krytyka

Udostępnij

„Wszyscy wiedzą, ale nikt nic nie mówi” – zauważa anonimowa postać, która wkłada strój kosmitki, żeby móc publicznie odnieść się do milczenia na temat przemocy seksualnej w teatrze. Anchois courage! to tytuł filmu zamieszczonego na YouTubie, w którym dwie performerki z zasłoniętymi twarzami rozmawiają o tym, co ludzie gadają i co słyszały na temat nadużywania władzy przez reżyserów teatralnych i wykładowców uczelni artystycznych.

Ten tytuł – wiem o tym – brzmi z jednej strony nazbyt uzurpatorsko, jakbym chciała ogłosić zamknięcie jakiegoś zjawiska, a z drugiej strony może budzić zdziwienie, jako że krytyka towarzysząca, o jakiej najczęściej myślimy przywołując ten termin, jest już bytem historycznym i, doprawdy, nie trzeba jej ani zamykać, ani głosić jej wyczerpania, ponieważ już dawno wyczerpała się sama.

Krzysztof Varga napisał pięć lat temu w „Dużym Formacie” tekst zatytułowany: Śmierć krytyka, czyli czas entuzjastek 1. Otwiera go następujący akapit:

W wydanym w 2018 roku pokonferencyjnym tomie zbiorowym Teatr a Kościół zamieszczony został artykuł Doroty Semenowicz Skandal: casus polski, narodowo-katolicki 1.

Joanna Królikowska postawiła sobie zadanie karkołomne. Postanowiła napisać pracę magisterską o strategiach redakcyjnych pism teatralnych, „Dialogu”, „Teatru” i „Sceny” w latach osiemdziesiątych tamtego wieku. Weszła w temat, o którym nic nie mogła wiedzieć z autopsji – bo jej na świecie nie było. Zarazem w temat tak nieodległy w czasie, że obfitujący w naocznych, wciąż żywych świadków, którzy owe strategie współtworzyli bądź w ramach nich działali i którzy na swój użytek najlepiej wiedzą, jak było, o co naprawdę chodziło i jakie kim kierowały pobudki.

Co różniło „Teatr” od „Dialogu” w pisaniu o polskim teatrze lat osiemdziesiątych? Już rzut oka na spisy treści obu czasopism wystarczy, by zauważyć, że „Teatr” pisał o aktualnych problemach dużo i chętnie, a „Dialog” przed tymi tematami uciekał. Oczywiście, podstawowym zadaniem założonego w roku 1956 czasopisma była publikacja tekstów dramatycznych, i to one stanowią główną część każdego numeru.

Udostępnij