O polszczyźnie

Blog
04 cze, 2019

Nie o polityce, ale o języku mowa.

Na przykład: ktoś zamachuje się na Kościół (dla nieświadomych: słowo „zamachuje” znaczy tyle, co odchyla rękę bądź nogę w celu zwiększenia rzutu uderzenia albo kopnięcia). I to mówi pan prezes, który dorastał na ulicy Lisa-Kuli na Żoliborzu. Sąsiedzi pamiętają, że bliźniaki kłóciły się o rowerek. Jarek był bardzo zażarty. Pewnie się zamachiwał.

Premier Morawiecki powiedział 15 grudnia ubiegłego roku: „Mamy bardzo wolny kraj”. Oj, bardzo. Kiedy ginie prezydent Gdańska, trzeba „zgłębiać szczegóły tych obaw” – obaw, że jakiś facet zabić jednak może. O przepastnej głębi ktoś pewnie już kiedyś napisał.

A „gama osób”? A „możemy się charakteryzować lepszą masą ciała”, a „gest ręczny”? „Czwarty czerwca rozpoczął datę…”?, „człowiek demograficznie biały”? „Prowadzi się krucjatę […] która ma prowadzić do ujednolicenia, do zglajchszaltowania Unii na bazie liberalnej lewicowości, poprawności oraz odejść od zdrowego rozsądku”. „Na bazie” nic się nie da zrobić. Bo to jak z tym powiedzeniem „w oparciu o”. Moja profesorka z kursu dla tłumaczy mówiła: pamiętajcie, w oparciu są tylko pluskwy. 

A „okres utrzymaniowy” (to z języka bankowego). I kuchnia, dla uspokojenia nerwów: „Przemieszujemy dodatki do dania”. Co to za pulpa językowa? Co ma z tym zrobić redaktor? Korektor?

Profesor Doroszewski mówił kiedyś mojej Mamie, wówczas studentce, że język jest żywy. Zmienia się. I niektóre zmiany należy przyjąć. Zgoda. Jednak chaos w języku? No nie. Będziemy mieć – już mamy – problem z dogadaniem się na Żoliborzu, a potem szerzej, i szerzej.

Jestem redaktorką. Sama nigdy nie lubiłam być pilnowana. A przecież języka bym pilnowała. Zawsze. Już teraz wszyscy mówimy różnymi językami, o czym pisał Bułhakow. Ale rzeczy od tego nie ulegną zmianie.

A poza tym bogato. Rozdajemy sobie, nie pytani, co jeszcze mamy. Jak powiedziałby Horacy: ciemna zgryzota za jeźdźcem siada.

DJĆ

Udostępnij