larry_kramer_2010_-_david_shankbone.jpg

Larry Kramer. Fot. David Shankbone

Podpisano: Larry Kramer

Szymon Adamczak
W numerach
Czerwiec
2020
6 (763)

Kogo obchodzi, że umierają jakieś pedały? Masz pomysł, co z tym zrobić?
Larry Kramer Normalne serce

Nie oddycha, nie rusza się, nie żyje. Mężczyzna bez koloru, mężczyzna z kolorem. Co łączy George’a Floyda i Larry’ego Kramera? Czarnego, którego zbyt mocno przycisnął do ziemi kolanem policjant w Minneapolis, i białego, który umarł na zapalenie płuc w nowojorskim szpitalu? Nieoczekiwanie wiele, przede wszystkim wściekłość. Należy ją pielęgnować i należy się nią dzielić z innymi, aby nie zgasła. Wczoraj, 28 maja, w Minneapolis na komisariacie policji złożono wieniec z ognia. Poszły w ruch zapałki. Przyszła kolejna depesza z Ameryki i nie różni się wiele od poprzedniej. Wiadomość: jeżeli nie zaczniemy stop działać teraz stop czeka nas wyłącznie zagłada stop 1

Stop.

Patrzę na dwie fotografie udostępnione w mediach społecznościowych przez Petera Staleya, legendę nowojorskiego ACT UP, zawodowego protestanta, jak sam się określa. Instagramowy dyptyk przedstawia dwóch mężczyzn zasłużonych dla sprawy. Na prośbę Davida Webstera, życiowego partnera autora Normalnego serca, zdjęcia w szpitalnej scenerii zaprezentowano razem. Jedno z nich pochodzi z ceremonii zawarcia przez niemłodą parę związku małżeńskiego w NYU Langone Medical Center, 24 lipca 2013 roku. Larry znajduje się po prawej, na łóżku, ma założony wenflon i charakterystyczne czerwone oprawki okularów. Jeśli wzrok mnie nie myli, prawym okiem spogląda wprost w aparat. Nachylony nad nim z lewej strony David przypieczętowuje akt pocałunkiem. Na drugim zdjęciu Larry został uwieczniony po raz ostatni za życia. Leży tym razem po lewej stronie, w innym szpitalu, z przytwierdzoną maską tlenową, oprawki te same, zwracam uwagę na widocznie odstające uszy. David z kolei po prawicy, tuż przy łóżku wychylony z okularami na czole. Twarz ma zasłoniętą maseczką i przyłbicą – koronawirusowe środki bezpieczeństwa – jego partner ma przecież zapalenie płuc. Kamera nie zarejestrowała pocałunku, tylko ich razem patrzących na nas. Oczy Davida się uśmiechają, Larry’ego są wybałuszone, a czego się spodziewaliście, zdają się mówić.

Dowiaduję się równolegle od mojego byłego kochanka z Warszawy o zawieraniu „ślubu na polską miarę” z obecnym partnerem. Ceremonia w dwóch aktach. Najpierw u ubezpieczyciela, bez świadków, na wypadek. Pozostaje im jeszcze finał u notariusza, czyli podpisanie zgód na obustronne udostępnienie aktów zgonu i voilà. Gratulacje dla młodej pary! Żyć, nie umierać.

Kramer dożył – z nową od 2001 roku wątrobą i obecnym w jego ciele od 1988 wirusem niedoboru odporności – pięknego wieku, osiemdziesięciu czterech lat i jedenastu miesięcy. W jednym z ostatnich wywiadów powiedział, że pracuje nad dramatem o gejach i o trzech plagach: HIV/AIDS, Covid-19 i stopniowej utracie sprawności fizycznej. Miesiąc wcześniej złamał bowiem nogę, domowy pomocnik znalazł go na podłodze po kilku godzinach od wypadku. Sztuki nie dokończył, możemy mieć jedynie nadzieję, że zostanie w jakiejś formie opublikowana. 

George Floyd ginie w wieku czterdziestu sześciu lat, dwa dni przed śmiercią Larry’ego Kramera. Otarł się o zawodową koszykówkę i przez moment funkcjonował na hiphopowej scenie w 
Hou­ston pod pseudonimem Big Floyd. Przyjacielski gigant miał dwa metry wzrostu. Jego ostatnim miejscem pracy było lokalne bistro. Stałym bywalcom znany był z serdecznego uścisku.

W napływających zewsząd wspomnieniach o Larrym Kramerze z czasów ACT UP czytam o jego ojcowskim nastawieniu do „dzieciaków” tworzących wreszcie skuteczny ruch polityczny, o którym Kramer marzył od samego początku epidemii. Był zresztą już wtedy dojrzały wiekiem i doświadczeniem jako pisarz i współzałożyciel organizacji pomocowej o nazwie Gay Men’s Health Crisis (1982). Misja? Walka z epidemią AIDS i poprawa warunków życiowych wszystkich dotkniętych chorobą. 

To właśnie Larry Kramer pierwszy bił na alarm. I to w jakim stylu – proszę tylko zajrzeć do eseju 1,112 and Counting z 1983 roku dla gejowskiego „New York Native”! Ten tekst to wezwanie do działania, na tyle przy tym retorycznie niewygodne i konfrontacyjne, że Kramera zaczęto określać jako moralistę nienawidzącego samego siebie. Dwa poruszane przez niego tematy wydają mi się szczególnie istotne: potencjał różowego dolara oraz związanego z tym postulatu dochodzenia do praw obywatelskich i w ogóle politycznej reprezentacji osób nieheteronormatywnych (choć przede wszystkim chodziło tu o homoseksualnych mężczyzn). Tak, bo bez pieniędzy grupy interesu niewiele uzyskają, a tym bardziej nie przestaną umierać z powodów, których dałoby się uniknąć. Tak, formą solidarności jest redystrybucja kapitału. Po śmierci George’a Floyda skuteczniej można wyrazić swój sprzeciw i wsparcie, pomagając organizacjom prowadzonym przez Afroamerykanów niż postując głodne kawałki o własnym białym przywileju.

Szczerze wierzę, że dziedzictwo ­Larry’ego Kramera, podobnie jak śmierć Georga Floyda pozostaną niezapomniane. Sam doskonale pamiętam, jak tuż po własnej diagnozie szukałem wśród znajomych egzemplarza książki Reports from the Holocaust: The Making of an AIDS Activist. Z pomocą przyszedł mi wówczas Mike Urbaniak, który zresztą przetłumaczył po raz drugi Normalne serce i wybornie rozumie amerykański kontekst kulturowy. W tym czasie miałem poważny dysonans poznawczy, HIV stał się centralnym tematem w moim życiu, a dla wielu osób obok mnie sprowadzał się zaledwie do jednej tabletki dziennie. Larry Kramer zrobił na mnie wtedy piorunujące wrażenie; miałem gdzieś jego moralizowanie, za to z poważaniem patrzyłem na to, co robił ze słowami. On nimi walczył, nie wyzbywając się przy tym swoich opinii. Wyryłem sobie w pamięci te jego słowa: „W każdej pojedynczej minucie życia muszę postępować tak, jakbym już miał AIDS i walczył o przetrwanie”. 

Ron Athey, klasyk radykalnego cielesnego performansu, zapytany o śmierć Kramera opowiada, że podobnie jak Kramer odczuwał szalejącą epidemię HIV jako osobistą apokalipsę, zmiatającą ludzi z linii jego wzroku. Wspomina malutki artykulik „New York Timesa” z 1992 roku informujący o stu tysiącach zgonów na AIDS w Stanach, chętnie przypominany w kontekście nowego imponującego projektu tej samej gazety, która oferuje w sieci wgląd w personalia stu tysięcy osób, które zmarły na skutek infekcji koronawirusem. Athey mówi o dziwnej uldze, bo wydaje się, że tym razem cały świat się przejmuje.

Teraz można by sięgnąć po Larry’go Kramera i powtórzyć za nim, myśląc o George’u Floydzie:

Nie chcę umierać. Mogę założyć, że i ty nie chcesz umierać. Możemy walczyć razem?

***

Od redakcji:

„Dialog” od początku epidemii odnotowywał, opisywał i publikował dramaty poświęcone AIDS. Normalne serce Larry’ego Kramera, którego premiera odbyła się 21 kwietnia 1985 roku w nowojorskim Public Theatre, ukazało się w „Dialogu” nr 10/1986. Zob. też: Małgorzata Semil AIDS: kronika lat zarazy, „Dialog” nr 10/1986; rozmowa z Williamem M. Hoffmanem Żyć i umierać z humorem w tym samym numerze; Kronika, „Dialog” nr 12/1985.

  • 1. Larry Kramer 1,112 and Counting, „The New York Native”, Issue 59, 1983. Kolejne cytaty tamże.

Udostępnij

Performer, pracował jako dramaturg i programer Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Absolwent DAS Theatre w Amsterdamie. Zajmuje się tematyką i dziedzictwem HIV/AIDS.