W obozie Trojan

Blog
06 lis, 2018

Trafiłam do Troi. Przypominała wysypisko śmieci zalane czerwonym światłem, po ziemi walały się stare szmaty i kanistry. Na tronie pośrodku siedziała profesor Aleksandra Górska jako król Priam w ciemnych okularach i chyba trochę drzemała, a u stóp tronu prężyli się ci, którzy po latach oblężenia pozostali jeszcze przy życiu. Piękna Helena zwana Niezamądrą (Klaudia Kulinicz) w przerysowanym makijażu uśmiechała się niepewnie do zniewieściałego Parysa w futerku (Konrad Szymański, także jako Menelaos), dzielna Andromacha (Aleksandra Boroń) ledwie powstrzymywała deliryczne drgawki u boku Hektora (Alekander Kaźmierczak), który dostał mniej efektowne zadanie aktorskie, bo musiał trwać niewzruszenie. Kaleka Danae (Marta Sutor) wiła się po ziemi jak wąż, śpiewająca Kasandra (Małgorzata Kozłowska) zachwycała wokalizami, od których przebiegały dreszcze, a Fortuna (Maja Szopa) emanowała zadziorną słodyczą młodej Gabrieli Kownackiej. I jeszcze gdzieś na tym śmietniku obwąchiwała się para głównych kochanków: Troilus i Kressyda, czyli plastyczny, zawadiacki Mateusz Burdach i Kamila Brodacka, skutecznie pobrzydzona kostiumem kloszardki, ale tym bardziej przejmująca.

Grecy obozowali w drugim końcu sali, dla kontrastu niebieskim, więc Odyseusza (Monika Szwajnos), Pazyfae (Vanessa Aleksander), Tanecznicę (Katarzyna Gałązka), Agamemnona (Jakub Gąsowski, także jako Eneasz), Achillesa (Szymon Owczarek), Patroklesa (Jakub Kordas), Ajaksa (Marcin Franc) i Tersytesa (Karol Biskup) widziałam gorzej. Wymieniam jednak wszystkie role, bo to przedstawienie dyplomowe i warto zapamiętać nazwiska: ten rok zdaje się obfitować w talenty. Niektórzy już grają, zdaje się, w serialach – publiczność rozpoznawała. Seriale serialami, ale zawsze przyjemnie chodzić do Collegium Nobilium na dyplomy, by oglądać świeżaki u progu kariery. I kibicować potem tym upatrzonym, zapamiętanym.

Agata Duda-Gracz odebrała takim zgredziałym, śliniącym się do młodości widzom jak ja część estetycznych wzruszeń, bo zza łachmanów, zepsutych zębów, groteskowych makijaży ledwie było widać urodę rocznika dyplomowego. Ale przedstawienie (jej autorska trawestacja Troilusa i Kressydy, wystawiona pięć lat temu w Teatrze Słowackiego, a teraz zainscenizowana jakby „brudniej”, kuglarsko i menelsko, w stylu jej ostatnich spektakli) wyszło znakomicie. Dwa obozy, dwa plemiona skaczące sobie do gardeł nabrały jako komentarz do polskich spraw smutnej aktualności, tym smutniejszej, że oglądaliśmy krajobraz po bitwie.

Parys był już znudzony Heleną i chętnie by ją Grekom odesłał, ale nie wypadało, Menelaos zresztą też tak naprawdę nie chciał jej z powrotem. Priam wymieniał elegijnie imiona pogrzebanych. Obie strony, wykrwawione i zmęczone wojennym oczekiwaniem, nie za bardzo pamiętały, o co właściwie walczą. Ci, którym przydarzyła się miłość, jak nieszczęsny Troilus, kończyli upokorzeni. Zza patriotycznych haseł i kultu herosów przezierał strach, próżność celebrytów, rozgoryczenie kobiet i polityczny impas. Ale napięcie rosło. Wreszcie od finału, czyli od półnagich, skłębionych ciał w scenie rzezi Troi, powiało zwierzęcą grozą. A że było to przedstawienie reżyserki, u której nikt się widzom nie kłania, świeżaki nie wstały do oklasków.

JJ

 

Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o wojnie trojańskiej, reż. Agata Duda-Gracz, Teatr Collegium Nobilium, Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie.

Udostępnij