Dzieciaki
Opowiadam ojcu o swoich studentach. Przez telefon oczywiście.
– Takie dzielne te dzieciaki – mówię – i tak się o nie boję.
– Dlaczego dzieciaki? Monika Olejnik w telewizji też powtarzała „dzieciaki”, to takie protekcjonalne. Dorośli młodzi ludzie. W ich wieku traktowałaś siebie bardzo poważnie.
Dobra, touchée. Zawsze trafia.
Nie tak dawno chodził pod Sejm, teraz już nie wychodzi i tylko się martwi, żeby się „młodym ludziom” jeszcze chciało. Trzyma za nich kciuki, sam był pałowany w Marcu przed Politechniką.
A mnie jest wstyd, że się zabunkrowałam. Na zdalnych zajęciach widzę ich w zoomowych okienkach – przejętych, poważnych, często na czarno. Kilka tygodni temu byli w uniesieniu, teraz trochę przygaśli. Zajęcia się nie kleją, w końcu nie dotyczą protestów, a gadać o czym innym nie ma sensu, tak to przynajmniej czytam z ich twarzy. Albo i nie czytam, niektórzy chowają się za błyskawicą: studentka przepraszała mnie niedawno, że wyłącza kamerkę, bo na demonstracji doznała obrażeń.
Szczyt protestów nałożył mi się na czas kwarantanny i chociaż mam zwolnienie z sanepidu, głupio mi, bo to i tak będzie już dla mnie prześniona rewolucja, robiona cudzymi rękoma. Tydzień po tygodniu widzę w okienkach jej fazy, od wkurzenia do kaca. W ciepłym pokoju, z kubkiem herbaty, stawiam pytania o bunt i definicję konformizmu.

