zukowski_minsk_nac.jpg

Rozruchy antyżydowskie w Mińsku Mazowieckim, czerwiec 1936. Fot. NAC

Zofia Kossak-Szczucka i mechanizmy polskiej autoprezentacji

Tomasz Żukowski
W numerach
Marzec
2019
3 (748)

Kossak-Szczucka jest postacią emblematyczną. Dla Sławomira Buryły, historyka literatury i specjalisty w dziedzinie problematyki Zagłady, postawa Kossak-Szczuckiej w czasie drugiej wojny światowej jest dowodem na to, że polska nienawiść wobec Żydów nie przybierała form eliminacyjnych: „Jest Kossak wzorcowym przykładem polskiego antysemityzmu, który nawet w paskudnych latach trzydziestych nie przywdziewał morderczej maski” 1. Uogólniające wnioski płynące z opisu postawy Kossak-Szczuckiej sięgają dalej i dotyczą wartości polskiego katolicyzmu jako takiego:

Ten wymiar rodzimego katolicyzmu okazał się niezwykle przydatny w okresie najwyższej próby. Katolicyzm nazywany ludowym, często łączony z naiwną wiarą, bezrefleksyjnością, posądzany o intelektualną łatwiznę i ksenofobię zdał egzamin. Wydaje się, że to właśnie naiwna wiara, głęboka i naturalna, właściwa nie tylko polskiej wsi, ale pewnej części inteligencji i duchowieństwa, pomagała ratować Żydów 2.

Prace historyków z ostatnich lat nie potwierdzają tego rodzaju obrazu polskiego społeczeństwa w czasie okupacji, co nie zmniejsza ich popularności. 

Warto przyjrzeć się po pierwsze sposobowi mówienia o Kossak-Szczuckiej jako emblematycznym przypadku Sprawiedliwego-antysemity, po drugie samym jej wypowiedziom, w tym słynnemu Protestowi z 1942 roku i umieścić go na tle wzorów polskiej kultury oraz związanych z nimi praktyk. Tych dotyczących Żydów i tych, które kreują polski autowizerunek.

SPRAWIEDLIWY-ANTYSEMITA: MECHANIZM SAMOWYBIELANIA

Jan Błoński w tekście Polak-katolik i katolik-Polak broni tezy o ludowym i chrześcijańskim charakterze polskiego antysemityzmu, czego dowodem mają być poglądy i postawa Zofii Kossak-Szczuckiej. Zdaniem Błońskiego niechęć do Żydów, jakkolwiek silna, nie przybierała jednak w Polsce form otwartej agresji. „Antysemickie rozjuszenie – pisze Błoński – natrafiało na niewidzialną granicę i ręka, zebrana już w pięść, opadała” 3. Polski antysemityzm zasadniczo różni się w jego ujęciu od antysemityzmu nazistowskiego, nowoczesnego, totalitarnego i pogańskiego, który przybierał formy eliminacyjne 4

Jako dowód przywołany zostaje anonimowy pamiętnik opisujący przedwojenne pogromy:

Ale gdy hasło „Bij Żyda!” przybrało formy niemalże pogromów […], kler zobaczył, że ludność przeholowała w zapale. Kler zaczął mitygować, ale ludzie nauczeni politykowania, nie słuchają zakazów, biją, rozwydrzenie. Biją starców i dzieci – ja, choć jestem antysemitą, to tego nie pochwalam 5.

Fragment ten jest modelowym przykładem uogólnienia dokonywanego w figurze Sprawiedliwego-antysemity i związanego z nim przemilczenia. Okazuje się ono przy tym tak oczywiste w polskiej kulturze i przez to niewidzialne dla publiczności, że Błoński nie ukrywa zabiegów retorycznych, do których się ucieka, bądź po prostu nie jest ich świadom.

W przywołanym przez niego obrazie mamy do czynienia z niekontrolowanym wybuchem fizycznej agresji, spowodowanym agitacją elit: działaczy ruchu narodowego i kleru. Sprawcą jest „ludność”, a więc większość. Pamiętnikarz komentuje: „uczestnicy i prowodyrzy to ciemne tumany […]. Najbardziej im się podobało, aby Żydów bić. Przynajmniej jedna partia [Stronnictwo Narodowe], w której można coś doraźnie zrobić. Kler podtrzymywał, aprobował prąd narodowy – nawoływał do udziału”.

Zastosowanie figury Sprawiedliwego-antysemity sprawia, że wszystko to znika z pola widzenia. Słowa „ja, choć jestem antysemitą, to tego nie pochwalam”, unieważniają informacje o faktycznej roli kleru oraz elit, o skali agresji, skali uczestnictwa w agresji, wreszcie – co najważniejsze – o trwaniu samej agresji oraz podtrzymujących ją norm kulturowych. Wszystko, co już wiedzieliśmy, przestało dla nas istnieć. Wnioski, które wyciąga Błoński z cytowanych relacji, są zaskakujące: „Nie można mieć wątpliwości, co ten antysemita będzie myśleć kilka lat później, kiedy zobaczy przy robocie nazistów… Działało w nim to samo, co w przestraszonym klerze, to samo, co w ratującej «wrogów» Kossak-Szczuckiej: nakaz ewangeliczny, tkwiący w chrześcijańskiej tradycji narodu”. 

A co z tymi, co bili? Przecież i kler, i sam pamiętnikarz nie byli ich w stanie zatrzymać. Nawołując do opamiętania, okazali się niewiele znaczącym marginesem. Błoński wbrew przywoływanym przez samego siebie faktom konstruuje mimo to „naród” jako większość, na którą oddziałuje „nakaz ewangeliczny”. Przy czym sens owego „ewangelicznego nakazu” także pozostaje wątpliwy, bo przecież to kler doprowadził do wybuchu, choć być może ten i ów ksiądz przestraszył się skutków własnych kazań. Dystans wobec przemocy – nawiasem mówiąc ograniczony zaledwie do „nie pochwalam” – wyraża tylko przywołany przez Błońskiego pamiętnikarz, a jego postawa nie odzwierciedla żadnej zmiany, którą dałoby się odnotować poza jego odosobnionym przypadkiem.

„PROTEST” I POLSKI AUTOWIZERUNEK

Wokół Protestu trwa spór. Antysemickie fragmenty odezwy przywoływane są po to, żeby z całokształtu postawy autorki wyprowadzić wniosek o polskiej niewinności i zasadniczej różnicy między polskim a niemieckim antysemityzmem. 

W efekcie obraz polskiej kultury i Polaków pozostaje czysty. Jan Błoński w artykule Polak-katolik i katolik-Polak tak podsumowywał refleksje na temat Kossak-Szczuckiej: tradycja chrześcijańska „dopuszczała antysemityzm, ale go zarazem nie tyle kiełzała, ile ograniczała, nie pozwalając na zbrodnię zabójstwa (okaleczenia, ewentualnie rozboju)”. W zakończeniu Błoński stwierdzał:

Trochę podobnie w Dziadach Konrad mdleje, zanim zdąży oskarżyć Boga o to, że nie jest „ojcem świata”, ale „carem”, co dopowiada już diabeł. W roku 1942 diabeł też dopowiadał swe końcowe słowo: brzmiało ono Endlösung. Dopowiedział bez polskiej pomocy.

Warto wrócić do roku 1942, żeby uchwycić moment usunięcia wiedzy o rzeczywistości, który pozwala przejść do porządku nad tego rodzaju tezą, nadając jej jednocześnie status oczywistości.

EMPATIA I NIENAWIŚĆ

Protest Zofii Kossak-Szczuckiej powstał w sierpniu 1942 roku i był odpowiedzią na masowe wywózki Żydów z warszawskiego getta do Treblinki. Wydano go w formie ulotki w nakładzie pięciu tysięcy egzemplarzy. W imieniu podziemnej katolickiej organizacji Front Odrodzenia Polski autorka wzywała do niezgody na eksterminację. Choć tekst zawierał fragmenty jawnie antysemickie – a może właśnie dlatego – stał się symbolem. Służył jako dowód, że nawet prawica, i to ta antysemicka, zmieniała nastawienie do Żydów w obliczu niemieckich zbrodni. W takim kontekście przywoływano go wielokrotnie w dyskusjach na temat polskich postaw wobec Zagłady 6

Kossak-Szczucka poświęca wiele miejsca opisowi żydowskiego cierpienia. Chce wstrząsnąć sumieniami. Temperatura wypowiedzi świadczy, że sama także jest wstrząśnięta.

Oto pierwsze akapity tekstu w całości:

W getcie warszawskim, za murem oddzielającym od świata, kilka tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Ulicami przebiegają oprawcy, strzelając do każdego, kto się ośmieli wyjść z domu. Strzelają podobnie do każdego, kto stanie w oknie. Na jezdni walają się niepogrzebane trupy.
Dzienna przepisowa ilość ofiar wynosi 8–10 tysięcy. Policjanci żydowscy obowiązani są dostarczyć ich do rąk katów niemieckich. Jeśli tego nie uczynią, zginą sami. Dzieci nie mogące iść o własnych siłach są ładowane na wozy. Ładowanie odbywa się w sposób tak brutalny, że mało które dojeżdża do rampy. Matki patrzące na to dostają obłędu. Ilość obłąkanych z rozpaczy i grozy równa się ilości zastrzelonych.
Na rampie czekają wagony kolejowe. Kaci upychają w nich skazańców po 150 osób w jednym. Na podłodze leży gruba warstwa wapna i chloru polana wodą. Drzwi wagonu zostają zaplombowane. Czasem pociąg rusza zaraz po załadowaniu, czasem stoi na bocznym torze dobę, dwie… To nie ma już dla nikogo żadnego znaczenia. Z ludzi stłoczonych tak ciasno, że umarli nie mogą upaść i stoją nadal ramię w ramię z żyjącymi, z ludzi konających z wolna w oparach wapna i chloru, pozbawionych powietrza, kropli wody, pożywienia – i tak nikt nie pozostanie przy życiu. Gdziekolwiek, kiedykolwiek dojadą śmiertelne pociągi – zawierać będą tylko trupy…
Wobec tej męki wyzwoleniem stałby się zgon. Oprawcy to przewidzieli. Wszystkie apteki na terenie getta zostały zamknięte, by nie dostarczyły trucizny. Broni nie ma. Jedyne, co pozostaje, to rzucenie się z okna na bruk. Toteż bardzo wielu skazańców wymyka się katom w ten sposób 7.

Z fragmentu o wywózkach wynika, że dzieje się coś strasznego i wyjątkowego. Coś, z czym trudno sobie poradzić i co stawia przed piszącą szczególnego rodzaju zadanie. W opisie brak jednak ważnego elementu, który nie mógł ujść uwadze świadka tamtych wydarzeń. Nie pojawiają się Polacy: ich zachowania wobec Żydów próbujących ratować się po „aryjskiej stronie”. Odnosimy wrażenie, że zbrodnia dokonuje się w przestrzeni, w której obecni są jedynie Żydzi i naziści, a Polacy – wraz z Kossak-Szczucką – przyglądają się temu niejako z zewnątrz, z pozycji nieuczestniczącego w wydarzeniach obserwatora. Są jak zewnętrzny wobec świata przedstawionego wszechwiedzący narrator przytoczonego fragmentu.

Emocjonalny i wyraźnie empatyczny opis tworzy jaskrawy kontrast z wywodem uzasadniającym konieczność protestu wobec niemieckich zbrodni i mówiącym jednocześnie o Żydach jako wrogach, którzy do spółki z hitlerowcami szkalują Polaków przed zagranicą. Brzmi on tak: 

Zabieramy przeto głos my, katolicy-Polacy. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostaje tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć nie zwalnia nas jednakz obowiązku potępienia zbrodni.
Nie chcemy być Piłatami. Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg który nie pozwolił zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie. Każda istota, zwąca się człowiekiem, ma prawo do miłości bliźniego. Krew bezbronnych woła o pomstę do nieba. Kto z nami tego protestu nie popiera – nie jest katolikiem. 
Protestujemy równocześnie jako Polacy. Nie wierzymy, by Polska odnieść mogła korzyść z okrucieństw niemieckich. Przeciwnie. W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź żydów na Litwinów i… Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji. Wiemy również, jak trujący bywa posiew zbrodni. Przymusowe uczestnictwo narodu polskiego w krwawym widowisku spełniającym się na ziemiach polskich może snadnie wyhodować zobojętnienie na krzywdę, sadyzm i ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie 8.

Oba fragmenty wydają się pochodzić z nieprzystających do siebie porządków. W drugim akcent pada już nie tyle na cierpienie ofiar, ile na polski autowizerunek, jego zagrożenie przez żydowsko-niemiecki antypolski spisek, a przede wszystkim na polską wyższość w stosunku do Żydów. Odpowiedzieć lojalnością na krańcową nielojalność może tylko ktoś, kto stawia sobie najwyższe wymagania moralne. Niezgoda na eksterminację jest absolutnym moralnym zwycięstwem w obliczu niczym nieuzasadnionej żydowskiej nienawiści wobec Polski oraz bezpodstawnych, krzywdzących oskarżeń. Stawką okazuje się obraz Polaków w ich własnych oczach, ale i w oczach świata.

Wyłożone w ten sposób motywy protestu zamieniają go w element polskiego autowizerunku i autoprezentacji. Przejmują kontrolę nad współczuciem i włączają je w jakże pochlebny obraz Polaków. Dopowiedzmy: kosztem Żydów umieszczanych w pozycji niewdzięcznych beneficjentów polskiej wielkoduszności, którzy przez swoją postawę sami usuwają się z kręgu ludzkiej i obywatelskiej solidarności.

PRZEMILCZANA WIEDZA

Dysproporcja między dwiema częściami Protestu budzi podejrzenie, że emocjonalna temperatura pierwszej wynika z przesłanek, których Kossak-Szczucka nie chce wyraźnie wypowiedzieć lub które nieświadomie usuwa z pola refleksji. Wydaje się, że w całym wywodzie brakuje elementu, który uzasadniałby żarliwość sprzeciwu, bo przecież gdyby uwierzyć wyjaśnieniom, świadomość, z czyim cierpieniem mamy właściwie do czynienia, musiałaby wprowadzać przynajmniej pewien chłód do jego opisu.

Idąc śladem tych emocji, dochodzimy do punktu, w którym przerażeniu losem mordowanych towarzyszy przerażenie możliwymi oskarżeniami, które Kossak-Szczucka pragnęłaby oddalić. W zakończeniu odezwy autorka aluzyjnie wspomina o szczególnie bolesnych dla niej zjawiskach. Chodzi o demoralizację społeczeństwa polskiego.

Na ślad zdarzeń, które mogła mieć na myśli, mówiąc o „posiewie zbrodni”, naprowadza jej artykuł Proroctwa się wypełniają opublikowany w maju 1942 roku w miesięczniku „Prawda” wydawanym przez Front Odrodzenia Polski. Czytamy tam:

Natomiast paląca staje się kwestia demoralizacji i zdziczenia, jakie rzezie żydowskie wprowadzają wśród nas. Nie sami bowiem szaulisi (litewscy), volksdeutsche lub ukraińcy używani są do potwornych egzekucji. W wielu miejscowościach (Kolno, Stawiski, Jagodne, Szumów, Dęblin) 9 w masakrze brała udział na ochotnika miejscowa ludność. Przeciw podobnej hańbie trzeba przeciwdziałać wszelkimi środkami. […] Na razie nikt tej sprawy nie porusza a zło się szerzy jak epidemia, zbrodnia przechodzi w nałóg 10.

Rozmiary „epidemii” i „nałogu”, a więc masowość polskiej przemocy, z której Kossak-Szczucka zdaje sobie sprawę, są powodem przerażenia. Artykuł Proroctwa się wypełniają nie pozostawia wątpliwości, że emocje autorki wywołuje nie los Żydów, ale polska „hańba”, a więc nie tylko stan polskiego społeczeństwa, ale i jego wizerunek. Teraz do opisu losu ginących dołącza się już brakujący wcześniej chłód: „Pod żadnym pozorem nie można dopuścić, by zaraza zezwierzęcenia i sadyzmu przeniosła się do nas. Bóg sprawiedliwie czyni to, co czyni, lecz ludziom, co dobrowolnie stają się narzędziem jego kary, byłoby lepiej, aby się nie urodzili” 11. Jeszcze raz uderza kontrast między bezwzględnością fragmentów dotyczących słuszności kary spadającej na Żydów, a emocjami wywołanymi troską o Polaków i ich stan moralny oraz obraz polskiej społeczności.

W artykule Wokół płonącego ghetta… Kossak-Szczucka rozwija motyw ich pasożytniczej kondycji: „Ostatni raz Żydzi walczyli tysiąc osiemset lat temu. […] Od tego czasu […] pasożytowali na ciele narodów europejskich, powszechnie znienawidzeni i pogardzani. Walczyli ze wszystkimi, lecz tylko podstępem, nigdy z bronią w ręku. Byli przyczyną, motorem trzech czwartych wojen toczonych w Europie przez poszczególne narody, lecz ślady swych wpływów zacierali najstaranniej. Pozornie nie brali udziału w niczym. Tchórzostwo żydowskie stało się przysłowiowe” 12.

DYSONANSE: DYSKRYMINACJA I AUTOWIZERUNEK

Kossak-Szczucka nie rewiduje swoich poglądów dotyczących Żydów w Polsce. Wprowadzając czytelnika w kwestię demoralizacji, pisze o błędach „naszej polityki żydowskiej”:

Wiemy wszyscy, że błędy te były rażące, a stosunek nasz do żydów bezplanowy, chaotyczny, niekonsekwentny, wahał się pomiędzy dwoma krańcami: niewolniczym poddawaniem się żydom a pałkarstwem. Należy sądzić, że błędy te nie powrócą i że w odniesieniu do pozostałych w Polsce żydów społeczeństwo potrafi znaleźć formy uczuciowe a celowe, zgodne zarazem z interesem narodu i z etyką chrześcijańską 13.

Połączenie w tym kontekście słów „uczuciowe” i „celowe” budzi dreszcz grozy. Kossak-Szczucka wikła się w sprzeczności, z których niełatwo wybrnąć. Zachowuje w mocy dyskryminacyjne przekonania i co więcej, nie zamierza wycofywać się z dyskryminacyjnych praktyk. I jedne, i drugie pozostają dla niej niekwestionowaną oczywistością. Zgadza się co do celów „polityki zgodnej z interesem narodu”, tak jakby można je było oddzielić od metod prowadzących do ich realizacji, które tak czy owak muszą być brutalne. Postuluje zatem karkołomne rozwiązanie: pozytywne uczucia względem ludzi, których zagłada – w maju 1942 roku przybierająca już jak najdosłowniejsze kształty – okazuje się dla niej „słusznym” bożym wyrokiem. Chce także połączyć owe uczucia z „celową” polityką „zgodną zarazem z interesem narodu”, rozumianą wyraźnie na sposób antysemicki.

Jednocześnie czuje, że jest świadkiem zbrodni, i wie, że uczestniczy w niej polska społeczność, a jej udział „przybiera rozmiary epidemii” i „przechodzi w nałóg”. Zbrodnię tę odczuwa jako odrażającą i twierdzi, że odczucie to płynie z chrześcijańskich pobudek, przy czym to samo chrześcijaństwo każe jej wierzyć w „słuszność” bożych wyroków. Całą tę mieszankę widzi z perspektywy „świata” i wizerunku Polski, zdając sobie niejasno sprawę, że zewnętrzne kryteria oceny polskich postaw mogą być diametralnie różne od jej własnych, a wynikający z tych kryteriów obraz Polski jest wysoce niekorzystny. Głównym elementem owych zewnętrznych kryteriów jest współczucie dla ofiar i potępienie zbrodni – obie te postawy Kossak-Szczucka musi uznać za zasadne. Stają się one podstawą do zakamuflowanych, formułowanych nie wprost i aluzyjnych oskarżeń pod adresem polskiej większości, która nie staje na wysokości własnych wyobrażeń o sobie oraz wyobrażeń autorki Protestu o Polsce i Polakach.

Empatia spełnia w tym węźle dwie funkcje: na powierzchni tekstu, świadomie, staje się argumentem przemawiającym na korzyść Polaków; w warstwie osuwającej się w przemilczenie – pozostaje oskarżeniem pod adresem polskiej społeczności, która „na ochotnika bierze udział w masakrze”.

NIEUDANE OCZYSZCZENIE

Zatajanie wiedzy o współudziale w zbrodniach hitlerowskich dokonuje się w Proteście w trzech krokach. Zaczynamy od (a) przywołania nie wprost wiedzy o rzeczywistych polskich zachowaniach; teraz następuje (b) zatajenie owej wiedzy przez wpisanie jej w wygodną dla większości strukturę narracyjną, a więc w opowieść, gdzie wydają się nieważne lub marginalne; na koniec (c) niechciana wiedza powraca, przy czym to, czego nie chcemy przyjąć do wiadomości, zostaje nazywane w sposób, który jeszcze raz ukrywa sens przywołanych zdarzeń. Jak się przekonamy, cykl ten może się powtarzać w nieskończoność, a jego ostatni człon daje początek następnym obrotom tego błędnego koła. Nawet niejasne aluzje nie przestają drażnić i domagają się kolejnych dementi. 

a. Przywołanie nie wprost wiedzy o rzeczywistych polskich zachowaniach

Chodzi o opis żydowskich cierpień z pominiętym współsprawcą, a więc polską społecznością, odgrywającą w rzezi przemilczaną, choć istotną rolę, którą sama Kossak-Szczucka nazwała epidemią przemocy. Dodajmy – rolę w praktyce okupacyjnej dobrze znaną. Empatia opisu kieruje uwagę na tę rolę i jej zbrodniczy sens, choć nigdzie nie zostaje to wprost sformułowane. Protest ma w związku z tym strukturę odpowiedzi na niewypowiedziany zarzut. 

Wpisanym w tekst odbiorcą pozostają Polacy, którzy „na ochotnika” biorą udział w masakrze i którzy powinni zrozumieć, jakie są następstwa ich postawy oraz czynów dla wizerunku Polski. Kossak-Szczucka słusznie – choć w innym sensie, niż byłaby gotowa przyznać – kwituje wojenną rzeczywistość słowami: „Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala” 14. Chodzi raczej o polskie, a nie tylko niemieckie zbrodnie. W kontekście artykułu Proroctwa się wypełniają należy uznać, że słowa te odnoszą się bardziej do faktycznego sprawstwa niż do możliwej demoralizacji, obojętności bądź zaniedbania.

b. Zatajenie wiedzy

Przywołana nie wprost wiedza odnosi się nie tylko do rzeczywistości, ale także do obrazu polskiego społeczeństwa oraz jego oceny. Dlatego energia Kossak-Szczuckiej kieruje się teraz w stronę ratowania autowizerunku. Druga część Protestu odbudowuje hierarchię, w której Żydzi są gorsi od Polaków, co świadczy o wielkości tych ostatnich. Postulowany gest protestu i odcięcia się od zbrodni tworzy obraz społeczeństwa polskiego, które pozostaje po słusznej stronie. Postulat ten zostaje przy tym milcząco utożsamiony – przez samą Kossak-Szczucką i przez jej późniejszych czytelników – z faktyczną postawą przeważającej części społeczeństwa i uznany za dominantę jego stosunku do eksterminowanych. 

Protestujący – bez konieczności podejmowania żadnych konkretnych działań i nie rewidując własnej wrogości wobec Żydów – mogą poczuć się dobrze jako ktoś, kto z chrześcijańskich pobudek odcina się od nie swoich grzechów. Więź między protestującymi jako pars pro toto całości, a „miejscową ludnością”, której zachowania „przybierają rozmiary epidemii”, zostaje skutecznie zerwana. Tym samym Kossak-Szczucka ukrywa zarówno proceder sprawstwa, jak i problem winy, a co za tym idzie problem obrazu Polaków jako uczestników i wspólników zbrodni.

c. Powrót niechcianej wiedzy i jej ponowne ukrycie

Niechciana wiedza okazuje się trudna do usunięcia. Powraca mimo wszystko w obrazie zagrożenia demoralizacją. Powrót ten ma charakter symptomu, którego sens spychany jest w kulturową nieświadomość. Kossak-Szczucka używa określeń, które sytuują Polaków w roli biernych obserwatorów cudzych poczynań czy przymusowych świadków. Pisze o „przymusowym uczestnictwie narodu polskiego w krwawym widowisku”. Polacy zostają niejako zarażeni złem przychodzącym z zewnątrz. Jednocześnie autorka ogranicza zakres zasługujących na potępienie działań polskiej społeczności. Mowa o „zobojętnieniu”, „sadyzmie”, ale bez konkretów. Nie wiemy, czy ma na myśli „sadyzm” obserwatorów, czy katów. Połączenie ze zobojętnieniem oraz pozycją zewnętrznego świadka sugeruje raczej pierwszą interpretację. Najważniejsze zagrożenie to „ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie”. Znów niejasne pozostaje, czy przekonanie o bezkarności dotyczy zbrodni popełnianych przez Polaków, czy przez Niemców. Wstępny opis, w którym Polacy nie pojawiają się wcale, skłania do interpretacji, że chodzi jedynie o zło poglądu, a nie idących za nim czynów. 

Koda tekstu – „kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem” – to jeszcze jedno zabezpieczenie. Nosiciele ograniczonego – jak się przekonaliśmy – zła nie należą do obszaru polskości. Odmawiając im prawa do miana katolików i Polaków, Kossak-Szczucka jeszcze raz usuwa z pola widzenia wiedzę o rzeczywistości i zrywa jej ewentualny związek z autowizerunkiem.

KULTURA W STANIE NIEPOKOJU

Oddzielenie autowizerunku od wiedzy o okupacyjnej rzeczywistości okazuje się nieskuteczne. Kossak-Szczucka ma wiele wspólnego z postawą, która generuje potępiane przez nią samą okrucieństwo. Akceptuje ten stan rzeczy, jednocześnie usiłując wyprzeć się kompromitującego pokrewieństwa. Empatia – raz uruchomiona – podmywa i niszczy autowizerunek, sprawia, że strategie ratowania go okazują się nie do końca skuteczne. Związek z przemocą pozostaje mimo wszystko nienazwany, a problem nierozwiązany. Kossak-Szczucka nie jest w stanie zdobyć się na porzucenie empatii w imię celów politycznych, które głosi, nie chce także zrewidować owych celów w imię empatii.

Przede wszystkim pozostaje zanurzona w wykluczających modelach polskiej kultury. Nie jest w stanie ich zrozumieć ani nazwać. Dlatego dbałość o autowizerunek i przymus postrzegania Żydów jako z natury gorszych okazuje się nieodłączną częścią jej sposobu patrzenia na świat, nieuniknionym i niepoddanym refleksji impulsem. 

Rozdzielanie ról i ich wartościowanie to ważny rys dominacji. W sferze symbolicznej – a co za tym idzie w wyobrażeniach traktowanych jako oczywiste i naturalne – dyskryminowane mniejszości są gorsze od społeczeństw, wśród których żyją. Jako grupa noszą dyskwalifikującą skazę, która przejawia się w postępowaniu jednostek i potwierdza przekonania dotyczące całej mniejszościowej społeczności. Większość szuka potwierdzenia własnego statusu i wartości w kontrastowaniu obrazu samej siebie z obrazem mniejszości. Jednocześnie sama wytwarza ten obraz i potwierdza go dzięki dyskryminacyjnym praktykom. Stawką jest miejsce w hierarchii. 

Walka o nie wynika z samych reguł życia społecznego. Pole gry wytwarza potrzebę myślenia w kategoriach wyższości i niższości, określania na tej podstawie własnej pozycji oraz budowania na tym tożsamości grupowej.

Kossak-Szczucka pozostaje wewnątrz owych reguł i definiowanego przez nie pola, a jednocześnie nie potrafi usunąć przesłanek podmywających autowizerunek. Odczuwa odrazę do okropności zbrodni i niejasno zdaje sobie sprawę, że istnieją zewnętrzne kryteria oceny wydarzeń, które odbiegają od uznania słuszności bożych wyroków. Z napięcia między koniecznością obrony dobrego imienia Polaków i wiedzą o ich rzeczywistym postępowaniu nie ma wyjścia. Oczyszczenie przez usuwanie niewygodnych faktów nigdy nie może być ostateczne i uspokajające, ponieważ niechciana wiedza o tym, co się dzieje na oczach samej Kossak-Szczuckiej, jest już wewnątrz kultury dominującej, i to nie na marginesach, ale w centrum. Przybiera jednak formy, które nie pozwalają na jej wypowiedzenie, generując jedynie serie symptomów, a więc zachowań, których związek z problemem pozostaje zakryty dla wytwarzającej je kultury.

Stąd potrzeba ciągłego powracania do tematu, ponawiania prób ostatecznego uporania się z niejasną świadomością współsprawstwa, przy czym imperatyw ratowania autowizerunku sprawia, że próby takie okazują się niezmiennie daremne i nieskuteczne. Żeby uratować zarówno obraz samych siebie, jak i reguły gry, w której walka o miejsce w hierarchii wyznacza poczucie wartości aktorów, trzeba stale dokonywać regresu do zatajenia. Najważniejsze problemy – niechciana wiedza o współudziale w zbrodni i sposoby usuwania jej z pola refleksji – pozostają niewidoczne z wnętrza tego splotu, choć to one wytwarzają i napędzają mechanizm, o którym mowa.

W rezultacie mamy do czynienia z nieustannym, ale koniec końców jałowym podejmowaniem tematu. Wyjściem z błędnego koła byłaby krytyka, a więc spojrzenie na same reguły gry. Dostrzeżenie rzeczywistości – w tym realnej przemocy wobec Żydów – musiałoby jednak prowadzić do podważenia wykluczającego modelu kultury, a wraz z nim wyobrażeń o tożsamości. 

ZAPOTRZEBOWANIE NA SPRAWIEDLIWYCH: STRUKTURA

Protest i motyw sprzeciwu wobec hitlerowskich zbrodni tworzy model mówienia o Sprawiedliwych. Dla historyka kultury polska pamięć o Sprawiedliwych kryje w sobie dwa paradoksy. Feliks Tych pisał: „Ratujący stanowili jedynie minimalny odsetek społeczeństwa polskiego, jego szlachetną mniejszość, która musiała strzec się bacznie nie tylko przed Niemcami, ale i przed swoimi własnymi ziomkami” 15. Po wojnie Sprawiedliwi woleli nie chwalić się swoim bohaterstwem, a jeśli sprawa wychodziła na jaw, często padali ofiarą szykan ze strony polskiego otoczenia.

Choć osoby ratujące Żydów działały przeciw przyjętym przez większość normom, w zbiorowym fantazmacie są uosobieniem wspólnoty i jej wartości. 16 W dominującej narracji „wojna polsko-polska o Żydów” – jak określiła ratowanie ofiar Szoah Joanna Tokarska-Bakir – znika z pola widzenia. Sprawiedliwi, którzy byli niejednokrotnie traktowani jako zdrajcy narodu i musieli stawiać opór większościowym praktykom i przekonaniom, zostają przeniesieni do centrum i stają się symbolem postawy całej polskiej zbiorowości. Wydawnictwa poświęcone ratowaniu Żydów często przyjmują formę antologii przykładów lub galerii portretów. Stają się grupową fotografią rodzinną. To po prostu historia o nas, kwintesencja tego, co polskie.

Drugi paradoks dotyczy sposobu mówienia o Sprawiedliwych. Jan Błoński dziwił się, że Protest Zofii Kossak-Szczuckiej – dokument świadomości, a jednocześnie tekst założycielski dla polskiego myślenia o ratowaniu Żydów – jest „bardzo prożydowski […] i zarazem… jaskrawie antysemicki” 17. Uwaga Błońskiego nie stała się impulsem do analizy. Bez odpowiedzi pozostało pytanie, co właściwie znaczy to osobliwe połączenie.

Wątek Sprawiedliwych wypływa zwykle razem z wybuchami lub ożywieniem antysemityzmu: po pogromie kieleckim w 1946 roku, w Marcu 1968, wreszcie w Trzeciej RP w reakcji na książki Jana Tomasza Grossa. Przeważnie nie zauważa się tej równoległości lub poprzestaje na wyjaśnieniu, że chodzi o wyważoną ocenę historii. A jednak po lekturze źródeł trudno oprzeć się wrażeniu, że mówienie o polskiej pomocy Żydom łączy się z dyskryminacją i w jakiś sposób jest jej częścią. Tworzy szerszy model myślenia i działania dobrze zadomowiony w polskiej kulturze, a co gorsza, odtwarzany nieświadomie, często z najlepszymi intencjami.

Dwa tygodnie po pogromie kieleckim na pierwszej stronie „Tygodnika Powszechnego” ukazała się notka od redakcji. Autorzy mówią o czterdziestu jeden zabitych, ale tekst jest niemal w całości poświęcony istocie polskości, „narodowi polskiemu wychowanemu w duchu chrześcijańskiej moralności”. Dowiadujemy się, że „fakty nietolerancji i sporadyczne rozruchy były w Polsce wyjątkami i nigdy nie ogarnęły szerszych kręgów społeczeństwa”. Dowodem mają być Sprawiedliwi: „W czasie ostatniej wojny, bardzo wielu Polaków, z narażeniem własnego życia pomagało i chroniło Żydów w okresie najstraszliwszej eksterminacji tego narodu przez Niemców. Niewątpliwie, gdyby nie ta pomoc, niemal żaden Żyd w tym kraju nie zdołałby ocalić życia” 18.

Zadziwiająca reakcja. Redaktorzy „Tygodnika” jednoznacznie potępiają przemoc, ale jednocześnie tworzą wrażenie polskiej wyższości. Sytuacja ofiar schodzi na drugi plan. Nie skupiają się na zbrodni i jej kulturowych przyczynach, ale na tym, jaki jest jej wpływ na obraz polskiej społeczności w jej własnych oczach i w oczach świata. Wnioski z tego osobliwego rozumowania są takie, że mimo zbrodni w Kielcach to Żydzi są dłużnikami Polski, katolicyzmu i polskiego społeczeństwa. Polski czytelnik, choć przerażony pogromem, może spać spokojnie: w jego wspólnocie nie dzieje się nic złego. „W tradycjach narodu polskiego nie było nigdy prześladowań rasowych czy wyznaniowych” – pisze „Tygodnik”.

Żydzi mieli jednak powody do obaw. Tuż po wojnie ginęli w Polsce w pociągach i na drogach, ryzykowne okazywały się powroty do opuszczonych i zamieszkanych już przez kogo innego domów, w roku 1945 wybuchły pogromy w Krakowie i Rzeszowie. W obronie sprawców pogromu kieleckiego zorganizowano strajk. „Planowane od końca lat trzydziestych przez środowiska nacjonalistyczne «oczyszczenie» Polski z Żydów przez przymusową emigrację, zredefiniowane pod koniec okupacji jako projekt czystki etnicznej zostało zrealizowane niemal w pełni” – podsumowuje swoje badania Andrzej Żbikowski w artykule Morderstwa popełnione na Żydach w pierwszych latach po wojnie 19. Żydzi zdawali sobie sprawę z otaczającej ich niechęci i z realnego zagrożenia. Stwierdzenie, że zawdzięczają życie Polakom – nawet jeśli rzeczywiście zawdzięczali je komuś, kto zdołał ukryć ich przed sąsiadami – musieli odczytać jak groźbę. Tym bardziej że redaktorzy „Tygodnika”, pisząc o pogromie, nie powstrzymali się przed upomnieniem: „Jasne jest, że tego rodzaju sprowokowana reakcja (choć nie mniej przez to zbrodnicza), jest zjawiskiem odosobnionym i wyjątkowym. Nie wolno wobec tego dopuszczać się zbyt pochopnego i dowolnego generalizowania”.

Po takich słowach ratujący i uratowani z pewnością zdali sobie sprawę, że opowiadając o swoim doświadczeniu, muszą uważać na każde słowo dotyczące polskiej większości.

„WROGA DLA NAS AKCJA”

Proteście Zofii Kossak-Szczuckiej opublikowanym na początku sierpnia 1942 roku dwukrotnie pojawia się motyw szkalowania Polski przez ginących:

Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców i czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście.

I dalej:

W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź żydów na Litwinów i… Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji 20.

„Czynienie nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście”, a więc – przekładając to na język realiów – otwarte mówienie o antysemityzmie i przemocy, z którymi mieli do czynienia eksterminowani, i stawianie tych zjawisk jako problemu polskiej kultury okazuje się osią dyskryminacyjnego fantazmatu obecnego w tekście Kossak-Szczuckiej. Dowodem na to, że Żydzi „nienawidzą nas więcej niż Niemców”, jest właśnie mówienie o polskiej odpowiedzialności i winie. Kossak-Szczucka posuwa się wręcz do tego, żeby sugerować równoległość wrogich Polsce poczynań nazistów i „światowego żydostwa”, którego „uparte milczenie” razem z „zabiegami propagandy niemieckiej” okazuje się „planowaniem wrogiej dla nas akcji”. Właśnie z powodu tak pojmowanej „wrogości” – biorę ją w cudzysłów, bo sformułowanie to opisuje świadomość autorki, a nie faktyczną postawę Żydów – Żydzi okazują się „wrogami Polski”.

Mówienie o ratowaniu Żydów połączone z oskarżaniem ich o „szkalowanie Polski” przetrwało wojnę i do dzisiaj ma się dobrze. W cytowanym już tekście opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym” zaraz po pogromie kieleckim czytamy: „Będą niewątpliwie ludzie, którzy zechcą odpowiedzialnością za tę zbrodnię obciążyć szersze kręgi naszego społeczeństwa”. Obawa ta dotyczy przede wszystkim polskich Żydów, o czym świadczą inne teksty i listy zamieszczone później w „Tygodniku”.

WYKLUCZENIE PRZEZ RATOWANIE

Opowieść o Sprawiedliwych to włączenie Żydów do polskiej wspólnoty społecznej po to tylko, żeby ich natychmiast wykluczyć. Mechanizm jest już właściwie gotowy w Proteście Zofii Kossak-Szczuckiej. Tekst ożywia współczucie wobec cierpiących i świadomość chrześcijańskiego obowiązku. A jednak stawiając katolikom-Polakom 21 najwyższe wymagania moralne, Kossak-Szczucka tworzy jednocześnie kontrast między dominującą większością a dyskryminowaną mniejszością. Polak jest tym lepszy i tym bardziej zasługuje na podziw, im gorszy okazuje się Żyd. Na tle „wrogiej dla nas akcji” jaśnieje polski duch katolicki i narodowy. Pomaganie wrogom jest znakiem wyższości i moralnym zwycięstwem nad Żydami, którego najwyższym dowodem są chętnie przywoływane przykłady Sprawiedliwych-antysemitów.

Dla Zofii Kossak-Szczuckiej pomoc ofiarom Szoah nie oznacza unieważnienia „kwestii żydowskiej”, a więc rezygnacji z uprzedzeń. Żydzi pozostają dla niej niebezpieczni, teraz jako ci, którzy szkalują i będą szkalować Polskę. Ich „niewdzięczność”, a więc rzekoma nielojalność będąca odpowiedzią na akty solidarności, sprawia wrażenie, jakby sami postawili się poza wspólnotą. Nic w tym dziwnego, że Polacy nie lubią tych, którzy oszczerstwami odpowiadają na wyciągniętą rękę. Tego rodzaju manipulacja tworzy najważniejszy tryb antysemickiego mechanizmu obecnego w Proteście, a później w narracji o Sprawiedliwych. Szokujące Błońskiego sformułowania są jedynie jej następstwem.

„ONI BY TEGO DLA NAS NIE ZROBILI”

Na wzniesionym kilka lat temu pomniku Sprawiedliwych w Kielcach obok mosiężnych tabliczek z nazwiskami ratujących umieszczono dwie tablice. Po lewej napis: „Pamięci Polaków / zamordowanych przez Niemców / w latach 1939-1945 / za udzielanie pomocy Żydom / i ratowanie ich przed Zagładą”. Po prawej wiersz żydowskiego autora: „Ja słyszę ten tytuł i staram się / o tych ludziach myśleć, co chronili mnie. / Ja pytam i pytam: o na miły Bóg, / czy ja bym na ich miejscu tak uczynić mógł?”. Podpis: Chaim Chefer.

To przykład z początku dwudziestego pierwszego wieku. Kieleckie Planty, nieopodal miejsca, gdzie 4 lipca 1946 roku zamordowano trzydzieści siedem osób. Cofnijmy się o pięćdziesiąt lat. Po pogromie Stefania Skwarczyńska w „Tygodniku Powszechnym” tak zwracała się do Żydów:

Słowo o prawdzie staje się obowiązkiem. Ale czyim? Myślę, że nie tych, którzy wtedy w każdej sekundzie dawali swoje życie za brata swojego. Ale że jest to obowiązkiem tego brata. Wiem, że to jest trudne […]. Powiedzcie sobie tak, jak myśmy sobie niegdyś powiedzieli wobec wam grożącego nieszczęścia: tak trzeba. Oddajcie nam w momencie odwagi cywilnej dług zaciągnięty u naszej odwagi żołnierskiej niebacznej na ryzyko śmierci 22.

W narracji o Sprawiedliwych Żydzi okazują się zasadniczo gorsi od polskiej społeczności. Nie tylko szkalują Polskę, choć Polakom zawdzięczają właściwie wszystko, bo wyłącznie dzięki nim przeżyli. Nie są też zdolni dać świadectwa o polskiej postawie. Skwarczyńska wzywa ich, aby zdobyli się na gest bohaterstwa. W mówieniu o „odwadze cywilnej” kryje się sugestia, że oddając sprawiedliwość Polakom, Żydzi muszą przeciwstawić się jakiejś przemożnej i niesprecyzowanej presji. Presji własnego środowiska wrogo nastawionego do Polski, presji „świata”, a może komunistów albo ZSRR. Trzeba im przypominać o przyzwoitości, bo jako grupa nie są skłonni o niej pamiętać. Dostali coś, co nie pozostawia im możliwości rewanżu, ponieważ w przekonaniu dominującej większości nie są w stanie odwzajemnić się tym samym.

Dlatego tak ważna w narracji o Sprawiedliwych jest najwyższa ofiara z życia złożona przez Polaków idących na pomoc eksterminowanym. Jej emblematem jest hasło „Życie za życie”. Równie ważna okazuje się symetria polskiego i żydowskiego cierpienia. Rozpisując swój słynny apel, Władysław Bartoszewski pisał o polskim społeczeństwie, „które obok Żydów najbardziej ucierpiało w latach ostatniej wojny”. „Obok”, nie „po”. Skoro cierpieliśmy podobnie, opowieść o Sprawiedliwych daje pojęcie o tym, jak różne były reakcje obu społeczności na wojenne nieszczęścia. Jedni myśleli o własnej skórze i dlatego nie mogliby uczynić dla nas tego, co my zrobiliśmy dla nich; drudzy zajmowali się ratowaniem tych pierwszych, choć ci, nawiasem mówiąc, nie bardzo na to zasługiwali.

EGZAMIN Z PODPORZĄDKOWANIA

Stefania Skwarczyńska wyciągnęła konsekwencje z tego wyobrażenia: Żydzi mają złożyć samokrytykę. Wzywa ich zatem do świadectwa: powinni powiedzieć prawdę o Polakach. I rzeczywiście, cztery tygodnie później w dziale „Listy do redakcji” pojawia się w „Tygodniku” głos Laury Kauffman utrzymany w tonie przepraszającym i dziękczynnym. „Poczuwam się do wdzięczności nie tylko w stosunku do tych, którzy mi tę pomoc bezpośrednio okazali, ale w stosunku do społeczeństwa polskiego, do Polski”. I dalej: „Boję się, że namiętny krzyk i złośliwe szepty zagłuszą głosy spokojne i sprawiedliwe. Toteż mord kielecki jest dla mnie podwójnie bolesny: boli ohyda czynu, ale i boli niesprawiedliwa i szkodliwa dla Polski propaganda” 23. Rozumiemy, że „niesprawiedliwa propaganda” to określenie dotyczące relacji Żydów, którzy postanowili powiedzieć, co w Polsce przeżyli, co o tym myślą i co w związku z tym czują. Autorka dystansuje się od nich. Ucho wyczulone na głosy epoki usłyszy w jej reakcji strach przed polską większością.

Schemat ten będzie się powtarzał. Pod apelem Bartoszewskiego redaktorzy umieścili na przykład taki fragment z opublikowanego dwa lata wcześniej tekstu Adolfa Rudnickiego: „Kilka lat temu […] spowiadałem się z czegoś, co uważam za swój grzech główny, iż dotąd nie dałem postaci pozytywnej Polaka związanego z gettem, choć znałem takie” 24. Rok 1968 to istny wysyp tego rodzaju oświadczeń, będących jednocześnie laurkami na cześć Polski i Polaków. Książka Szymona Datnera Las Sprawiedliwych, cykl artykułów Adama Rutkowskiego, ówczesnego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, zamieszczony w „Polityce” w kwietniu i maju. Jeden z nich nosił znamienny tytuł Musiałbym dziękować całym gminom 25.

Rutkowski, tak jak i inni przed nim i po nim, zdawał sobie sprawę, że musi zrobić to, czego oczekuje od niego dominująca większość. Inaczej nie będzie dla niego w Polsce miejsca, a los kierowanej przez niego instytucji stanie pod znakiem zapytania. Każdy z wywołanych do odpowiedzi wiedział, jak było i co przeżył on sam oraz jego bliscy, o ile w ogóle ocaleli. Samokrytyka wymagała jednak wejścia w rolę kogoś proszącego o przebaczenie za wszystkich niewdzięcznych Żydów i za siebie. Składający ją Żydzi chwalili Polaków i udawali, że nie podlegają przemocy, choć wciąż jej zaznawali i niemało już doświadczyli. Było to poniżające. W dodatku rytuał ten miał trwać już zawsze: Żyd, który chciał przebłagać większość, próbował przecież spłacić dług, w dominującej narracji polegający właśnie na tym, że nie istniało dla niego wyrównanie.

  • 1. Sławomir Buryła Katoliczka, patriotka, antysemitka, „Gazeta Wyborcza – Świąteczna” z 24-26 grudnia 2008.  
  • 2.  Tamże.  
  • 3.  Jan Błoński Polak-katolik i katolik-Polak. Nakaz ewangeliczny, interes narodowy i solidarność obywatelska wobec zagłady getta warszawskiego, w: tegoż Biedni Polacy patrzą na getto, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996, s. 47.
  • 4.  Błoński myli się w swej diagnozie. Zob. Maria Janion Spór o antysemityzm. Sprzeczności, wątpliwości i pytania, w: tejże Do Europy – tak, ale razem z naszymi umarłymi, Sic!, Warszawa 2000, s. 144-145. Do podobnych wniosków skłania wystawa Obcy i niemili. Antysemickie rysunki z prasy polskiej 1919-1939, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa, 15 października 2013 – 21 marca 2014, gdzie nie brakuje przykładów wyobrażeń eliminacyjnych. Wybór karykatur tego rodzaju zawiera książka Bożeny Keff Antysemityzm. Niezamknięta historia, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013, s. 221-244.  
  • 5.  Błoński Polak-katolik, op.cit., s. 47; kolejne cytaty tamże i s. 48.  
  • 6. Zob. na przykład cytowany wyżej tekst Jana Błońskiego Polak-katolik i katolik-Polak. Ulotkę Kossak-Szczuckiej przywołał Władysław Bartoszewski, choć nie zdecydował się na jej publikację; zob. Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939-1945, opracowanie Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna, Znak, Kraków 1969, s. 17.
  • 7. Zofia Kossak-Szczucka Protest, ulotka Frontu Odrodzenia Polski, sierpień 1942, cyt. za Jan Błoński Biedni Polacy patrzą na getto, w: tegoż Biedni Polacy…, op.cit., s. 38-39.  
  • 8. Tamże, s. 40; podkreślenie autorki.  
  • 9. Tomasz Szarota komentuje: „Ponieważ do pogromów Żydów z udziałem Polaków rzeczywiście doszło między innymi w Kolnie i Stawiskach, nie jest wykluczone, że wymienione tu Jagodne to przekręcona nazwa Jedwabnego”, Tomasz Szarota Mord w Jedwabnem. Dokumenty, publikacje i interpretacje z lat 1941-2000. Kalendarium, w: Wokół Jedwabnego. Studia, redakcja Paweł Machcewicz, Krzysztof Persak, T. 1, IPN, Warszawa 2002, s. 467.
  • 10. Zofia Kossak-Szczucka Proroctwa się wypełniają, „Prawda”, maj 1942, s. 5, cyt. za: Tomasz Szarota Mord w Jedwabnem…, op.cit.,s. 467.  
  • 11. Tamże.  
  • 12. Zofia Kossak-Szczucka Wokół płonącego getta…, „Prawda Młodych”, Warszawa, kwiecień-maj 1943; cyt. za: Polska Walcząca wobec powstania w getcie warszawskim. Antologia tekstów historycznych i literackich, wstęp, wybór i opracowanie Marian Marek Drozdowski, Książka i Wiedza, Warszawa 2003, s. 164.
  • 13. Kossak-Szczucka Proroctwa się wypełniają…, op.cit.
  • 14. Kossak-Szczucka Protest…, op.cit., s. 40; kolejny cytat tamże.
  • 15. Feliks Tych Długi cień Zagłady, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 1999, s. 60.
  • 16. O realiach pomocy pisze Jacek Leociak w: Ratowanie. Opowieści Polaków i Żydów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010.  
  • 17. Błoński Polak-katolik i katolik-Polak…, op.cit., s. 40.
  • 18. „Tygodnik Powszechny” nr 29/1946.  
  • 19.  Andrzej Żbikowski Morderstwa popełnione na Żydach w pierwszych latach po wojnie, w: Następstwa Zagłady Żydów. Polska 1944-2010, redakcja Feliks Tych i Monika Adamczyk-Garbowska, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Żydowski Instytut Historyczny, Lublin 2011, s. 93.
  • 20.  Kossak-Szczucka Protest…, op.cit., s. 40.
  • 21. Nawiązuję do określenia Jana Błońskiego. W analizie Protestu Kossak-Szczuckiej katolik-Polak jest kim innym niż Polak-katolik, bo chrześcijański uniwersalizm okazuje się dla niego ważniejszy niż ważna skądinąd identyfikacja etniczna; zob. Błoński Polak-katolik i katolik-Polak…, op.cit.
  • 22. Stefania Skwarczyńska In tenebris lux, „Tygodnik Powszechny” nr 32/1946.
  • 23. Laura Kauffman Polacy dla Żydów, „Tygodnik Powszechny” nr 36/1946.
  • 24. „Tygodnik Powszechny” nr 12/1963. Cytat pochodzi z książki Adolfa Rudnickiego Obraz z kotem i psem, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, s. 63.
  • 25.  „Polityka” nr 16/1968. Warto wspomnieć także artykuł Hanny Krall Gra o moje życie w tym numerze.

Udostępnij

Tomasz Żukowski

Autor jest historykiem literatury, pracuje w Instytucie Badań Literackich PAN. Zajmuje się problemami dyskursu publicznego w Polsce. Ostatnio wydał książki: Przemoc filosemicka? Nowe polskie narracje o Żydach po roku 2000 (razem z Elżbietą Janicką, 2016) oraz Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów (2018).