kuracjuszki_2.jpg

„Kuracjuszki z Interno”, reż. Justyna Lipko-Konieczna, Dorota Ogrodzka, Teatr Powszechny w Warszawie, 2018. Fot. Alicja Szulc

Kuracjuszki z Interno

Blog
18 gru, 2018
1992

Trzydzieści siedem lat od wprowadzenia stanu wojennego to szmat czasu, dłuższy niż od końca drugiej wojny do 13 grudnia 1981. Tym, którzy pamiętają, nie chce się w to wierzyć; ci młodsi uważają nie bez racji, że jedno i drugie było wystarczająco dawno od dziś, by się tym przesadnie nie zajmować. Trzydzieści siedem lat to czas wystarczająco długi, by stosunek do tamtych wydarzeń podlegał przemianom, od lekceważenia po kombatancki kult, od heroizowania po ironizowanie. Zwłaszcza sprawa internowania działaczy i działaczek – w zwykłych więzieniach, ale i w domach wczasowych – to jeden z elementów tej historii, które stawiają szczególny opór, bo trudno przyjąć wobec nich łatwą narrację. Można je oczywiście śpiewać na prostą melodię jakiegoś okupacyjnego walczyka, ale słuchaczy im to nie przysporzy. 

Tymczasem niezależnie od miejsca, warunków, towarzystwa i okresu trwania było to dla wielu ludzi pierwsze (i ostatnie) doświadczenie realnego (nie metaforycznego) pozbawienia wolności. Doświadczenie trudniejsze niż można sądzić, doświadczenie fizyczne, egzystencjalne, społeczne, psychiczne i polityczne w jednym. Nie ekstremalne, bo na szczęście nie wyrywano nikomu paznokci, ale często nieznośne. Możemy to zrozumieć pod warunkiem, że naszym punktem odniesienia są nie tylko stalinowskie kazamaty, ale także lipcowa podróż PKP z Warszawy do Koluszek w przedziale bez klimatyzacji, gdy współpasażerowie nie pozwalają otworzyć okna, bo boją się przeciągów.

W Gołdapi, w ośrodku wczasowym prasy, radia i telewizji zamienionym na kobiecy obóz internowania, okna nie miały klamek, a strażnicy mieli rozkaz strzelać do tych, co by mimo to chciały próbować. Okna, których przez wiele miesięcy nie można otworzyć, to dobry punkt wyjścia do opowieści o doświadczeniu pozbawienia wolności. Takich szczegółów jest więcej w spektaklu Kuracjuszki z Interno, zrealizowanym przez Justynę Lipko-Konieczną i Dorotę Ogrodzką w Teatrze Powszechnym w Warszawie w ramach projektu artystyczno-badawczego Stowarzyszenia Pedagogów Teatru.

Jak pisano w zapowiedzi, zespół realizatorek i performerek-aktywistek wspólnie badał historię kobiecego obozu i szukał języka, by ją odpowiednio opowiedzieć. Ta wspólna praca mikrohistoryczna, w której wzięły udział także byłe internowane, zakończyła się 12 i 13 grudnia czytaniami performatywnymi zebranego i przetworzonego materiału. Rzeczywiście udało się tu połączyć pracę badawczą, aktywizm, edukację i teatr. Rzeczywiście doświadczenie pozbawienia wolności udało się przekazać nie pod postacią kombatanckiej pogadanki, ale językiem wyprowadzonym z kobiecego odczuwania ciała, kobiecej wrażliwości i kobiecych relacji. Dwie można tu mieć refleksje: że koniec końców całą historię trzeba będzie tak opowiedzieć i że przy tym trzydzieści siedem lat to o wiele mniej, niż się wydaje.

JK      

Udostępnij