41_115_x_130.png

Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Pogrom w miasteczku Twin Peaks

Przemysław Pilarski
Rozmowy Dialogu
15 kwi, 2018
Kwiecień
2018
4 (737)

Twoja sztuka Wracaj opowiada o radomskich Żydach, ale przyznam, że przy pierwszej lekturze nie było to dla mnie oczywiste.

To nie miało być oczywiste. Już same okoliczności jej powstania nie są oczywiste. Reżyser Jacek Jabrzyk zaproponował mi wspólne zrobienie spektaklu w Radomiu. Pojechaliśmy tam, pogadaliśmy z dyrektorem Rybką, a on pokazał nam teatr i powiedział, że proszę bardzo. Szukaliśmy tylko tematu i wtedy akurat przeczytałem w „Wyborczej”, że wyszła książka Łukasza Krzyżanowskiego Dom, którego nie było o powrotach ocalałych z Zagłady Żydów do powojennego Radomia. Powrotach, dodajmy od razu, niefortunnych, a też niekiedy kończących się śmiercią z rąk Polaków. Uznałem, że to znak. Dyrektor wstępnie przyjął temat, nawet skierował nas do pani z Resursy Obywatelskiej, która organizowała wystawę o żydowskich śladach. Zebrałem materiały, przeczytałem Krzyżanowskiego, kiedy jednak złożyliśmy tekst, dyrektor przez jakiś czas obiecywał, że oddzwoni, aż wreszcie zamilkł. Nie wiem, czy się przestraszył, czy go to przerosło? W każdym razie tam sprawa jest zamknięta, ale przysłałem sztukę do „Dialogu”.

Może dyrektor się wycofał, bo uznał, że sztuka jest dziwna…?

Może? No cóż, zabrałem się do niej po obejrzeniu trzeciej serii Twin Peaks. I pomyślałem sobie – kurczę, jakie to genialne, ile tajemniczych wątków, fałszywych tropów; niby thriller, niby senny koszmar, a tak naprawdę to przecież serial o Ameryce. Chciałem o Żydach radomskich opowiedzieć podobnie, zwłaszcza że Żydzi w Polsce są przecież obecni i nieobecni jednocześnie. Jednocześnie żywi, bo się o nich dyskutuje i wywołuje z ich powodu międzynarodowe skandale, ale i martwi, gdyż dyskutuje się zazwyczaj o tych, których już w tym kraju, albo w ogóle na świecie, nie ma. Wydawało mi się, że rozsiałem w tekście wiele czytelnych sygnałów, o czym jest. I nadal to podtrzymuję. Ale nie jestem Lynchem, nad czym oczywiście ubolewam, bo to wiąże się z tym, iż mało kto chciałby tych tropów szukać. Dlatego dodałem motto z Krzyżanowskiego, które daje już wyraźny sygnał.

Bohater Bobby też występował w Twin Peaks, prawda?

Rzeczywiście, tak miał na imię chłopak Laury Palmer, który w trzeciej serii jest policjantem. Z tym, że Bobby to przede wszystkim Bob Dylan. Ja akurat nigdy wcześniej nie słuchałem Dylana, ale kiedy wymyśliłem sobie tak ogólnie pieśniarza wagabundę, trochę jako Żyda tułacza, ale w amerykańskim stylu, to podsunął mi jego postać Jacek Jabrzyk. Wcześniej Dylan kojarzył mi się ze straszną poezją śpiewaną, ogniskiem i grzanym winem, tymczasem okazało się, że facet jest całkiem w porządku, a jego piosenka It Ain’t Me Babe wskoczyła nawet na moją playlistę ulubionych. Chciałem, żeby koleś z gitarą, który po długiej nieobecności wraca do domu, dał tej opowieści szerszy oddech, żeby to się nie zamknęło tylko w kontekście pogromowym. Bo przecież sytuacja jest też dość uniwersalna: zawsze gdzieś jest ten dom, do którego się wraca, co często nie bywa przyjemne, bo jednak z jakiegoś powodu się stamtąd wyszło…

Ale powroty do domów po wojnie, że wrócę do warstwy historycznej, bywały trudne także dla Polaków. Ludzie wracali do swoich mieszkań ogołoconych z przedmiotów albo już zajętych przez nowych lokatorów, kwitł szaber, rozboje…

A dzisiaj przyjeżdżasz po roku do swojego domku na Mazurach i zastajesz domek splądrowany, bo sąsiedzi się nim zaopiekowali. To z przedziwnych powodów tkwi w naszej mentalności: przekonanie, że jak chwilowo nie ma właściciela, to pewnie jest niczyje. Zainspirował mnie też film Sasnali Z daleka widok jest piękny, w którym znika bohater, a zaraz po nim znika jego dom. Ten film również mówi o Holokauście – nie mówiąc o nim jednocześnie.

Wprowadzasz też dziwną parę: Esterkę i Gombrowicza. Skąd ich wytrzasnąłeś?

Gombrowicz – wiadomo, Radom to jego rodzinne okolice. A Esterka, kochanka naszego wybitnego króla, którego zamki będą teraz odbudowywane, ma w Radomiu swoją kamienicę. Zresztą nie tylko tam, można powiedzieć, że każde miasto ma swoją Esterkę. Ci dwoje to są u mnie żydowscy anarchiści, którzy śpiewają w finale hymn pochwalny, takie nowe Grajmy Panu na harfie, a potem robią małą woltę…

Fakt, udaje ci się zastrzelić czytelnika.

To się cieszę, że mogłem to bezkarnie zrobić.

Ale swoją drogą to smutne, że teatry wycofują się teraz z niewygodnych tematów. Remigiuszowi Brzykowi udało się zrobić przedstawienie o pogromie kieleckim, które dowiodło tylko, że dla młodszego pokolenia powojenny antysemityzm to nieprzerobiona kwestia. Łatwiej odhaczyć temat wystawą o Sprawiedliwych, niż przypomnieć mieszkańcom, że spali w cudzych łóżeczkach i pili z cudzych kubeczków…

Zwłaszcza teraz, prawda? Już wiadomo, że obchody Marca niczego w tym temacie nie zmienią. Mam przyjaciółkę w Izraelu, która z kolei psioczy na prawicowy rząd Netanjahu i śmiejemy się, że pozostaje nam przejść do międzynarodowej partyzantki ponad podziałami.

Tylko nie partyzantki! Partyzantów ośmieszasz w sztuce w postaci Leśnych Dziadków.

Rzeczywiście, ale w ich przypadku to bardziej złożone, bo oni są jednocześnie kombatantami, myśliwymi, strasznymi wujaszkami… Sam las ma w polskiej kulturze wiele niepokojących znaczeń. W mojej sztuce Tata wiesza się w lesie było to miejsce inicjacji w męskość, tutaj zaś jest to przestrzeń, którą na wszelki wypadek należy omijać z daleka.

Masz jeszcze dziwną scenę w lesie połamanych drzew…

A to z kolei wziąłem z żydowskiej symboliki. Pisałem Wracaj trochę jak we śnie: czytałem, oglądałem, przepuszczałem przez siebie, to fermentowało, a potem przeradzało się w tekst. Sporo się tu dzieje nie tylko fabularnie, ale i na poziomie rozmaitych odniesień. Wszystkiego wolałbym nie wyjaśniać. Zachęcam do poszukiwań.

W poprzednim numerze drukowaliśmy sztukę Krzysztofa Bizia, który skarżył się w wywiadzie, że nadeszły gorsze czasy dla polskich dramatopisarzy. Teatr wybiera dramaturgów i ich efektowne adaptacje, a teksty oryginalne uważa się za mniej atrakcyjne.

Rzeczywiście, lekko nie jest. Cieszyłem się, że nagrodzone na Metaforach Rzeczywistości Reality show(s) będzie przynajmniej zrealizowane w Teatrotece, podobno była już decyzja Macieja Wojtyszki i znalazła się chętna do tego młoda reżyserka Ewa Małecki, po czym w ostatniej chwili, zupełnie nie wiem dlaczego, wycofano się z projektu. Teksty oryginalne nie wychodzą często poza etap czytań, chociaż niby się podobają i zbierają nagrody. Ta sytuacja trwa już od ładnych paru lat. Jedni twierdzą, że to nowy teatr, a według mnie to tylko pewien etap. Mam nadzieję, że nastąpi wreszcie zmęczenie scenicznym przepisywaniem już napisanego, więc nie wpadam w desperację. Zwłaszcza że mam co robić. I jako dramaturg, współpracując ze Strefą WolnoSłową działającą przy warszawskim Teatrze Powszechnym, i choćby jako współautor książek o męskiej seksualności.

Sztuka obsługi penisa. Wysmakowana okładka!

Prawda? Nawiązuje do Sztuki kochania Wisłockiej. To już nasz drugi wspólny tom rozmów z Andrzejem Gryżewskim: ja zadaję pytania, seksuolog odpowiada.

Za twoje teksty dramatyczne trzymam kciuki, za książkę chyba nie muszę?

Wyobraź sobie, że całkiem nieźle się sprzedaje. Długo byliśmy na szczycie listy bestsellerów Empiku, zdetronizował nas w końcu Donald Trump.

Rozmawiała Justyna Jaworska

Udostępnij

Scenarzysta, dramatopisarz i pisarz, były pracownik wydawnictwa, krytyk literacki i stand-upper. Zadebiutował sztuką Tata wiesza się w lesie, za którą zdobył główną nagrodę w konkursie Słowo/Aktor/Spotkanie 2016 i którą w Teatrze Studio wystawiła Monika Rejtner. Jego drugi dramat, Reality show(s). Kabaret o rzeczach strasznych (druk. „Dialog” nr 12/2016), wygrał Metafory Rzeczywistości w Poznaniu, zdobywając też nagrodę dziennikarzy. Autor stale współpracuje z Fundacją Strefa WolnoSłowa działającą obecnie przy Teatrze Powszechnym w Warszawie, z którą obecnie pracuje nad scenicznym tryptykiem Zwierzęta-Ludzie-Bogowie. Publikował m.in. w „Ha!arcie”, „Machinie”, „Czasie Kultury”, a wraz z seksuologiem Andrzejem Gryżewskim wydał dwa zbiory rozmów: Jak facet z facetem. Rozmowy o seksualności i związkach gejowskich (2016) oraz Sztuka obsługi penisa (2018). Za drukowaną przez nas w numerze 4/2018 sztukę Wracaj otrzymał Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną.