Teatr okrucieństwa

Jacek Sieradzki
Blog
11 lut, 2020

Te zdjęcia zostały zrobione w Parku Narodowym Djoudj utworzonym na rzece granicznej dzielącej Senegal i Mauretanię. Pierwsze przedstawia wyspę pelikanów niemal rozsadzaną energią ptasiego tłumu. Starzy wychowują zeszłoroczny przychówek. Jak w bajce o brzydkim kaczątku brzydkie pelikaniątka długo noszą szarą barwę, zanim, doroślejąc, zmienią się w majestatyczne białe żaglowce z żółtymi dziobami.

Na przeciwległym brzegu stoi młody pelikan. Sam. Uszkodzone skrzydło zwiesza ku ziemi. Czeka na sępy. Stoi nieruchomo i patrzy na życie z drugiej strony wąskiej w tym miejscu wody.

Obraz jest rozdzierający – także dlatego, że nie ma w nim żadnych linek asekuracyjnych, tych mentalnych osłonek, jakimi zwykle chronimy nasze wrażliwe sumienia. Nie odbyła się tu żadna spektakularna walka, po której moglibyśmy pokiwać głowami i mruknąć coś o bezwzględności przyrody. Żaden ekologiczny patrol nie przyfrunie tu poduszkowcem, zabrać okaleczałego ptaka do leczniczego azylu dobrych samarytan. Mądrzenie się o stoickim stosunku do śmierci też można nie powiem o co potłuc. Tu nie ma żadnego „stosunku do”, tu jest tylko ona. Jej Nieuchronność.

Cała współczesna kultura zmówiła się, by wyrzucić ją poza krąg świadomości. By ją zatupać i zagłuszyć. By utulać nas, zdziecinniałych, w błogim złudzeniu, że nas ona przecież nie dotyczy. No bo jak? I za co? A potem wpływa się w taki ptasi Styks – ludzki też – i nie wiadomo, gdzie oczy podziać.

Udostępnij