Gdzie silni są słabi

Marek Beylin
2017
7-8 (728-729)

Zastanawiam się, dlaczego Oliver Frljić wycofał się z uczestnictwa w Malcie, a wcześniej nie przyjechał do Warszawy, by wesprzeć atakowanych aktorów Klątwy i Teatr Powszechny? Obawiał się konfrontacji z rozjuszonymi przeciwnikami albo prowokacji czy też prokuratury? Możliwe. Ale równie dobrze taką decyzję mogło podyktować poczucie siły, nie słabości.

Tu zastrzeżenie: nie chcę włazić Frljiciowi buciorami w duszę, dociekać jego intencji. Zrobił, co uważał za słuszne, i miał do tego święte prawo. Tyle że jego wybory nieuchronnie stanowią część tego wielkiego narodowego przedstawienia, jakie zapoczątkowało wystawienie Klątwy. Wszyscy, wraz z reżyserem, jesteśmy jego uczestnikami, a dotyczy ono między innymi, jak często w historii, konfliktów i relacji między silnymi i słabymi. Zaś w tym przedstawieniu decyzje Frljicia jawią się raczej jako efekt poczucia siły i autonomii. Jakby mówił: stworzyliśmy Klątwę i w tym była wolność moja i wasza, teraz wy uczestniczycie w konsekwencjach, ale to już problem waszej wolności. Bo te nasze wolności spotkały się przygodnie i epizodycznie w teatrze, a potem bezpowrotnie rozeszły. Wszak każdy ma w życiu własne trajektorie i w nich sytuuje swoją odpowiedzialność.  

To mowa kogoś silnego; przypisuję ją Frljiciowi hipotetycznie i, proszę bardzo, insynuacyjnie. Ale robię to, bo interesują mnie związki silnych i słabych z rzeczywistością, w której zresztą coraz częściej rozbrzmiewa apologia siły, jakby tylko silni i najlepiej osadzeni w świecie potrafili go zmieniać. Czyżby?

Sam, jak wielu, bywałem w życiu słaby, na marginesach rzeczywistości, i silny, gdy dobrze przylegałem do jej głównych nurtów. Te doświadczenia podpowiadają mi, że choć oba te stany zastawiają na nas pułapki, to jednak więcej jest ich wśród silnych. Bo silni zbyt łatwo aprobują swoją siłę jako stan naturalny, nie mają więc powodu, by zanadto kombinować, dokonywać krytycznych wiwisekcji własnej sytuacji, brać się w nawias, żeby ujrzeć siebie z boku. Pod tym względem słabi są często intelektualnie mocniejsi; muszą szukać sposobów zmiany swej sytuacji albo choćby luk dających szansę na elementarne bezpieczeństwo i szczątkową swobodę. Taki stan bywa przerażający bądź dotkliwy, może obezwładniać, ale może też prowadzić do czegoś nowego. Przecież przede wszystkim słabi doświadczają kruchości życia i wartości, co stanowi konieczny warunek obmyślania i stwarzania lepszych światów. Wszelkie utopie i wolnościowe zrywy to dzieło słabych, którzy mają dość swego stanu. Oczywiście, słabość wydobywa też często pragnienie zemsty, rozbudza strach i nienawiść, produkuje moralistykę uwznioślającą przygięcie do ziemi i zawężającą horyzonty. Jednak w pewnej kwestii silni mają gorzej, bo to oni najczęściej mają poczucie własnej zupełności i samowystarczalności. A kto tak ma, ten kończy na ogół jako błazen historii, czasem krwawy, czasem tylko żałosny. Zostaje zapamiętany jako niewolnik własnych ograniczeń i destruktor. Co przydarza się na naszych oczach choćby dyrektorowi Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Są, rzecz jasna, silni, którzy pamiętają o sytuacji, gdy byli słabi, i wyciągają z tego wnioski. Na przykład Hannah Arendt, która, jak pisze o niej Judith Butler, będąc „Żydówką i uchodźczynią, rozumiała swoje zobowiązanie, by przynależeć nie do «ludu wybranego», ale do niewybranych, i by tworzyć wewnętrznie różnorodną wspólnotę właśnie z tymi, których istnienie zakłada prawo do prowadzenia dobrego życia”1. Właśnie to zobowiązanie wpłynęło na radykalny demokratyzm jej myśli, wciąż inspirujących tych, którzy chcą, jak sama Judith Butler, przydać siły słabym i opresjonowanym.

Co prowadzi mnie do przekonania, że silni, którzy, jak wytworzony przeze mnie Frljić, nie widzą potrzeby, by własne trajektorie życiowe splatać, nie przygodnie i roboczo, lecz solidarnie i fundamentalnie, z trajektoriami życiowymi słabych, mogą fantastycznie obnażać światy siły i przemocy, jak w Klątwie. Ale, obawiam się, nie sformułują ani wizji, ani warunków, ani choćby przeczuć lepszych światów. Nie da się tego zrobić bez odczuwania głębokich więzi z „niewybranymi”.

 

 

 

  • 1. Judith Butler Zapiski o performatywnej teorii zgromadzeń, przełożyła Joanna Bednarek, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 103.

Udostępnij

Marek Beylin

Felietonista miesięcznika „Dialog”, dziennikarz „Gazety Wyborczej”