zrzut_ekranu_2021-03-11_o_08.01.03.png

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska „Mrówki”, reż. Wacław Radulski, Teatr im. Słowackiego, Kraków, 1936. Fot. NAC

Mrówki i anioły

Agata Chałupnik
W numerach
Marzec
2021
3 (772)

1. 

Brytyjska pisarka A.S. Byatt jedną ze swoich feministycznych powieści zatytułowała Anioły i owady 1. Metaforyczny tytuł odnosi się do ambiwalentnego obrazu (i sytuacji) kobiety w wiktoriańskiej kulturze. Od tego bezcielesnego anioła, czystego i niewinnego (jeśli myślimy o kobietach z klasy średniej lub wyższej, rzecz jasna), oczekiwano równocześnie, że da mężowi potomków (najchętniej męskich), przedłuży rodzinę i gatunek. Niewinny (i nieświadomy niczego) kwiatuszek przed ślubem, po ślubie miał zmienić się w Schopenhauerowską rzeczniczkę gatunku. Płodną królową matkę. Autorka bawi się tymi skojarzeniami, umieszczając akcję w arystokratycznej wiejskiej posiadłości. Pan na owych wspaniałych włościach jest entomologiem i hodowcą egzotycznych motyli, który wżenił się w bogatą rodzinę, ale nie może sobie znaleźć w niej miejsca, a jego małżonka, w zależności od perspektywy, raz bywa owym wiktoriańskim aniołem, a raz – królową matką, momentami monstrualną owadzicą. (W niepokojące wizualne obrazy oblekają tę metaforę twórcy filmowej adaptacji powieści, którą także gorąco polecam 2.)

Nie zamierzam wszakże pisać o powieści brytyjskiej autorki, ale o polskiej feministycznej dramaturgii z lat trzydziestych ubiegłego wieku, i o tym, jak piszące dla teatru kobiety włączyły się w dyskusję o prawach reprodukcyjnych, prawie do aborcji i samostanowienia. Wybrałam trzy bardzo różne teksty, które wydają się pochodzić z rzeczywistości, rządzącej się innymi regułami niż ta, w jakiej żyjemy dzisiaj. Tymczasem, piszę te słowa 28 stycznia, wczoraj opublikowano uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października ubiegłego roku, znoszące możliwość przerwania ciąży z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu – czyli z tak zwanej przesłanki embriopatologicznej, jednego z trzech wyjątków, które przewidywała ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1993 roku. Tym samym prawo antyaborcyjne w Polsce zostało kolejny raz radykalnie zaostrzone a możliwość kobiet do samostanowienia – po raz kolejny radykalnie ograniczona. 

Będzie zatem tu mowa o Miłości panieńskiej Marii Kuncewiczowej 3Sprawiedliwości Marceliny Grabowskiej 4Mrówkach Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 5. Kiedy jednak myślę o tej ostatniej sztuce (nie wiem czy na swój sposób nie najbardziej radykalnej z zestawu), przychodzi mi na myśl powieść Byatt i jej niepokojący klimat – podobny sens owadziej metafory, budzące dreszcze Schopenhauerowskie motywy, i gdzieś tam kołaczące się w tyle głowy pytanie „czy kobiety to ludzie?”, które wydobywa z dyskusji wokół dopuszczalności aborcji Kathe Pollitt 6. Więc może tak: mrówki i anioły?

2. 

Bohaterką Miłości panieńskiej Marii Kuncewiczowej jest młodziutka i subtelna studentka konserwatorium. Inka, która dobrze wpasowywałaby się w ów model wiktoriańskiego anioła, zachodzi w ciążę ze swoim chłopcem, Ryszardem. Nie mówi mu jednak o tym wprost. Najpierw oczekuje, że się sam domyśli, potem próbuje zakomunikować o swoim stanie w bardzo zawoalowany sposób. Chciałaby urodzić dziecko chciane i oczekiwane przez ojca. Ponieważ reakcja chłopaka nie wskazuje na to, że byłby gotowy na ojcostwo, samodzielnie podejmuje decyzję o przerwaniu ciąży. Udaje się do eleganckiej, czystej i dyskretnej prywatnej kliniki, gdzie po wykonanym pod narkozą zabiegu spędza ponad tydzień. Rodzicom mówi, że wyjeżdża do przyjaciółki na wieś, odpocząć po egzaminie z harmonii. 

Decyzja o urodzeniu bądź nieurodzeniu dziecka jest tu tylko jednym z wątków. Można sztukę Kuncewiczowej czytać jako tekst o różnych koncepcjach miłości i modelach związku, jakie ujawniają się w rozmowach Inki i jej chłopca czy rodziców. Można ją czytać jako tekst o komunikacji, a właściwie o jej niemożności – i nie chodzi bynajmniej o mającą egzystencjalny wymiar niemożność porozmienia, ową ciemność między dwojgiem ludzi, o jakiej pisze w tym czasie Zofia Nałkowska, ale o brak elementarnych umiejętności wyrażania i nazywania swoich potrzeb i uczuć, tak w relacjach miłosnych – Inki i Ryszarda czy w małżeństwie jej rodziców, jak w relacji Inki z rodzicami. W końcu – jak zdaje się wskazywać tytuł – jako tekst o dojrzewaniu. Z jednej strony uderzający wydaje się kontrast między wagą decyzji, którą podejmuje Inka i sposobem, w jaki traktują ją rodzice, a zwłaszcza ojciec, dla którego pozostaje małą dziewczynką. Czystą i niewinną. Jakby bezcielesną i aseksualną. Z drugiej strony – aborcja Inki ma w sztuce Kuncewiczowej wymiar inicjacyjny. Jest inicjacją w kobiecość. Z całą jej ambiwalencją. Tu w zasadzie należałoby rozpocząć długi wywód na temat uderzającej niedojrzałości i wyobcowania matki Inki, ale na razie stawiam w tym miejscu kropkę.

Sztuka Marceliny Grabowskiej Sprawiedliwość („poważna komedia w czterech aktach”), zaliczana przez Jagodę Hernik Spalińską do nurtu kobiecego „Zeitteater” 7, będącego odpowiedzią na Schillerowskie Cyjankali z 1930 roku 8, stawia pod znakiem zapytania sprawiedliwość, jakiej w patriarchalnym świecie może doświadczyć kobieta, i jakiej w klasowym społeczeństwie może doświadczyć ktoś o niskim kapitale społecznym – proletariuszka, prosta dziewczyna, która nie ma zasobów, żeby o siebie walczyć, kiedy powinie jej się noga i wejdzie w konflikt z prawem. „Kobieta numer czternaście” (bohaterka Grabowskiej nie ma nawet imienia, co ma podkreślić moralitetowy by tak rzec wymiar tekstu) odsiaduje w prowincjonalnym więzieniu wyrok za dzieciobójstwo. Dziewczyna zaszła w ciążę, ale ojciec rzecz jasna wyparł się dziecka, zostawiając ją bez środków do życia. Nie było jej stać na nielegalny zabieg. Łatwiej było dziecko zabić po porodzie. Zabić nie z braku wrażliwości moralnej, sumienia czy miłości, lecz z nędzy, rozpaczy, z braku perspektyw, ze strachu. Nie stać jej było również na adwokata, więc trafiła na pięć lat do więzienia. 

Poznajemy ją w połowie wyroku, kiedy wpada w oko synowi naczelnika więzienia, który obiecuje jej pomóc wyjść na wolność, jeśli tylko spojrzy na niego przychylniej. Możemy się domyślać, że przygotowujący się właśnie do matury chłopak przeżywa z Numerem czternaście inicjację seksualną. Sprawa ma jednak dalszy ciąg – ale bynajmniej nie taki, jaki zapowiadał młodzieniec. Dziewczyna zachodzi w ciążę. Naczelnik miota się bezradnie w lęku przed konsekwencjami i w poczuciu winy, syn wszakże – uwodziciel i sprawca – podpowiada ojcu, że należy kłopotu się pozbyć. Nakłonić dziewczynę do usunięcia ciąży i zatuszowania w ten sposób niefortunnego wypadku. Numer czternaście wszakże się opiera – chce urodzić. Przyjmując to dziecko, pragnie odpokutować za odebranie życia poprzedniemu. Pokochać je. Naczelnikowi jednak udaje się złamać jej opór. Ciążę usunie akuszerka, osadzona w więzieniu za wykonywanie nielegalnych zabiegów. Komplikacje zdrowotne, jakie wystąpią po zabiegu, pozwolą bohaterce koniec końców wyjść na wolność przed czasem. Opuści więzienie chora, złamana i po raz kolejny dotkliwie zraniona przez system, misternie splatający klasową, ekonomiczną i patriarchalną opresję. Jeszcze mniej wierząca w sprawiedliwość. 

Akcja Mrówek Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej toczy się w dwóch planach. Pierwszy i trzeci akt dzieje się w mrowisku, które szykuje się na mrówcze gody. Płodne, skrzydlate mrówki, zwane „księżniczkami” i „książętami” szykują się do lotu, snując wizje miłosnego szczęścia, jakby to nie biologia, lecz iluzja romantycznej miłości je uskrzydlała. Oczadziałym miłością młodym przeciwstawione są mrówki robotnice, prozaiczne do bólu, oddane wspólnocie i mrowisku, okrutne w swoim zapamiętaniu w pracy (i obiecujące odbić sobie trudy przygotowań do lotu godowego rozkoszą odcinania skrzydeł już zapłodnionym przyszłym matkom.) 

W drugim akcie jesteśmy świadkami przygotowań do ekspedycji naukowej w domu młodego badacza życia mrówek, Kajetana, którego żona, Gina, zaczyna podejrzewać, że jest w ciąży. Zwierza się ze swoich podejrzeń (i zamiarów) przyjaciółce, która chcąc udaremnić Ginie wyjazd i zatrzymać Kajetana na miejscu (jako że jest w nim zakochana), najpierw uprzedza lekarza, do którego Gina się wybiera, że rodzina jest przeciw ewentualnej interwencji i będzie skandal, a potem ujawniając podejrzenia Giny jej matce i teściowej. Tym samym decyzja – urodzić dziecko czy nie, towarzyszyć mężowi w wyprawie czy nie – zostaje Ginie odebrana. Przejęta przez różne zewnętrzne instancje, które będą przemawiać przez Kajetana, Xawerę i Xenię. W obu rzeczywistościach – ludzi i mrówek – konflikt przebiega między prawami jednostki do samostanowienia a wspólnotą, a jedność reguł rządzących obiema rzeczywistościami podkreśla pomysł autorki, żeby ci sami aktorzy wcielali się w role mrówek i ludzi. Eugenia i Mira to dwie romantycznie usposobione księżniczki – Illi i Mirmi, Kajetan to książę Sydis, który porzuca Mirmi dla Illi, a matki młodego małżeństwa, Xawera i Xenia – to najbardziej zawzięte i oddane szczęściu mrowiska robotnice, Xax i Xaura. 

3. 

Najłatwiej w pewnym sensie poradzić sobie ze Sprawiedliwością Grabowskiej, blisko trzymającą się konwencji i stylu Zeitteater, z jej plakatowością, tendencyjnością, skłonnością do grubej kreski. Mamy tu uderzającą hipokryzję tak zwanych obrońców życia. Nędzę i brak perspektyw życiowych bohaterki, na różne sposoby pozbawianej autonomii i sprawczości: Kobieta numer czternaście wydaje się decydować o swoim życiu tylko wtedy, kiedy nie chce wyjawić nazwiska ojca swojego dziecka i nie przyjmuje pieniędzy od Naczelnika, a obie jej ciąże wydają się konsekwencją braku elementarnej wiedzy o własnym ciele. Nie chcę lekceważyć głosu Grabowskiej i osłabiać jego wymowy. To przejmująca historia (i ciągle aktualna – wiele komentatorek i komentatorów życia publicznego podkreśla, jak bardzo obowiązujący w Polsce faktyczny zakaz aborcji w dalszym ciągu uderza przede wszystkim w kobiety najbiedniejsze, których nie stać na nielegalny zabieg albo wyjazd za granicę), ale w jakimś sensie znamy ją dobrze z literatury. Te domki na gliniankach, wizyty u fabrykantek aniołków, wieszaki i szydełka, którymi dokonuje się – czasem samodzielnie – nielegalnych zabiegów, często tragicznych w skutkach. Pisały o nich Zapolska (Kaśka Kariatyda), Nałkowska (Granica), Ukniewska (Strachy), Morozowicz-Szczepkowska (Sprawa Moniki) – by wymienić kilka pierwszych z brzegu nazwisk. Obrazy i tytuły można by mnożyć. Na swój sposób ciekawsze wydają mi się teksty Kuncewiczowej i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, stawiające wprost pytania, które dzisiaj w Polsce bardzo trudno postawić na głos. 

Wprawdzie Inka decyduje się na przerwanie ciąży, a Gina szantażem emocjonalnym ze strony rodziny (chciałoby się powiedzieć – starszyzny mrowiska) zostaje zmuszona do porzucenia swoich planów i urodzenia dziecka, ale każdą z bohaterek autorki przedstawiają w sytuacji wyboru. Urodzić czy nie? Podążać za swoimi marzeniami czy pozwolić, żeby o moim życiu decydowało moje ciało i jego fizjologia, dobro gatunku? Czyli – jak pytała Simone de Beauvoir – wyrzec się transcendencji dla immanencji, na którą skazuje mnie kobiece ciało. 9 Ale i Marcelina Grabowska inscenizuje w swoim tekście sytuację wyboru: Kobieta numer czternaście postanawia urodzić poczęte w więzieniu dziecko. Tą decyzją ustanawia swoją podmiotowość, która zaraz zostanie jej zabrana, kiedy władza w osobie Naczelnika przymusi ją do usunięcia ciąży. 

Notabene we wszystkich tekstach ojcowie transcendencji się nie wyrzekają – przeciwnie, Kajetan nie opóźnia wyjazdu do Afryki nawet o kilka dni, Ryszard snuje dalej wizję miłości, która miałaby się realizować w snach na jawie, a syn Naczelnika – zdaje maturę. Niemniej, co ważne, każda z autorek stawia na swój sposób pytanie o obecność mężczyzny w tej sytuacji, o jego współodpowiedzialność. „Mężczyzna, który kocha kobietę, powinienby chyba wyczuć, że […] wstąpiło w nią inne życie… – rozważa Inka – I powinien z nią razem rozstrzygać: czy to nowe życie jest im obojgu upragnione, czy nie. Ta wspólna decyzja – to byłaby może pełnia… To byłaby… miłość świadoma.” 10 Trzeba jednak uczciwie przyznać, że wszyscy potencjalni ojcowie wydają się słabi i żaden z nich nie dorasta do swojej partnerki.

I jakkolwiek – jako czytelniczki i widzki / widzowie i czytelnicy – możemy dziś różnie oceniać wybory, których dokonują bohaterki i ich motywacje (przyznaję, Inka Kuncewiczowej przy każdej kolejnej lekturze irytuje mnie coraz bardziej) – jedno wydaje się uderzające: autorki nie oceniają swoich bohaterek, nie potępiają ich, przyznają im prawo do podejmowania świadomego wyboru i przyglądają się tych wyborów konsekwencjom (nawet jeśli kodeks karny – co należałoby podkreślić – na ten wybór aktualnie nie zezwala 11). To prawo wyboru zostało nam w ostatnich latach odebrane, ale też w jakimś stopniu być może pozwoliłyśmy je sobie odebrać. 

Agnieszka Graff już dwadzieścia lat temu niezwykle trafnie pisała o przegranej przez środowiska pro
choice w Polsce bitwie o język. Z języka publicznej debaty na temat aborcji zniknęła jej zdaniem kobieta i jej prawa, a miejsce neutralnej medycznej terminologii zajęły nieneutralne, nacechowane emocjonalnie terminy. Zarodek i płód zastąpiło „dziecko nienarodzone” i „życie poczęte” (albo po prostu „życie”), a zabieg przerwania ciąży zaczęto określać jako „morderstwo”, „zbrodnię” czy „Holokaust” 12. Ale książka Kathy Pollitt wskazuje, że Stany Zjednoczone (gdzie wciąż można legalnie przerwać ciążę, chociaż niezwykle silny i radykalny ruch pro life utrudnia kobietom na różne sposoby korzystanie z tego prawa) przeszły w ostatnich dziesięcioleciach podobny proces. Mówiąc o przerywaniu ciąży, nawet liberalne media jej zdaniem podkreślają jego traumatyczny i ostateczny wymiar. Domyślnie przyjmują religijny i metafizyczny punkt widzenia, rezygnując z neutralnego, medycznego. 

Przeciwnicy aborcji – pisze – sprawili, że przerwanie ciąży stało się wstydliwe nawet dla kobiet, które nie uważają zapłodnionego jajeczka czy embrionu wielkości ziarnka grochu za dziecko. Trudno teraz uwierzyć albo nawet sobie przypomnieć, że przez krótki czas w latach siedemdziesiątych (nie mówiąc o czasie, kiedy aborcja była nielegalna, ale powszechna) można było nie uważać aborcji za osobistą tragedię i porażkę. Kobieta, która po przerwaniu ciąży poczuła tylko ulgę, nie stawała się automatycznie płytka i bezduszna, i można było opowiedzieć o tym przeżyciu, nie stając się potworem. 13

Jej zdaniem macierzyństwo „to ostatni obszar, w którym cenne dla nas zazwyczaj wartości – racjonalność, samodzielne myślenie, pamiętanie o własnych potrzebach, dążenie do lepszej […] przyszłości, a także (nie waham się tego powiedzieć) poszukiwanie szczęścia i realizacja marzeń – są potępiane jako lekkomyślność i egoizm” 14. Idąc tym tropem można powiedzieć, że tematem wybranych przeze mnie tytułów jest macierzyństwo jako przestrzeń wyboru. Nie jako (uprzedmiatawiająca) instytucja, ale (upodmiatawiające) doświadczenie – żeby się odwołać do kolejnej feministycznej klasyczki 15.

4. 

To wydaje mi się kluczowy moment. Jeśli bowiem macierzyństwo miałoby być upodmiatawiającym doświadczeniem – może nim się stać, może nim być tylko jeśli uwolnimy się od biologicznych i społecznych czy instytucjonalnych przymusów. Bycie matką jest realizacją wolności kobiety, jeśli ma w tej sprawie wybór. Wolny wybór. 

Numer czternaście u Grabowskiej tak właśnie przez kilka tygodni wydaje się myśleć o swojej ciąży. Cokolwiek paradoksalnie – biorąc pod uwagę okoliczności poczęcia. Ale opisywana przez Adrienne Rich ambiwalencja macierzyństwa jako doświadczenia i instytucji zarazem, dobrze chyba oddaje napięcia i pęknięcia w tekście Sprawiedliwości. Numer czternaście odsiaduje w więzieniu wyrok za dzieciobójstwo, odrzucenie macierzyństwa jako instytucji. Więzienie (inna instytucja) ma ją zresocjalizować, przywrócić społeczeństwu, naprawić. I kiedy zachodzi w kolejną ciążę (na skutek wadliwego działania tejże instytucji), postanawia urodzić dziecko – ten akt wyboru jawi się jako realizacja wolności, ale instytucja, w której odbywa karę za dzieciobójstwo, zmusza ją do usunięcia ciąży, znów odbierając jej doświadczenie macierzyństwa. 

Dla Inki z kolei jej potencjalne macierzyństwo wydaje się mieć wyłącznie wymiar doświadczenia. Albo lepiej może – fantazji o świadomym rodzicielstwie (Inka mówi o „świadomej miłości”), nowym partnerskim modelu rodzicielstwa, ściśle wiążącym się z modelem związku, o jakim marzy. Sama jej ciąża wydaje się w dramacie zyskiwać cielesny wymiar dopiero ex post, po jej przerwaniu: kiedy w trzecim akcie widzimy Inkę w klinice, bardzo bladą, budzącą się z narkozy po zabiegu, gdy dochodzi do siebie na naszych oczach, osłabiona nie ruszając się z łóżka, i kiedy po dziesięciu dniach wraca do domu, udając, że wraca z wakacji u przyjaciół, i rodzice zwracają uwagę jak zmizerniała. Sama Inka po zabiegu wraca do swojego stanu w rozmowie z przyjaciółką: „Pomyśl: on sam rozrastał się we mnie! coraz mniej byłam sobą – coraz więcej nim! jego krew domięszała się do mojej krwi! jego myśli, jego pragnienia płynęły w moich żyłach! I on patrzył na mnie… I nie wiedział! I nie czuł!!” 16

Instytucjonalny wymiar macierzyństwa majaczy gdzieś w fantazjach ojca, który wieszczy, że jak tylko Inka skończy konserwatorium, na pewno od razu wyjdzie za mąż i będzie przyjeżdżać do rodziców z mężem (i jak się możemy domyślać – z dzieckiem) w odwiedziny (w domu, który ojciec buduje, zaplanował dla nich dwa pokoje z łazienką). Inka podporządkowuje swojemu doświadczeniu myślenie o macierzyństwie jako instytucji z zestawem obowiązków, jakie z niego wynikają. Przyjaciółka, czuwająca przy niej w klinice, pyta: „Jeżeli tak pragnęłaś dziecka – czemu… jesteś tutaj?”, na co Inka odpowiada: „Czemu? Dlatego, że to nie było to dziecko, którego pragnęłam. (pauza) Powiedziałaś: «on bał się żądać». A ja… (unosi się, siada) nie chcę dziecka, którego on nie miał potrzeby… nie miał siły żądać!! (opada) Ono byłoby tylko moje – ja chcę mieć dziecko nasze” 17

Trzeba jednak podkreślić, że Inka cieszy się „klasowym” – by tak rzec – komfortem, jakiego nie ma bohaterka Marceliny Grabowskiej. Mimo że aborcja jest nielegalna, korzysta z bezpiecznej i dyskretnej prywatnej kliniki, gdzie ma świetną opiekę, a jedyny dyskomfort, jakiego doświadcza, (poza trudnościami komunikacyjnymi z Ryszardem) wiąże się z komedią odgrywaną na potrzeby rodziców. Tym samym – można by powiedzieć, że Inka wolność wyboru sobie kupuje. Stać ją na nią w wolnorynkowym społeczeństwie. Ale to społeczeństwo też jej wyborów nie ocenia – a przynajmniej niczego się o tym nie dowiadujemy. Nie ocenia jej Ksenia, która jej pomaga zorganizować całe przedsięwzięcie. Nie ocenia jej Ryszard, który bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że to jest jej decyzja („To jest strefa doznań dla mężczyzny zbyt obca… (zrywa się) A rozstrzygać? (mówi głośno, ze zgrozą) Ależ nie! Po stokroć – nie! Właśnie, jeżeli mężczyzna kocha, nie wolno mu mięszać się do rozstrzygnięć, których ceną musi być cierpienie, czasami nawet – życie ukochanej kobiety!!” 18). Nie ocenia jej personel medyczny kliniki. Nie oceniają jej także rodzice: z niejasnej rozmowy Inki z matką może wynikać, że ona także w przeszłości przerwała ciążę; w finale, kiedy Inka jest bliska wyznania ciążącej jej tajemnicy – oboje rodzice, zwłaszcza jednak matka, bardzo zdecydowanie odmawiają przyjęcia prawdy, co sugerowałoby, że jednak jej się w pewnym stopniu domyślają.

Mrówkach kluczową sceną jest narada rodzinna w drugim akcie, w której poza małżonkami biorą udział obie teściowe, Mira, a przez chwilę nawet sekretarz Kajetana. Wprawdzie Kajetan stanowczo deklaruje na początku, że ciąża Giny jest ich prywatną sprawą, z całą mocą dystansując się od stanowiska teściowej: „Właściwie dlaczego się wtrąca! Adwokat gatunku!” 19. Dyskusja zostaje jednak zwekslowana na tory myślenia o zbiorowości i przyszłości mrowiska: „Chodzi o… dziecko! O ludzkość, o przyszłość!” – stwierdza Xawera, na co Xenia odpowiada, że „jeśli tak, to sprawa dotyczy ogółu. To nie macie racji obywatelu Kajetanie! To ja się mogę wtrącić! A nawet muszę!”. 

Odbywa się coś na kształt sądu (czy też „plebiscytu” wedle określenia Xawery), w którym zaimprowizowana ława przysięgłych decyduje o przyszłości Giny:

XAWERA Jesteś więc za tym, aby Gina przekreśliła swoje osobiste projekty i przyjęła z pokorą to macierzyństwo? 
XENIA A jużci, Kajetan pojedzie sam.
GINA Jesteście bez serca dla mnie! Ja też chcę żyć!
XENIA Nie masz prawa! Wam trza budować jeszcze nowe piętra, a cieszyć się życiem będą kiedyś inni.
XAWERA Nie masz prawa.

Pod presją otoczenia Gina postanawia zostać w domu, odtrącając (wysuniętą z kolei pod jej presją) propozycję męża, że pozostanie z nią w domu; podobnie jak Inka, Gina chciałaby ze strony Kajetana dobrowolnego poświęcenia i podjęcia współodpowiedzialności, „naszego”, a nie tylko swojego dziecka. Z patosem deklamuje: „Nie! Nie! Już nie chcę! Odjeżdżaj! Nie chcę twojego poświęcenia! Dziecko, dziecko, więc tyś mi jedno zostało na świecie? Może ty jedno właśnie kochać mnie będziesz?”.

Trudno rzecz jasna ten sąd traktować całkiem poważnie. Xenia, stylizująca się na ludowość działaczka społeczna, zaciąga po chłopsku niczym co barwniejsze postaci u Witkacego. („Tylko mów po ludzku, najdroższa Xeniu, to będzie prędzej…”) Argumenty padające w trakcie familijnej narady także wydają się jakby zbyt mocne, rażą dosadnością. Przerysowana jest także udosłowniona metafora, zrównująca rodzinę z mrowiskiem, a zwłaszcza postaci Xeni i Xawery, które odbierają Ginie prawo do wyjazdu z mężem, a w trzecim akcie, jako Xax i Xaura z rozkoszą obcinają Illi skrzydła. Można by powiedzieć, że obie teściowe, rzeczniczki gatunku, zbiorowości i mrowiska, reprezentują instytucję macierzyństwa, w kontrze do marzeń Giny o spełnieniu w ramionach męża (bo trzeba powiedzieć, że jej fantazje naprawdę nie są bardzo radykalne! Gina chce jechać z Kajetanem do Afryki z miłości do niego, z chęci dzielenia z nim życia, nie – z osobistych ambicji). W kontrze zatem do życia rodzinnego jako doświadczenia. 

W groteskowym i subwersywnym performansie, jakim jest ów rodzinny plebiscyt, Pawlikowska-Jasnorzewska pokazuje splot macierzyństwa (ciąża Giny), emancypacji (jej pragnienia i aspiracje) i władzy (Xenia i Xawera jako rzeczniczki społeczeństwa). Praw jednostki i interesów zbiorowości. Inscenizuje sam proces negocjacji tych często pozostających ze sobą w kontrze wartości. Bohaterka się wprawdzie ugina pod presją, ale nikt nie kwestionuje jej prawa do zadania sobie pytania – czy ja chcę tego dziecka? Czy to jest dobry moment? A co z moim życiem?

Katha Pollitt przyglądając się wokół-aborcyjnym debatom, zwróciła uwagę, że ich temperatura nie zawsze była tak wysoka jak dzisiaj. Aborcja nie zawsze budziła tak silne emocje: dopóki kobieta pozostawała uzależniona od rodziny i wąskiego kręgu społecznego, w którym się obracała, przerywanie ciąży było tolerowane i legalne. Dopiero kiedy białe kobiety z klasy średniej zaczęły się emancypować, wychodzić z domu i angażować w życie społeczne, „aborcja nabrała współczesnego znaczenia, związanego z decydowaniem o sobie i czynnym podejmowaniem decyzji” 20

Legalna aborcja – jej zdaniem – sprawia, że problematyka emancypacji kobiet staje się widoczna w szczególnie jaskrawej formie. Dzięki niej żeńskie ciało przestaje być własnością publiczną, a najważniejszym punktem odniesienia w życiu kobiety staje się ona sama – a nie mężczyźni czy dzieci. 

Tym samym także, rozmaitym konserwatywnym siłom starającym się utrudnić kobietom dostęp do bezpiecznego i legalnego przerywania ciąży nie chodzi jedynie o „życie nienarodzonych”. Ruch antyaborcyjny jest „wyrazem protestu przeciwko rosnącej wolności i władzy kobiet – w tym wolności i władzy seksualnej”. To jest oczywiste.

Co wydaje mi się uderzające w dramatach Grabowskiej, Kuncewiczowej i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, to zupełnie inny język mówienia o aborcji niż ten, do którego jesteśmy dzisiaj przyzwyczajeni. Całkowity brak argumentów religijnych i moralnych. Zamiast nich padają pytania o wolność i prawa kobiety do stanowienia o sobie. O to, do kogo należy kobiece ciało i kto powinien być dla kobiety najważniejszym punktem odniesienia. O macierzyństwo jako przestrzeń samorealizacji i emancypacji i o macierzyństwo jako instytucję i doświadczenie. O władzę i wolność. Warto ten język sobie odświeżyć. I o taki właśnie język zawalczyć. Nie chodzi nawet o rozstrzygnięcia autorek i ich bohaterek, ale o prawo zadawania takich pytań. I o to, żebyśmy nie były postrzegane raz jako anioły, a raz – jako mrówki (przez pryzmat idealnych wizerunków, albo biologicznych funkcji), lecz jako kobiety, będące podmiotami swojego życia. 

 

  • 1.  Zob. A.S. Byatt Anioły i owady, przełożyła Urszula Grabowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000.  
  • 2.  Anioły i owady, reż. Philip Haas, 1995.
  • 3. Maria Kuncewiczowa Miłość panieńska, Tow. Wydawnicze Rój, Warszawa 1932. Sztuka została wystawiona w Teatrze Małym w Warszawie w 1932 roku.
  • 4. Sztuka miała premierę w Teatrze Miejskim w Wilnie w 1934 roku w reżyserii Mieczysława Szpakiewicza. Przed wojną wystawiana jeszcze dwukrotnie, w Warszawie i Krakowie, opublikowana została dopiero w jednym z tomów wieńczących projekt HyPaTia. Marcelina Grabowska Sprawiedliwość, w: Rodzaju żeńskiego. Antologia dramatu, redakcja Agata Chałupnik, Agata Łuksza, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2018.
  • 5. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Mrówki, w: tejże Dramaty, opracowanie Anna Bolecka, t. 1, Czytelnik, Warszawa 1986. Tekst napisany w latach 1930-1934, publikowany przed wojną we fragmentach, miał premierę w 1936 roku w Teatrze Słowackiego w Krakowie w reżyserii Wacława Radulskiego.
  • 6. Katha Pollitt Pro. Odzyskajmy prawo do aborcji, przełożył Jakub Głuszak, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015, s. 113.
  • 7. Zob. Jagoda Hernik Spalińska Rodzaju żeńskiego, „Dialog” nr 3/1996.
  • 8. Wystawiając Cyjankali Friedricha Wolfa, Schiller zabrał głos w debacie o dopuszczalności przerywania ciąży, jaka toczyła się w Polsce na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, przy okazji prac nad nowym kodeksem karnym. Pisałam o tym w tekście Brzuch i władza, „Dialog” nr 10/2003.
  • 9. Zob. Simone de Beauvoir Druga płeć, przełożyła Gabriela Mycielska, Maria Leśniewska, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co., Warszawa 2003.
  • 10. Maria Kuncewiczowa Miłość panieńska, op.cit., s. 20.
  • 11. To notabene ciekawy wątek u Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Kuncewiczowej, ta łatwość, z jaką dzwoni się do lekarza bądź załatwia zabieg w prywatnej klinice.  
  • 12.  Zob. Agnieszka Graff Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, W. A. B., Warszawa 2001.
  • 13. Katha Pollitt, op.cit., s. 35.
  • 14. Tamże, s. 50.
  • 15. Zob. Adrienne Rich Zrodzone z kobiety. Macierzyństwo jako instytucja i doświadczenie, przełożyła Joanna Mizielińska, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2000.
  • 16. Maria Kuncewiczowa Miłość panieńska, op.cit., s. 43.
  • 17. Tamże, s. 45.
  • 18. Tamże, s. 21.
  • 19. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Mrówki, op.cit,, s. 397. Kolejne cytaty s. 399, s. 401, s. 407, s. 401.
  • 20. Katha Pollitt Pro. Odzyskajmy prawo do aborcji, op.cit., s. 40; kolejne cytaty s. 40, s. 39.

Udostępnij

Teatrolożka, kulturoznawczyni, krytyczka teatralna. Kieruje Zakładem Teatru i Widowisk w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała między innymi Niech się pan nie wyteatrza! Auschwitz w twórczości Mariana Pankowskiego (2017). Uczestniczka projektów „HyPaTia. Kobieca historia polskiego teatru” i „Latająca Akademia Języków Tanecznych”. Ostatnio zajmuje się historią kobiet w polskim teatrze, teatrem jako medium pamięci i antropologią tańca.