Pamiętnik Poliny Żeriebcowej

Polina Żeriebcowa
2017
6 (727)

Dniewnik Żeriebcowoj Poliny (materiał dla teatru) (Pamiętnik Poliny Żeriebcowej) to przejmująca kronika wojen czeczeńskich pisana z samego serca wydarzeń: „Cześć, Pamiętniku! Mieszkam w mieście Grozny na ulicy Zawiety Iljicza, Nazywam się Polina Żerebcowa. Mam dziewięć lat” – to pierwszy wpis. Ostatni będzie o dekadę późniejszy, ale jego ton będzie sugerował, że mamy do czynienia z kimś o wiele starszym, niż z dziewiętnastolatką. Wojna zabija. A jeśli nie zabija – wymaga szybkiego wydoroślenia.

Lektura jest wstrząsająca. I tak, również dlatego, że autorka nie rezygnuje z opisów bezpośrednich działań wojennych, w wyniku których giną żołnierze, a przede wszystkim cywile. Ale wstrząsająca jest zwłaszcza ta lekcja dorosłości, którą w ekspresowym tempie odrabia Polina Żeriebcowa – lekcja, w której wszelka czułość, w tym rodzinna, zostaje zmarginalizowana. Polina nawet nie walczy o przeżycie – to zakładałoby jakiś plan, przemyślane działania, a ona właściwie poddana jest woli innych i nade wszystko zrządzeniom losu. Przeżywa wojnę właściwie instynktownie, i chyba tylko instynktownie częściej opowiada się po stronie tego, co dobre – całkowite upodlenie widać nie istnieje.

Jako dziecko urodzone w rodzinie wieloetnicznej, choć z dominującą domieszką krwi rosyjskiej, odczuwa gorycz wojny domowej szczególnie boleśnie – bo jest za mało czeczeńska, by uznawano ją za ofiarę, ale też za mało rosyjska, by jej rodzina mogła ułożyć sobie życie poza Groznym. Decyzja matki, by w momencie wybuchu konfliktu nie uciekać z Czeczenii (bo zresztą nie do końca wiadomo dokąd) będzie opłacona wysoką ceną: Polina będzie poniewierana w szkole, w szpitalu, nawet później na rosyjskiej granicy. Ale mimo rosnącego gniewu wobec tych, którzy łatwo ją oskarżają (czasami zresztą rozładowaniem gniewu stają się rękoczyny), dziewczyna krok po kroku układa sobie życie, stając się wreszcie dziennikarką. Pomaga jej w tym prowadzenie pamiętnika – jakby nazwanie problemów i opisanie rzeczywistości pozwalało na zdobycie dystansu, zaś przelanie na papier refleksji na swój temat pełniło funkcję rachunku sumienia służącego odradzaniu się po popełnionych przewinieniach.

Nie jest zaskoczeniem, że pierwsze wpisy bywają infantylne, a nawet naiwne. Oburzenie kilkulatki na palenie książkami w piecu nie wzrusza, ale – poprzez skojarzenia z tak bardzo wyeksploatowanym mitem obrony Leningradu – raczej razi pewną naiwnością. Szybko jednak dostrzegamy, jak sama autorka zdaje sobie sprawę z błahości tego typu problemów i generowanych przez nie romantycznych uniesień: im bliżej niej wybucha kolejny granat, im częstsze stają się strzały snajperów, tym przyziemniejsze stają się rozważania Poliny. Na poezję, owszem, pozwala sobie przelewając natchnione myśli na pamiętnikarski papier, ale… Im dłużej trwa wojna, i im dłuższe są poematy, tym bardziej słyszymy w nich eksplozje granatników. Polina rymuje, ale na co dzień usiłuje coś sprzedać na rynku, by mieć na jedzenie, a gdy już nikt niczego nie chce kupić, jest gotowa kraść i chodzić na szaber: jak wszyscy (niektórzy chodzą nawet z taczkami). Przeżywa głód, uczy się bronić kijem, gdy rówieśnicy chcą się na niej, „tej ruskiej”, mścić. Spędza długie godziny w piwnicach i schronach. A jednak nie ulega całkowitemu upodleniu. Na samym dnie beznadziei zawsze odzywa się w niej pytanie o to, jak zagospodarować tę resztkę wolności, której mimo wszystko jej nie zrabowano.

I wreszcie jej pamiętnik jest także kroniką dobrych uczynków – spisem działań pełnych dobrej woli, gdy w niespodziewanych i nieprawdopodobnych sytuacjach ktoś obcy przychodzi z pomocą. Bo wojna zmienia ludzi w zwierzęta (Polina Żeriebcowa nie ma złudzeń), ale także przyczynia się do pojawienia niespodziewanych aktów heroizmu, czy też pcha do solidarności.

Dniewnik Żeriebcowoj Poliny zmieniony przez autorkę w materiał dla teatru to reportaż najwyższej prób i wypracowanie na temat tymczasowości – doświadczenia, które w dzisiejszych czasach staje się doświadczeniem wspólnym dla wielkich rzeszy migrantów upodlonych przez wojny. Utwór przełożyła Agnieszka Lubomira Piotrowska.

 

Piotr Olkusz

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od roku 2009. Z wykształcenia teatrolog i romanista. Zajmuje się przede wszystkim teatrem francuskim, instytucjonalnymi uwarunkowaniami estetyki teatralnej, rozwojem idei teatru popularnego, a także osiemnastym wiekiem w teatrze i narodzinami nowoczesności. Tłumaczył teksty teoretyczne i literackie (w tym sztuki teatralne). Wykłada w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego, jest także recenzentem portalu teatralny.pl.