Cezary Niedziółka

Nie zobaczę go już w odległym teatrze na szeregowym przedstawieniu, z którego zdążyły wyparować resztki premierowego blasku i podniecenia. Ani na piątym peronie prowincjonalnego dworca kolejowego. Nie pójdziemy przez miasto, przepytując się wzajemnie: a byłeś tu, a widziałeś to, a pojechałeś na tamto? Zawsze przegrywałem tę licytację. I nie mogłem wyjść z zadziwienia (tudzież zazdrości), jakim cudem zdążył być wszędzie, nie wiem, chyba wycierając wszystkie siedzenia i kuszetki w nocnych pociągach, albo może uczestnicząc w tajnych doświadczeniach z teleportacją?