Balety po porodzie

Piotr Olkusz
Blog
03 Mar, 2020

„Między dwudziestym dziewiątym a trzydziestym czwartym rokiem życia tańczyłaś nieźle, ale bez przesady. Teraz, jak skończyłaś trzydzieści pięć lat, jak będziesz dobijała do czterdziestki, nie osiągniesz wiele więcej, zwłaszcza że teraz w dodatku masz dziecko” – usłyszała pięć lat temu baletnica Opery w Lyonie, Karline Marion od swojego dyrektora Yorgosa Loukosa i została zwolniona z pracy. Właściwie to została zwolniona już kilka dni wcześniej, tuż po powrocie z urlopu macierzyńskiego, ale dopiero drugą rozmowę z Loukosem potajemnie nagrała. Nagranie trafiło do sądu i po bez mała pięcioletnim procesie to dyrektor baletu musiał pożegnać się z pracą, na dwa miesiące przed końcem własnego kontraktu. Dobijająca czterdziestki Karline Marion otrzymała odszkodowanie, ale nieduże – pięć tysięcy euro.

Czy Karline Marion padła ofiarą mobbingu i dyskryminacji na tle płciowym ze strony dyrektora?

Nie, to Yorgos Loukos padł ofiarą nagonki wywołanej przez radykałów z transparentami #MeToo w ręku, którzy w zaślepieniu i w imię hiperpoprawności politycznej stają się zagrożeniem dla twórców sztuki – uznali liczni artyści, podpisując się pod listem poparcia dla Yorgosa Loukosa. Liczni i zasłużeni. Inicjatorkami akcji były Maguy Marin, choreografka, która odmieniła francuski taniec, zresztą zdominowany dotąd przez mężczyzn, i Ariane Mnouchkine, która jakąś połowę swoich spektakli zrobiła właśnie o niewinnych i pokrzywdzonych. Za nimi poszli Brigitte Lefèvre, Lucinda Childs, Robert Wilson, Mats Ek, Sylvie Guillem, Mathilde Monnier, ale także twórcy niezwiązani z tańcem (choćby Isabelle Huppert), dyrektorzy instytucji kultury i festiwali. Wielu artystów zagroziło nie tylko zerwaniem współpracy z Operą w Lyonie, ale także wycofaniem z niej swoich prac. Za dyrekcji Yorgosa Loukosa lyoński zespół dołączył do absolutnej czołówki baletowej, a zarzucanie mu dyskryminowania kobiet, które zdecydowały się na urodzenie dziecka, sygnatariusze uznali za absurd: „osiem z szesnastu tancerek obecnego zespołu to matki co najmniej jednego dziecka; w ostatnich latach było ich ponad dwadzieścia pięć” – przekonują Maguy Marin i Ariane Mnouchkine. Karline Marion została zwolniona, bo „była słaba fizycznie i stylistycznie”, a jej klasyczny styl, który wyniosła z wcześniejszego miejsca pracy (Ballet Béjart), był trudny do pogodzenia ze stylem lyońskiej grupy – przekonywał Yorgos Loukos.

List setki obrońców Loukosa wywołał poruszenie i podzielił Francuzów. Niedługo po jego opublikowaniu choreografowie William Forsythe i Benjamin Millepied oświadczyli, że ich podpisy znalazły się w piśmie przygotowanym przez Ariane Mnouchkine i Maguy Marin bez ich wiedzy („doszło do nieporozumienia” – tłumaczyła się potem Marin). Znów odżyła dyskusja na temat sposobów zatrudniania tancerzy w operach, która de facto jest dyskusją o możliwości dobierania sobie współpracowników przez choreografów. Maguy Marin chciałaby, by wszyscy tancerze byli zatrudniani przy konkretnych produkcjach, albo też, jeśli miałyby wciąż istnieć zespoły, by tancerze poddawali się procedurze wewnętrznych głosowań sezonowych, jak w Comédie-Française. „Kontrakty powinny być najwyżej roczne, choć – rzecz jasna – nie chodzi o wyrzucanie ludzi na bruk przy braku szacunku dla ich sytuacji życiowej”.

„Teraz, jak skończyłaś trzydzieści pięć lat, jak będziesz dobijała do czterdziestki, nie osiągniesz wiele więcej, zwłaszcza że teraz w dodatku masz dziecko” – powiedział Yorgos Loukos. 

Ale dwudziestu pięciu innym kobietom pogratulował macierzyństwa i przedłużył kontrakt.

Udostępnij

W zespole redakcyjnym „Dialogu” od roku 2009. Z wykształcenia teatrolog i romanista. Zajmuje się przede wszystkim teatrem francuskim, instytucjonalnymi uwarunkowaniami estetyki teatralnej, rozwojem idei teatru popularnego, a także osiemnastym wiekiem w teatrze i narodzinami nowoczesności. Tłumaczył teksty teoretyczne i literackie (w tym sztuki teatralne). Wykłada w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego, jest także recenzentem portalu teatralny.pl.