Teka dla teatru

Blog
27 lis, 2018

Naiwnością byłoby oczekiwać, że wśród uczestników konkursu otwartego ZAiKS-u i WFDiF na dramat dla Teatroteki znajdzie się „polski Shakespeare”. Niemniej, kiedy z 232 opatrzonych godłem prac, które nadesłano, odsiano utwory najsłabsze, w tym naiwne obrazki twórczych i sercowych dylematów malarek i innych artystek oraz nieporadne psychodramy, to okazało się, że jest całkiem ciekawie i jest o czym rozmawiać. W największym skrócie i uogólnieniu obraz wyglądał tak.

Bardzo niewielu autorów czuło się skrępowanych formatem obrazu telewizyjnego. Za nic mieli zamkniętą przestrzeń czy jedność miejsca i czasu; bliższe im było chyba myślenie filmowe niż teatralne.

Wyraźna była skłonność do przerysowania, groteski czy satyry.

Przeważała problematyka dotycząca wyborów życiowych, znalezienia sobie miejsca w rodzinie, zawodzie czy w środowisku.

Prawie nieobecna była doraźna tematyka polityczna – chociaż nierzadko stanowiła tło. Prawie nieobecne były też tematy historyczne i faktograficzne.

Nowoczesna technologia, nowoczesne środki komunikacji oraz gry komputerowe stanowiły często i temat, i mechanizm napędowy.

Zaskakująco dużo było udanych prób kreowania języka bądź odtwarzania języka środowiskowego lub regionalnego.

Wielu dobrym pomysłom nie towarzyszyły, niestety, umiejętności warsztatowe, zwłaszcza wyczucie dramatu czy zdolność selekcji.

Najciekawiej jednak było, kiedy po przyznaniu nagród i wyróżnień otwarto koperty z nazwiskami autorów. Okazało się, że nie ma wśród nich naszych najbardziej znanych dramatopisarzy, że w przeważającej większości nagrodzeni, jak również ci, których prace przeszły do finału, to teatralni debiutanci. Czyżby nam rosło nowe pokolenie? Oby.

                                                                                                                                 MS

Udostępnij