Anna Smolar

Udostępnij

„Spektakl czerpie ze spotkania artystów ze światem nauki, medycyny, bioetyki” – można przeczytać na stronie Centrum Nauki Kopernik w opisie spektaklu Henrietta Lacks, który powstał w ramach festiwalu Przemiany w koprodukcji z Nowym Teatrem w Warszawie. Przedstawienie wyreżyserowała Anna Smolar, a wystąpili w nim aktorzy Teatru Polskiego w Bydgoszczy: Marta Malikowska, Sonia Roszczuk, Maciej Pesta i Jan Sobolewski. Zespół – jak można się dowiedzieć ze strony Kopernika – miał możliwość pracy z naukowcami związanymi z Centrum Nauki, z biologami, bioetykami i bioartystami.

„A Dialog on Love” Eve Kosofsky Sedgwick wymyka się z porządku czytania naukowych publikacji opatrzonych zawsze litanią przypisów i naznaczonych suchością języka. Trafia się tu wprost na pourywane fragmenty przeżyć, rozmów z terapeutą o raku, o chemioterapii, o miłości i lęku przed śmiercią. Tekst wciąga, płynie, zaskakuje, bo przecież – „nie sądziłam (sądziłem), że to w tym kierunku zmierza”, sekretne epitafium bliskości. Dopiero po przeczytaniu całości, z pewnego dystansu można zauważyć, że ta osobista refleksja stawia pod znakiem zapytania sposób przekazania treści – język i formę.

Można powiedzieć, że w ostatnim sezonie, może dwóch, a na pewno w końcówce dyrekcji, Janowi Klacie udało się to, o czym marzył, jak każdy dyrektor tej sceny, to, o czym rytualnie pisali krytycy (czy szerzej mówiąc: dyskutanci różnych opcji). Udało się mianowicie osiągnąć porozumienie teatru i publiczności, całkiem jak w mitycznych latach siedemdziesiątych.

A już to, co Disney zrobił z Kopciuszkiem (i to dwa razy!), złości najbardziej. Seksistowski banał podany na różowej tacy. Choć przecież to nie Hollywood jako jedyne postanowiło przepisać baśnie, dostosowując opowieść do zmiennych tez i oczekiwań. Przyzwyczailiśmy się, że baśń to rodzaj fabularnej plasteliny – rozgniatanie uznajemy za nadawanie formy, której nietrwałość staje się zaletą.

Co wiemy o teatrze z perspektywy strukturalnej? Wbrew pozorom, dość niewiele – i to mimo publikacji takich, jak na przykład roczniki Teatru w Polsce, wydawane przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, czy monografii, które zajmują się poszczególnymi jego aspektami, choćby Ekonomika teatru Hanny Trzeciak.

Sonia Roszczuk i Paweł Sakowicz czekają przy wejściu do szatni jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Stoją nieruchomo w okularach przeciwsłonecznych, onieśmielając widzów zostawiających swoje płaszcze. Ubrani w modny, najnitisowy dżins i imitujące skórę węża kowbojki wyglądają niczym gwiazdy rocka, czym zresztą wzbudzają w przybyłych dystans. W przestrzeni Świetlicy Nowego Teatru, zajętej tylko przez krzesła i materace dla publiczności, rozpoczną spektakl tańcząc do głośnej muzyki.

W jednym z najbardziej ikonicznych westernów w historii kina W samo południe dźwiękowym motywem przewodnim jest posępna melodia piosenki Do Not Forsake Me, snująca się gdzieś pomiędzy gorączkowymi slalomami głównego bohatera, który bezskutecznie usiłuje znaleźć wspólników do swojej szlachetnej misji.

Lipiec. Teatry zakończyły sezon, więc z rzadka można jeszcze coś obejrzeć. Cały czas gra jednak Teatr Wybrzeże, który daje premiery – za chwilę w repertuarze będzie wyreżyserowana przez Tomasza Cymermana drukowana niedawno w „Dialogu” sztuka Pan Schuster kupuje ulicę Ulriki Syhy – i pokazuje starsze przedstawienia. Akurat trafiłem na Trojanki Jana Klaty, których wcześniej jakoś nie udało mi się obejrzeć.

Erazm z Rotterdamu, główny bohater spektaklu wyreżyserowanego przez Annę Smolar, zostaje zdemaskowany jako puste znaczące humanistyki; jako symbol pewnego podejścia do świata, jako reprezentant pewnej epoki i wyraziciel jej dążeń. Jednocześnie w czasie przedstawienia zmienia się ze spłoszonego chłopaka, zawstydzonego zainteresowaniem jakie wzbudza, w człowieka schorowanego, ślepego i zniedołężniałego, uzależnionego od innych.

Udostępnij