14_115_x_190.jpg

Henryk i Maria Sienkiewiczowie, Vevey 1914. Fot. ze zb. Janczewskiego / Nowa Panorama Literatury Polskiej

Skryty w swoim cieniu

Ryszard Koziołek
W numerach
Grudzień
2018
12 (745)

Na tej mało znanej fotografii nieznanego autorstwa Sienkiewicz nie przypomina siebie z innych zachowanych wizerunków. Prześwietlony, a przez to wampirycznie blady lewy profil przypomina półmaskę, która lśni trupim światłem na tle czerni szerokiego ronda kapelusza, oczodołu i zwisającej połowy wąsa.

Nic tu do psychoanalitycznego interpretowania; ot, przypadkowe, interesująco nieudane zdjęcie. A jednak staje się inspiracją dla kolejnych rozmyślań i rozmów o najważniejszym polskim pisarzu dwudziestego wieku. Najważniejszym, bo najbardziej wpływowym w procesie utrwalania społecznej roli literatury w Polsce. Choć ukształtowany całkowicie przez wiek dziewiętnasty, jest Sienkiewicz pisarzem, którego sukces, popularność i wielki wpływ na kulturę polską wypełnia się, ale i wyczerpuje w kolejnym stuleciu. Ostatnia udana i skończona powieść, czyli Krzyżacy, ukazuje się w 1900 roku. I choć pisze jeszcze cztery (Wiry, W pustyni i w puszczy, Legiony, Na polu chwały), żadna nie dorówna tym powstałym w wieku dziewiętnastym. Przez cały wiek dwudziesty będzie za to wygrywał wszystkie rankingi popularności czytelniczej i pozostanie po dziś dzień jedynym polskim pisarzem klasycznym czytanym powszechnie, dobrowolnie i z przyjemnością także po ustaniu szkolnego obowiązku czytania lektur. 

Obserwujemy jednak obecnie wyraźny schyłek tej wyjątkowej pozycji Sienkiewicza w polskiej kulturze literackiej, co wynika z pewnością z ogólnych przemian kulturowych, które obniżyły zdecydowanie rolę czytania literatury jako do niedawna kluczowej formy uczestnictwa w kulturze humanistycznej. Przestać czytać Sienkiewicza oznaczałoby w jakimś sensie przestać czytać w ogóle lub inaczej: przestać czytać z powodów i w sposób, w jaki czytali go Polacy w dwudziestym wieku. Nad czym być może nie trzeba tak bardzo ubolewać. Jak mówi do Sienkiewicza Stanisław Brzozowski w zabawnej i mądrej sztuce Jana Czaplińskiego: 

      jedna jest chyba tylko nadzieja
SIENKIEWICZ
      jaka?
BRZOZOWSKI
      że młodzież nie czyta już książek
SIENKIEWICZ
      i to jest ta pana nadzieja?
BRZOZOWSKI
      Tak, bo to znaczy, że pana też przestała czytać

Dla Brzozowskiego wartości nieczytania Sienkiewicza są rozlicznie oraz precyzyjnie i zjadliwie wyłuszczone w słynnych esejach Henryk Sienkiewicz i jego stanowisko w literaturze współczesnej Cały smutek tego wszystkiego. Jest wśród nich argument o usypianiu czytelnika, który sam Sienkiewicz wyraził wiele lat wcześniej w jednym z felietonów: 

Gdy się ktoś zaczyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie – w każdym razie wygrywa 1.

Bardzo daleko jeszcze od tych słów do krzepiącego snu Trylogii, a jednak ich sarkastyczny ton nie przesłania tej samej, kompensacyjnej funkcji literatury, którejSienkiewicz będzie wierny do ostatnich linijek swojej prozy. 

Należał do pokolenia podwójnie straumatyzowanego. Narodziny pisarza przypadają na półwiecze rozbiorów, a przeżyciem pokoleniowym jest tragedia powstania styczniowego, które – poza heroizmem buntu – obnażyło konflikty społeczne i polityczne; było „wojną wszystkich przeciw każdemu. Było wojną domową” 2– jak pisze Marian Płachecki. Pozytywiści doskonale to wiedzieli, najlepiej chyba Bolesław Prus, i próbowali zbudować nowoczesną alternatywę dla przeklętej opozycji: opór lub zdrada. Wykorzystali też realizm obyczajowy, aby brutalnie uświadomić skalę konfliktów w społeczeństwie postyczniowym. Użyli do tego rodziny. Trzy wielkie powieści-rówieśniczki: Nad Niemnem (1887), Trylogia (1884-1888) i Lalka (1890) przynoszą obraz rodziny zrujnowanej, niekompletnej lub co najmniej trawionej głębokim kryzysem, z którego nie ma wyjścia. Wobec braku państwa i przy szalejącej cenzurze nie ma szans na transformowanie konfliktów ekonomicznych, klasowych, światopoglądowych w pokojowe spory demokratycznych debat. Więc się je tłumi, a na wierzchu zostaje bezwzględna dla Polaka w drugiej połowie dziewiętnastego wieku alternatywa: albo niemożliwa do „odzyskania” niepodległość, albo lojalistyczne nieistnienie.

Pozytywizm chce wyjść z cienia tej opozycji i przezwyciężyć melancholię niemożliwej niepodległości. Spór o polską nowoczesność przebiega w dziewiętnastym wieku inaczej niż w większości krajów zachodnich. Organizują go dwa wektory: lojalistyczny i irredentystyczny. Pozytywiści wybierają pierwszy, który generalnie zgadza się z modelem zachodnim i przyznaje ponadhistoryczną wartość postępowi nauki, techniki i gospodarki kapitalistycznej w ramach sprawnie administrowanego państwa. Wektor oporu politycznego przybiera po powstaniu styczniowym odmienny charakter niż w romantyzmie emigracyjnym i nie oznacza wyłącznie działalności niepodległościowej, ale weryfikację wszelkich działań, także lojalnych wobec rządów zaborczych, za pomocą kryterium pożytku narodowego. 

Szybko jednak okazuje się, że cywilizacja nie zachodzi powszechnie i symbolizuje ją leżąca drabina, na którą natyka się Wokulski w Lalce, spacerując po Powiślu. Alegoria leżącej drabiny jest tylko pozornie krytyką postępu w wydaniu polskim; ma zasięg uniwersalny i oznacza horyzontalne spłaszczenie świata, który upodobni do siebie wszystko. Znamienne, że leżąca drabina przypomina tory kolejowe, ów adorowany symbol przemian cywilizacyjnych. Drabina torów doprowadzi Wokulskiego do Paryża, zbiorowiska zapracowanych istot podobnych do siebie jak krople wody, a później do Skierniewic, gdzie dokona się pierwsza próba samounicestwienia bohatera. Widzę w dziejach Wokulskiego zapowiedź rozczarowania i gniewu mieszkańców peryferyjnych nowoczesności, którzy zrozumieli wcześnie (druga połowa dziewiętnastego wieku), że w cywilizacyjnym wyścigu nowoczesnych imperiów są już przegrani, co oznacza, że ich bunty i rewolucje będą już zawsze konserwatywne. Co zastanawiające, pierwszy pojął lub głęboko przeczuł to Sienkiewicz podczas pobytu w Ameryce, którą był szczerze zafascynowany.

Niełatwo zrozumieć, dlaczego Henryk Sienkiewicz wyrzekł się tej fascynacji, której świadectwem są Listy z podróży. Wydawało mi się, że stoi za tym niechęć do tryumfującej naturalistycznej ekonomii oraz egalitaryzmu niwelującego lub tylko maskującego różnice stosunków społecznych. Jolanta Sztachelska trafnie zwraca uwagę na ambiwalentny stosunek Sienkiewicza do Amerykanów, których podziwia za energię i optymizm, ale drażnią go powierzchownością i pragmatyzmem. 3 Ostatecznie Ameryka i Amerykanie staną się dla Sienkiewicza inspiracją dla modelu polskiego życia społecznego. Na wiarygodną przyczynę tego odrzucenia zwróciła mi uwagę Virginia Woolf. W eseju Ameryka, której nigdy nie widziałam pisarka prosi Wyobraźnię, aby opowiedziała jej o tym, co jest najbardziej interesujące w dzisiejszym (kwiecień 1938 roku), kosmopolitycznym świecie. Oczywiście najbardziej interesująca jest Ameryka. Wyobraźnia frunie więc za ocean i wraca niebawem z zabawną opowieścią – utkaną z popularnych obrazów Ameryki, jakie wytwarzały przez pierwsze stulecie literatura, prasa i kino. Na koniec pojawia się jednak inny ton, kiedy Wyobraźnia próbuje wyrazić prawdopodobną różnicę między Amerykanami i Europejczykami:

Ale najlepiej tę różnicę między nami a nimi ilustruje taka oto obserwacja: my mamy cienie, które wloką się za nami, oni – blask, który tańczy przed nimi. I dzięki temu są najciekawszymi ludźmi na świecie – patrzą bowiem w twarz przyszłości, a nie przeszłości. 4

To właśnie, moim zdaniem, zobaczył w Ameryce – ideę nowoczesności, która jest czystą przyszłością, bez nostalgii, brzemienia czy choćby dylematów Benjaminowskiego „anioła historii”. I człowieka, który na dobre wyszedł z cienia przeszłości. Sienkiewicz odkrył to na długo przed napisaniem Trylogii. Oto przeszłość jest jedyną rzeczą, której nie można stracić, która „świecić będzie po wszystkie czasy blaskiem Miltonowskiego utraconego raju, tak dla całego społeczeństwa jak i dla poetów”; „faktem jest, że tylko ta przeszłość nam pozostała; jest to jedynie zupełnie nasze” 5. Lepszy jest więc cień dawnej (fantazmatycznej) wielkości niż palące słońce przyszłości, jedyną zaś prawdziwą Polską pozostaje ta, która nie istnieje. Znakomicie ujął to Jan Lechoń w wierszu Chełmoński:

Wiem, czego mi potrzeba: tęsknię do ojczyzny, 
Której nigdy nie było i nie ma na mapie.

Wobec niemożliwej, bo niewczesnej polskiej modernizacji Sienkiewicz spadł Polakom z nieba w środku postyczniowej nocy. Bezalternatywność aktualnej sytuacji powoduje regres do przeszłości, zrozumiały w pokoleniu pisarzy żyjących w wieku niewoli. Czy jednak ten dziewiętnastowieczny impas marzenia o polskiej nowoczesności nie powinien skończyć się w 1918 roku lub najdalej w 1989? A jednak okazało się, że wczesna polska nowoczesność zaprojektowała nam spór, z którego nie możemy się wywikłać, a który proroczo przepowiedział młody Żeromski:

Czy zamknąć oczy i iść drogą Sienkiewiczów w „pokrzepianie serc”? Jakich? Czyich? Kto tu się chce pokrzepić, kto tu nie przeklina imienia ojczyzny, kto tu nią żyje? Wierzyć w Prusa, wierzącego w coś bardziej jeszcze potwornego niż w socjalizm, bo w wolnohandlowy, kosmopolityczny liberalizm, w budowanie kapitału, aby nim sentymentalnie ujałmużnić masy rękoma wysoce bajecznych panów Wokulskich? 6

Literatura pozwoliła Sienkiewiczowi nie dokonywać wyborów politycznych. Sam wybrał życie przeciw śmierci, zesłaniu lub emigracji. Wybiera życie lojalnego wobec władzy obywatela drugiej kategorii w podbitym kraju, którego nie ma już na mapie. Neutralność polityczna, która jest warunkiem bezpiecznego życia, staje się wkrótce celem, coraz trudniej osiągalnym wobec rozwijającej się coraz intensywniej od lat osiemdziesiątych spiskowej działalności socjalistycznej i niepodległościowej. Prawo do neutralności zapewniła mu literatura, na czele z TrylogiąQuo vadis, których lektura oferowała czytelnikom krzepiącą naukę o przeszłości, zapomnienie o codzienności i marzenie na jawie. 

„Kim jesteś, panie hynryk?” – pyta u Czaplińskiego Janko Muzykant swego twórcę, a Sienkiewicz odpowiada bardzo prawdopodobnym tekstem:

Pisarzem, co poglądów mieć nie musi i stronnictwu żadnemu służyć nie chce i tylko pisać chce i mieć prawo, żeby być trochę głupi. Ojcem, co dumny jest ze swoich dzieci i nie chce, żeby kiedykolwiek pracować musiały, mężem, co kocha i opiekować się chce nade wszystko. 

Ten mieszczański i dość minimalistyczny program życia staje się w państwie podbitym i okupowanym projektem prawie niemożliwym. Prawie, ponieważ cudem talentu, pracowitości, obsesją ruchliwości i podróżomanii Sienkiewicz ten stan chwilami osiągał. Najpełniej w latach osiemdziesiątych, kiedy powstaje Trylogia. Jest zakochany, żonaty i pewny siebie. Tak bardzo, że może napisać Witkiewiczowi często przywoływane skandaliczne słowa:

Żeby oni wiedzieli, z którymi kłócę się o „Słowo”, jak ja głęboko mam w dupie te wszystkie rzeczy, które oni za wielkie uważają, którymi się zajmują, którymi zapełniają życie, a z nimi jak głęboko mam w dupie i „Słowo”, i „Wiek” i całą tę praskę, która się kręci koło jednego nic. – A choćby miała znaczenie, choćby była ważna, choćby miała dotykać kwestii życiowych, to Bóg widzi, że ja nie jestem od prasy. Mnie co innego zajmuje. Kręcę się, bo muszę, bo teraz coś robić trzeba i zapewnić sobie życie. Robię, jak umiem i mogę najlepiej, ale ze śmiertelną niechęcią duszy do roboty 7.

Nie chodzi bynajmniej o język. Prawdziwie skandaliczny jest jawny cynizm, z jakim niedawny „czerwony” demokrata i pozytywista, autor literatury krytycznej i zaangażowanej, a teraz redaktor naczelny konserwatywnego dziennika wyjawia przyjacielowi swoją pogardę dla ideałów publicystycznych i poczucie wyższości kogoś stworzonego do wyższych celów. Do końca dziewiętnastego wieku udawało mu się to doskonale. Niekoronowany król apologetów Sienkiewicza Józefat Nowiński wiedział, że „takie naturalne i proste tajemnice sam Bóg szepcze duszom największych swych naśladowców” 8. Krytyczny i namiętny młody Żeromski zanotował w dzienniku pod datą 3 czerwca 1888 bardziej trzeźwą, ale w istocie podobną diagnozę sukcesu Sienkiewicza: 

Sienkiewiczowi nie zepsuła Potopu żadna idea – toteż on długo pożyje. Nie oglądał się na te przepisy, waruneczki, na te psychologie i konsekwencje głupie, jakimi otoczono każdą książkę, wychodzącą świeżo spod prasy – i dlatego zaszedł wysoko. 9

Początek wieku dwudziestego zbiega się z wyczerpaniem sił twórczych Sienkiewicza. Kolejne książki (poza W pustyni i w puszczy) nie wywołują już społecznych dreszczy, a co ważniejsze, nie uczą, nie usypiają, nie pozawalają zapomnieć. Sam autor stał się za to klasykiem, ostatnim żyjącym wieszczem, od którego coraz natarczywiej oczekuje się własnego głosu w sprawach publicznych. Nie uchyla się, choć robi to rozważnie, pozwalając sobie na więcej wobec Niemców niż Rosjan. W słynnym liście-proteście przeciw germanizacji dzieci w Wielkopolsce posuwa się do groźby, której nie użyłby wobec Cara:

Daleki jestem od chęci wglądania w sprawy i losy Królestwa Pruskiego, wygłaszam tylko pewnik historyczny, że rząd, który pozwala sobie na wszystko, uczy poddanych, że i przeciw niemu można sobie na wszystko pozwolić. 10

Podobnie jak w liście do baronowej Suttner, działaczki pacyfistycznej, która prosiła go o podpis pod petycją przeciw Anglii prowadzącej wojnę z Burami, doradza, aby najpierw zajęła się prześladowaniami narodów w Europie, a potem w Afryce:

Oczy wasze błąkają się po przestworach Oceanu, i wzrok leci na krańce ziemi, a przecie Poznańskie, Śląsk i Prusy Zachodnie leżą tuż obok Was! 11

Sienkiewicz nie był i nie mógł być neutralny w czasie wyłaniania się i konstytuowania się w Polsce dwóch wielkich obozów ideologicznych: socjalizmu i nacjonalizmu, a jednak powstrzymywał się skutecznie przed przyłapaniem. Pole neutralności zaczęło się kurczyć gwałtownie wraz z wybuchem rewolucji 1905 roku, które to wydarzenie zbliżyło Sienkiewicza do Narodowej Demokracji, co potwierdziła słynna „mowa balkonowa”, wygłoszona 5 listopada 1905 roku do ponad dwustu tysięcy manifestantów, odczytana jako poparcie dla nowej polityki carskiej, czyli manifestu konstytucyjnego z 30 października 1905 roku. Wydarzenia rewolucyjne zdecydowanie potępiał. 

Punktem kulminacyjnym w aktywności politycznej Sienkiewicza jest wybuch pierwszej wojny światowej, wyjazd z Polski do Szwajcarii i osiedlenie się w Vevey. W 1914 roku pisarz ma dość pieniędzy, aby móc mieszkać w każdym miejscu na świecie. Prawo do niezajmowania stanowiska politycznego dała mu literatura, przede wszystkim TrylogiaQuo vadis, którymi połączył Polaków w trzech zaborach. Jednak po napisaniu Krzyżaków żadna integrująca Polaków nowa powieść Sienkiewicza nie powstała. Pozostały więc pieniądze, ale nie własne, tylko zebrane dzięki jego sławie na całym świecie. Sienkiewicz został przewodniczącym Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce – swojego ostatniego wielkiego dzieła. Dzięki zebraniu przez Komitet prawie dwudziestu milionów franków szwajcarskich Sienkiewicz kupił sobie prawo, aby do końca życia publicznie realizować Bartlebiańską formułę „wolałbym nie”. 

Przybył do Szwajcarii na początku października 1914 roku. Powodem był wybuch pierwszej wojny światowej. Dodatkowo wyjazd do Szwajcarii przyspieszyła prowokacyjna wiadomość, która ukazała się w gazetach w Wiedniu, a powtórzył ją też francuski „Le Matin”. Zgodnie z jej treścią Sienkiewicz miał być autorem odezwy skierowanej przeciwko państwom centralnym, za co władze austriackie miały go uwięzić. Była to nieprawda, niemniej uświadomiła Sienkiewiczowi, że autorytet jego osoby i dzieła będzie narzędziem walki politycznej, czego przez całe życie unikał. Wybór neutralnej Szwajcarii był więc oczywisty. Ale tylko pozornie. Tuż przed i w czasie wojny neutralna Szwajcaria stała się sceną niezliczonych gier dyplomatycznych, politycznych, szpiegowskich, handlowych oraz bezpiecznym miejscem dla uchodźców wszelkiego rodzaju: od Lenina przez dadaistów po Sienkiewicza. Trudno wyobrazić sobie bardziej upolitycznione miejsce niż neutralna Szwajcaria w czasie pierwszej wojny światowej.

Neutralności nie zapewnił Szwajcarii po wsze czasy Traktat Wersalski (1815). W czasie pierwszej wojny światowej nie zapewniłyby jej tego nawet słynne banki obsługujące finanse walczących stron. Szwajcaria graniczyła z czterema państwami prowadzącymi wojnę: Niemcami i Austro-Węgrami (państwa Centralne) oraz Francją i Włochami (Ententa). Ponadto ludność tych nacji była obywatelami Szwajcarii, co dodatkowo rodziło pytanie, czy uda się utrzymać rzeczywistą neutralność społeczeństwa. Z tych między innymi powodów przez całą niemal wojnę, od grudnia 1914 do wiosny 1918, żołnierze szwajcarscy byli ulokowani na granicy z Francją pilnując, aby okopy nie przesunęły się na teren Szwajcarii. Mniejsze siły stacjonowały na granicy włoskiej. Niemieckojęzyczna ludność nie ukrywała swych sympatii do państw Centralnych, a francuskojęzyczna do Ententy. Poza wieloma incydentami walczące strony respektowały jednak neutralność Szwajcarii.

Sienkiewicz przybywa więc do kraju bezpiecznego dla siebie i swojej rodziny, ale także do kraju, gdzie można bezpiecznie uprawiać politykę, także politykę neutralności. Ta bowiem, w przypadku pisarza tak ważnego dla Polaków i tak znanego na świecie, wymagała proporcjonalnie nie mniej wysiłku, niż zachowanie neutralności Szwajcarii. Nie ulega wątpliwości, że w stosunku do dziejącego się konfliktu pisarz zajmuje pozycję antygermańską. Ignacy Chrzanowski wspominał w 1921 roku ostatnie spotkanie z Sienkiewiczem we wrześniu 1914:

Wkrótce po wybuchu wojny r. 1914 Sienkiewicz przybył z Oblęgorka do Krakowa. Na zapytanie jednego z dobrych znajomych warszawskich bawiących w Krakowie (p. I. B.): „Komu pan życzy zwycięstwa?”, odpowiedział:
„Djabłu samemu, byleby pobił Niemców” 12.

Prowokacja wiedeńska nie była zatem w sprzeczności z poglądami samego Sienkiewicza. Złość i lęk pisarza wywołało ich publiczne ujawnienie, w dodatku rzekomo przez niego samego. Oczywiście rozmaite gesty pisarza jasno wskazują na jego poglądy. Choćby wybór Vevey na miejsce pobytu, czyli miejscowości w francuskojęzycznym kantonie, potwierdza jego poglądy antygermańskie. Nie może jednak tego głosić otwarcie, chcąc pozyskiwać pomoc charytatywną dla Polaków z wszystkich trzech zaborów. Mimo prób sprowokowania pisarza nie udało się skompromitować akcji Komitetu. 

Symbolicznym potwierdzeniem sukcesu neutralnej i apolitycznej postawy Sienkiewicza był jego pogrzeb w Vevey, o którym „La Tribune de Lausanne” z 24 listopada 1916 pisała, zwracając uwagę na niezwykły fakt, że nad grobem pisarza zgromadzili się nie tylko przedstawiciele szwajcarskiego rządu federalnego, ale też przedstawiciele dyplomatyczni wszystkich stron wciąż walczących na frontach wojny. Mimo swoistego Treuga Dei, rzeczywiste poglądy polityczne zmarłego dopiero co pisarza zdawały się jasne nie tylko dla polskich czytelników. Uważano dość powszechnie, że był nienawidzącym Niemców rusofilem. Zdawały się to potwierdzać drukowane w prasie francuskiej utwory. Oto w niedzielnym wydaniu lozańskiego „La Revue” z 26 listopada 1916 wraz z krótką notką-nekrologiem wydrukowano opowiadanie Sachem. Wybór na pozór niewinny, a jednak bohaterami zbiorowymi tej noweli są Niemcy winni wymordowania osady indiańskiej. 

Czytelnicy szwajcarscy nie mogli mieć oczywiście pojęcia, jak gorzki i autoironiczny utwór czytają. Tytułowy Sachem to ocalone z zagłady dziecko indiańskie, które straszy i bawi w cyrku niemieckich zabójców jego plemienia. Z nikim już nie walczy, odgrywa tylko zemstę; to jego cyrkowa sztuczka. Jest neutralny lub lojalny – jak Sienkiewicz i jego los pisarza w okupowanym kraju. TrylogiaQuo vadis dostarczyły wspaniałych przeżyć nie tylko Polakom, ale Rosjanom i Niemcom także. Czy zatem niewolnik może być neutralny? 

Poza takimi subtelnościami przebiegała najpewniej lektura innego antygermańskiego klasyka, czyli Bartka Zwycięzcy, który ukazał się za życia pisarza w dodatku „La revue du dimanche: supplément littéraire de la Revue” i był tam drukowany od 9 maja do 27 czerwca 2015.

Czytelnik zostaje z obrazem rodziny nędzarzy wykorzystanych przez pruskie państwo i niemieckich kolonistów, mimo zasług Bartka dla armii pruskiej. W kontekście trwającej wojny i udziału w niej legionistów polskich walczących po stronie państw centralnych musiał ten finał brzmieć szczególnie gorzko:

Pewnego dnia szło z Pognębina do miasta troje ludzi: chłop, baba i dziecko. Chłop był pochylony bardzo, podobniejszy do dziada, niż do zdrowego człeka. Szli do miasta, bo w Pognębinie nie mogli służby znaleźć. Deszcz padał, baba szlochała okrutnie z żalu za straconą chałupą i całą wsią. Chłop milczał. Na całej drodze pusto było, ani wozu, ani człowieka, krzyż tylko wyciągał ponad nią zmoczone od deszczu ramiona. Deszcz padał coraz większy, gęstszy i ciemniało na świecie.
Bartek, Magda i Franek szli do miasta, bo zwycięzca z pod Gravelotte i Sedanu miał jeszcze w zimie odsiedzieć w kozie za sprawę Boegego.

Gdyby ktoś z czytelników „La Revue” miał wątpliwości, jakie są niewyrażone bezpośrednio poglądy Sienkiewicza, to niedługo po śmierci pisarza („La Revue” z 1 grudnia 1916) gazeta wydrukowała fragment niesygnowanej datą ani nazwiskami uczestników rozmowy na temat dalszych losów wojny, pod znaczącym tytułem Ostatnie myśli Sienkiewicza. Sienkiewicz mówi tam, że jeśli wygrają Niemcy, Europa pogrąży się w barbarzyństwie, a jemu samemu nie pozostanie nic innego, jak udać się do Ameryki.

Deklarowana neutralność jest niezbędna dla skutecznego pozyskiwania pieniędzy na pomoc rodakom w kraju. Jest również chytrością polityczną, w końcu w 1916 roku wciąż nie było wiadomo, kto wygra. Wypowiedzi publiczne, jak Odezwa do ludów cywilizowanych czy wywiad udzielony „London Daily News” takie właśnie są. Ale – jak pokazał Krzysztof Stępnik – już wywiad udzielony gazecie „Le Petit Journal” i opublikowany 25 listopada 1915 jest „antyniemiecki i równocześnie ententofilski w wymowie” 13

A jednak, kiedy na dzień przed śmiercią odwiedzili go dwaj przedstawiciele Narodowej Demokracji naciskając, aby podpisał zredagowany przez Dmowskiego protest przeciwko Austrii, wyrzucił ich za drzwi. Wierzę mu, że pragnął neutralności pojmowanej daleko głębiej niż prawo do niewyrażania poglądów. Kryzys twórczy i wojna wydobyły go z bezpiecznego cienia Sienkiewicza-Autora, międzynarodowej gwiazdy, noblisty i celebryty. Stał się mężem stanu, kandydatem na prezydenta. Nie chciał tego, a nawet się tego bał, fantazjując o publicznym nieistnieniu. Wydaje mi się, że wiele mówi o tym skromna nowela Dwie łąki. Legenda indyjska. Napisał ją w 1903 roku i użył w akcji odczytowej na rzecz powodzian. Jest to przypowieść o pragnieniu śmierci jako wiecznego ukojenia.

Były dwie krainy, leżące obok siebie, niby dwie łąki niezmierne, przedzielone tylko jasnym strumieniem. Brzegi tego strumienia rozchylały się w jednem miejscu łagodnie na obie strony, tworząc bród miałki w kształcie jeziorka o wodach cichych i przezroczych. Pod błękitną tonią widać było dno złote, z którego wyrastały łodygi lotosu, rozkwitającego nad wodną szybą kwieciem różowem i białem; tęczowe łątki i motyle wiły się wokół kwiatów, a wśród palm nadbrzeżnych i wyżej, w promiennem powietrzu, dzwoniły, jak srebrne dzwonki ptaki.
I to było przejście z jednej krainy do drugiej.
Pierwsza zwała się Łąką Życia, druga Łąką Śmierci.
Stworzył obie najwyższy i wszechmogący Brahma, który w krainie Życia rozkazał włodarzyć dobremu Wisznu, a w krainie Śmierci mądremu Sziwie.

W przypowieści Sienkiewicza ludzie szybko nabierają wstrętu do życia i wszyscy, prócz dwojga kochanków, wybierają krainę śmierci:

Ludzie, którzy przyszli na brzeg gwarno i z głośną rozmową, uciszyli się na widok tych liliowych, nieruchomych przestworów i tylko szeptem poczęli powtarzać:
‒ Jaka tam cisza i jak wszystko spoczywa w świetle!
‒ O tak, tam spokój i wieczny sen...
Więc niektórzy, najbardziej zmęczeni, rzekli po chwili:
Pójdźmy szukać wiecznego snu.
I weszli w wodę. Grająca tęczą toń rozstąpiła się zaraz przed nimi, jakby chcąc im przejście ułatwić. Ci, którzy pozostali na brzegu, chwyceni nagłą tęsknotą, poczęli na nich wołać, ‒ lecz żaden z nich nie odwrócił głowy ‒ i szli dalej lekko i ochoczo, widocznie coraz bardziej urokiem cudnej krainy przyciągani.
Tłum, patrzący z brzegu Życia, zauważył też, że ciała ich, w miarę jak się oddalali, stawały się rozwidnione, przejrzyste, coraz lżejsze, coraz bardziej świetlane, coraz promienniejsze i jakby topniejące w tej powszechnej jasności, która napełniała Łąkę Śmierci.
A gdy przeszli, układali się do spoczynku wśród tamtych kwiatów i drzew, lub u podnóża skał. Oczy ich były zamknięte, ale twarze miały wyraz nie tylko niewysłowionego spokoju, lecz i takiego szczęścia, jakiego na Łące Życia nie dawała nawet Miłość.
Co widząc, pozostali przy Życiu mówili do siebie wzajem:
‒ Słodsza i lepsza jest kraina Sziwy...
I poczęli przechodzić coraz liczniej na drugą stronę. Szły, jakby uroczyste korowody starców, i ludzi dojrzałego wieku, i mężów z żonami, i matek, prowadzących za ręce dzieci maleńkie, i młodzieńców, i dziewcząt, a potem tysiące i miliony ludzi jęły się tłoczyć u Cichego Przejścia, aż wreszcie Łąka Życia wyludniła się prawie zupełnie.

Aby zapobiec pragnieniu śmierci Brahma przesłania tę krainę nieprzeniknioną zasłoną. Takie rozumienie neutralności uosabia Sziwa, bóg łagodnego nieistnienia. Zadziwiające, jak wcześnie i jak często pojawia się w twórczości Sienkiewicza ta tęsknota. Sienkiewicz fantazjuje o metafizyce nieistnienia, co najmniej od lat dziewięćdziesiatych, używając do tego trzech bohaterów o nazwiskach rozpoczynających się na literę „P”: Płoszowskiego, Połanieckiego i Petroniusza. 

Popatrzmy tylko na Quo vadis. Bohaterowie usiłują umknąć ze sceny, na której toczą się niekończące się krwawe konflikty. Nie ma jednak innego miejsca poza historią niż literatura – świat pięknych, bezcielesnych widm. Winicjusz i Ligia zapatrzeni w obietnicę wieczności, jaką chrześcijańska nauka składa ich uczuciu, przypominają już za życia „elizejskie cienie”. Narrator opisuje ich: „wśród cyprysów w ogródku Linusa bielili się jak dwa posągi. Najmniejszy wiatr nie poruszał ich odzieży”. Mimo iż wciąż żyją, Winicjusz i Ligia opisani są niemal identycznie, jak umierający Petroniusz i Eunice. Widzimy ich, jak „wsparci o siebie, piękni jak dwa bóstwa, słuchali uśmiechając się i blednąc”. To nie neutralność polityczna jest zagadką Sienkiewicza, ale powtarzające się marzenie o neutralnym istnieniu, wyzwolonym z plemiennych konfliktów i tępej konieczności biopolitycznego życia. Ta fantazmatyczna neutralność powraca w twórczości Sienkiewicza jako pragnienie spokoju, wiecznego snu, śmierci za życia. Sienkiewicz nie był idiotą w pierwotnym, greckim znaczeniu tego słowa: idiōtes, czyli człowiekiem zajętym wyłącznie swoimi domowymi, prywatnymi sprawami, nieobecnym w sferze publicznej, niezainteresowanym polityką. Niemniej, pragnął tego stanu i kiedy zabrakło twórczości jako haraczu dla polityki, oddał jej ostatnią dekadę swego życia.

Widzę go na jednej z ostatnich fotografii, jak siedzi na krześle przed Hôtel du Lac, skąd może spoglądać na jezioro i „na drugą stronę” (Dwie łąki). Waha się. Chcieć być neutralnym, kiedy umierają inni, to znaczy chcieć umrzeć inną śmiercią, bez bólu i trwogi, łagodnie zanikając lub stając się widmem za życia. 

Nie udało się, nie odpuścili mu. 14 listopada 1916 roku zjawili się u niego Maurycy Zamoyski i Andrzej Plater-Zyberk z prośbą, by dołączył się do tak zwanego protestu lozańskiego ententofilskich działaczy (z Dmowskim na czele), atakującego akt 5 listopada – proklamację Niemiec i Austro-Węgier obiecującą powstanie Królestwa Polskiego. Sienkiewicz po burzliwej wymianie zdań zdecydowanie odmówił. Nazajutrz, 15 listopada zmarł w Hôtel du Lac w Vevey; przyczyną śmierci była skleroza naczyń wieńcowych, czyli zawał.

  • 1. Henryk Sienkiewicz Mieszaniny literacko-artystyczneDzieła, t. 50, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1950, s. 5.
  • 2.  Marian Płachecki Wojny domowe. Szkice z antropologii słowa publicznego w dobie zaborów (1800-1880), IFiS PAN, Warszawa 2009, s. 29.
  • 3. Jolanta Sztachelska Ameryka – dotknięcie Nowego Świata, w tejże Mity sienkiewiczowskie i inne studia tylko o nim, DiG, Warszawa 2017, s. 76.
  • 4. Virginia Woolf Ameryka, której nigdy nie widziałam, w tejże Eseje wybrane, przełożyła Magdalena Heydel, Karakter, Kraków 2015, s. 213.
  • 5. Henryk Sienkiewicz Mieszaniny literacko-artystyczne, op.cit., s. 189 i 195.
  • 6. Stefan Żeromski Dzienniki I-III, Czytelnik, Warszawa 1953, t. 3, s. 10.
  • 7.  Listy Sienkiewicza do Stanisława Witkiewicza z lat 1880-1882, oprac. Zdzisław Piasecki, w: „Studia Sienkiewiczowskie VI”. Cz. I: Henryk Sienkiewicz. Listy i dokumenty, pod red. Lecha Ludorowskiego, Lublin 2006, s. 119.
  • 8. Józefat Nowiński Sienkiewicz, Warszawa 1901, s. 134.
  • 9. Stefan Żeromski Dzienniki, op.cit, t. 2, s. 97.
  • 10. Henryk Sienkiewicz List otwarty do Wilhelma II króla pruskiego, w: tegoż Pisma, t. 35, Gebethner i Wolff, Warszawa 1912, s. 222-223.
  • 11. Henryk Sienkiewicz List do baronowej Suttner, tamże, s. 125.
  • 12.  Ignacy Chrzanowski Z opowiadań i wspomnień o Sienkiewiczu, „Głos Narodu” nr 294/1921.
  • 13. Krzysztof Stępnik Sienkiewicz globalny, UMCS, Lublin 2017, s. 298.

Udostępnij

Ryszard Koziołek

Literaturoznawca, profesor w Instytucie Nauk o Literaturze Polskiej im. Ireneusza Opackiego Uniwersytetu Śląskiego. W 2010 roku otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia za książkę „Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy”. W 2016 ukazał się jego zbiór esejów „Dobrze się myśli literaturą”.