludzka załogantka bardzo potrzebuje bliskości i dotyku, tęskni za tym, bo na statku seks jest zabroniony. Wykorzystuje władzę, jaką ma nad ukochaną humanoidką i „wyłącza ją” – przez co b-29 nie może odmówić – i całuje. W spektaklu relacja opiera się na fizycznej bliskości i pożądaniu, dla publiczności widzialna jest w dużej mierze na zapośredniczonym przez ekrany obrazie lub przez spojrzenie do wnętrza kubika. We fragmentach z udziałem kadetek właściwie nie ma słów, co pokazuje strategię zwrotu ku obrazom, ciałom i temu, co niewypowiedziane, a jednocześnie bezpośrednie na scenie. 

Na pracy skupia się tylko pierwsza część spektaklu, kiedy poznajemy załogantów i załogantki, dowiadujemy się, kto się czym zajmuje i jak wygląda życie na statku. Po pierwszej trzyminutowej przerwie najważniejszym punktem wydają mi się relacje, opisana już między kadetkami 90 i b-29 oraz między kadetką b-12 (Maja Pankiewicz) i kadetem 4 (Daniel Dobosz). Obecna w tekście oryginalnym współpraca pomiędzy ludźmi i podobnymi do nich oparta na wspólnym realizowaniu bliżej nieokreślonego celu i pracy zamienia się opowieść o kształtowaniu relacji między nimi. Tyle że już nie tych opartych wyłącznie na wykonywaniu zadań a wspólnym życiu w małej przestrzeni i konieczności mierzenia się z emocjami z tym związanymi. 

Ciekawa wydaje mi się pozycja publiczności. Przede wszystkim mamy wolność siedzenia w dowolnym miejscu. Wchodząc na salę, słyszymy, że można zająć miejsce, gdzie chcemy – klasycznie na widowni, ale także na podłodze sceny lub przygotowanych podestach po jej trzech stronach. Mamy też możliwość zmiany miejsca, w domyśle w przerwach od pracy załogi statku, ale właściwie w każdym momencie. Jedynym zastrzeżeniem jest to, żeby nie wchodzić do kubika, choć możemy tam zaglądać. To uprzywilejowanie również ze względu na sytuację tytułowych „employees”. Stajemy się w pewnym sensie narzędziem/okiem nadzoru, zaglądamy do ich miejsca pracy, oglądamy materiał z kamer rejestrujących wszystko, co dzieje się na statku, także najbardziej intymne momenty. W dodatku jest to działanie dobrowolne, częściowo być może powodowane ciekawością – ja robię to z ciekawości. 

the_employees_2a.png

Obraz wygenerowany przez Midjourney

Użycie ekranów w scenografii jest obecnie trendem w polskim teatrze. Kiedy wchodzę do sali Teatru Studio i widzę je kolejny raz, nie jestem zaskoczona. W The Employees twórcy i twórczynie idą jednak o krok dalej i wykorzystują narzędzia teatralne, wizualność i muzykę tworząc widowisko sceniczne. Za aktorkami i aktorami podążają dwie postaci z kamerami ubrane na czarno (Gloria Grünig i Iwo Jabłoński), które stają się właściwie milczącymi bohaterami spektaklu. Domyślnie mają być niewidoczni, ale ich ruch jest synchronizowany z osobami na scenie – choć nie wchodzą w interakcję – muzyką, światłem. Całość tworzy imponujący efekt, ale co równie ważne wykorzystanie ekranów do pokazania tego, co dzieje się wewnątrz statku sprawia, że publiczność zyskuje niedostępną w klasycznej sytuacji teatralnej perspektywę. Widzimy niuanse mimiki, ukradkowe spojrzenia, to czego kadetki i kadeci woleliby nie pokazywać – a co za tym idzie, stajemy się właściwie oczami Organizacji. Nietrudno mi sobie wyobrazić, że oglądam nagranie, które za chwilę znajdzie się w ich archiwum i posłuży do analizy. Refleksja nad tym prowadzi mnie do pracy A Theory of the Drone Grégoire Chamayou 3, w której dron jest wszystkowidzącym – bo niemrugającym – okiem rewolucjonizującym spojrzenie. Nie pozostaje jednak bez podstawowych dla siebie zasad, a jedną z nich jest to, że patrzy nieprzerwanie. 

Nadzór jest też wpisany w fabułę spektaklu. Nad powodzeniem misji czuwa Organizacja, która raz na jakiś czas zbiera wszystkich uczestników i uczestniczki i zadaje pytania o ich pracę, życie na statku, zachowanie pozostałych. Trudno mi się oprzeć wrażeniu podobnemu do oglądania programu Big Brother i pytań tytułowego wielkiego brata do poszczególnych osób uczestniczących w projekcie. W The Employees szczególnie silnie wybrzmiewa to w sytuacji z kadetką 12, wobec której istnieje podejrzenie, że jest humanoidką udającą człowieka – taki wniosek wysnuwa Organizacja, analizując nagrania ze statku. Wszyscy, siedząc w wokół kolumny będącej jej „głosem”, odpowiadają na pytania, czy zauważyli zmianę w jej zachowaniu, czy odbiega ono od normy. To Organizacja ma pełnię władzy, powołuje ludzkich pracowników do udziału w projekcie, stwarza podobnych do ludzi, aranżuje ich życie, decyduje o tym, jak wygląda każdy dzień, łącznie z tym, co będą jeść. I co najważniejsze – mogą podjąć decyzję o terminacji. 

the_employees_2.png

Obraz wygenerowany przez Midjourney

Do pracy nad tym tekstem angażuję sztuczną inteligencję. Grafika w tym artykule została przygotowana przez algorytm Midjourney – generujący obraz na podstawie zaproponowanych przeze mnie wskazówek. Często wspominany w internetowych wpisach po stworzeniu zdjęć z imprezy, na widać których pozornie idealnych ludzi. Robię to pierwszy raz - nie jestem szczególnie biegła w kwestiach technologicznych, ale po przeczytaniu kilku artykułów opisujących jego działanie udaje się.  Próbuję pobudzić algorytm do stworzenia wizerunków aktorek i aktorów, ale – co być może symptomatyczne dla dyskusji o zastąpieniu ludzi robotami – według niego kombinezon roboczy to w każdej wersji garnitur. Trudno jej też odwzorować twarz, z wyjątkiem są postaci z bajek, gier etc., które rozpoznaje. Ostatecznie nikt nie wygląda nawet trochę podobnie. Decyduję się więc na sprawdzenie, jak widzi scenografię. I efekt okazuje się podobny do tego, co na scenie tworzy Piotr Szczygielski. Wiedza o jej działaniu okazuje się nie być tak specjalistyczna, jak mi się początkowo wydawało. Algorytm – akurat nie Midjourney wytwarzający jedynie obrazy – mógłby napisać ten tekst, tyle że pewnie nie wybrzmiałoby zdziwienie przebijające się w tym akapicie. Choć to w zasadzie zależy od tego, w jakim stopniu sztuczna inteligencja ma świadomość swoich możliwości i różnicy między nią a zdolnościami człowieka.

  • 1. Olga Ravn Załoga. Protokół z przyszłości, przełożyła Bogusława Sochańska, Wydawnictwo Driada, Luboń 2023.
  • 2.  Tamże, s. 28.
  • 3.  Zob. Gregoire Chamayou Drone Theory, The New Press, New York 2015.

Udostępnij

Dominika Ryczywolska

kulturoznawczyni, absolwentka IKP UW, krytyczka teatralna. Teksty krytyczne i rozmowy publikowała w „Dialogu”, „Notatniku Teatralnym”, Dwutygodniku” i „Czasie Kultury”. Badawczo interesuje się przestrzeniami przenikania się muzyki i teatru.