77145732_788904311554351_2804462431374409728_o.jpg

Katowicka Runda Teatralna: Agnieszka Charkot „Nasza pani”, Teatr Czwarta Scena, Katowice 2019. Fot. Tomasz Makula

Kolektywnie

Justyna Jaworska
Blog
10 gru, 2019

Katowicka Runda Teatralna, organizowana przez fundację Miasto Ogrodów, to przegląd spektakli zespołów niezależnych na podstawie tekstów zainspirowanych Śląskiem. W tym roku odbyła się druga edycja, emocje były duże i wszystko wskazuje na to, że impreza się rozkręca. Sam festiwal trwał dwa dni (pokazano sześć godzinnych przedstawień), ale na te dwa konkursowe dni   czy ściślej wieczory pracowano prawie dwa lata. Najpierw adepci dramatopisarstwa przysyłali próbki tekstów, potem wyłoniono z tego trzy grupy warsztatowe, które przez siedem miesięcy pod fachową opieką pisały dramaty (w numerze grudniowym drukujemy powstałe tam Narzędzia ojca Agaty M. Skrzypek), następnie urządzono wielkie czytanie i sześć zespołów, wyłonionych w oddzielnej klasyfikacji, spośród kilkunastu świeżutkich sztuk wybrało sobie  materiał. I przez kolejne miesiące trwała praca nad spektaklami. Szkoda trochę dramatów, które odpadły, ale już same warsztaty były dla adeptów nagrodą – tak przynajmniej zapewniali adepci.

Atmosfera była świetna aż do panelu pod koniec drugiego dnia. Na scenie trójka reżyserów, trzy autorki, opiekunowie projektu, wymiana wrażeń, wzajemne komplementy i podziękowania. I nagle jedna z autorek wyznała, że spektakl ją nieprzyjemnie zaskoczył, że czuje się oszukana. Jej bohaterowi odebrano głos, aktorzy za dużo dodali od siebie, ona to napisała inaczej – i dziwi się, że reżyser tyle zmienił, a nie zapytał jej nawet o zdanie. Reżyser przyznał, że miał do autorki telefon, ale po namyśle postanowił nie skorzystać, by zachować czystość własnej interpretacji. Aktorzy z jego zespołu wstali z miejsc i zaczęli go bronić: są teatrem niezależnym, mają wizję artystyczną, mają prawo. A poza wszystkim – jak w godzinę mieli się zmieścić bez cięć? Zrobiło się naprawdę gorąco. 

Skończy się pewnie na zmianach w regulaminie. Bo rzeczywiście, po co przez siedem miesięcy pracować nad tematem, zbierać źródła, starannie konstruować tekst, jeśli „w praniu” ma z tego zostać kilka przetasowanych scen? A z drugiej strony – jak upchnąć długą sztukę w godzinnym formacie i jeszcze rozwinąć skrzydła własnej interpretacji? Festiwal wygrał spektakl, w którym tekst skrócono, ale bez większych przekłamań – i brawurowo dotańczono resztę sensów. Na dodatek w trakcie pracy reżyserka zaprzyjaźniła się z autorką, kilka razy spotkały się przy kawie, godzin przegadanych przez telefon nawet nie liczą. Nikt do nikogo nie miał pretensji, wyszło kolektywnie. A którzy artyści leczyli po tej rundzie obolałe ego? Cóż, ci najbardziej niezależni...

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od 2007 roku. Wykładowczyni Instytutu Kultury Polskiej UW pracuje jako adiunkt w Zakładzie Filmu i Kultury Wizualnej w Instytucie Kultury Polskiej UW. Wydała książkę „Cywilizacja Przekroju. Misja obyczajowa w magazynie ilustrowanym” (WUW, 2008). Naukowo interesuje się między innymi sockonsumeryzmem, kinem polskim lat siedemdziesiątych, historią kultury XIX i XX wieku, szefuje też Zespołowi Badań Mody i Dizajnu. Jest w jury Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej.