promising.png

„Obiecująca. Młoda. Kobieta. reż. Emerald Fennell, 2020. Kadr z filmu

Kasandra i mili goście

Krystyna Bednarek
Przedstawienia
13 sie, 2021

Nie jestem zainteresowany, skarbie.
Powyżywaj się na kimś innym.
Nawet mnie nie kręcisz.

Paul, bohater Obiecującej. Młodej. Kobiety.

 

Jak opisać Obiecującą. Młodą. Kobietę? Można to zrobić w stylu rom-com:
Cassie, piękna blondynka (Carrey Mulligan), poznaje Ryana, wysokiego, przystojnego lekarza (Bo Burnham). Kiedy wpadają na siebie w kawiarni, nie mają pojęcia jaki rollercoaster emocji ich czeka. Jest jak w piosence Paris Hilton: „mimo że bogowie oszaleli, mimo że gwiazdy oślepły, jeśli pokażesz mi prawdziwą miłość, skarbie, ja też ci ją okażę”. Czy Cassie i Ryan odnajdą się w tym szaleństwie?

W kampanii reklamowej film przedstawiono jako thriller. Spróbujmy:
Niemal nieprzytomna od alkoholu młoda dziewczyna zatacza się w klubie nocnym. Próbuje znaleźć telefon, który wypadł jej z torebki, żeby zamówić taksówkę i wrócić do domu. Desperackie próby spełzają jednak na niczym. Cassie (Carrey Mulligan) ledwo trzyma się w pionie. Podchodzi do niej przystojny mężczyzna, oferuje pomoc, chce podwieźć ją do domu. Kiedy są już w taksówce, zmienia zdanie. Zaprasza ją do siebie. Dziewczyna jest zbyt pijana, żeby odmówić czy zaprotestować. Taksówkarz patrzy na mężczyznę karcąco, ale zawozi parę tam, gdzie wskazała mu aplikacja. W mieszkaniu polewane są kolejne drinki. On siada blisko, za blisko. Ona ledwo się trzyma. Kładzie ją na łóżku, rozbiera, dotyka. „Nie, nie rób tego, co robisz?” pyta dziewczyna, ale nie ma siły go odepchnąć. I kiedy mężczyzna próbuje zdjąć jej majtki, Cassie otwiera oczy. Patrzy w kamerę przeszywającym, lodowatym wzrokiem. „Spytałam, co robisz?”. Nie jest pijana. Za chwilę dokona zemsty.

Albo jak dramat psychologiczny:
Cassie (Carrey Mulligan) nie może pozbierać się po stracie przyjaciółki. Pamięć o wydarzeniach ze studiów medycznych uniemożliwia jej prowadzenie normalnego życia. Nie ma przyjaciół, poza przełożoną w kawiarni, Gail (Lavrene Cox). Mimo, że jest w trzeciej dekadzie życia, wciąż mieszka z rodzicami, którzy mało subtelnie sugerują jej wyprowadzkę. Jej świat stanął w miejscu. Cierpienie przekuwa w autodestrukcyjny plan zemsty. 

POSTIRONIA

Jak wszystkie te wątki i emocje łączą się w jednym filmie? Skleja je postironia. Przerysowane obrazy cukierkowego domu rodzinnego Cassie, romantyczna do przesady scena w aptece, w której główna bohaterka tańczy z Ryanem do uroczej, naiwnej piosenki Paris Hilton czy też sama wendeta na barowych drapieżnikach seksualnych, żywiących się nieprzytomnymi dziewczynami, którą Cassie rozplanowuje niczym Czarna Mamba z Kill Billa prowadzą do Wielkiego Serio. 

W świat Obiecującej. Młodej. Kobiety nie da się wejść lekko, niewinnie. Mimo że kojarzymy niektóre z kliszowych ujęć z innych filmów, to zetknięcie z nimi wywołuje niepokój. Jakby za każdym obrazem kryło się coś więcej. I nawet jeśli ironicznie nucimy Stars are blind razem z bohaterami, to przeczuwamy, że ironia to za mało. Tego filmu nie można odbierać ani dosłownie, immersyjnie, ani zupełnie ironicznie. Możemy dystansować się od konwencji, być może patrzeć z politowaniem na grubą kreskę, jaką prowadzi reżyserka (debiutująca w tej roli, w filmie pełnometrażowym Emerald Fennel) jednak wobec bezgranicznego smutku Cassie jesteśmy bezsilni. 

SATYSFAKCJA

Obiecującej. Młodej. Kobiecie nakładają się klisze z różnych filmowych gatunków, ale brakuje im satysfakcjonującego zakończenia. Zemsta dokonuje się właściwie bez mścicielki, według jej planu, ale bez niej. Wątek romantyczny zostaje zerwany, a pierwotne obawy Cassie, które w klasycznym filmie tego gatunku powinny zostać rozwiane, znajdują jednak potwierdzenie. Miłość nie wygrywa, niektórych win nie można przebaczyć. Cassie nie znajduje też ujścia dla swojego smutku. Osadzona w innej fabule dramatu psychologicznego, być może znalazłaby przyjaciela lub przyjaciółkę, z którymi mogłaby porozmawiać, zgłosiłaby się do profesjonalisty albo jej rodzice bardziej troszczyliby się o jej stan. Tymczasem Emerald Fennel, która jest również autorką scenariusza, igra z naszymi oczekiwaniami. 

Laura Mulvey w swoim klasycznym eseju Przyjemność wzrokowa a kino narracyjne, dotyczącym męskiego spojrzenia i satysfakcji, postulowała zniesienie niewidzialności kamery, aby „nie ulegać potrzebom męskiego ego”1. Być może propozycja Fennel jest innym rozwiązaniem tego samego problemu: choć kamera jest u niej niewidzialna, to nitki fabularne odnoszące się do kina gatunkowego (komedii romantycznej, thrillera, dramatu) nie dają satysfakcji, do której przyzwyczajony jest widz. A ponieważ, co również podkreśla Mulvey, Hollywood przyzwyczaiło nas, że filmy kieruje się do widza męskiego, to właśnie potrzeby męskiego ego w głównej mierze pozostają niezaspokojone. 

Co więcej, męski widz zostaje bezpośrednio zderzony z lękiem kastracyjnym w cytowanej w motcie tekstu scenie konfrontacji Cassie z Paulem (Sam Richardson). Kiedy Paul domyśla się, że miał paść ofiarą „wariatki, o której mówi się na mieście” i grozi jej (nie do końca wiadomo czym), Cassie podchodzi blisko, zbliża twarz do jego twarzy i radzi, żeby to on uważał. Takich jak ona jest więcej i wie o jednej, która nosi ze sobą nożyczki.

MIŁY GOŚĆ

Na poziomie meta twórcy pogrywają również z naszymi przyzwyczajeniami obsadowymi. Na liście odtwórców ról „miłych gości” (którzy potem okazują się wcale nie tacy mili) znajdziemy Adama Brody’ego (Życie na fali), Sama Richardsona (Figurantka), Christophera Mintza-Plasse (Supersamiec), Maxa Greenfielda (Jess i chłopaki), Chrisa Lowella (GLOW) i Bo Burnhama (Ósma klasa). Wszyscy są aktorami kojarzącymi się z rolami dobrych przyjaciół, wspierających chłopaków, niewinnych żartownisiów. Ich emploi pozornie nie pasuje do przydzielonych ról w Obiecującej. Młodej. Kobiecie, ale właśnie ten fakt doskonale podkreśla przesłanie filmu – molestatorem może być każdy. No bo przecież Ryan, to naprawdę dobry facet i nic złego nie zrobił. Nigdy nikogo źle nie dotknął, naprawdę zakochał się w Cassie, a poza tym jest lekarzem i leczy dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że przyczynił się do zła. Był świadkiem gwałtu i nie zareagował. A potem nie zgłosił tego, nie zeznawał na rzecz osoby, która doświadczyła przemocy, nie pomógł. Zachowanie dystansu w obliczu krzywdy nie jest równe postawie neutralnej. Dlaczego jednak tak trudno mu dostrzec własną winę?

Bo kobieta w uniwersum tych mężczyzn nie jest podmiotem. Podmiotami społecznymi są mężczyźni, przyjaciele ze studiów, którzy cenią męską solidarność ponad życie kobiety. Dlatego nikt nie zareagował na gwałt i dlatego nikt potem tego nie zgłosił. Dlaczego taki miły facet jak Ryan również brał udział w zmowie? Bo on też nie postrzegał tego, co się wydarzyło jako realną krzywdę. Realną krzywdą byłoby zszarganie reputacji jego albo jego kolegi. Dlatego, niemal na jednym wdechu przechodzi od wyznania Cassie miłości do słów „ty głupia dziwko” w scenie konfrontacji. 

Film puentuje rozmowa Cassie z Alexandrem Monroe (Chris Lowell): on pyta ją czy wie jak oskarżenia o gwałt mogą wpłynąć na życie mężczyzny, ona odpowiada: jeśli oskarżenie o gwałt to najgorsze co może przydarzyć się mężczyźnie, pomyśl co najgorszego może się przydarzyć kobiecie?

STRAŻNICZKI PATRIARCHATU

Przed sądem Harveya Weinsteina broniła kobieta, Donna Rotunno. Prawniczka, która dotychczas reprezentowała ponad czterdziestu mężczyzn oskarżonych o napastowanie seksualne. Jeszcze w trakcie trwania procesu udzieliła wywiadu dla „The New York Timesa”, który ukazał się jako odcinek podcastu „The Daily”: The Woman Defending Harvey Weinstein. Jak twierdziła prawniczka, Weinsteinowi należał się równy dostęp do widoczności i do głosu, dlatego zgodziła się na spotkanie. Podczas wywiadu padło wiele kontrowersyjnych treści i dało się odczuć, że momentami dziennikarzom i dziennikarkom brakowało słów, aby skomentować wypowiedzi adwokatki. W kulminacyjnym momencie rozmowy dziennikarka Megan Twohey pyta Rotunno, czy była kiedyś napastowana seksualnie. Prawniczka odpowiada, że nie. Twohey odpowiada, z lekkim niedowierzaniem, „O.K.”. Rotunno powtarza „Nie byłam”. Twohey: „O.K.”. Rotunno: „Bo nigdy nie postawiłabym siebie w takiej sytuacji”. Dziennikarka pyta, co przez to rozumie. Adwokatka tłumaczy, że zawsze się pilnuje. Nie stawia się w sytuacji, w której byłaby bezbronna. Nie nadużywa alkoholu, a jeśli jej się to zdarzy, zawsze wraca do swojego domu, sama. Na pytanie czy kobiety same są winne temu, że ktoś je molestował, odpowiada, że nie, ale powinny podjąć konieczne środki bezpieczeństwa. Dociśnięta przez dziennikarkę dodaje, że wina za molestowanie powinna rozkładać się po równo (na ofiarę i sprawcę).

Patriarchat lubi widzieć kobiety w dwóch, jedynych możliwych, obrazach: świętej i dziwki. Święta wcześnie chodzi spać i nie pije alkoholu. Dziwka natomiast używa życia i jeśli coś jej się stanie, to sama jest sobie winna. Taki obraz kobiet buduje czołowa współczesna strażniczka patriarchatu, Donna Rotunno. 

Ten szkodliwy stereotyp przyczynił się do krzywdy wyrządzonej przyjaciółce Cassie, Ninie. Dlatego Cassie konfrontuje się nie tylko z miłymi gośćmi, ale również z rektorką uczelni, Walker, a także byłą przyjaciółką, która stanęła po stronie chłopaków, Madison. Obie nie uwierzyły Ninie, kiedy szukała pomocy. Zamiast otrzymać kredyt zaufania, dziewczynę zalała fala pytań o to, ile wypiła, co miała na sobie. Madison bagatelizuje oskarżenie o gwałt mówiąc, że przecież wszyscy dużo wtedy pili, a Nina nie miała najlepszej reputacji. Rektorka Walker dodaje, że takie oskarżenia wpływają do rektoratu co kilka dni, a przecież władze uczelni nie mogą niszczyć życia młodym chłopcom tylko dlatego, że jakaś dziewczyna pożałowała tego, że się z kimś przespała. 

KASANDRA

Film nie kończy się happy endem, a przynajmniej nie w pełni satysfakcjonującym. Niektórych widzów i krytyczki to boli – po dwugodzinnym, emocjonalnym seansie chcielibyśmy odetchnąć. Część widowni wymaga spełnienia amerykańskiej filmowej obietnicy sukcesu. Osoby, które doświadczyły przemocy być może chciałyby zobaczyć na ekranie to, czego nie zaznały w prawdziwym życiu. Nie zgadzam się jednak z opinią, że to film pesymistyczny. 

W mitologii greckiej Kasandra, córka Priama, miała dar widzenia przyszłości, ale w patriarchalnym świecie jej głos nie mógł zostać zrozumiany. Być może historia Cassie wpisana jest w jakiś przełom, zmianę, ale wymaga większej uważności, lepszego wsłuchania się w herstorię? Sprawiedliwość w Obiecującej. Młodej. Kobiecie nie mogła jeszcze w pełni zaistnieć i bohaterka musi ją opłacić, bo nadal żyjemy w patriarchacie, jednak ostatecznie sprawcy zostają skuci w kajdanki. Może to jest właśnie film odpowiadający naszym społecznym możliwościom, ale wróży lepszą, sprawiedliwą przyszłość dla kobiet? 

  • 1.  Laura Mulvey Przyjemność wzrokowa a kino narracyjne, przełożyła Jolanta Mach, w: Panorama współczesnej myśli filmowej, pod redakcją Alicji Helman, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Uniwersitas”, Kraków 1992.

Udostępnij

Studentka wIedzy o teatrze na Akademii Teatralnej w Warszawie.