11_115_x_53.png

„Czas zdrady”, reż. Wojciech Marczewski, prod. Polska 1997.

Ani lisem, ani lwem

Joanna Krakowska
W numerach
Listopad
2018
11 (744)

Pod tyranią, w totalitarnym czy autorytarnym systemie, jeśli okrzepł, ustabilizował się i trwa dostatecznie długo, o władzy niewiele w gruncie rzeczy się wie. Można jej nienawidzić, można rozpoznawać jej narzędzia: kije, marchewki i bujdy, można świetnie znać mechanizmy dostosowywania się i strategie oporu, ale pojęcie o tym, na czym polega jej zdobywanie, utrzymywanie i sprawowanie, kiedy jest chwiejna czy po prostu tymczasowa, bo kadencyjna – to rodzaj wtajemniczenia wyższego rzędu. Danego tym, którzy przeżyli demokratyczny tryumf albo porażkę, zdumienie wynikami wyborów, gorycz zawodu czy nawet zdrady, albo zwykłego rozczarowania tymi, którym powierzyli mandat. Tego rodzaju niepokojów nie doświadczają poddani autorytarnych reżymów, im pozostaje apatia, brak oczekiwań, emigracja wewnętrzna albo kolaboracja i udział w nieprawych zyskach. Ich wiedza o polityce jest, co tu kryć, dość prostacka, o władzy – karykaturalna, o społeczeństwie – wyidealizowana (albo na odwrót). Ci, co całe dorosłe życie przeżyli w PRL z Machiavellego pamiętali przede wszystkim motto do Konrada Wallenroda i nawet dość często wydawało im się, że się do niego stosują.

Tymczasem po 1989 roku szybko nabrali doświadczeń, które znacząco skomplikowały obraz władzy i polityki, a zarazem przyniosły nieprawdopodobne wprost rozgoryczenie, że najjaśniejsza, niepodległa, demokratyczna i jej przywódcy oraz ich zausznicy, a także wolne, obywatelskie społeczeństwo rozmijają się z wyniesionymi „z niewoli” wyobrażeniami. Wojna na górze, Tymiński, noc teczek i powrót do władzy komunistów wolą społeczeństwa już w 1993 roku – boleśnie uświadomiły, że racje, zasady, wyższość moralna i historyczne zasługi to nie są żadne atuty, z którymi można rozgrywać politykę. Że polityką rządzi nie wzniosłość formuły rodem ze stanu wojennego „zło dobrem zwyciężaj”, ale cyniczna wiara, że „dobro” osiąga się na ogół za pomocą „zła”. Niccolo Machiavelli ze swoimi rozpoznaniami uznany więc został szybko, zbyt szybko, za głównego teoretyka polskiej polityki.

1.

Niemal dokładnie pięćset lat po tym, jak w 1496 roku rozpoczął swoją karierę polityczną w Republice Florenckiej, Machiavelli stał się bohaterem dramatu Witolda Zalewskiego Coś za coś wydrukowanego we wrześniu 1995 roku w „Dialogu”. Rok później zrealizowano go w Teatrze Polskiego Radia, ale na scenę teatralną nie trafił. Teatr chyba nie interesował się wtedy zbytnio filozofią władzy państwowej. Może szkoda? Ostre zakręty demokracji parlamentarnej jakoś nie podlegały wówczas teatralnym komentarzom, zwłaszcza w historycznym kostiumie, który jako alegoria współczesności mocno się zdegradował. Teatr zaczynał dopiero szukać języka, by mówić o współczesności wprost, bez ezopowych wybiegów, bo aluzje nie były już potrzebne do porozumiewania się z widownią ponad głowami rządzących.

Pewnie z tego samego powodu mało kto zapamiętał film Wojciecha Marczewskiego Czas zdrady nakręcony dla telewizji w 1997 roku. Scenariusz na podstawie sztuki Coś za coś napisali wspólnie Witold Zalewski, Wojciech Marczewski i Maciej Strzembosz. Choć z różnych pokoleń – urodzeni odpowiednio w latach dwudziestych, czterdziestych i sześćdziesiątych – wszyscy oni świadomie doświadczyli życia w autorytarnym systemie, a w 1989 przeżyli „radość z odzyskanego śmietnika”, jak nazwał ktoś taki dziejowy moment przy poprzedniej okazji. Chciałoby się dziś posłuchać ówczesnych dyskusji autorów podczas pracy nad tym scenariuszem. Co dla kogo było wtedy ważne, czy ciągnęli raczej w stronę historii? polityki? natury ludzkiej? Czy zależało im bardziej na uniwersalnym przesłaniu, doraźnym komentarzu czy wyrażeniu własnych politycznych emocji, z pewnością przecież rozhuśtanych?

To nie naiwna próba odgadnięcia, co autorzy mieli na myśli, ale wyraz podziwu dla ich przenikliwości, gotowości podzielenia się swoimi niepokojami i śmiałości uogólnień. Pozornie tylko przedwczesnych, choć przecież dopiero dziś, w 2018 roku, film Marczewskiego zrobiony dwadzieścia lat temu można pod tym względem w pełni docenić i rozpoznać w nim jak najaktualniejszą polityczną diagnozę, a zarazem wiwisekcję takiego sposobu uprawiania polityki, który nie liczy się z nikim i z niczym poza skutecznością osiągania celów.

Szkoda tylko pierwotnego tytułu, Coś za coś lepiej oddaje sens tej historii niż patetyczny Czas zdrady – skądinąd tytuł wyraźnie świadczący o tym, że twórcy filmu nie pożegnali się wtedy jeszcze z etycznym wymiarem myślenia o polityce.

W filmie Machiavelli (Janusz Gajos) przebywa na wygnaniu, mieszka na wsi u chłopskiej rodziny. Pracuje nad Księciem, wspominając zarazem czasy mnicha Savonaroli (Jerzy Radziwiłowicz). Aż nazbyt dobrze pamięta, jak cała Florencja czciła go jako proroka, a jak potem biła brawo i rzucała błotem, kiedy ciągnięto go na śmierć. Machiavelli prowadzi z Savonarolą w myślach niekończące się dysputy, przeciwstawiając mu Księcia, który potrafił wykorzystać nikczemność ludzkiej natury, by zwyciężać i zaprowadzać ład. Gdy jednak na wieś przybywa wysłannik nowego władcy, by przywrócić Machiavellego do łask za cenę potępienia i publicznego zbezczeszczenia pamięci Księcia – ten zgadza się łatwo. Sam w końcu głosił stosowanie wszelkich dostępnych metod w imię politycznej skuteczności. Machiavelli opuszcza wiejską posiadłość, zostawiając za sobą trupy swoich gospodarzy, których wysłannik księcia zamordował jako niewygodnych świadków.

To fabularna rama pozwalająca opowiedzieć o zmaganiach idealizmu z pragmatyzmem, wiary w możliwość naprawy z przeświadczeniem o gruntownym zepsuciu, naiwności z cynizmem, wiary w nadrzędny ład z wiarą w ludzką wolę. To – przedstawiona z poetyckim dystansem Marczewskiego, chętnie sięgającego po estetyczne cudzysłowy i symboliczne obrazy – supozycja, że gra o władzę nie tylko deprawuje, ale uzależnia. To wykładnia polityki jako rachunku sił, a nie idei. Szokująca jeszcze w 1997, oczywista dzisiaj.

2.

Kilkanaście lat później do pisania o współczesności zaprzągł Machiavellego Robert Krasowski. W 2012, zanim jeszcze wydał swoją książkową trylogię, opublikował w „Polityce” artykuł Lud rządzi księciem. Machiavelli a polska polityka. Pisał tam:

Machiavelli nie był cynikiem. Jego poglądy były bliskie dzisiejszej demokratycznej wrażliwości. Wielbił wolność i republikanizm. Chciał państwa, które obroni lud przez uciskiem możnych. Ale zrozumiał, że w polityce dobro osiąga się często za pomocą zła. Bo taka jest natura polityki. Od dawna widziano, jak wiele zła ujawnia się w polityce, ale traktowano to jako pomyłkę, stale powtarzający się wypadek przy pracy. Machiavelli jako pierwszy zrozumiał, że to zło jest nieusuwalnym elementem polityki. […]
Co by powiedział Machiavelli, patrząc na współczesną politykę? Że zmieniły się polityczne techniki, nie zmieniły się natomiast polityczne reguły. Nadal trzeba używać nikczemnych narzędzi. Owszem, udało się wyeliminować mord i bezprawie. Ale stłumiona w jednym miejscu nikczemność musiała wypłynąć gdzie indziej. Bo skoro nie można sięgać po sztylet, sięga się po intrygi i służby specjalne. Oraz po główny oręż bezkrwawej epoki – po kłamstwo. Wszechobecne, jak nigdy wcześniej.
Patrząc na przygody Polaków z demokracją, Machiavelli musiałby triumfować. Bo żegnając się z komunizmem, Polacy postanowili się rozstać z całym brudem polityki. Proklamowali nową politykę, czystą i szlachetną. Mazowiecki, Geremek, Balcerowicz oparli demokrację na romantycznej wierze w elegancką politykę, w lojalną opozycję, w rozumne społeczeństwo. Okazało się to potrójną pomyłką. Więc przegrali. Do władzy doszli brutalniejsi gracze. Ale oni również okazali się zbyt łagodni, więc przyszli jeszcze brutalniejsi.
Całą historię III RP można opisać jako stały wzrost politycznej brutalności. 1

Nie wydaje się, by Krasowski używał Machiavellego do czegoś innego niż legitymizacja tej brutalności, a w każdym razie do wytłumaczenia, że polityka nie może być inna, skoro odwołuje się przede wszystkim do defektów natury ludzkiej i więcej mówi o samym społeczeństwie niż o politykach. Innymi słowy, to, że ludzie są nikczemni, sprawia, że ich przywódcy też są łajdakami.

Zgodnie z tą logiką Machiavelli z całym bagażem swoich doświadczeń i teorii jest u Krasowskiego jedynie chłodnym i racjonalnym diagnostą, choć ze skłonnością do fatalistycznego myślenia. W nakręconym kilkanaście lat wcześniej filmie Marczewskiego Machiavelli był zaś przede wszystkim upokorzonym starcem, który zmuszony został do poświadczenia własnych słów – czynami. Co ciekawe, kiedy ogląda się ten film dziś, jego bohater wydaje się gotowym na wszystko fanatykiem władzy, kimś, kto wraca do gry, by pozostać w niej do końca i za wszelką cenę.

Decyduje dziś zatem, jak niegdyś, kontekst, powraca historyczny kostium i alegoryczny imperatyw.

3.

Cóż się dziwić, Tomasz Man, żeby mówić o polityce i przywództwie, sięgnął po jeszcze brutalniejszą – bo usankcjonowaną religijnie, a zatem bezkompromisową – alegorię władzy, po postać Mojżesza:

MOJŻESZ
nie będziemy przekonywać ludzi
AARON
a co będziemy robić
MOJŻESZ
będziemy im rozkazywać
AARON
a jak ktoś nie posłucha
MOJŻESZ       
zginie 2

To jest kompletnie przypadkowe i nieświadome, ale jakże udane nawiązanie do Machiavellego, który w filmie Wojciecha Marczewskiego, ćwicząc w czytaniu syna gospodarza, każe mu czytać na głos ustęp ze swojego manuskryptu:

Toteż widzimy, że wszyscy uzbrojeni prorocy zwyciężają, a bezbronni padają.
Natura ludów jest zmienna, łatwo ich o czymś przekonać, lecz trudno umocnić w tym przekonaniu. Trzeba więc, gdy wierzyć przestaną, wlać im wiarę przemocą.
Mojżesz, Romulus i Cezar nie zdołaliby na czas dłuższy zyskać posłuchu dla swoich ustaw, gdyby byli bezbronni…

Na często ostatnio głoszone hasło, że inna polityka jest możliwa, Machiavelli daje więc z góry odpowiedź negatywną. Niewykluczone, że ma rację. Ale jeśli tak, to można za Aaronem ze sztuki Tomasza Mana do każdego władcy, przywódcy, wodza skierować pytanie: czy chce ci się żyć?

  • 1. Robert Krasowski Lud rządzi księciem, „Polityka” nr 46/2012.
  • 2. Tomasz Man Mojżesz, „Dialog” nr 11/2018, s. 86.

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 1999 roku. Jest historyczką teatru współczesnego. Pracuje w Instytucie Sztuki PAN. Wydała monografie „Mikołajska” (2011), „PRL. Przedstawienia” (2016), "Demokracja. Przedstawienia" (2019). Jest współautorką książek „Soc i sex” (2009) i „Soc, sex i historia” (2014), a także współredaktorką antologii „(A)pollonia. Twenty First Century Polish Drama and Texts for the Stage” (2014) oraz słownika „Platform. East European Performing Arts Companion” (2016). Wydała antologię tekstów dla teatru „Transfer!” (2015). Kierowała projektem "HyPaTia. Kobieca historia polskiego teatru" (www.hypatia.pl). Jako uczestniczka teatralnego kolektywu jest współautorką dwóch spektakli „Kantor Downtown” (2015) i „Pogarda” (2016).