Listopad

Blog
13 lis, 2018

Chodziliśmy odwiedzając groby. Każdy kogoś sobie przypomina. My, w „Dialogu”, coraz więcej osób.

Ale cmentarze to nie tylko listopad. Kiedyś podczas letniego pobytu nad morzem, jak zwykle w Dębkach, ktoś mnie i Zbyszka zaprowadził na cmentarz mennonitów. To ci dzielni, co osuszyli nam Żuławy. Niemieckie, holenderskie nazwiska. Cmentarz był cały zarośnięty chaszczami, tablice porąbane siekierami albo skradzione. Trzymała się jeszcze mała kaplica. Niestety, służyła za wychodek. W 1945 roku mennonici uciekli z Polski przed Armią Czerwoną. Jak wygląda dziś miejsce pochówku ich przodków, wolę nie myśleć.

A potem byliśmy w pałacu w Krokowej. Drogo tam, ale spotykają się ludzie, Polacy i Niemcy, na seminariach i nie tylko. Wszystko zostało odnowione, drzewa rosną, ryby pływają, żaby kumkają. Czas płynie spokojnie. Ktoś o to dba.

Graf Christian von Krockow (von Krokau) miał czterech synów. Obywateli polskich. Gdy przyszła wojna 1939 roku, jeden z braci poszedł do ułanów. Trafił do niemieckiej niewoli, a potem wrócił do pałacu i do braci, którzy walczyli dla Trzeciej Rzeszy. „W ciężkich latach polskich rządów pozostawali wierni niemczyźnie” – napisano potem na ich nagrobkach. Reinhardt, ów ułan, uległ w końcu namowom braci i wstąpił do Wermachtu. Trzej zginęli. Czwarty, Albrecht, nie chciał iść do żadnej armii, samookaleczył się i przez całą wojnę zarządzał majątkiem. Przeżył, a wiele lat później stworzył fundację polsko-niemiecką.

Wśród jego przodków był niejaki Albert Szalony. Słynął z tego, że galopował nocami konno po okolicznych polach i lasach ze sforą psów. Zmarł w 1823 roku, pochowano go wraz z koniem i psami. Jego ciało spoczywa na Pańskim Wzgórzu, niedaleko Minkowic i Krokowej. Wzgórz jest tam chyba z pięć, może więcej. Spróbujcie ten grób znaleźć. Nam się jakimś cudem udało.

djć

Udostępnij