bogucki_kreatywne_stany_chorobowe02_fot_tomasz_pawlowski.jpg

Fragmenty scenografii Pawła Szuberta do spektaklu Adamczaka „An Ongoing Song”. Dokumentacja wystawy „Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK”, Galeria Miejska Arsenał, Poznań, 2019. Fot. Tomasz Pawłowski

Narodowy Program HIV+

Marcin Bogucki
W numerach
Czerwiec
2020
6 (763)

1.

Tematy związane z HIV i AIDS dawno przestały być topowymi newsami. Pojawiają się w mediach raczej okazjonalnie, większe wzmożenie następuje jedynie w okolicach pierwszego grudnia przy okazji Światowego Dnia AIDS. Często są to komunikaty dotyczące ogólnych trendów epidemiologicznych, skupiające się na postępach w leczeniu antyretrowirusowym raczej niż profilaktyce 1. Dobrze sprzedają się jedynie historie z podtekstem sensacyjnym – ostatnio pośród nagłówków można było wyłapać informację o drugim w historii przypadku remisji HIV. Co ważniejsze, nie był to anonimowy „londyński pacjent”, lecz osoba znana z imienia, nazwiska i biografii – czterdziestoletni Adam Castillejo 2.

Uderzająca jest niejednorodność przekazu medialnego dotyczącego HIV/AIDS w ostatnich latach: „Rośnie liczba zakażonych wirusem HIV w Polsce”, „W tym Polska jest światowym liderem. Jesteśmy najlepsi w… zwalczaniu HIV” 3, „Specjaliści zbyt rzadko zlecają test na HIV” 4, „Nadchodzi epidemia ze Wschodu i wielkie wydatki na leczenie” 5, „W Europie najwięcej nowych zakażeń HIV. «Epidemia rozprzestrzenia się w niepokojącym tempie»”, „Spada liczba nowych zakażeń wirusem HIV”. W jaki sposób wyglądają trendy dotyczące transmisji wirusa? Jest ich coraz więcej czy coraz mniej? Obraz jest skomplikowany, gdyż ogólne tendencje są zależne od czynników geograficznych, wiekowych, płciowych, klasowych. Sytuacja jest opanowana, czy raczej siedzimy na tykającej bombie? Mamy sukcesy czy raczej się nie testujemy? Zagrożenie przychodzi z zewnątrz czy wynika raczej z ciągłej stygmatyzacji choroby i niedostatecznego rozpoznania sytuacji? 

bogucki_kreatywne04.jpg

Jednoczenie Pozytywni w Tęczy „Patchwork One”. Dokumentacja wystawy Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK, Galeria Miejska Arsenał, Poznań, 2019. Fot. Tomasz Pawłowski

O problemach z dobraniem się do tematu pisał parę lat temu Jakub Janiszewski w książce Kto w Polsce ma HIV?: „Ledwie zaczynam, od razu wpadam w popłoch. Dręczy mnie niemożność ustalenia kierunku. Chcę się szkolić, poduczyć, żeby tego hifa jakoś lepiej zrozumieć, ale nie mam pojęcia, w jaką dziedzinę powinienem się zagłębić najpierw. W statystykę medyczną? W socjologię medycyny? W epidemiologię? W modele działań prewencyjnych? W seksuologię? Terapię uzależnień? Poczytać coś o wielkich plagach historii – ospie, dżumie, cholerze? A może lepiej pójść w stronę najnowszych doniesień naukowych, tych, którymi najczęściej karmią się niusy? […] A może, jeszcze lepiej, o tym, co buduje całość przekazu, o czymś, co właściwie należałoby nazwać analizą dyskursu?” 6. W gąszczu informacji i literaturze „hifologicznej” trzeba wyciąć sobie własną ścieżkę. W przypadku Janiszewskiego próbą wyjścia z sytuacji jest eksperymentalna forma: książka trochę reportażowa, trochę osobista, trochę eseistyczna, trochę interwencyjna, niedająca się sprowadzić do jednego wymiaru.

 

Przede wszystkim do wymiaru statystycznego i powtarzanego od lat hasła o względnie stabilnej sytuacji epidemicznej w Polsce. Za suchymi liczbami kryje się dużo bardziej skomplikowany obraz. Z jednej strony nastąpiły zmiany dotyczące funkcjonowania z wirusem, z drugiej zaś brakuje bardziej pogłębionej refleksji wykraczającej poza zalecenia medyczne i raporty, o czym pisała w 2013 roku w swoim doktoracie Magdalena Ankiersztejn-Bartczak. Celnie podsumowywała ona rozdźwięk między postępem medycyny a rzeczywistością społeczną: „Zakażenie HIV klasyfikowane jest obecnie jako choroba przewlekła. Efektywne leczenie ARV [antyretrowirusowe] osób żyjących z HIV znacząco wpłynęło na jakość ich życia. Zmieniła się perspektywa i możliwość funkcjonowania z zakażeniem. Niestety społeczne postrzeganie HIV nie postępuje tak dynamicznie jak rozwój medycyny. Osoby zakażone nie tylko muszą borykać się z chorobą, ale również walczyć z uprzedzeniami, często przewartościowywać własne życie i poszukiwać jego nowego sensu. Wiedza z zakresu HIV/AIDS nie jest dość powszechna, ciągle jeszcze w różnych grupach społecznych funkcjonują mity, a co za tym idzie stygmatyzacja i dyskryminacja osób zakażonych. Do organizacji pozarządowych zgłaszane są przypadki utraty pracy, odtrącenia przez rodzinę, czy nieprzyjęcia do lekarza, ze względu na ujawnienie informacji o zakażeniu. Mimo że od lat wiemy, iż w codziennych kontaktach nie można się zakazić HIV, to strach i lęk są silniejsze” 7.

2.

Tę przepaść próbowały chociaż po części zasypać wystawy zorganizowane pod koniec poprzedniego i na początku tego roku w Warszawie i Poznaniu: dwie z nich w bezpośredni sposób odnoszące się do problematyki HIV (Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK i HIVstorie: żywe polityki) oraz jedna, dla której ten kontekst był także ważny (Potęga sekretów Karola Radziszewskiego).

Pierwsza z nich została przygotowana w Galerii Arsenał w Poznaniu przez grupę badawczą złożoną z Luizy Kempińskiej, Pawła Leszkowicza, Zofii Nierodzińskiej i Jacka Zwierzyńskiego. W ramach jednej wystawy próbowali oni połączyć dwa tematy: raka piersi oraz HIV/AIDS. Na pierwszy rzut oka może to się wydawać posunięciem ryzykownym, pewnego rodzaju szantażem emocjonalnym. Istnieją jednak podstawy, aby dokonać takiego zestawienia – obie choroby były tematami esejów Susan Sontag Choroba jako metafora oraz AIDS i jego metafory należących już do klasyki 8. Autorka zajęła się w nich gruźlicą, rakiem i AIDS, znajdując między nimi wspólny mianownik – semantyczną pojemność: „Każda choroba o niejasnych przyczynach, a przy tym nieuleczalna, na ogół wręcz ocieka znaczeniem” 9. Sontag pokazała, w jaki sposób rak w dwudziestym wieku zastąpił niejako dziewiętnastowieczną gruźlicę na tronie chorób-metafor, wskazując jednak na różnice pojawiające się w ich interpretacji. Podobnie stało się z AIDS i rakiem w latach osiemdziesiątych – o ile nowotwór był chorobą na wskroś nowoczesną, atakującą jednostkę, do której opisu używa się metaforyki wojennej, o tyle w przypadku HIV włączały się przednowoczesne sposoby myślenia: określano go jako plagę, w moralistycznym tonie ustanawiano zbiorową odpowiedzialność za rozprzestrzenianie się wirusa. W powszechnej interpretacji zjawiska te miały wyrażać charakter osoby chorującej: w przypadku raka, jak czasem próbuje się jeszcze wyjaśniać, nieuporządkowanie emocjonalne, w przypadku HIV – nieuporządkowanie moralne. AIDS było uznawane za karę i powód do wstydu, a stygmatyzacja i dyskryminacja pozostają niechlubnym dziedzictwem lat osiemdziesiątych. W Arsenale, podobnie jak u Sontag, obie choroby spotkały się na równych prawach.

Wystawa podzielona jest na dwie części, które łączy umieszczona na ich przecięciu praca Dobrawy Borkały Panika – wydzielona plastikowymi przezroczystymi wertikalami mała przestrzeń z umieszczoną na górze splątaną górą kabli i głośników. Odizolowuje, ale tylko akustycznie, oddziałuje jedynie poprzez dźwięk niespokojnego oddechu, który automatycznie wywołuje reakcje u osoby słuchającej. Pozwala doświadczyć wrażeń ciała otrzymującego diagnozę, skonfrontowanego z autorytetem medycyny. Podobnie funkcjonuje cała wystawa – stawia ona na subtelne zabiegi, które jednak mogą mocno oddziaływać, czasem na bardzo osobistym poziomie.  

Centrum emocjonalnym wystawy jest praca Jaśminy Wójcik Mastektomia. Składa się z rozmów przeprowadzonych przez artystkę z kobietami po operacji odjęcia piersi. Wideo pokazuje je od szyi w dół, z wyraźnymi śladami blizn. Nie oznacza to jednak odebrania im osobowości, lecz zmusza do konfrontacji z intymnym wymiarem ich historii. Kobiety opowiadają o diagnozie, leczeniu i życiu po operacji naznaczonej stygmatyzacją i dyskryminacją nawet ze strony najbliższych. Ich wypowiedzi uzupełnione są słonecznymi obrazami natury, ale nie na zasadzie kontrastu dla ich pełnych cierpienia historii. Opowiadane są one łagodnie, filmowane w czerni i bieli. Przyroda jeszcze bardziej podkreśla wewnętrzny spokój, który od nich bije. Pracy towarzyszy Księga śmierci – album Jaśminy Wójcik będący rysunkowym zapisem czasu choroby bliskiej jej osoby. Umieszczona na postumencie czarna książka, do której przeglądania należy włożyć rękawiczki, daje poczucie bliskości, ale także pewnej sterylności, trwałość zapisu miesza się zaś z kruchością wytartych już częściowo, robionych ołówkiem szkiców. 

bogucki_jasmina_wojcik_fot_tomasz_pawlowski.jpg

Jaśmina Wójcik „Mastektomia”. Dokumentacja wystawy Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK, Galeria Miejska Arsenał, Poznań, 2019. Fot. Tomasz Pawłowski

W inny sposób rytuał odejścia przedstawia Vala T. Foltyn w queerowym ołtarzu poświęconym Anecie Żukowskiej – pisarce i performerce, jednej z osób tworzących Kraków Art House, która zmarła na raka. Foltyn posługuje się magią spoza oficjalnego rejestru obchodzenia żałoby. Skrzynia wypełniona przedmiotami i kolorami przywodzi na myśl ezoterykę spod znaku Alejandra Jodorowskiego. Napis na ołtarzu głosi: „świętować czułość”, częścią pracy jest zaś nagranie performansu, w którym mieszkańcy domu i zaproszeni goście golą głowę Żukowskiej przed jej pierwszą chemioterapią. Jest to wydarzenie, które pozwala poczuć kontrolę nad własnym życiem, gdyż odbywa się na wymyślonych przez nią zasadach. Reakcje na całą sytuację są różne: powaga miesza się z zabawą i czułością. Każda z osób uczestniczących musi sama określić się wobec gestu Żukowskiej.

Na wystawie ważne miejsce zajmuje dokumentacja związana z ruchem Amazonek, podkreślająca wymiar polityczny i wspólnototwórczy ich działań. Osobiste artefakty: książki, zdjęcia, trofea, wycinki prasowe, identyfikatory konferencyjne, protezy będące częścią ponadwudziestopięcioletniej historii największego ruchu pacjenckiego w Polsce funkcjonują tu na równych prawach z dziełami sztuki. Podobnie jest w części wystawy poświęconej HIV – prace artystyczne istnieją obok obiektów dokumentujących historię organizacji włączających się w walkę z wirusem. To przede wszystkim męskie głosy – artyści żyjący z wirusem, pracujący w różnych mediach, ale wszyscy tworzący poza Polską. 

W przypadku Szymona Adamczaka jest to film i instalacja. Wideo będące zapisem przyjęcia pierwszej tabletki antyretrowirusowej kręcone jest przez jego chłopaka. To materiał na żywo, z ręki i bez montażu. Przez ten zabieg wirus zostaje pozbawiony tragicznego wymiaru, scenka jest zupełnie zwykła, ale i intymna – jesteśmy świadkami powstania nowego prywatnego rytuału, który trzeba będzie powtarzać co dwadzieścia cztery godziny. Reżym narzucony przez lek zostaje na razie osłodzony ciasteczkiem i kieliszkiem wódki (Sugar for the Pill). Instalacja to fragmenty scenografii Pawła Szuberta do spektaklu Adamczaka An Ongoing Song, na którą składają się ustawione na podłodze puste opakowania po lekach i kolby laboratoryjne, z których wyrastają rośliny, oraz rozwieszone płachty lateksu. W pracy tej można odnaleźć motyw przewijający się przez całą wystawę: współistnienia delikatności i siły. Od wirusa dzieli nas przecież cienka powierzchnia rozciągniętego lateksu, opakowania po lekach i kolby wyglądają jak zabawki, muszą zostać odgrodzone od reszty przestrzeni, żeby zwiedzający ich nie zdeptali. Jednocześnie jednak zamknięte w różowej ramie flakoniki posiadają przecież moc ratowania życia. Rysunki Bartka „Arobala” Kociemby to dzieła autobiograficzne. Na największym z nich artysta przedstawia siebie w erotycznej pozie. Nie jest to swobodny akt – jedną ręką próbuje on zasłonić twarz. Jego ciało pokrywają rany – stygmaty, którymi społeczeństwo naznacza seropozytywnego mężczyznę. Ciekawość postronnych sięga nawet głębiej niż powierzchnia – nacięcia wchodzą pod skórę. Wzrok widzów próbuje dostać się nawet tam, by zobaczyć ślady wirusa.   

W części dokumentacyjnej przedstawione zostały materiały dotyczące pierwszej w kraju wystawy „hifologicznej” zatytułowanej Ja i AIDS z 1996 roku, zorganizowanej w Warszawie przez studentów związanych z Kowalnią. Ze względu na kontrowersje, które wokół niej narosły, została ona zamknięta po kilku dniach, by nie gorszyć odwiedzającej kino Stolica młodzieży. Przypadek ten jest okazją do porównań – współcześnie musimy się mierzyć z innymi wyzwaniami dotyczącymi HIV. Tamta prezentacja próbowała diagnozować atmosferę strachu wytworzoną wokół choroby, wystawa w Arsenale skupia się na perspektywie „wewnętrznej”: osobistych wypowiedziach, zawsze jednak wpisanych w wymiar wspólnotowy. Tak jest w przypadku dominującej w przestrzeni wystawy, zawieszonej wysoko jak sztandar, pracy Patchwork One zrealizowanej z inicjatywy Zjednoczenia Pozytywni w Tęczy. Kołdra stworzona została we współpracy z polskimi organizacjami pozarządowymi działającymi na polu profilaktyki HIV/AIDS, opiekującymi się osobami żyjącymi z HIV i chorymi na AIDS. Inspiracją dla niej były patchworki tworzone od lat osiemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych z nazwiskami osób zmarłych na AIDS. W Polsce są to ciągle osoby w większości nieposiadające imion i nazwisk. Ta część ekspozycji została przeznaczona także dla organizacji pozarządowych i ich materiałów (pojawiają się tam zdjęcia osób żyjących z HIV, między innymi pielęgniarki Beaty Kucharskiej).

Jedna z prac o AIDS została zaprezentowana w drugiej części wystawy. Familienalbum to wielkie tableau malarsko-fotograficzne wykonane przez Piotra Nathana wspólnie z uczniami i uczennicami Liceum Plastycznego w Poznaniu, zestawiające zdjęcia berlińskich nagrobków mężczyzn zmarłych na AIDS ze współczesnym obrazem metra (balony z wypustkami przypominającymi prezerwatywy, które wypełniają wagon, mogą przywodzić na myśl model wirusa). Dzieło zaprezentowano w części wystawy dotyczącej raka, gdyż wpisuje się w inne prace dotyczące żałoby (Jaśminy Wójcik i Vali Foltyn). W ogóle dwie części wystawy wydają się połączone, chodzimy po niej jak po wstędze Möbiusa, przechodząc płynnie z jednego tematu do drugiego. 

Dodatkiem do wystawy jest czytelnia prezentująca bogaty wybór książek dotyczących nowotworów oraz HIV – w ten sposób przedstawiona została historyczna zawiłość i naukowa wielość dyskursów chorobowych. W tym gąszczu trzeba znaleźć własne miejsce. W ostatnim, najmniejszym, pomieszczeniu umieszczone zostały prace, które wydają się dalekie od tytułu wystawy: projekcja i animacje 3D Barbory Kleinhamplovej oraz jej wideo zatytułowane Sometimes They Almost Feel Happy (Czasem czują się niemal szczęśliwi) dokumentujące sesje jogi śmiechu dla pracowników korporacji. W tej części, może już zbyt dosłownie, dochodzi do głosu konkretny temat wystawy – nie jest nim choroba sama w sobie, ale to, w jaki sposób kategorie zdrowia i choroby rozumie współczesne społeczeństwo. Odpowiedzią na daleko posunięte i stechnicyzowane zarządzanie zdrowiem i ludzkim wnętrzem są osobiste prace i wspólnotowe działania pacjentów, budujące inny, wkluczający model społeczeństwa.

Twórcy wystawy postulują na początku swojego tekstu kuratorskiego: „Choroba to praktyka, nie metafora; to codzienne przyjmowanie tabletki antyretrowirusowej i niecodzienna rehabilitacja ręki z obrzękiem limfatycznym w klubie wioślarskim Try­ton” 10. To efektowny chwyt retoryczny, ale raczej nie polemika z Sontag, która nie neguje rzeczywistości choroby, tylko z potocznym rozumieniem jej słynnego sformułowania użytego w tytule książki. Wiadomo jednak, skąd pochodzi ta chęć ukonkretnienia choroby – z niezgody na rzeczywistość. Pisał o tym w 1987 roku Douglas Crimp we wstępie do przełomowego numeru magazynu „October” poświęconego AIDS. 11 Przywołuje on słowa François Delaporte’a z książki na temat epidemii cholery w Paryżu w 1832 roku, która rozpoczyna się stwierdzeniem, że „choroba” nie istnieje, istnieją jedynie praktyki dotyczące choroby. Crimp przyznaje, że trudno mu było się pogodzić z takim stwierdzeniem w momencie, gdy dookoła widział cierpienie i śmierć bliskich, ale jest ono kluczowe dla zrozumienia choroby, gdyż podważa on obowiązujące rozpoznanie: nie istnieje podział między naukowymi faktami na temat AIDS a polityką dotyczącą choroby. AIDS istnieje tylko poprzez praktyki, które go konceptualizują, reprezentują, opowiadają. Nie chodzi tu o zaprzeczanie istnieniu wirusa, infekcji, cierpienia i śmierci. Crimp próbuje jedynie podważyć tezę, że można wyabstrahować obiektywną rzeczywistość AIDS z nabudowanych reprezentacji. Obraz jest dużo bardziej złożony.

wwwme6a9094.jpg

„An Ongoing Song”, reż. Szymon Adamczak, Academie voor Theater en Dans, DAS Graduate School – DAS Theatre, Amsterdam 2019. Fot. Vassilis Triantis

Karol Sienkiewicz w swoim tekście dotyczącym wystawy krytykował w niej brak ścisłego połączenia aktywizmu ze sztuką – są one według niego przedstawione jako osobne byty. Wydaje mi się, że jest to powierzchowne odczytanie koncepcji kuratorskiej, która na równych zasadach łączy obiekty sztuki i dokumentację historyczną. Zamknięte w gablotach albumy ze zdjęciami i cytatami przygotowane przez Amazonki można oglądać jak artbooki, działalność artystów zaś jest rodzajem aktywizmu. Czy sztuka dotykająca problemu choroby bez elementu aktywizmu ma w ogóle rację bytu? Jej „uniwersalne”, „niezmienne” przesłanie prowadzące do fetyszyzacji samego obiektu artystycznego krytykował między innymi Crimp („Sztuka żyje wiecznie” – mówiła Elizabeth Taylor, założycielka fundacji na rzecz badań nad AIDS, jeden z amerykańskich krytyków wypowiadał się pozytywnie o wpływie epidemii na artystów, gdyż, jak na ironię, miała całkiem dobry wpływ na powstanie wybitnych dzieł sztuki) 12

3.

Można powiedzieć, że z inspiracji Crimpem powstała także wystawa w przestrzeni Biennale Warszawa HIV­storie: żywe polityki. Ekspozycja przygotowana przez międzynarodowy zespół (Zülfukar Çetin, Agata Dziuban, Friederike Faust, Emily Jay Nicholls, Noora Oertel, Todd Sekuler, Justyna Struzik, Alper Turan) była zwieńczeniem prac badawczych realizowanych w ramach projektu Aktywizm, obywatelstwo, zdrowie: rozwikływanie historii europejskich polityk HIV/AIDS. Tu także akcent został położony na praktykę oraz związek między indywidualnymi doświadczeniami a kontekstem społecznym, w tym przypadku szeroko rozumianą polityką – tworzeniem ram instytucjonalnych dla radzenia sobie z HIV i AIDS w różnych krajach: w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Turcji. Głównym celem wystawy było pokazanie niejednorodności historii walki z epidemią. Dlatego też nacisk położono na inny aspekt polityki HIV/AIDS w każdym z tych obszarów: sytuacja Niemiec opowiedziana została przez perspektywę więziennictwa, Polska przez kształtowanie się organizacji pozarządowych w latach dziewięćdziesiątych, Turcja ujęta została bardziej przekrojowo pod względem historycznym, Wielka Brytania zaś z perspektywy walki z atakami konserwatywnej moralności.  

W teorii brzmi to niezwykle ciekawie, ale problemem był tu sam sposób ekspozycji. I nie chodzi tylko o detale. Wystawę w Poznaniu poprzedzał film w krótki sposób przedstawiający ideę kuratorską i osoby przygotowujące wystawę, w przypadku Warszawy ograniczono się do bezosobowych tablic. HIV­storie składają się głównie z rozmów oraz dokumentów lub ich reprodukcji, choć nie mówią one same za siebie – każdy z artefaktów został wrzucony w narrację zaprojektowaną przez kuratorów i wyeksplikowaną w długich tekstach. Przedmioty zostały potraktowane nie jako autonomiczne obiekty, lecz jedynie egzemplifikacje tez. Różnice między wystawami wynikają oczywiście z założeń badawczych – w przypadku Poznania punktem wyjścia była sztuka, którą udało się połączyć z aktywizmem, w Warszawie zespół skupił się na badaniach naukowych, stawianiu hipotez i próbie dowodu ich prawdziwości jak w akademickim wywodzie. Wykonana przez kuratorów praca badawcza jest niezwykła, szczególnie z zakresu historii mówionej, ale zebrany materiał odpowiedni jest raczej do słuchania go w domu niż stania ze słuchawkami. Nie tylko stosunek do dokumentów może rodzić pytania o sens prezentacji, lecz także sposób wykorzystania sztuki – pojawia się ona jedynie jako dodatek, nie zawsze stanowiąc zrozumiały kontekst dla danego obszaru (przykładowo, pokazywany w Norymberdze spektakl Orlando nie żyje Jeana Renshawa będący hołdem dla zmarłego na AIDS tancerza Orlanda Fornarisa nijak nie pasuje do tematu niemieckiego więziennictwa).

Część dotycząca Polski nosi tytuł Gęste czasy: protesty i mobilizacja w latach 90. XX wieku. Podstawowym materiałem są tu wywiady z aktywistami, osobami żyjącymi z HIV i osobami tworzącymi polityki HIV/AIDS, oraz listy dotyczące propagowania bezpiecznych zachowań seksualnych. Napięta atmosfera tamtego czasu wyrażała się w skrajnych doświadczeniach świadków: z jednej strony nadzieja i wspólnotowość w ramach rodzącego się aktywizmu HIV/AIDS, z drugiej zaś strach i poczucie odrzucenia przez społeczeństwo. Wszystko to na tle chaotycznej transformacji ustrojowej. Symbolem lat dziewięćdziesiątych są protesty przeciwko zakładanym przez Monar ośrodkom dla osób uzależnionych od narkotyków oraz żyjących z HIV. Na wystawie pojawia się zdjęcie blokady w Głoskowie z 1990 roku, na której mieszkańcy wywiesili swoje hasła. Pojawia się tam nie tylko zdanie „Narkomani do rodzin”, ale także „Zamiast Monaru dom seniora”. Jak trafnie zauważają autorzy, przedstawiany przez liberałów obraz zacofanej wsi jest zbyt uproszczony – można ten przypadek rozpatrywać także pod względem klasowym: konfliktów społecznych i lęków, które generowała transformacja.

 Obraz ten można skomplikować jeszcze bardziej. Pisze o tym Jill Owczarzak, amerykańska antropolożka polskiego pochodzenia, która na początku dwudziestego pierwszego wieku przeprowadzała w Polsce badania w organizacjach pozarządowych zajmujących się tematyką HIV/AIDS. 13 Pokazała ona, że powstające w latach dziewięćdziesiątych NGOsy próbowano modelować na wzór zachodnich organizacji aktywistycznych. Wpływ na to miały międzynarodowe fundusze (Open Society Institute, USAID, Unia Europejska), które po 1989 roku zaczęły napływać do Polski – wspierały one nie tylko inicjatywę opracowania narodowej agendy dotyczącej HIV, lecz także organizacje pozarządowe zajmujące się wirusem i prewencją. Próbowano w Polsce przeszczepić ten oddolny model aktywizmu. Przykładowo, dla ruchu gejowskiego w kraju sprawa HIV była nie tylko elementem kształtującym jego zręby instytucjonalne, lecz także uzasadniającym niejako jego istnienie – organizacje mogły pochwalić się przydatnością dla całego społeczeństwa. 

O ile jednak na Zachodzie aktywizm miał silnie polityczny potencjał – starał się bezpośrednio wpływać na działania rządzących, korzystał z ostrych, konfrontacyjnych form protestu, w Polsce przyjął on wyjątkowo niepolityczną czy antypolityczną formę. Chodziło raczej o niesienie pomocy i wsparcia potrzebującym, ale w oparciu o dyskurs ekspercki, medyczny, nie polityczny. Przy niestabilnej sytuacji finansowej i uzależnieniu od środków rządowych organizacje te musiały posługiwać się „obiektywnym” dyskursem, żeby nie popaść w konflikty ze zmieniającymi się przy kolejnych wyborach układami na różnych szczeblach władzy. Skupiły się zatem na działaniu dla społeczności, niekoniecznie zaś forsowaniu zmian politycznych (przykład Lambdy, Fundacji Edukacji Społecznej czy Monaru, w których Owczarzak prowadziła badania). Można dodać, że historycznym przełomem było powstanie Kampanii Przeciw Homofobii wysuwającej jawnie polityczne postulaty, ale to już historia wykraczająca poza lata dziewięćdziesiąte.

Nieoczywista jest też rola Kościoła w tamtym okresie – moralnego autorytetu, który postrzegał HIV/AIDS jako karę za grzechy i pogwałcenie chrześcijańskich nauk. Jan Paweł II pod koniec lat osiemdziesiątych zaczął się jednak wypowiadać na temat godności osób żyjących z HIV oraz dopominać się o prawa człowieka (symbolicznym gestem było objęcie przez papieża chorego na AIDS w 1990 roku). W 1992 roku wezwał nawet parafie do pomocy osobom żyjącym z wirusem. Ciężar nauk Kościoła został przesunięty na cierpienie człowieka, milczano zaś na temat sposobów transmisji HIV. Sytuacja okazuje się jednak jeszcze bardziej skomplikowana, gdy dołączymy do tego stosunek Jana Pawła II do stosowania prezerwatyw w kontekście epidemii HIV w Afryce. Niemniej etykę chrześcijańską starano się wykorzystywać jako jeden z argumentów poparcia dla działań zwalczających HIV/AIDS. Osobiste zasługi położył tu ksiądz Arkadiusz Nowak – zakonnik ze zgromadzenia kamilianów. Nowak był jednym z pierwszych księży katolickich na świecie walczących o prawa osób z HIV/AIDS, nawet przed wydaniem oficjalnego stanowiska przez Kościół. Reprezentował on liberalne skrzydło Kościoła, tak różne od postaw prymasa Józefa Glempa wypowiadającego się w tonie moralnego potępienia (w 1992 roku mówił o potrzebie kierowania się chrześcijańskimi zasadami etycznymi, by ustrzec się przed „plagą ludzkości”, jaką jest AIDS). Ksiądz Nowak był jedną z osób, dzięki zaangażowaniu której na początku lat dziewięćdziesiątych powstało Krajowe Centrum ds. AIDS, choć sposób jego działania wzbudzał kontrowersje. Dotyczyły modelu uprawianego przez Nowaka aktywizmu. Pisał o tym Janiszewski, porównując Nowaka i Marka Kotańskiego: „Kotański i Nowak są zresztą do siebie podobni: obaj przeświadczeni o własnej wyjątkowości, narcystyczni, medialni i skupieni na budowaniu własnej pozycji” 14.

Badania Jill Owczarzak pokazują, że sprawa HIV/AIDS wykracza poza dyskurs medyczny, jest sprawą mocno polityczną. W latach dziewięćdziesiątych wpisywała się ona w budowanie nowego systemu i specyficznego rozumienia demokracji określanej głównie jako tryumf własności prywatnej i wolnego rynku, a nie odpowiedzialności obywatelskiej. Jest to widoczne chociażby w przypadku nieliczenia się ze zdaniem społeczności lokalnych przy lokalizowaniu ośrodków Monaru. Aby jednak jeszcze raz zakręcić nieco historyczną narracją, trzeba dodać, że nie zawsze dochodziło do tak gwałtownych spięć jak w Głoskowie, choć sprawy te nie trafiały na pierwsze strony gazet. Nie można też nie zwrócić uwagi na homofobiczne nastawienie części protestujących (na wystawie pokazano zdjęcie z neutralnymi postulatami, ale w przypadku innych blokad pojawiało się na transparentach hasło „Precz z pedałami”). 15 Być może zatem lepszym pomysłem byłoby właśnie pokazanie chaosu i wielowątkowości procesów społecznych rozwijających się wokół HIV w „gęstych czasach”, zgodnie z hasłem patronującym tej części wystawy. Można byłoby to zrobić choćby przez dodanie do słynnej piosenki Kalibra 44 Plus i minus całego zestawu utworów z lat dziewięćdziesiątych poruszających temat HIV/AIDS (od popowego hymnu – Tolerancji Stanisława Soyki – do piosenki Fajtłapa discopolowego zespołu Nemesis). Trzeba jednak zaznaczyć, że w Warszawie, podobnie jak w Poznaniu, przestrzeń wystawy była animowana dzięki bogatemu programowi edukacyjnemu. 

4.

Wystawa Karola Radziszewskiego zatytułowana Potęga sekretów w Centrum Sztuki Współczesnej – Zamku Ujazdowskim przygotowana z kuratorem Michałem Grzegorzkiem była początkowo zapowiadana jako retrospektywa prac artysty. Ostatecznie jednak, częściowo ze względów bardzo pragmatycznych (znaczna część dorobku artysty została zniszczona w następstwie pożaru a później zalania), zmieniła się w opowieść o tym, jak konstruowana jest historia, jak wpływają na nią przemilczenia i jak można tworzyć alternatywne sposoby jej opowiadania. Pierwsza sala dotyczy spraw osobistych i życia przedcomingoutowego – patrząc na rysunki z dzieciństwa Radziszewski ze współczesnej perspektywy traktuje je jako wyraz niezrozumiałych w tamtym czasie impulsów dotyczących płci i seksualności (dominują tu postacie księżniczek, jest też hipermęski Kaczor Donald). W drugiej sali przechodzimy do rozważań historycznych – tematem jest tu Europa Wschodnia, możliwości i wyzwania stojące przed współczesnym ruchem LGBT oraz sposoby konstruowania jego ikon (queerowanie Tarasa Szewczenki i praca dotycząca historii osób nieheteronormatywnych na Białorusi, zdjęcia Wolfgana Tillmansa z Rosji oraz dyptyk malarsko-fotograficzny o Ewie Hołuszko). 

Temat HIV/AIDS pojawia się dopiero w trzeciej sali w materiałach efemerycznej parainstytucji prowadzonej przez Radziszewskiego Queer Archives Institute. Archiwalia, zgodnie z muzealną formułą, umieszczone są w gablotach. Jedna z nich poświęcona jest książkom i innym dokumentom życia społecznego z Europy Wschodniej dotyczącym prewencji HIV/AIDS (hitem jest plastikowa torba z Węgier, na której narysowana jest uśmiechnięta prezerwatywa spadająca z nieba i trzymająca spadochron z napisem NO AIDS!). Temat ten pojawia się także w zinach z lat osiemdziesiątych – wzmianki mają nie tylko wymiar informacyjno-edukacyjny: dotyczą relacji z międzynarodowych konferencji oraz danych na temat transmisji wirusa i badań, ale pojawiają się także w rubryce z humorem. W magazynie „Filo” pod koniec lat osiemdziesiątych Ryszard Kisiel sporządził kolaż z naklejkami z Kaczorem Donaldem układający się w napis AIDS. Dzięki puszczającemu oko bohaterowi kreskówki odczarowywał w ten sposób chorobę. Radziszewski przejmuje tę pracę i w popartowym geście zwielokrotnia go, tapetując nim kolejną salę. Składa się ona z obiektów podpadających pod nurt appropriation art. 

bogucki_radziszewski.jpg

Dokumentacja wystawy Karola Radziszewskiego „Potęga sekretów”, Centrum Sztuki Współczesnej, Zamek Ujazdowski, Warszawa 2019. Fot. Bartosz Górka

W podobny sposób przejęcia dokonał kolektyw General Idea, który pod koniec lat osiemdziesiątych przetworzył ikoniczny znak Love Roberta Indiany, zmieniając go na AIDS, zostawiając jednak charakterystyczną typografię i ułożenie liter. Po drugiej stronie sali wisi praca Hiacynt. Czy naprawdę ktoś w latach osiemdziesiątych stworzył obraz na ten temat w modnej w tamtym czasie estetyce Neue Wilde? Nie, to Radziszewski fantazjuje na temat tego, jak mogłaby wyglądać symboliczna reprezentacja nagonki na homoseksualistów organizowanej między innymi pod pretekstem ochrony przed HIV. Artysta rekonstruuje także słynny grzybek – toaletę publiczną z placu Trzech Krzyży. Jednak ten pomnik wykluczenia i wolności seksualnej nie jest ustawiony na postumencie, lecz zgnieciony. Nie tylko podszywa się pod prace Moniki Sosnowskiej, jest także refleksją na temat traktowania historii osób nieheteronormatywnych współcześnie. 

Radziszewski próbował wytworzyć artystyczny i popkulturowy obraz HIV/AIDS, który nie znalazł większego rezonansu w polskiej sztuce. Odpowiada to stosunkowi Polaków do wirusa – mają oni na jego temat wyraziste opinie, ale nie traktują go jako problemu, który mógłby ich dotyczyć osobiście (według statystyk niecałe dziesięć procent społeczeństwa wykonało kiedykolwiek test na obecność HIV). Na wystawie zabrakło prac Radziszewskiego dotyczących bezpośrednio AIDS, choćby filmu Plus/minus – wideo­dziennika, w którym artysta rozmawia z przyjaciółką o procesie robienia testu. Chodziło jednak o puszczenie wodzy fantazji na temat wirusa w przestrzeni publicznej i polityce historycznej, dlatego być może praca interwencyjna zajmująca się raczej prywatnością nie znalazła się na wystawie. Umieszczenie jej jednak na HIVstoriach byłoby świetnym pendant do teledysku Kalibra. 

Trzeba zaznaczyć, że zorganizowane w Warszawie i Poznaniu wystawy są enklawami empatii i pogłębionej refleksji we współczesnym medialnym obrazie HIV. Na początku roku odbyła się nagonka na Radziszewskiego zorganizowana przez Telewizję Polską. W programie Warto rozmawiać 13 stycznia Jan Pospieszalski określił wystawę jako pornograficzną. Padały tam dobrze znane sformułowania dotyczące akceptowanej normy i moralnej degrengolady, „zdrowej” części społeczeństwa oraz perwersji odmieńców stanowiących dla niej zagrożenie: „Ja też mam prawo do wypowiedzenia swojej osobistej oceny tej wystawy. Tam są obrzydliwości, których nie chciałbym pokazać nawet osobom dorosłym. Uważam, że pokazywanie ich osobom dorosłym jest bezcelowe. […] Ja uważam, że jesteśmy normalni. Mamy normalne poczucie estetyki i wartości. Jesteśmy atakowani gołymi genitaliami, bazgrołami”.

Media publiczne są ośrodkiem, który już od jakiegoś czasu tworzy nagonkę na środowiska LGBT, w tym osoby zajmujące się profilaktyką HIV/AIDS. W paradokumencie (nie można zaklasyfikować tego filmu inaczej) pod tytułem Inwazja, pokazanym w TVP 10 października 2019 roku pojawia się siostra Mary Read, członkini queerowego zakonu zajmującego się profilaktyką HIV/AIDS, biorąca udział także przy konsultacji merytorycznej wystawy Kreatywne Stany Chorobowe: „Ta osoba w swoim środowisku funkcjonuje jako siostra Mary Read, członkini organizacji o nazwie Siostry Nieustającej Przyjemności. Jest wyjątkowo aktywną propagatorką zdrowia seksualnego i postępu obyczajowego. – Dzisiaj rozdałem cały koszyk prezerwatyw, zostało mi tylko trochę jakichś żeli. – Ale żele też? Po co żele? – pyta reporter. – Żele są bardzo ważne przy użyciu prezerwatyw. Paweł Ziemba mieszka i pracuje w Poznaniu, to tam umawiamy się w Galerii Miejskiej Arsenał pod pretekstem rozmowy o działalności Sióstr i profilaktyce HIV w Polsce” 16. Tych pretekstów do oczerniania jest więcej, by przywołać jedynie nagłówki ze strony TVP: „Chemsex, narkotyki, legalizacja prostytucji. Warszawski ratusz i miliony na organizacje LGBT”, „Chemsex, czyli geje, narkotyki i AIDS. Niebezpieczna epidemia w świecie «kochających inaczej»”, „Psychoterapeuta: Chemseks to kalectwo, coś irracjonalnego”.

5.

 HIV to już nie problem. Mamy stabilną sytuację epidemiczną – taki obraz wyłania się z oficjalnych raportów. W 2013 roku Janiszewski pisał z niejakim żalem, że HIV i AIDS pojawiają się coraz rzadziej w mediach, ale jego diagnoza na temat współczesnych wyzwań, które generują, jest trafna: 

Czuję, że opisując tę chorobę dzisiaj – w czasach, kiedy jej medialna kariera słabnie – mogę postawić tysiąc ogólnych tez, a potem tysiąc antytez. Każde ogólne stwierdzenie przegląda się w mniej lub bardziej szczególnych przypadkach, które każą podać je w wątpliwość. Zupełnie jakby świat hifa składał się z paradoksów. Jakby problemy, które tworzy ta coraz mniej niebezpieczna choroba, były coraz poważniejsze. Zupełnie jakby tematem przestawało być to, jak sobie z wirusem radzi ludzkie ciało. Jakby coraz ważniejsze stawało się to, jak sobie radzi z nim umysł 17.

Pytań, które nasuwają się po pobieżnym przeglądzie sytuacji w kraju, jest wiele: ile osób nie zrobiło testu i nie zna swojego statusu serologicznego (z powodu braku świadomości lub braku dostępu do anonimowego punktu diagnostycznego)? Jak docierać do grup, w których można zaobserwować zwiększoną liczbę zachorowań, czyli osób 50+? Jak sprawić, by profilaktyka przedekspozycyjna była bardziej dostępna? Jak walczyć z przejawami dyskryminacji osób żyjących z HIV zdarzającej się ze strony bliskich, pracodawców i lekarzy? Jak dbać o dobrostan osób żyjących z wirusem? Jak przekonać społeczeństwo, że równanie N=N (niewykrywalny = niezakażający) jest prawdziwe? Jakim językiem się posługiwać, żeby nie stygmatyzować? O włączenie tematu choroby do debaty publicznej bez stygmatyzacji i dyskryminacji, swoisty Narodowy Program HIV+, postulowali twórcy i twórczynie wystaw w Warszawie i Poznaniu. 

W zakończeniu książki Janiszewski przywołuje słowa jednej z osób żyjących z HIV: „Marzy mi się, żeby HIV znormalniał. Żeby był traktowany tak jak niedoczynność nerek albo tarczycy. To jest choroba i to jest smutne. Na pewno. Ale to bierzmo moralne czyni wszystko nieznośnym. Sprawia, że mówienie o tym kosztuje tak wiele. W Polsce «HIV» jest naprawdę bardzo, bardzo ciężkim słowem” 18. To wypowiedź sprzed paru lat, ale ciągle wyzwanie na przyszłość.

  • 1. Magdalena Mijas Założenia metodologiczne badania „Analiza sposobów prezentowania HIV i osób żyjących z HIV w mediach ogólnopolskich”, w: Język, media, HIV. Obraz zakażenia i osób seropozytywnych w artykułach prasowych, redakcja Magdalena Mijas, Marta Dora, Maria Brodzikowska, Stanisław Żołądek, Jeden Świat, Kraków 2016, s. 61.
  • 2. Apoorva Mandavilli The „London Patient”: Five Takeaways, „The New York Times” z 9 marca 2020. 
  • 3. Mateusz Madejski Polska jest światowym liderem. Jesteśmy najlepsi w… zwalczaniu HIV, „Bezprawnik” z 11 lutego 2018.
  • 4.  Specjaliści zbyt rzadko zlecają test na HIV, z Magdaleną Ankiersztejn-Bartczak rozmawiała Emilia Grzela, „Puls Medycyny” z 20 grudnia 2019.
  • 5.  Nadchodzi epidemia ze Wschodu i wielkie wydatki na leczenie, z Anną Marzec-Bogusławską rozmawiał Adam Wilma, „Gazeta Pomorska” z 7 stycznia 2019.  
  • 6. Jakub Janiszewski Kto w Polsce ma HIV? Epidemia i jej mistyfikacje, Krytyka Polityczna, Warszawa 2013, s. 37.
  • 7. Tamże, s. 53.
  • 8. Susan Sontag Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory, przełożył Jarosław Anders, Karakter, Kraków 2016.
  • 9. Tamże, s. 59.
  • 10.  Luiza Kempińska, Paweł Leszkowicz, Zofia Nierodzińska, Jacek Zwierzyński Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK, Poznań 2019, s. 3.
  • 11.  Douglas Crimp AIDS: Cultural Analysis: Cultural Activism, „October” vol. 43, 1987, s. 3-16. 
  • 12. Tamże, s. 4. 
  • 13. Jill Owczarzak Defining Democracy and the Terms of Engagement with the Postsocialist Polish State: Insights from HIV/AIDS, „East European Politics and Societies”, vol. 23, no. 3, s. 421-445; tejże Activism, NGOs, and HIV Prevention in Postsocialist Poland: The Role of „Anti-Politics”, „Human Organization” vol. 69, no. 2, 2010, s. 200-211. 
  • 14. Janiszewski, op.cit., s. 237.
  • 15. Zob. tamże, s. 203-258.
  • 16.  Siostra to osoba godna zaufania, z Mary Read i Pawłem Ziembą rozmawiał Jacek Zwierzyński, „Magazyn RTV” nr 8/2020.
  • 17. Janiszewski, op. cit., s. 75-76.
  • 18. Tamże, s. 379.

Udostępnij

Autor obronił doktorat w Instytucie Kultury Polskiej UW. Zajmuje się kulturową historią opery oraz reżyserii operowej. Wydał książkę Teatr operowy Petera Sellarsa. Inscenizacje Händla i Mozarta z lat 80. XX w. (2012). Jest sekretarzem Polskiego Towarzystwa Badań Teatralnych.