maxresdefault.jpg

Jolanta Janiczak „I tak nikt mi nie uwierzy”, reż. Wiktor Rubin, scenografia: Łukasz Surowiec, kostiumy: Hanna Maciąg, muzyka: Krzysztof Kaliski, reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski, Teatr Fredry w Gnieźnie 2020. Fot. Dawid Stube

Kobiety

Katarzyna Niedurny
W numerach
Październik
2020
10 (767)

„Gdy w tekście w miejsce «czarownic» podstawimy «kobiety», uzyskamy znacznie lepsze zrozumienie okrucieństw, jakich Kościół dopuścił się wobec tej części ludzkości” 1– pisze feministyczna autorka Matilda Joslyn Gage. To ważny i oczywisty postulat. Oczywisty, bo to właśnie kobiety stanowiły osiemdziesiąt pięć procent osób spalonych na stosie pod zarzutem czarów. Ważny, ponieważ pozwala ocenić rzeczywisty wymiar tragedii i postawić pytanie o to, jak polowania wpływały i do dzisiaj wpływają na połowę ludzkości przez wieki żyjącą w lęku przed stosem.

Na temat polowań na kobiety za pomocą oskarżeń o czary panuje kilka powszechnie uznawanych mitów. Pierwszym z nich jest przyjmowanie, że okresem najbardziej wzmożonych działań przeciwko nim było średniowiecze. Tymczasem kumulacja procesów nastąpiła między 1570 a 1630 rokiem, jedną z przyczyn szerzenia się „tej mody” był zaś wynalazek druku. Dość wspomnieć, że to Młot na czarownice wydany w niebagatelnym, jak na tamte czasy, nakładzie ponad trzydziestu tysięcy egzemplarzy, był jednym z pierwszych książkowych bestsellerów. Barbara Zdunk, bohaterka dramatu Jolanty Janiczak I tak nikt mi nie uwierzy, ostatnia spalona na stosie kobieta zamordowana została dwieście dziewięć lat temu. Nie działo się to więc dawno, dawno temu, za siedmioma lasami…

Drugim mitem jest oskarżanie o prowadzenie procesów religijnych fanatyków. I chociaż Kościół katolicki oczywiście był jednym z głównych agresorów działających przeciwko kobietom, wyroki wkrótce przeszły pod jurysdykcję sądów świeckich, przeprowadzaniem procesów zajmowali się zaś szanowani, uczeni i mądrzy obywatele. Jednym z gorących zwolenników polowań na kobiety był autor Sześciu ksiąg o Rzeczpospolitej Jean Bodin.

Trzecim, może nie tyle mitem, ile publiczną zagadką, jest status samych spalonych, które jak mam wrażenie funkcjonują w świadomości zbiorowej podobnie jak animowane postaci w fabularnym filmie – pochodząc z jakiegoś dziwnego ni to legendarnego, ni to bajkowego uniwersum. 

Mona Chollet w książce Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet opowiada o wywiadzie, którego udzielił dyrektor muzeum Sint­Janshospitaal w Brugii otwierający wystawę poświęconą czarownicom u Pietera Bruegla. Mężczyzna opowiadał, że ciekawostką dla zwiedzających może być sprawdzenie na będącej elementem ekspozycji liście, czy ich przodkinie zginęły na stosie. Mona Chollet pisze:

Wypowiadał te słowa z uśmiechem, jak gdyby fakt, że ktoś ma w swoim drzewie genealogicznym niewinną istotę zamordowaną w wyniku urojonych oskarżeń, był co najwyżej zabawną anegdotką, którą można opowiedzieć znajomym. Dlatego warto w tym miejscu zapytać: o jakich innych masowych zbrodniach można mówić z podobnym uśmiechem na ustach? 2

W Polsce Barbara Zdunk przez lata wykorzystywana była jako element promocyjny miasta Reszel, w którym została spalona. Stała się bohaterką spektakli wystawianych w ramach imprez miejskich, o których zrobiło się głośno w 2011 roku. Wtedy miejscowa szkoła podstawowa przygotowała kolejny rozrywkowy spektakl na ten temat, co spotkało się z ostrą reakcją Elżbiety Radziszewskiej, ówczesnej pełnomocniczki rządu do spraw równego traktowania, widzącej w tym przejaw dyskryminacji kobiet. Jednak jak donosi dumnie w tytule lokalna gazeta, do spektaklu doszło, a Czarownica wygrała z panią minister. Chociaż mam pewną wątpliwość co do tego, czy wygraną można nazwać kobietę spaloną na stosie pod wyimaginowanymi zarzutami, która dodatkowo została wyśmiana przez historię. Podobnie jak inne oskarżone o czary, w których rzeczywistość nie potrafimy do końca uwierzyć. Ciężko jest bowiem uznać, że w pewnym momencie historii jedna płeć wpadła na pomysł metodycznego mordowania drugiej. 

Jakie były przyczyny polowań na czarownice? Kurt Baschwitz mówi, że był nią zbiorowy obłęd 3, Mona Chollet, że patriarchat. Ja zaś mam wrażenie, że oba te słowa to synonimy. Działania podjęte przez mężczyzn, członków sądów, inkwizycji, hierarchów kościelnych wobec kobiet z wykorzystaniem aparatury świeckiej i religijnej są rozłożoną na lata zorganizowaną zbrodnią dokonywaną przez jedną płeć na drugiej. Szacuje się, że od szesnastego do siedemnastego wieku na stosach zginęło od pięćdziesięciu do stu tysięcy kobiet. W te dane nie są wliczane ofiary, którym w więzieniu udało się popełnić samobójstwo, zmarłe w wyniku okrutnych tortur, poddane linczom i samosądom. Lata procesów dodatkowo skutkowały rozbiciem struktur i organizacji kobiecych, podważeniem zaufania do innych kobiet (wiele z nich skazywanych było po wymuszonych torturami oskarżeniach) oraz doprowadzeniem ich do życia w wiecznym lęku, uzależniającym od związku z mężczyzną. Nie bez przyczyny również w okresie polowań na kobiety dokonuje się po raz pierwszy kryminalizacja aborcji stanowiąca kolejne znaczące ograniczenie ich wolności.

Jakie były przyczyny polowań na czarownice? Kurt Baschwitz mówi, że był nią zbiorowy obłęd, Mona Chollet, że patriarchat. Ja zaś mam wrażenie, że oba te słowa to synonimy

Za co można było zostać skazaną na czary? Odpowiedź brzmi: za wszystko. Najpierw zajęto się liderkami lokalnych społeczności – zielarkami, położnymi, wdowami, kobietami niezależnymi, które nie chciały poddać się męskiej władzy. Podejrzane były w szczególności kobiety stare, doświadczone, wymykające się budowanym w patriarchalnym świecie kategoriom kobiecej użyteczności. Nic dziwnego, że ulubioną czynnością czarownic w tych wyobrażeniach miało być latanie na miotle symbolizujące zarówno odwrócenie przez nie domowego porządku, a także przyprawianie sobie penisa. W licznych wyobrażeniach dotyczących czarownic miały one także moc zatrzymywania na odległość męskiej erekcji oraz kastracji, a następnie przetrzymywania latających penisów w słoikach. Ot tak dla zabawy.

Jednocześnie ważnym elementem narracji o oskarżonych o czary było podkreślanie, że nic one za swoje działania nie dostawały, a wręcz przeciwnie: znalazły się w jeszcze gorszej sytuacji niż ówczesne żony (dzisiaj tak się mówi o feministkach). Bycie czarownicą polegało głównie na uczestnictwie w sabatach, w czasie których „rozpusta, jaką – zgodnie z wyuzdaną wyobraźnią prześladowców – uprawiały tam z szatanem i innymi diabłami, nie sprawiała starym czarownicom żadnej przyjemności [...]. Uściski czartów były przerażająco zimne. Dla czarownic wszeteczeństwa te były bolesną udręką” 4. Największym zaszczytem zaś, jaki mógł spotkać kobietę, była możliwość pocałowania diabła w tyłek. Jak błyskotliwie zauważa Mona Chollet: „Renesansowi demonolodzy nie byli nawet w stanie pojąć całkowitej niezależności kobiet: w ich oczach wolność tych, które oskarżali o czary, tłumaczyła się jeszcze innym podporządkowaniem – oczywiście musiały być pod butem Diabła, czyli nadal podlegać męskiej władzy” 5.

Gdy się już udało pozbyć najbardziej rzucających się w oczy członkiń społeczności i kobiet starszych, krąg ofiar zaczynał się rozszerzać. „A że uporaliśmy się już prawie ze starymi, które skazano na stracenie, teraz pora na młódki” 6 – pisał w liście prześladowca kobiet Landgraf Georg zu Darmstadt. W okresie najbardziej rozwiniętych prześladowań przyczyną aresztowania mogło stać się wszystko. Podejrzany był samotniczy tryb życia, a także zbyt towarzyski, przyjrzeć się należało zarówno dewotkom, jak i tym, które do kościoła zaglądały rzadko, tym, co pracowały za dużo lub za mało. Barbara Zdunk naraziła się, uprawiając pozamałżeński seks i wdając się w romans z wiele lat młodszym mężczyzną, co poskutkowało obwinianiem jej o magiczne wywołanie pożaru. Każda kobieta, która w jakikolwiek sposób odstawała od arbitralnie ustanowionej średniej, uchodziła za podejrzaną. Jedynym sposobem ochrony były powtarzane przez pokolenia rady, które ja również często słyszałam od swojej matki i babki: tylko się nie wyróżniaj, tylko się do niczego nie zgłaszaj, tylko nie zwracaj na siebie uwagi. 

„Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało wam się spalić” to jedno z popularniejszych współcześnie haseł ruchu feministycznego, który pragnie odzyskać postać czarownicy. Aktywistki wykorzystują w swoich działaniach kojarzoną z czarami wywrotową siłę i moc, starając się nadać współczesnej czarownicy nowe znaczenie – tej, która jest czynna, dba o przyrodę, potrafi walczyć z patriarchatem, jest nowym symbolem kobiecości. Mówią: skoro się tak nas baliście, oznacza to, że byłyśmy naprawdę groźne.

Zanim jednak uznamy, że figura czarownicy daje moc, zastanówmy się, jaki przekaz transgeneracyjny idzie za tymi latami prześladowań. Warto zadać pytania, na ile strach przed wyróżnianiem się wbudowany w edukację szkolną i domową kobiet, chęć bycia taką jak inne, konieczność wiecznego udawania, że chce się mniej: mniej sukcesów, mniej wyzwań, mniej seksu, mniej przygód, związany jest z tym, co wtedy zostało zrobione kobietom. Pierwszym krokiem prowadzącym do przerobienia traumy jest jej uznanie, zobaczenie krzywdy, której się doznało, i jej nazwanie. Przeszłość trzeba zrozumieć. Poznanie przeszłości związanej z polowaniem na kobiety dokonuje się powoli, ale konsekwentnie za sprawą publikacji naukowych i publicystycznych, czy artystycznych reinterpretacji. Akcent w opowiadaniu tej historii ze słowa „czarownica” przesuwa się na słowo „kobieta”. Refleksja na temat tego, co działo się u progu nowożytności, powinna być motorem tak koniecznej zmiany. 

Bo przecież w tym miejscu nie da się już dłużej być. Kobiety nie mogą bać się wyjść ze średniej.

Od czasu publikacji artykułu w październikowym numerze „Dialogu” sytuacja w Polsce zmieniła się. Autorka zdecydowała się więc dopisać postscriptum.

  • 1. Cyt. za: Mona Chollet Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet, przełożył Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019, s. 37.
  • 2. Tamże, s. 11.
  • 3. Zob. Kurt Baschwitz Czarownice: Dzieje procesów o czary, przełożył Tadeusz Zabłudowski, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1963.  
  • 4. Tamże, s. 101.
  • 5. Mona Chollet Czarownice…, op.cit., s. 75.  
  • 6. Kurt Baschwitz Czarownice…, op.cit., s. 126.  

Udostępnij

Teatrolożka, recenzentka, dziennikarka. Publikowała między innymi w „Dwutygodniku”, „Didaskaliach”, w portalu Onet.pl