Pod Palmovkou

Blog
06 sie, 2018

Shakespeare w teatrze aluzji to artykuł Marty Fik z "Dialogu" nr 3/1992. Opisała w nim dokładnie to, co w tytule, kiedy już było można napisać o tym wprost i bez oglądania się na cenzurę. Chyba pora tam zajrzeć i sprawdzić, jak używać Barda, albo wprost przeciwnie, jak go nie używać. Trudno powiedzieć, czy teatr aluzji rozkwitnie nam tysiącem kwiatów czy nie, bo zależy to bardziej od widzów niż od artystów, ale pragnieniu należytego zobrazowania na scenie politycznych łajdactw z pewnością trudno się oprzeć. Także z użyciem Shakespeare'a.

Na przykład, Miarka za miarkę, gdyby ktoś nie pamiętał, opowiada o księciu, który rzekomo oddaje władzę swemu namiestnikowi, lecz cały czas bacznie śledzi jego działania. Namiestnik tymczasem bierze się za odnowę moralną państwa, surowo egzekwuje prawo, zakazując między innymi stosunków pozamałżeńskich. Sam jednak wyrzec się ich nie zamierza i wykorzystuje swą pozycję do ohydnego szantażu, domagając się seksu od mniszki, której brata skazał na śmierć za cudzołóstwo. Dostaje czego chciał, ale od podstawionej dziewczyny, której kiedyś obiecał małżeństwo i obietnicy nie dotrzymał. Gdy kobiety ujawniają jego postępki przed księciem, który wrócił do władzy, ten bierze stronę namiestnika i  żąda, by to je ukarać. A w finale oczywiście namiestnik poślubia dawną narzeczoną, a książę – mniszkę.

W Miarce za miarkę jest wszystko, czego nam trzeba: władca, który rządzi zza kulis, namiestnik, który jest obłudnikiem, groza odnowy moralnej, podwójne standardy i nadużycia władzy. Shakespeare w teatrze aluzji? Ilustracji chyba. Oskaras Koršunovas wystawił już dwa lata temu Miarkę za miarkę w Teatrze Dramatycznym w Warszawie w scenografii odwzorowującej polski Sejm.

Na Festiwalu Szekspirowskim, który właśnie zakończył się w Gdańsku, pokazano tymczasem Miarkę za miarkę z teatru Pod Palmovkou w Pradze w reżyserii Jana Klaty. Było tam oczywiście wszystko to, co powyżej: manipulacja, hipokryzja i okrucieństwo władzy, która pragnie za wszelką cenę kontrolować życie intymne poddanych, ale też coś więcej: społeczeństwo zakute w dyby i brutalna przemoc wobec kobiet. Zazwyczaj wystarczy Szekspirowskie gry seksualne i godowe pokazać z kobiecej perspektywy, by każdą jego komedię zamienić w tragedię. W praskiej inscenizacji Miarki za miarkę Klata wydobył z tego coś jeszcze – że moralna krucjata, odmowa wiarygodności i szantaż to trzy najskuteczniejsze sposoby podporządkowywania sobie kobiet. A wtedy happy end oznacza kaźń.

Dzisiaj, kiedy #metoo w Polsce kojarzy się raczej z brakiem solidarności, środowiskową autoagresją i jawnym lekceważeniem niż z ruchem wsparcia, pytanie, czy teatr położony gdzieś bliżej nas niż Praga tę kwestię wreszcie poważnie podejmie – na scenie i nie na scenie – wydaje się dość jałowe.

JK

Udostępnij