Kumovi (Kumowie)

Dušan Kovačević
2017
4 (725)

Sztukę Dušana Kovačevicia w wykonaniu belgradzkiego Teatru Zvezdara obejrzało kilkadziesiąt tysięcy widzów. Pewno nie bez wpływu na ten sukces pozostaje reżyseria i aktorstwo, ale nie ulega wątpliwości, że autor musiał znaleźć jakiś kod porozumienia z publicznością. Że mówi jakimś narzeczem intuicyjnie zrozumiałym dla mieszkańców kraju, który ekonomiczne prosperity kojarzy wyłącznie z dość odległą przeszłością.

Zanim napisze się dokładniej o fabule, warto zaznaczyć, że mimo groteskowej poetyki, struktury policyjnego thrillera i absurdalnych wydarzeń, jest to tekst o niewesołej wegetacji mieszkańców zubożałego kraju, w którym każdy niemal problem ma charakter strukturalny: strukturalne bezrobocie obywateli w wieku przedemerytalnym, strukturalna niewydolność służby zdrowia, strukturalna słabość policji. Czas płynie tu wolno, bo każdy ma go pod dostatkiem. Ci, którzy nie mają pracy, mogą (a właściwie – z braku innego zajęcia – muszą) całymi dniami spacerować po parku. Ci, którzy mają pracę, zwłaszcza gdy pracodawca jest państwowy, nigdzie się nie śpieszą, bo mechanizmy, których są trybikami, dawno się zatarły: karetki pogotowia cierpią na chroniczny brak benzyny, policja cierpli na chroniczny brak chęci pracy u najmłodszych pracowników, rozczarowanych pewno pensją. W beznadziei pozostaje tylko śmiech – i Dušan Kovačević stara się go wzbudzić.

Głównymi bohaterami jego kameralnej sztuki są Milan (bez pracy od lat, ale jeszcze trochę za młody, by miał emeryturę), jego żona Ana, ich przyjaciółka Sofija (lekarka). Sofija miała męża, Bobana (nieszczęśliwego piosenkarza), ale ten zniknął kilka lat temu w niejasnych okolicznościach. Wszystkim Bobana brakuje, choć każdy wie, że nie był kryształowym mężem – swoimi piosenkami, przypominającymi piosenki Sinatry, umiał zdobywać serce wielu kobiet, często bynajmniej nie mimochodem.

Milan wraca pewnego dnia do domu pobity, a i tak dziwnie radosny. Okazuje się, że w parku napadła go gromada chuliganów, ale z odsieczą ruszył Żócio – bezpański pies włóczący się po parku, od pewnego czasu najwierniejszy przyjaciel Milana. Milan mówi zresztą o nim, jakby chodziło o człowieka, a nawet stara się z nim rozmawiać: staje na balkonie i – ku uciesze spragnionych dziwactw sąsiadów i zmartwieniu żony – wyje do nieba, szczeka w stronę parku.

Żona, przekonana, że mąż traci rozum, wzywa Sofiję, by przebadała Milana i przekonała go do hospitalizacji. Milan o szpitalu nie chce słyszeć. I oto z kolejnego spaceru przynosi foliową torbę z rewolwerem i podejrzanym pudełkiem: wykopał je z miejsca wskazanego przez Żócia. To już sprawa dla policji.

Inspektor doskonale zna rodzinę, bo od kilku lat próbuje zlokalizować miejsce pobytu Bobana – Sofija raz zachwyca się dedukcyjnym rozumowaniem policjanta, ale innym razem zaczyna tracić nadzieję, że kiedyś jeszcze męża zobaczy. Inspektor jednak nigdy nie traci zapału. Tylko trochę dziwiąc się psim rozmowom Milana, ale i ustalając, że pudełko kryje dwa kilogramy kokainy, postanawia pójść psim tropem. Wzywa Wilczka – pracownika policji, który zna język psów. To właśnie on, we współpracy z Milanem, ustalają, że wałęsający się po parku Żócio jest nowym wcieleniem Bobana, który rzucił żonę dla partnerki miejscowego mafiosa, ściągając na siebie i ukochaną śmierć. Teraz włóczy się po parku, a wskazując miejsce zakopania dowodów przestępczej działalności gangstera, próbuje odegrać się na mordercy. Może zatem Milan nie oszalał? Może jego zaufanie okazane psu było przyjacielskim gestem? A może ocaleli wszyscy?

Im dalej końca, tym absurd sytuacji staje się większy a metafora, którą rysuje ten opis pieskich znajomości i przyjaźni, jest coraz jaśniejsza: w tym kraju, który nie daje nadziei, każdy czuje się jak bezpański pies i każdy się do niego upodabnia. Pieski świat, pieskie życie.

Sceniczna efektowność tej sztuki rodzi się najpewniej przede wszystkim z gry aktorów, którzy umieliby ogrywać tę nierealną sytuację roszczącą sobie prawo do bycia analizą realności. Dynamika bywa farsowa – choć nieprawdopodobieństwa przyśpieszają, to i tak my, odbiorcy, rozumiemy, co jest prawdą, szybciej od bohaterów. W Belgradzie rozumieją pewno jeszcze szybciej. I śmieją się też więcej. Sztukę przełożył Grzegorz Walczak.

Piotr Olkusz

Udostępnij