zrzut_ekranu_2019-09-30_o_10.29.41.png

Thomas Bernhard „Plac Bohaterów”, Burgtheater, Wiedeń 1988, reż. Claus Peymann. Fot. Imagno/Getty Images

Austria. Ułudne podobieństwo

Bożena Keff
W numerach
Wrzesień
2019
9 (754)

Co łączy Polskę i Austrię? Nic, w zasadzie, poza tym, że przez ponad sto lat część Polski była częścią monarchii austro-węgierskiej. Oprócz tego, że oba kraje są katolickie. Oprócz tego, że oba kraje mają dobrze zakorzenioną tradycję antysemicką. Oprócz tego, że Polska wyszła z drugiej wojny światowej jako ofiara (którą faktycznie była) i jako ofiara w znacznym stopniu współpracowała z Rzeszą w sprawie zagłady Żydów. A Austria także ze statusem ofiary, pomimo faktu, że społeczeństwo Austrii w większości sprzyjało Anschlussowi, a potem Austriacy uczestniczyli w zbrodniach Trzeciej Rzeszy.

Pierwszą ofiarą Hitlera było państwo, a nie społeczeństwo, bo społeczeństwo austriackie sympatyzowało z Niemcami. Podczas Anschlussu nie padł ani jeden strzał. […] Austriacy stanowili osiem i pół procent ludności Rzeszy, natomiast w SS i w innych formacjach bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie ich udział w stosunku do liczby ludności był trzy albo i czterokrotnie wyższy od Niemców. […] Dwie trzecie dowódców obozów zagłady stanowili Austriacy.

To słowa Szymona Wiesenthala, którego autorka książki Między Placem Bohaterów a Rechnitz. Austriackie rozliczenia, Monika Muskała, świetna tłumaczka literatury austriackiej, poprosiła o komentarz do sześćdziesiątej rocznicy Anschlussu. Jeden z pisarzy, z którymi rozmawiała, komentuje, że we władzach rządowych Trzeciej Rzeszy nie było w ogóle Austriaków i że cynicznie dano im taki wybór. Ale cóż, wydaje się, że w 1938 rząd Trzeciej Rzeszy był gotowy, Austriacy spóźnili się, jeśli chodzi o najwyższe stanowiska, choć w zasadzie najwyższe stanowisko Trzeciej Rzeszy, stanowisko Führera zajmował Austriak. 

Ale bohaterami książki Moniki Mus­kały są austriaccy pisarze; ci nazywani buntownikami, outsiderami, ci sami, którzy na ciszę, jaka zaległa po wojnie na temat tego, co się działo w Austrii i z Austriakami w czasie wojny, odpowiedzieli kpiną, szyderstwem, żółcią i gniewem. Thomas Bernhard, Elfriede Jelinek, Peter Turrini, Werner Schwab, jest tu też Peter Handke, choć raczej w kontekście swojej proserbskiej postawy z czasu wojny na Bałkanach. Zresztą pisarzy uwrażliwionych na Austrię, wrażliwych na nią obyczajowo, politycznie, społecznie było i jest bardzo wielu, tych urodzonych przed pierwszą wojną, przed drugą wojną i po drugiej wojnie światowej (przy okazji wyszedł mi ponury podział chronologiczny dwudziestego wieku). Można by było zaprojektować takie karty do gry, gdzie byłaby para taka jak Gerda i Hans Sepp z Człowieka bez właściwości Musila, on wielbiciel germańskiego ducha i zwolennik przyłączenia się Austrii do Niemiec – nie wybuchła jeszcze pierwsza wojna; Gerda zostanie pielęgniarką wolontariuszką, która idzie, chciałoby się powiedzieć, walczyć za kraj, tak jak może to robić kobieta. Na dole zaś jako ich lustrzane odbicie rodzice rodzeństwa z Wykluczonych Elfriede Jelinek – beznogi weteran SS i jego małżonka, w fartuchu i z podbitym okiem, idealna kobieta dla idealnego mężczyzny. Możliwe, że z literatury austriackiej można by zrobić całą taką talię kart do gry w historię, jest na to wystarczająco bogata.

Pierwsze głośniejsze i publiczne odreagowanie milczenia powojennego w Austrii – nieco inaczej niż w Niemczech, gdzie Frakcja Czerwonej Armii siała – za pośrednictwem mediów – przestrach swoimi akcjami, wyrastającymi z desperackiej niezgody na bardzo opieszałe tempo denazyfikacji, i inaczej niż we Francji, gdzie rewolta studencka przyśpieszyła odejście konserwatywnego gaullizmu – na Uniwersytecie w Wiedniu uczestnicy akcjonizmu dokonali publicznej defekacji, śpiewając hymn państwowy. Pisze Monika Muskała:

Rytuały wybebeszania stały się dla wielu austriackich artystów głównym rodzajem ekspresji: na nich oparty jest Teatr Orgii i Misteriów słynnego akcjonisty Hermanna Nitscha (rozpięte na krzyżach ciała zwierząt, z których wylewają się wnętrzności i krew). Przekraczanie granic przedstawialności, samookaleczenie, intymna przemoc, fizjologia – to motywy prac Güntera Brusa i Rudolfa Schwarzkoglera. 1

Jakby austriackich akcjonistów ich kraj uwierał (symboliczne) w trzewia, gdzie zalegała wojenna historia, bo była to historia wewnętrzna, a nie zewnętrzna, nieprzyniesiona przez Trzecią Rzeszę w akcie najazdu na Austrię. Mieli bardzo cielesne odczucia: obrzydzenia, odrazy, zatrucia, konieczności usunięcia toksyny i nieświadomych treści zalegających w organizmie wspólnym i własnym. Drugą stroną defekowania, rzygania, wybebeszania są austriackie wylizane i wyczesane grządki i trawniki, wypucowane podłogi, wytrzepane chodniki; to szorowanie, czyszczenie, o którym Jelinek pisze w Amatorkach; brigitte (małą literą, bo to tylko kryptonim jednego z wariantów losu kobiety na wsi, w Austrii, lata sześćdziesiąte), narzeczona heinza:

gównianą szczotką ochoczo czyści muszlę klozetową […] niedobrze jej od tego całego gówna, które przez tydzień nazbierało się w trzyosobowym gospodarstwie domowym […] matce heinza brigitte wchodzi do tyłka, ale tam nie znajduje niczego poza tym samym gównem co w muszli którą właśnie czyści. 2

Podobnie Maryjka, jedna z bohaterek Prezydentek Schwaba, wielkiej katolickiej pobożności kobieta, która specjalizuje się w przetykaniu rur klozetowych i która gołymi rękami umie usuwać zalegające w kanalizacji przedmioty. Bo odwrotnością tej (kompulsywnej) czystości jest wszechobecność ekskrementów różnego rodzaju, mentalnych, psychicznych, społecznych i historycznych. Podobnie treści usunięte z pamięci, wyparte, zanegowane wracają jako treść zatykająca rury, jako gulgotanie rur, jako wywijanie jęzorem, jak w Rechnitz Elfriede Jelinek, gdzie razem z plewami lecą też ziarna, ziarna prawdy, jakieś odciski palców, włosy i kości zebrane na miejscu zbrodni, i znów plewy, i plewy. 

Austriacy, jak się powiada w książce Moniki Muskały, uwielbiają chodzić do teatru, teatr ma rangę, teatr jest ważny w Austrii. No, w każdym razie dla części z nich. W tym teatrze od późnych lat sześćdziesiątych dość często wystawia się sztuki wielce nieprzyjemne i bardzo ważne. Sztuki, literatura, teatr w Austrii walą z dział do odbiorcy. Autorzy często nienawidzą Austrii i mają po temu dobre powody. Autorzy niemogący ścierpieć Austrii są austriacką klasyką, z czego wynika, że ich odbiorcy mają dość silną tożsamość, nie rozpadli się od tego, co przeczytali.

W Polsce, która w odróżnieniu od Austrii była rzeczywistą ofiarą Trzeciej Rzeszy oraz rzeczywistym drapieżnikiem wobec Żydów, działającym pod osłoną skrzydeł Rzeszy, nie ma żadnego takiego zjawiska, które by odpowiadało austriackiej literaturze „zbuntowanych przeciwko Austrii”. Inaczej mówiąc, totalna czyli dogłębna, nie tylko powierzchniowa krytyka polskiej kultury, pokazująca powszechną i reprodukowaną nieustannie przyczynę/skutek zła i cierpienia ludzi z powodu tej kultury – to biały kruk. Powodów jest wiele. Katolicyzm, który zapobiega myśleniu krytycznemu, szkoła, która zapobiega myśleniu krytycznemu, postaci patriotyzmu, które zapobiegają myśleniu krytycznemu, brak tradycji buntów społecznych oraz cywilizowanej dyskusji, ilość tolerowanej przemocy w kulturze etc, etc, etc. To samo w Austrii, ale to podobieństwa, nie pokrewieństwa. 

 Bunt (intelektualny i emocjonalny) przeciwko Polsce jest tabu. Jakże można się buntować przeciwko matce wiecznie udręczonej i cierpiącej? Cierpiąca matka trzyma w piwnicy tyle trupów, że nie ma już gdzie wstawić kiszonej kapusty, ale jak jej powiesz, żeby wyniosła choć niektóre, to zacznie szlochać i ogłuszająco wrzeszczeć. Muszę sobie zawsze radzić sama, bo mąż w oflagu, w obozie, w powstaniu, i co wieczór go z knajpy wywlec muszę! Mam raka, mam zapalenie wyrostka i muszę do szpitala autobusem, a na bilet nie mam! I zaraz matka myk do domu, i zamyka drzwi. Dom też stoi na szkieletach, w znacznej mierze tych, których wyklęci synowie zamordowali w lasach, na polach i po domach. 

Historia cierpiącej matki jest zakłamana, ma łapać za gardło śmiałka/śmiałkinię, który by się odważył, i nie dopuścić. I nie dopuszcza. 

***

Kościec państwowy i społeczny był i jest w Austrii nieporównanie mocniejszy niż w Polsce, tożsamość nieporównanie bardziej osadzona, instytucje państwa podobnie. Literatura była wobec Austro-Węgier zjadliwa, kpiąca, buntownicza, nostalgiczna; autorzy używali różnych uczuć i tonów, bo monarchia budziła różne uczucia. Od lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku chyba najlepiej słyszalna jest literatura buntu wobec Austrii milczącej o swojej nazistowskiej przeszłości, o swoich trupach w piwnicy i w szafach, o tym, jak bardzo jej kultura jest antyludzka, jak bywa mordercza dla wrażliwości. Pisarze mówili o swojej odrazie do Austrii, tej wyszorowanej szczotką klozetową, szczoteczką do paznokci i do zębów, a jednak brudnej, zapchanej emocjonalnie, intelektualnie, umysłowo.

Wracając do różnic i do polskiej specyfiki. Zagłada odbywała się w Polsce i na oczach Polaków, które jakoś to zniosły. Bardzo wcześnie wykształciła się narracja, która mówiła o tym, że Polacy pomagali Żydom jak mogli, ale Żydzi byli i są niewdzięczni. Pytanie „jak zachowaliby się Żydzi, gdyby to Polacy byli w ich sytuacji” jest pytaniem retorycznym jeszcze z lat czterdziestych, na które odpowiedź miała brzmieć, że Żydzi nie podaliby ci złamanego kija, żeby cię wyciągnąć z bagna, więc dlaczego my… etc. i tak dalej. W 1942 Zofia Kossak-Szczucka napisała tekst Protest, w którym protestowała wobec wywożenia Żydów z warszawskiego getta. Protest nigdzie konkretnie nie był skierowany, poza niebiosami może, a na końcu Kossak-Szczucka przypomniała, że jednak Żydzi są naszymi najgorszymi wrogami, a dlaczego tak jest, że nienawidzą Polaków bardziej niż Niemców (bo tak napisała), to już „tajemnica duszy żydowskiej”. Zaiste, protest. W Żegocie – utworzonej za późno i na bazie organizacji, która i tak już działała, współpracownikami bardzo często byli Żydzi. Rząd w Londynie zbierał pieniądze na Żegotę i dawcami byli głównie Żydzi z USA. Rząd polski wymieniał te pieniądze po oficjalnym, niskim kursie hitlerowskim i różnicę między tym kursem a czarnorynkowym kursem przeznaczał na inne cele, niezwiązane z ratowaniem Żydów. 

Puklerzem przeciwko wszelkiemu pomawianiu cierpiącej matki o to, że jakoby nie robiła wszystkiego, co w jej mocy, by ratować Żydów, służy następująca modlitwa (inaczej „zestaw z drzewkiem”): 1. Tylko w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci. 2. Pomimo to Polacy ratowali Żydów jak mogli. 3. Świadczą o tym drzewka w Yad Vashem, których Polacy mają najwięcej w Europie (tu liczba od sześciu i pół tysiąca – prawdziwa – do nieskończoności). 

Modlitwa jednak nie mówi prawdy – nie tylko w Polsce groziła kara śmierci, a w Polsce kara śmierci – do której musieli doprowadzić donosiciele, innej drogi nie było – groziła za dziesiątki rzeczy. W tym za nielegalny ubój świni, za handel mięsem, za konspirację. Kara śmierci tak przywoływana ma też zasłaniać fakty, czyli polski antysemityzm. Przecież ci, którzy nie byli w konspiracji, raczej nie mówili: ach, cóż, nie byłem członkiem AK, bo za to groziła kara śmierci. Głupio brzmi, prawda? Z kolei mówienie o tysiącach Sprawiedliwych zasłania fakt, co ta liczba oznaczała proporcjonalnie, realnie, a było to next to nothing, jak ujmuje to język angielski. Wyobraź sobie, że musisz się ukryć lub dostać inną pomoc, bo grozi ci śmierć, i owszem, zrobi to mniej więcej co pięćsetna osoba z tych, które spotkasz. A z tych pięciuset dwie trzecie na ciebie doniosą. 

***

Koniec lat sześćdziesiątych w Polsce zaznaczył się tak zwanym suchym pogromem, wypchnięciem z kraju resztki z resztki Żydów. Potem przynajmniej dziesięć lat milczenia na tematy na „ż”. Potem coś tam, na przykład o kresach i koegzystencji wielu narodowości wśród łąk i pół. Sztuka Słobodzianka, Nasza klasa, za którą dostał Nike, trzyma się znanej tezy, że jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, czyli owszem, Polacy dosunęli Żydom, i to paskudnie (Jedwabne), ale i Żydzi (z UB) prześladowali Polaków, a potem Żydzi znów się szczęśliwie rozmnożyli za morzami, za górami. 

Dlaczego Polska nie gniewa, choć gniewa? Czy raz przerwany rdzeń trwania, rozpadła Pierwsza RP, i powody, które do tego doprowadziły, leżące też w kulturze, skazują Polskę na słabość wewnętrzną, zakłócony mechanizm rozpoznawania rzeczywistości i sztukowania go mitami? Te  powody to  słabe państwo i słaba, niewiele znacząca jednostka, podczas gdy silne jednostki działają we wspólnej przestrzeni społecznej, tworząc mocne i  respektowane państwo. Wspólna społeczna przestrzeń to  coś, czego Polsce odwiecznie i  dramatycznie brak. Dominuje też nacjonalistyczna postać patriotyzmu, łącząca go ze śmiercią, nie z życiem. Jej terror jest wszechwładny. Polska narodowa i  religijna homogeniczność też jest przegraną kultury.

To nie znaczy, że wiedza na temat historii Polacy-Żydzi w czasie wojny i zaraz po niej nie przedostaje się do społecznej świadomości, i że ta wiedza przyrasta wolno. Przyrasta bardzo szybko, obficie i zaskakująco, jeśli chodzi o tematy. Ale natura przyrastania tej wiedzy jest inna, ponieważ w Polsce nie zajmuje się tym sztuka, ale humanistyka. Przed rokiem 2000, kiedy wyszli Sąsiedzi Jana Tomasza Grossa, także pojawiały się prace historyczne, ale ta data rzeczywiście otworzyła tamę. I od tego czasu leje się już równomiernie. Ta lejąca się treść została nazwana Nową Polską Szkołą Badań nad Zagładą, ale to za wąska etykieta, bo zjawiska są bardziej różnorodne. 

W tym ciele niekoniecznie przeważają historycy, choć są bardzo ważni. Jednak Joanna Tokarska-Bakir jest antropolożką, Jacek Leociak jest literaturoznawcą – w ogóle literaturoznawcy są w niej aktywni i ważni – poczynając od Marii Janion (Bohater, spisek, śmierć z ważną analizą modelowego antysemityzmu Krasińskiego), następnie Elżbieta Janicka, też literaturoznawczyni lub frenetyczna pisarka (Festung Warschau), Tomasz Żukowski (z Janicką Przemoc filosemicka, sam Wielki retusz), Irena Grudzińska-Gross, Jan Grabowski, Barbara Engelking, Dariusz Libionka, Mirosław Tryczyk. Ostatnio Grzegorz Gauden i jego Lwów – kres iluzji, o pogromie we Lwowie w 1918. To nowe podejście do tematu Polacy – Żydzi w kontekście Zagłady to też dziennikarze, na przykład Anna Bikont i jej My z Jedwabnego (moje wyliczenie nie jest kompletne i zapewne kieruję się własnymi zainteresowaniami). 

Humanistyka jest nauką w miarę elitarną, nie jest tym, co sztuka i literatura. Musi się liczyć z posądzaniem o „pochopne uogólnienia”, czyli w zasadzie nie ma prawa wydawać sądów uogólniających. Zbadaliśmy, powiedzmy, województwo podlaskie i podhalańskie pod względem tego, jak Polacy pomagali w wyłapywaniu i w zabijaniu Żydów, potem mazowieckie i małopolskie, wielkopolskie i inflanckie. Czy wolno już sformułować jakieś zdanie dotyczące polskiej kultury w całości? A nadal słyszy się, że nie wolno dokonywać pochopnych uogólnień. Jednak w tych badaniach jedna książka staje się kontekstem dla kolejnej. 

***

To niedużo, ten ciurkający strumyk, zwłaszcza kiedy rządzą pochodnie, megafony i maczety. Powstania robotników nie było i nie będzie, niedługo zostanie zabity kanclerz Dollfuss, kimkolwiek jest ten konserwatywny klerykał, nie widać tylko Rzeszy, z którą Polska miałaby się połączyć. Zostanie jednak wymyślona, bez obaw, w klapie będzie nosić Czarną Madonnę.

 

 

  • 1. Monika Muskała Między Placem Bohaterów a Rechnitz. Austriackie rozliczenia, Ha!art, Kraków 2016, s. 44.
  • 2. Elfriede Jelinek Amatorki, przełożyły Anna Majkiewicz, Joanna Ziemska, W.A.B., Warszawa 2005, s. 15.

Udostępnij

Poetka, eseistka, publicystka, badaczka, wykładowczyni. Jej ostatnia książka to Antysemityzm. Niezamknięta historia (2013).