pandemia

Udostępnij

„Twoje ciało zaczyna być trochę jak taki chwast, który tak wyrasta, rozrasta się między szczelinami – nieprzycięty i niewyrwany” – mówi Ramona Nagabczyńska w nagraniu Choreografia makrozbliżeń zrealizowanym dla festiwalu Ciało/Umysł. Kamera na dużym zbliżeniu przesuwa się po skórze artystki, a ona sama opowiada o zakamarkach własnego ciała zaniedbanych w czasie lockdownu. O niepielęgnowanej skórze, wyrastających na ciele w najmniej spodziewanych miejscach włosach, „niezrobionych cyckach i dupie”.

Zadzwonili, że aktor miał koronawirusa. Powiedzieli to, co powinni powiedzieć. Żeby uważać, czy nie pojawia się coś niepokojącego i żeby liczyć się z możliwością telefonu z sanepidu. Sanepid oczywiście nie zadzwonił, objawów nie mam. Siedziałem na malutkiej scenie, ale w trzecim rzędzie, odległość od aktorów to zawsze co najmniej cztery-pięć metrów, o zarażeniu drogą kropelkową podczas spektaklu raczej nie było mowy. 

Widziałem aktorów tańczących ze szczęścia. Po spektaklu, który po miesiącach głodu zagrali na żywo, a maseczki z wypełnionych do ostatniego miejsca pandemicznych krzeseł odpowiedziały oklaskami. 

Przedrukowujemy apel ludzi teatru – Zespołu Eksperckiego przy Instytucie Teatralnym – i podpisujemy się pod nim.

Jacek Sieradzki i zespół „Dialogu”

 

 

Szanowny Pan
Mateusz Morawiecki
Prezes Rady Ministrów

 

Szanowny Panie Premierze,

Zaszczepiłem się. Przyjąłem pierwszą dawkę. Kolejna będzie pewnie w maju. Trochę ulga, bo wiadomo; ale trochę też wstyd i zażenowanie. Dostałem tę dawkę wirusa tylko dlatego, że pracuję jako nauczyciel akademicki.

Zaczyna się od martwego gołębia na chodniku – smętnego zwiastuna przyszłych potworności. Pamiętam ludzi kaszlących krwią i umierających w ciągu kilku dni czy nawet godzin; tajemnicza choroba rozprzestrzenia się szybko, wyniki badań zdumiewają lekarzy i naukowców. W jaki sposób stuletni wirus pojawił się nagle w Ameryce końca lat dziewięćdziesiątych? Obrazy spienionej krwi i wizja zaraźliwej, śmiertelnej choroby sięgającej trupią ręką poprzez dekady zostają ze mną na długo, w pewnym sensie do dziś.

Maj kwitnie bzami, pachnie jeszcze gdzieniegdzie forsycją. Tulipany uśmiechają się do brzęczących nad nimi pszczołami. Czasem coś błyśnie, czasem coś trzaśnie, wiosenna ulewa zrosi bujnie falującą już trawę. Trzeba tylko chwili by promienie słońca starły najdrobniejsze ślady deszczu. Intensywna zieleń, żółć, fiolet, czerwień – wszędzie widać barwy tęczy. 

BERENDT: Punktem wyjścia dla waszej pracy nad Danse Macabre w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu była sytuacja pandemii i związane z nią doświadczenia choroby i śmierci. Jakim materiałem się zajmowałyście?

To pytanie można czytać na różne sposoby, ale także całkiem dosłownie. O tym, jakiego rodzaju dźwięki, wydarzenia akustyczne i audialne pojawiły się i zaistniały w ostatnim roku w obszarze sztuki partycypacyjnej, eksperymentów społeczno-artystycznych i pedagogiki teatru rozmawiają Dorota Ogrodzka, Magdalena Sowul i Sebastian Świąder – twórcy pracujący w szerokim polu teatru i działań artystyczno-włączających. 

[ODSŁUCHAJ]

Udostępnij