Nowy Teatr w Warszawie

Udostępnij

Przy wejściu do sekretariatu wisi tabliczka z napisem „Dyrektorka”. To nie jest takie powszechne.

W 2018 roku to powinno być powszechne.

A dlaczego nie jest?

Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia i tego, że mało jest kobiet na tym stanowisku. Moim zdaniem formy żeńskie wejdą w krew, ale jeszcze trochę trzeba poczekać. Moje koleżanki mają tendencję do mówienia o sobie na przykład „scenograf”, „choreograf”… Ale to kwestia zmiany pokoleniowej, tak mi się wydaje.

Teatr jest instytucją patriarchalną?

Sonia Roszczuk i Paweł Sakowicz czekają przy wejściu do szatni jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Stoją nieruchomo w okularach przeciwsłonecznych, onieśmielając widzów zostawiających swoje płaszcze. Ubrani w modny, najnitisowy dżins i imitujące skórę węża kowbojki wyglądają niczym gwiazdy rocka, czym zresztą wzbudzają w przybyłych dystans. W przestrzeni Świetlicy Nowego Teatru, zajętej tylko przez krzesła i materace dla publiczności, rozpoczną spektakl tańcząc do głośnej muzyki.

Ostatni Agnieszki Jakimiak i Romualda Krężela nie chce wywoływać u widzów gwałtownych emocji ani zadawać wielkich pytań o przyszłość pokoleń czy sens egzystencji. Choć autorzy spektaklu sięgają po temat z półki oznaczonej etykietą „ważne”, tworzą niezobowiązującą grę z formułą teatru, opartą głównie na intuicji, nastawioną na performatywność zdarzenia teatralnego.

Fantazje Erotyczne Kobiet” to utworzona kilka miesięcy temu strona na Facebooku zachęcająca do wypełnienia anonimowej ankiety i – jak informują autorki fanpage’a – wspólnego zbudowania współczesnej mapy kobiecych fantazji erotycznych.

W jednej z pierwszych scen Amatora Filip Mosz (Jerzy Stuhr) świętuje ze znajomymi narodziny córki. Kieruje kupioną niedawno kamerę na telewizor, na którego ekranie widać Krystiana Zimermana podczas Konkursu Chopinowskiego. Wtedy jeszcze nie nagrywa, niemniej to prawdopodobnie moment, kiedy po raz pierwszy zachwyca się widzianym przez obiektyw obrazem. Doznaje tego samego olśnienia, które Louis Delluc, jeden z pierwszych teoretyków kina, nazwał fotogenią, czyli cudowną właściwością filmu, który równocześnie nadaje formę i nie zmienia prawdy o rzeczywistości.

Lipiec. Teatry zakończyły sezon, więc z rzadka można jeszcze coś obejrzeć. Cały czas gra jednak Teatr Wybrzeże, który daje premiery – za chwilę w repertuarze będzie wyreżyserowana przez Tomasza Cymermana drukowana niedawno w „Dialogu” sztuka Pan Schuster kupuje ulicę Ulriki Syhy – i pokazuje starsze przedstawienia. Akurat trafiłem na Trojanki Jana Klaty, których wcześniej jakoś nie udało mi się obejrzeć.

Erazm z Rotterdamu, główny bohater spektaklu wyreżyserowanego przez Annę Smolar, zostaje zdemaskowany jako puste znaczące humanistyki; jako symbol pewnego podejścia do świata, jako reprezentant pewnej epoki i wyraziciel jej dążeń. Jednocześnie w czasie przedstawienia zmienia się ze spłoszonego chłopaka, zawstydzonego zainteresowaniem jakie wzbudza, w człowieka schorowanego, ślepego i zniedołężniałego, uzależnionego od innych.

MORAWSKI: Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej to okazja, by obejrzeć teatr, jakiego na co dzień chyba nie oglądamy. Na przykład teatr dla dzieci i młodzieży. Mam wrażenie, że jest on słabo opisywany, a jeżeli jest – to raczej w wąskim kręgu. W związku z tym jest to okazja, by o tym teatrze porozmawiać, bo – jak zwykle – sporo było w tym sezonie zgłoszonych przedstawień, zwłaszcza dla dzieci, a co więcej stanowią one mniej więcej połowę spektakli, które zakwalifikowaliśmy do finału. Mamy Dzikiego z Wałbrzycha, Kwiat paproci z Teatru im.

Ludyń istnieje i diabły pewnie też. Tekst Iwaszkiewicza napisany w 1943 roku był próbą opisania źródeł zła, które tkwi w każdym człowieku. Siła charakteru pozwalająca budować hierarchię społeczną, ustanawiać relacje może być nadużyta. Może przekroczyć naturalne granice integralności drugiego człowieka. 

Wtedy rodzi się zło. 

Udostępnij