Kultura wyzysku

Joanna Krakowska
Blog
14 sty, 2020

„Ciągle o tych pracowaniach. Ja lubię pracę, ale w miarę” – mówi Przełęcki, ale dopiero wtedy, kiedy postanawia zniechęcić do siebie Smugoniową. W żadnym wypadku nie chcemy nikogo do siebie zniechęcać, wprost przeciwnie.

Tematem styczniowego numeru „Dialogu”, który ukaże się za chwilę, jest praca materialna i niematerialna, w lakierni i w teatrze, prekaryjna, nadproduktywna, sensowna i bezsensownie uwikłana w systemowe absurdy i kulturę wyzysku. Ostatnio praca powraca często na naszych łamach w różnych kontekstach – instytucji, hierarchii, zespołowości, reprodukowania złych wzorców. Chyba nawet częściej piszemy o robieniu teatru niż o samym teatrze, tak jakby proces jego wytwarzania dostarczał nam głębszych przeżyć, przynosił większą wiedzę o świecie i wywoływał ostrzejsze spory niż to, co oglądamy potem na scenie i to, co się z niej głosi. Czy faktycznie proces a nie efekt, narzędzia a nie produkty, relacje a nie role, kulisy a nie proscenium częściej decydują dziś o sensach, a intencje twórców weryfikuje nie premiera, lecz praca i jej okoliczności? Dla jednych nie, dla innych tak, ale skoro już o tym mówimy, to znaczy, że identyfikowanie i nazywanie mechanizmów szeroko rozumianego wyzysku nie sprowadza się tylko do struktur i budżetów, ale dotyczy także kultury i języka.

Kiedy mówi się o mobbingu i molestowaniu seksualnym (a o tym z kolei będzie w numerze lutowym), a więc znowu o pracy i jej warunkach, o których stanowią relacje międzyludzkie, to już z grubsza wiadomo, że pierwszym świadectwem tych relacji jest język – seksizm, mizoginia, przemoc zakonotowane w utartych wyrażeniach, metaforach, dowcipach, śliskich komplementach, familiarnych zwrotach. To język zdradza kulturę, zwaną kulturą gwałtu; językiem kultura gwałtu sama na siebie donosi. 

A kultura wyzysku? Dla wielu z nas jej język jest jeszcze przezroczysty i neutralny, a jego nikczemne zabarwienia nierozpoznawalne. A jeśli nawet, to dalej używa się go ironicznie, w cudzysłowie, w przekonaniu, że wszyscy mają poczucie humoru na wyrażenia i zwroty podkreślające hierarchię, nadużywanie władzy i wyzysk. Tymczasem, jak głosi po angielsku stara mądrość, „It’s not ironic, when it’s all the time” – nic nie jest ironiczne, co trwa. Kultura wyzysku jest zbyt powszechna i dotkliwa nie tylko w korporacjach, lecz w instytucjach kultury, na uczelniach i w miejscach, gdzie w deklaracjach wysoko ceni się kolektywizm, by mieć do niej ironiczny dystans. 

Język kultury wyzysku nie został chyba jeszcze opisany, wrażliwość na jego brzmienia zależy w dużej mierze od wieku, doświadczeń i miejsca w hierarchii. Ale pora go zacząć rozpoznawać, by oduczyć się go na dobre, tak jak oduczamy się seksistowskich zwrotów. To nie kwestia poprawności politycznej, lecz zwykłego poszanowania drugiego człowieka. Bo zdanie: „została pani wyznaczona do zajęcia się tą sprawą” nie różni się wcale aż tak bardzo od zdania „ależ pani cycki dobrze się prezentują w tym fartuszku”.

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 1999 roku. Jest historyczką teatru współczesnego. Pracuje w Instytucie Sztuki PAN. Wydała monografie „Mikołajska” (2011), „PRL. Przedstawienia” (2016), "Demokracja. Przedstawienia" (2019). Jest współautorką książek „Soc i sex” (2009) i „Soc, sex i historia” (2014), a także współredaktorką antologii „(A)pollonia. Twenty First Century Polish Drama and Texts for the Stage” (2014) oraz słownika „Platform. East European Performing Arts Companion” (2016). Wydała antologię tekstów dla teatru „Transfer!” (2015). Kierowała projektem "HyPaTia. Kobieca historia polskiego teatru" (www.hypatia.pl). Jako uczestniczka teatralnego kolektywu jest współautorką dwóch spektakli „Kantor Downtown” (2015) i „Pogarda” (2016).