jacenty_dedek_portretprowincji_pl_009.jpg

Jacenty Dędek, Katarzyna Dędek „portretprowincji.pl”, Częstochowa 2020. Fot. Jacenty Dędek

Wesołych wakacji

Ewa Hevelke
Przedstawienia
17 lip, 2020

Jacenty Dędek jeździł po Polsce. Przez sześć lat przemierzał wspólnie z żoną, Katarzyną Dędek, bezdroża, by dotrzeć do małych miejscowości, położonych trochę dalej niż centrum.

Robił czarno-białe zdjęcia, dokumentując te podróże. Chciał poznać polską prowincję. Sam mieszka w Częstochowie. Jechali więc przez świętokrzyskie, opolskie, dolnośląskie. Byli na Mazowszu, na Warmii i na Mazurach. Rozmawiali z ludźmi, a rozmowy opublikowali. W albumie portretprowincji.pl wypowiadają się głównie mężczyźni – kobiety mają tu swoją czteroosobową reprezentację.

Jaka jest zatem polska prowincja?

Wszędzie taka sama. Spokojna, nisko zabudowana. Na zdjęciach Dędka pokazana jest przez pryzmat sklepowych witryn. Czasami ludzie wejdą w kadr, ale czoło i kawałek nosa nie przesłaniają widoku skręcających aut, robotników opierających się o baner reklamujący wyższe studia. Miasteczka utkane są z wąskich uliczek, okraszonych nakazami skrętu i zakazami zatrzymywania się i postoju. Czasem w kadrze snuje się mgła. Otula puste uliczki albo niebezpieczny zakręt asfaltowej drogi. Czasami przenika przydrożne zarośla, za którymi majaczy mleczna ściana małego, samotnego domku.

Ludzi na zdjęciach Jacentego Dędka poznajemy w miejscu pracy, w czasie wolnym, w domu, przed domem, samotnych i ze znajomymi. W czasie świąt i w zwyczajnym dniu. Tak, żeby mieć pełen obraz.

Co widać na tych zdjęciach?

Najważniejsze: zaufanie. Zaufanie fotografowanych do fotografującego. Nie obiektu do patrzącego, nie tworzywa do artysty. Człowieka do człowieka. To najcenniejsza część portretuprowincji.pl. Zdjęcia osób, które zostały uwiecznione w swojej codzienności. Własne, przeżywane na miarę możliwości i okoliczności. Fotograf, w znaczącej większości przypadków patrzy na otoczenie i ludzi nie z perspektywy galerii, w której kiedyś zawisną zdjęcia. Może okładkowe zdjęcie starego człowieka, z rozwichrzoną brodą i włosami w nieładzie, z przenikliwym wzrokiem, choć wyblakłymi oczami jurodiwego, jest takim efektownym marketingowym chwytem. Inaczej już ta sama osoba wygląda na zdjęciu zamieszczony na stronie internetowej fotografa. Tam zdjęta z profilu postać ma włosy poskromione, brodę uporządkowaną. Schludny mężczyzna, nestor.

Mało nawet jest również kadrów do bólu metaforycznych: ustawione dwa stylowe fotele na szczycie drewnianego pomostu, otoczonego lekko spienioną wodą. Mało zdjęć takich otwarcie zabawnych: młody chłopak na motorze typu skuter, z przyczepką typu „wiozę skrzynki do skupu owoców i warzyw”, a na głowie ma bardziej hełm – relikt lat późnego Gomułki – niż nowoczesny kask.

PRZYPADKOWE KADRY

Najbardziej przejmujące są przypadkowe kadry. Patrzę na miasteczko z perspektywy wejścia do baru. Widzę miejską sadzawkę, stragany, przy których jedni przystają z dziećmi, inni przechodzą dalej. Ludzie stają w cieniu drzew. Chyba jest bardzo gorąco, bo wszyscy coś piją z butelek. Ale to dociera do mnie po dłuższej chwili patrzenia i zastanawiania się o co w tym zdjęciu chodzi: o dwa zaparkowane obok siebie samochody, które blokują cały pas ruchu? Czy może o napis „Marlboro” zawieszony nad stylizowanymi na secesyjne schodami? Chyba jednak tu jest przede wszystkim bardzo gorąco: mężczyzna trzyma butelkę ze smukłą szyjką w wyprężonym ręce – wygląda, jakby grał na trąbce. Niżej, przy stopniach chłopiec obejmuje mniejszą, chyba plastikową w dwóch rękach – jakby grał na flecie prostym. Pod drzewem stoi kobieta, która też coś trzyma w ręku. Może to jest do picia, ale nie wiem.

Na innym zdjęciu z boku kadru stoi niewyraźny mężczyzna, a z prawej strony właśnie z niego wychodzi starsza pani o gęstych włosach. Myślę sobie: pewnie peruka. Za plecami mają dwupiętrowy pawilon, pewnie kiedyś piękny. A dzisiaj chyba pusty. Na szybach, z boku naklejono litery słowa „eksportowe”. Dopiero po chwili patrzenia widzę wyblakłe litery po napisie PKO Bank Polski. Dawno już tam chyba nie ma żadnego banku.

Albo obraz rynku: z tyłu wieża kościelna, na środku – nie wiem – renesansowy ratusz? Wygląda, jak małe krakowskie Sukiennice. I dwaj mężczyźni. Jeden zbliża się przechylony w jedną stronę, kołysze się idąc, a w obu dłoniach trzyma siatki z zakupami. Przed samym obiektywem, przejeżdża chłopak na rowerze, on ma kraciastą torbę w koszyku zawieszonym na kierownicy.

Na następnej stronie zaś widzimy wnętrze baru. Dużo w nim boazerii oraz sami mężczyźni. Rozmawiają, siedzą przy stolikach, na których leżą schludnie rozłożone kraciaste ceraty i stoją flakoniki ze sztucznym kwiatem.

USTAWKI

Najważniejsi jednak są portretowani. Pozują do zdjęć. Jeśli fotograf spotkał ich w czasie święta, są odświętnie ubrani. Jeśli podszedł do nich w dzień powszedni – stoją, tak jak wyszli z domu. Raczej pozują: koleżanki, oparte o kolumnę przybierają tę samą pozę. Stopy oparte o trep wyżej, powodują wypchnięcie kolana w przód. Na reklamach w czasopismach kobiecych w ten sposób stoją indywidualistki w spodniach.  Obcisłe sukienki odsłaniają zwyczajnie smukłe nogi w zwyczajnie ładnych balerinach. Jedna ma włosy proste, druga skręcone. Jedna jest raczej blondynką, druga na pewno brunetką. Jedna nie ma makijażu, druga zrobiła swój rano, trochę więc już nie trzyma doskonałości. W każdym razie, podbródki dziewczyny unoszą wysoko i nie uśmiechają się.

A na niedalekiej, dalszej stronie stoi mężczyzna w sile wieku, w kowbojskim kapeluszu na głowie i srebrnym krzyżykiem na nagim torsie. Trochę wie, że to nie jest typowe nakrycie głowy w jego okolicach, ale ma w sobie ducha wielkoświatowej rebelii, z którym mu bardzo dobrze. Ręce splecione na piersiach pozwalają łączyć element kowbojski z indiańskim sznytem. Odwracam kartę i patrzę na pana z wiadrem w prawej dłoni. Za jego plecami wnętrze obory. Na jego głowie zwykła czapka z małym daszkiem. Ma na sobie koszulkę z napisem „Stadium Team 52 Professional”, ale  trzeba się wczytać, żeby to zobaczyć. Od razu za to widać opaskę uciskową na prawym przedramieniu. Pewnie go boli ręka od dźwigania paszy dla zwierząt.

Później widzę jeszcze mechanika przy maszynie, przewoźnika na promie, panią w gumowym fartuchu z nożem do patroszenia ryb (chyba) w rękach, fryzjer trzyma nożyczki, fotograf siedzi przy zwiniętych prospektach, a kiniarz opiera się o maszynę do puszczania filmów. Jest staruszka, która przyszła „przepolować” krowę. Kiedyś takie staruszki opierały się na kosturach, ta pani ma ortopedyczną kulę, ale węzeł chusteczki na głowie, chyba od wieków ten sam. Nie mają specjalnie radosnych min, ani szczególnie smutnych. Zwyczajnie – odwrócili się na chwilę od swojej pracy, przez sekundę się nie ruszali – i wrócili do zadań.

SIŁA

Są jeszcze zdjęcia grupowe. Seria: kobieta i mężczyzna – objęci, seria: rodzice z przychówkiem, seria: grupy młodzieżowe.

Romantyczne są w różnym wieku. Stoją z rękoma zarzuconymi na ramiona, albo trzymają się w pasie. Określają pole przynależności, zasadę stałości – jestem jego/jej, jest mój/moja. Na tym się buduje, na tym się opiera. Według tej zasady siedzi się później na kanapie, z synem, a na ścianie, nad głowami wisi obrazek święty. Stary, jeszcze babci, a może nowy – odkupiony, żeby odświeżyć. Pięknie wyglądają, spokojnie. Patrzą w obiektyw i łagodnie się uśmiechają. Są też rodziny przy kuchennych kredensach z płyty paździerzowej przykrytej okleiną. Na samej górze stoją gliniane, malowane w kwiaty, pojemniki na przyprawy. A na półeczkach przybory toaletowe: krem, pędzel do golenia.

Siedzi też mama na łóżku w pokoju telewizyjnym. Fotograf nie bardzo ma się gdzie cofnąć, żeby nie rozmazać dziewczynki siedzącej przy stole. Wyraźnie widać chłopca oglądającego kreskówkę i drugiego, który odwrócił się do telewizora plecami. Patrzy na mamę, która karmi młodsze dziecko piersią i naśladuje ułożenie jej dłoni. Jakby sam kogoś trzymał.

Są też zdjęcia z portretami w tle. Na ścianach wiszą wizerunki młodych kobiet z półprofilu. Mają pięknie i wysoko ufryzowane włosy. Jedna jest ubrana w bluzkę zapiętą pod szyją, druga uśmiechnięta, ma zalotnie, ale przyzwoicie obnażone ramię. Przy jednej ścianie siedzi staruszka z mężem. Nad głową męża, symetrycznie do portretu żony, wisi Matka Boska. Przy drugiej ścianie, dość zmęczonej latami przysuwania do niej mebli i opierania się o nią, w drzwiach prowadzących do podobnego pokoju stoi starsza pani. Chyba jest smutna.

POZUJE MŁODOŚĆ

Grupy rówieśnicze siedzą na przystankach. Są mieszane. Kilku chłopaków i zwykle dwie dziewczyny. Patrzą w obiektyw dumnie, czasami wyzywająco, a czasami z pozowaną prowokacją. Sami mają z tego udawania radość. Niektórzy chłopcy mają bardzo ostre, wychudłe rysy twarzy. Inni piękne, szlachetne spojrzenie. Ci ludzie chyba pytają mnie: „co się gapisz?”. Albo ja sama siebie o to pytam. W sumie przecież, oni po prostu spokojnie siedzą pod wiatą, albo stoją przed wejściem do kamienicy.

Stoją jeszcze przyjaciele parami. Siostry w takich samych sukienkach, bracia w takich samych koszulach, przyjaciółki z takim samym kolorem i długością włosów. Na jednej stronie siedzą uśmiechnięte trzy staruszki na ławeczce, pod cienistym drzewem. Na stronie obok stoją młode dziewczyny w dżinsach i topach. Też są trzy i też się uśmiechają. Starsze panie w strojach ludowych pozują na tle bocznej nawy w kościele. Są poważne, dumne i zadowolone, z pełnionej funkcji, która chyba jakoś wiąże się z tymi strojami. Niedaleko dalej, na zdjęciu grupa młodych chłopaków pozuje w płaszczach. To chyba specjalne oznaczenie przynależności do wspólnoty, albo jakiejś kościelnej funkcji. Pewnie to stary zwyczaj, bo i chłopcy wyglądają jakby żyli na przełomie poprzednich wieków.

Najpewniej w miasteczku jest święto. To pewnie można pójść na rynek i zobaczyć pochód ludzi w płaszczach z Jezusem królem Polski. Po procesji można popatrzeć na kulturystów. Mężczyźni poważnie prężą imponujące mięśnie przed grupą zaciekawionych dzieci i młodzieży, którzy stoją przed sceną. Dużo ich nie ma. Może reszta tańczy w parach na placu do latynowskich przebojów. Może poszli obejrzeć pokaz szkoły tańca. Atrakcyjnie czują się młode kobiety w strojach szytych na wzór karnawału w Rio. Mężczyznom się podoba. Podobnie jak trzy kobiety w tiarach na głowach – to zwyciężczynie konkursu Miss. Są szczupłe, albo chude, wysokie i ubrane w długie satynowe suknie. No i mają szarfy z oznaczeniem nagrody, którą wygrały. Podobnie to wygląda w telewizji. Tylko te kobiety są bardziej realne, dostępne.

ŚWIĘTOŚĆ

Jest ważna. Trzeba to uszanować patrząc na przydrożne kapliczki, na małe ołtarzyki w domach, na obrazki ze świętymi, na skupiony wyraz twarzy klęczących przy schodach, na rogu ulicy, gdzie ksiądz podnosi monstrancję w Boże Ciało. Boga się ludzie boją, do Matki Boskiej się uciekają. Ale tego już nie widać na zdjęciach. Za to można przeczytać o tym w rozmowach i reportażach, które uzupełniają album Dędka. Autorzy oddali głos mieszkańcom, by opowiedzieli o sobie. Dużo starsi mówią o powojennych przesiedleniach, starsi o czasach świetności i upadku pegeerów, młodzi o pracy za granicą albo o kłopotach z prawem i życiu z dnia na dzień. Ludzie nie mówią o tym, że dzieci piją, że nie ma z czego żyć, że nie ma na co czekać. Pijany syn, przypadkiem coś dopowie, emeryt jednak z trudem zwiąże koniec z końcem za czterysta złotych po życiu ciężkiej pracy. Jednej pani cyganka przepowiedziała całe życie jeszcze przed ślubem, więc ona już wie, że został jej rok na tym świecie.

Matka Boska jest światłem w życiu. Jaką obietnicą, że spełnią się marzenia o spokoju, dostatku i nagrodzie. Teraz jest jak jest. Jeśli przyjrzysz się zdjęciu osiedla zrobionemu z perspektywy garaży, dopiero po chwili zobaczysz wielką dziurę na środku drogi. Jeśli spojrzysz na panoramę miasteczka, gdzie bazar stoi obok starych kamienic, dopiero po chwili zobaczysz gwiazdy Dawida na śnieżnobiałej ścianie pawilonu handlowego. W tej mgle sennego miasteczka nie od razu widać postaci stojące przed sklepem, z których jedna ledwie nie upadnie na chodnik. Ale po śmierci, będzie co najmniej tak pięknie jak na mszy: tak dostatnio, tak uroczyście, tak ozdobnie. Tak patrzę na zdjęcie pożegnania zmarłej. Stoją ludzie wokół otwartej trumny. Kobieta leży pięknie ubrana, schludna. Składają na jej dłoniach pocałunki i patrzą ze spokojem na to, co wszystkich tam zebranych też czeka. Mają pewność, że kiedy to się zdarzy, to ludzie stojący teraz obok postąpią w identyczny sposób.

Tak na album portretprowincji.pl patrzę w dzień i tydzień po drugiej turze wyborów, w których wygrał Andrzej Duda. Jak procentowo rozkładały się głosy, można przeczytać w analizach. Na jednym zdjęciu jest tablica informacyjna, a na niej, obok ogłoszeń wójta, o pracę przy zbiorze truskawek i zaproszeniu na „disco” i koncert Stachurskiego, jest widoczne obwieszczenie. Na nim nazwiska: Braun, Duda, Jarubas, Komorowski, Korwin-Mikke, Kowalski. Dalej kartka jest zalepiona. U Jacentego Dędka te procenty, które w 2015 i 2020 pół na pół podzieliły kraj (jak mówią niektórzy) mają twarze i własne życie, zwyczajne, na miarę możliwości i okoliczności. Nie wiem na kogo głosowali. Mogli na kogo chcieli, tak działa demokracja.

Tak wiem, że Piotr Marecki wydał Polskę przydrożną, esej drogi, opublikowany w wydawnictwie Czarne. Opisał, parafrazując fragment książki: „bez zbędnego ple, ple”, jak u Andrzeja Bobkowskiego w Szkicach piórkiem, swoją podróż bocznymi dróżkami. Tak, można w ten hiper-hipsterski zero waste sposób jeździć po Polsce i stawiać piwo miejscowym w miejscowych barach, a barmanki prosić o kawę do termosu. Takie zapiski post-coś tam – pewnie autor wymyśli nazwę, kiedy wróci w październiku do pracy – są bardzo cenne. Bez zbędnego ple ple, jeden nierozmowny pan zagadnięty w kebabowni przez autora, odpowiedział mu, że przyszedł zjeść kebaba. I tyle tak naprawdę się dowiedziałam z tej książki o licznych przygodach Mareckiego na polskiej wersji drogi 66. Jacenty Dędek pokazał mi tych ludzi z szacunkiem i uczciwością w stosunku do nich i do siebie. Marecki bawi się w maskaradę.

Zamiast szkatułkowo odzierać Mareckiego z kolejnych warstw, warto popatrzeć na zdjęcia Jacentego Dędka.

Tylko czy ja wiem na co patrzę?

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 2019 roku. Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej oraz Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej w Warszawie. Redaktorka Encyklopedii Teatru Polskiego. Stale współpracuje z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, Teatrem 21, Muzeum Teatralnym. Współautorka filmów found footage w projekcie „Teatr Publiczny. Przedstawienia”.